Ekonomia polityczna

Na portalu poważnego dziennika, Dziennika Gazety Prawnej, na poczesnym miejscu na pierwszej stronie znalazł się materiał, który już w tytule stawiał fundamentalne pytanie. »Katarzyna Żak krytykowana za „flirt z pisowską telewizją”. Co odpowiedziała?« Okazało się, że nic nie odpowiedziała, co kwalifikuje materiał do kategorii ‚sensacyjny’ względnie ‚demaskatorski’.

Bez komentarza. W ogóle nie chcę tego komentować – powiedziała [K. Żak].

Mateusz Morawiecki, który jest premierem, często pozostawia bez komentarza to i owo. Na przykład

Zarzucana Polsce ksenofobia to była rosyjska propaganda. „A może nie tylko ruska? Może także płynąca ze strony tych, którym to było na rękę? Komu zależało na tym, żebyśmy byli uważani za rusofobów? Zostawię to bez komentarza” – powiedział.

Jak powiedział, tak zrobił. Zostawił. Inny czołowy portal w sążnistym materiale za pomocą tekstu, zdjęć oraz tabeli wykazał czarno na białym, że od 22 czerwca 2020 roku do 16 czerwca 2022 roku ceny za olej napędowy wzrosły. Podczas gdy dwa lata temu litr kosztował 4 zł 34 gr, to w połowie czerwca już 7 zł 82 gr. Ze zgromadzonego w postaci paragonów materiału dowodowego jednoznacznie

wynika, że od marca tego roku olej napędowy nie spadł poniżej 7 zł za litr i rzeczywiście był w pewnym momencie blisko granicy 7 zł, ale wtedy zaczął gwałtownie rosnąć i dogonił benzynę. Teraz, pod koniec II kwartału 2022 r., zarówno olej napędowy, jak i benzyna 95 są już o krok od przekroczenia granicy 8 zł za litr.

Wzrost cen i inflacja to dwa kompletnie różne zjawiska. W gospodarce rynkowej ruch cen jest czymś naturalnym. Spowodowany jest zawirowaniami na rynku i ma przeważnie charakter czasowy względnie sezonowy. W połowie 2008 roku cena ropy zbliżyła się do 150 dolarów za baryłkę, podczas gdy dziś jest o niemal 30 dolarów niższa. Wtedy 150 dolarów to było około 450 zł, dziś 120 dolarów to około 100 zł więcej. Jak widać wzrost ceny baryłki ropy o nieco ponad 20% przełożył się na wzrost cen paliw o 80%. To nie tyle inflacja ile spekulacja.

Zarówno wzrost jak i spadek cen mają charakter tymczasowy i związane są z chwilowymi zaburzeniami na rynku. Po pewnym czasie sytuacja stabilizuje się. W przypadku inflacji nie ma mowy o stabilizacji, a wzrost cen ma charakter permanentny. Wynika to z faktu, że jeśli za ruch cen odpowiada rynek i/lub instytucje państwowe, to inflacja jest wyłącznie skutkiem błędnej polityki gospodarczej i finansowej państwa i banku centralnego. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że inflacja powyżej 5 procent jest już destrukcyjna, ponieważ jest to prawda, która dopiero teraz objawiła się prezesowi Narodowego Banku Polskiego Adamowi Glapińskiemu, który jest profesorem nauk ekonomicznych. Równiusieńko rok temu, w lipcu, inflacja osiągnęła próg poziomu destrukcyjnego.

Rok MIESIĄCE
I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
2021 102,6 102,4 103,2 104,3 104,7 104,4 105,0 105,5 105,9 106,8 107,8 108,6
2022 109,4 108,5 111,0 112,4 113,9 ! ? ? ? ? ? ?
Uwaga: Analogiczny miesiąc poprzedniego roku = 100

Choć w roku 2021 nie było wojny na Ukrainie, a covid-19 znajdował się w odwrocie, to inflacja jest podwyższona przez czynniki zewnętrzne i w dużej mierze przejściowe, więc nie ma przesłanek do zmiany stóp procentowych. Natomiast obiecuję, że jeśli tylko będą przesłanki, np. gdy inflacja będzie wiedziona czynnikami popytowymi, a silny wzrost gospodarczy będzie się utrzymywał, to podniesiemy stopy. Kto zwrócił uwagę na groźbę zawartą w tych słowach? W lipcu zeszłego roku Glapiński wprost i bez owijania w bawełnę dał do zrozumienia, że jeśli rząd nadal będzie pompował pieniądze do gospodarki, to on urządzi kredytobiorcom piekło podnosząc stopy procentowe. Ponieważ rząd nie przestał pompować, więc Glapiński zaczął podnosić, choć nie obniżamy przez politykę stóp bieżącej inflacji, niestety nie obniżamy, nie mamy takiej metody.

W czasach minionych wykładano na uczelniach ekonomię polityczną socjalizmu. Nie można się było od tego wykręcić niezależnie od tego, czy studiowało się filozofię czy fizykę. Teraz wykuwają się zręby ekonomii politycznej pisizmu, której czołowym prekursorem i przedstawicielem jest Adam Glapiński. Zgodnie z założeniami tej nowej gałęzi nauki, którą mini ster Czarnek na pewno wkrótce uczyni przedmiotem obowiązkowym od przedszkola po uniwersytet, inflację można obniżyć wyłącznie poprzez programy socjalne, wzrost płac, obniżanie podatków i podobne ruchy zwiększające podaż pieniądza na rynku. Oprócz tego inflacją jest każdy wzrost cen, a rząd i bank centralny za nic nie odpowiadają i na nic nie mają wpływu.

Zależności między cenami, inflacją, podażą, popytem według Adama Glapińskiego kształtują się następująco. Otóż banki centralne są skuteczne w likwidowaniu inflacji powodowanej czynnikami wewnętrznymi, albo tych kolejnych fal inflacji wzbudzanych przez te szoki przychodzące z zewnątrz, natomiast na same szoki te zewnętrzne nie mają wpływu. Ta inflacja, która jest w tej chwili to jest przyczyna pandemia, obostrzenia gazowe ze strony Rosji i wojna. Przede wszystkim wojna. To są szoki w postaci cenowej i podażowej jednocześnie. To są szoki, które podwyższają cenę gazu, energii wogle kazdego rodzaju, ale też żywności, braki w zaopatrzeniu itd. itd. Na to wpływu banki centralne nie mają żadnego. My jesteśmy nakierowani na to, aby ten wzrost cen, który z tego wynika w okresie późniejszym nie przeniósł się na wewnętrzny jakiś mechanizm, np. na spiralę płac i cen. My na to jesteśmy nastawieni. Nie obniżamy przez politykę stóp bieżącej inflacji, niestety nie obniżamy, nie mamy takiej metody. To może rząd robić przez tarcze antykryzysowe kiedy prawda, no, likwiduje jakby dolegliwość tej inflacji, ale ze środków budżetowych. Likwiduje dolegliwość, ale sama inflacja przecież trwa, dłużej wtedy istnieje. Natomiast my kierujemy się na to, co będzie za te ileś kwartałów, na przykład już w przyszłym roku. W przyszłym roku częściowo wchłonie przez system cen, nowych kosztów te szoki podażowe no i te elementy wewnętrzne będą nabierały coraz większej wagi i chcemy aby one były maksymalnie spełnione.

Zgodnie z informacjami pomieszczonymi na stronie Narodowego Banku Polskiego

Podstawowym zadaniem NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen.

Prezes, którym jest Adam Glapiński nie ogranicza się do podstawowego zadania banku, ponieważ — z czym się nawet nie kryje — jest członkiem obozu rządzącego. My — przekonuje — nie możemy dopuścić, że pojawiło się bezrobocie duże, żeby wzrost wogle został zatrzymany. Takie są prawdy objawione oraz proroctwa człowieka, który w styczniu, gdy okazało się, że inflacja w grudniu przekroczyła 8% przewidywał, że w pierwszym kwartale tego roku inflacja przejściowo zmaleje dzięki wprowadzeniu przez rząd tarczy antyinflacyjnej, która w znaczący sposób łagodzi skutki inflacji. A w II kw. inflacja ponownie wzrośnie, aby osiągnąć swoje maksimum około czerwca, połowy roku, gdzieś powyżej 8 proc. Oczywiście tam, gdzieś jest ten element zerowego VAT na żywność, który będzie osłabiał wzrost cen. Tak to mniej więcej będzie, peak będzie gdzieś w połowie roku, a potem inflacja zacznie maleć. Tarcza antyinflacyjna obniżyła inflację ledwie o niecały 1%.

Zebrawszy to wszystko do kupy należy zakrzyknąć gromko: Nobel z ekonomii! Subito! Niestety, jeśli chodzi o przyszłość, to jeśli Unia nie da pieniędzy, nie sfinansuje PiS-owi kampanii wyborczej, to… wyborów w przyszłym roku nie będzie.

Dodaj komentarz