Dotowana gospodarka rynkowa

Na początku była komuna. Potem nastąpiła transformacja ustrojowa i dziś komuny nie ma. Przynajmniej oficjalnie. Twórcy konstytucji przecież nie byliby sobą, gdyby powszechnie znanego i rozumianego pojęcia nie uszczęśliwili przymiotnikiem, który robi z niego puste, nic nie znaczące hasło. Artykuł 20. konstytucji stanowi, iż

Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak widać w Polsce gospodarka nie może się opierać na zdrowych, rynkowych zasadach, a rola państwa nie może sprowadzać się do roli strażnika dbającego o to, by wszyscy przestrzegali reguł gry. Komuniści z mozołem budowali gospodarkę socjalistyczną, a im bardziej budowali, tym marniejsze efekty uzyskiwali, aż w końcu splajtowali ogłaszając niewypłacalność kraju. Pod koniec swoich rządów rzutem na taśmę dokonali wolnorynkowych zmian w gospodarce w oparciu o zasadę „co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Tak zwana demokratyczna opozycja po przejęciu władzy od razu przystąpiła do — jak się to dzisiaj zwykło określać — walki z pierwszym członem hasła i wprowadzała coraz to nowe ograniczenia i zakazy. Coraz więcej było zabronione, coraz mniej dozwolone. To mniej więcej wtedy ‚interes’ został okraszony przymiotnikiem ‚narodowy’. Oczywiste jest, że w tak rozumianym interesie leży utrzymanie spółek skarbu państwa, ponieważ towarzysze partyjni, którzy nie dostali się do parlamentu i brakło dla nich posad rządowych muszą mieć się gdzie zaczepić.

Z początku prywatyzowano wszystko, co tylko się da by zasilić budżet i unowocześnić gospodarkę. Przeciw prywatyzacji byli populiści, pogrobowcy komunistów, a po powstaniu PiS-u i PO także narodowi socjaliści i neoliberałowie. Dlatego od razu pozostawiono sobie, a ściślej swoim, kilka „strategicznych” branż, kluczowych z punktu widzenia „interesu narodowego” i „bezpieczeństwa państwa”. Zarówno interes jak i bezpieczeństwo zyskałoby sporo na wyjęciu tych przedsiębiorstw z łapsk polityków, ale to oczywiście nie wchodziło w grę. Spółki skarbu państwa pozostawione w ich gestii można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to te, które z racji charakteru swojej działalności przynoszą zyski. Jeśli o nie chodzi to zaiste trzeba się było bardzo starać, by zaczęły przynosić straty. Zdarzali się tacy łebscy nominaci partyjni, którzy osiągali sukces na tym polu. Druga to przedsiębiorstwa praktycznie na okrągło będące na minusie. Tu sytuacja kierujących nimi z ramienia i po linii jest znacznie lepsza, ponieważ państwo stawia się w roli dobrego wujka i uzupełnia straty pieniędzmi podatników hojne dotując lub zwalniając z obowiązku odprowadzania podatków i składek. Modelowym przykładem jest branża górnicza. Przynoszące zyski wydobycie miedzi doi się bez litości, przynoszące straty górnictwo węgla dotuje bez opamiętania.

Górnictwo węgla kamiennego odpowiada za spory odsetek polskiego długu. Także kupowanie sobie poparcia emerytów kosztuje setki miliardów złotych. Tusk swoim zwyczajem zamiast ukrócić rozbuchane przywileje wywrócił reformę górnictwa, a także systemu emerytalnego przygotowaną przez rząd Jerzego Buzka. Skutek jest taki, że dokładamy, dopłacamy, długi i wysokie ceny tylko z tego mamy. Niestety, w kraju rządzonym przez populistów wszystko stoi na głowie. Z jednej strony rząd opowiada kocopoły o dywersyfikacji źródeł energii, plecie o rozwoju energetyki odnawialnej, z drugiej od lat polski system energetyczny nie jest w stanie jej wykorzystać. W Święta Wielkanocne

w systemie energetycznym ziścił się łatwy do przewidzenia scenariusz. Kiedy Polacy obchodzili święta wielkanocne, korzystając z zasłużonego odpoczynku, zapotrzebowanie na moc spadło do niskich poziomów, podczas gdy słoneczna i wietrzna pogoda doprowadziła do wysokiej produkcji ze źródeł fotowoltaicznych i wiatrowych. Na rynku doszło do nadpodaży, a ceny energii zaczęły spadać do ujemnych poziomów. Ponieważ na energię nie było zbytu, instalacje na polecenie były wyłączane.

Jak domyślić się nietrudno Polskie Sieci Elektroenergetyczne to spółka skarbu państwa. Państwowy monopolista nie musi przejmować się rynkiem, zyskami, odbiorcami energii. Nawet jeśli dojdzie do blackoutu, to włos z głowy mu nie spadnie. Teraz, żeby ułatwić sobie życie przygotował korzystne dla siebie przepisy. I co z tego, że uderzą w branżę OZE, skoro apanaże i premie nie zależą od tego, czy jest dobrze, tanio i bezpiecznie? Im bardziej Tusk plecie o repolonizacji i stawia na polskie firmy, tym bardziej polskie firmy miewają pod górkę.

Nowe zasady przyłączania do sieci wyeliminują polskich inwestorów OZE? — Nie na tym miała polegać repolonizacja — mówi jeden z przedstawicieli branży. O swoją przyszłość martwią się też spółdzielnie energetyczne. Co na rynku energetyki odnawialnej zmieni pakiet antyblackoutowy PSE?

W samym 2025 roku rząd hojną ręką dołożył do górnictwa 9 miliardów złotych. To po ponad 200 zł „na twarz” każdego mieszkańca tego pięknego nadwiślańskiego kraju od oseska po sędziwego starca. Rządowi nie zależy na obniżeniu cen prądu z oczywistych względów — prąd i jego przesył są obłożone podatkiem i akcyzą, więc im wyższa cena, tym większe wpływy do budżetu. Warto rzucić okiem jak państwo gospodaruje publicznym groszem i na co wydaje. Komuniści dopłacali do wszystkiego, co nie dziwi, bo wszystko było państwowe, populiści dopłacają tylko do tego, co pozostało państwowe czyli społeczne względnie narodowe.

W okresie styczeń-marzec 2026 r. najwyższe kwotowo wydatki odnotowano w następujących częściach budżetu państwa:

Zakład Ubezpieczeń Społecznych – w wysokości 41,7 mld zł, tj. 20,1% planu,
Obrona Narodowa – w wysokości 24,2 mld zł, tj. 20,4% planu,
Subwencje ogólne dla jednostek samorządu terytorialnego – w wysokości 17,6 mld zł, tj. 32,5% planu,
Obsługa długu Skarbu Państwa – w wysokości 15,3 mld zł, tj. 17,0% planu,
Zdrowie – w wysokości 14,7 mld zł, tj. 30,0% planu,
Budżety Wojewodów – w wysokości 13,2 mld zł, tj. 27,3% planu,
Sprawy wewnętrzne – w wysokości 11,9 mld zł, tj. 24,5% planu,
Środki własne UE – w wysokości 10,0 mld zł, tj. 25,2% planu,
Szkolnictwo wyższe i nauka – w wysokości 8,6 mld zł, tj. 25,4% planu.

W sumie po trzech miesiącach 2026 roku deficyt wyniósł 69,5629 mld zł. Obsługa długu pochłonęła niemal dwa razy więcej niż wydano na szkolnictwo i naukę. Oczywiście żadnych cięć nie będzie, bo zbliżają się wybory i Tusk będzie starał się przekonać społeczeństwo, że jest równie dobrym wujkiem jak Morawiecki, a nawet lepszym. Niejednokrotnie już pokazał, że jeśli zapowiada że coś zrobi to zapowiada, a jeśli obieca, że (wy)da więcej niż PiS, to (wy)daje.

Dodaj komentarz


komentarze 4

  1. Odnośnie czytania w myślach, jestem inżynierem (po AGH) i nie sądzę abym posiadał jakieś zdolności telepatyczne. Zresztą Żona przypomina mi to na każdym kroku. A jeśli chodzi o zbieżność poglądów, to chyba to że jesteśmy rówieśnikami odgrywa tu rolę. Podejrzewam również, że posiadasz wykształcenie techniczne, co sprzyja logicznemu myśleniu. Miłej niedzieli.

    1. Zasugerowałem czytanie ponieważ napisałem wpis, a Ty go niejako rozszerzyłeś jakby czytając mi w myślach. Dwie informacje w takich przypadkach są według pismaków kluczowe: narodowość i wiek. Ofiarami ataku rakietowego były kobiety, dzieci i Polak lat 26. Komuniści uzupełniali jeszcze sakramentalnym „nigdzie niepracujący”. Myślę, że rolę odgrywa zbieżność poglądów i myślenia, a nie rówieśnictwo. Mam kilku rówieśników, z którymi nie idzie się dogadać w niektórych kwestiach.

  2. Zastrzelony 26-latek miał uczestniczyć w brutalnym pobiciu – donosi portal TVN24. Próbowałem zrozumieć o co autorowi tej przynęty do kliknięcia chodziło, ale musiałem się poddać. Bowiem o co tu chodzi? Czy delikwent miał uczestniczyć, ale nie zdążył, bo go odstrzelili? Czy może zdążył i dopiero potem dostał kulkę? Co ma do rzeczy wiek zastrzelonego? Czy gdyby miał powiedzmy lat 28, to sprawa wyglądałaby inaczej? I wreszcie brutalne pobicie. Czy są jeszcze jakieś inne pobicia poza brutalnymi? Być może są. Nie wiem…
    Wszystko to skłania do smutnej refleksji, że żurnalistą we współczesnych mediach może dziś być każdy.