15 października 2023 roku wyborcy gremialnie ruszyli do urn, by stojąc w gigantycznych kolejkach wybrać swoich parlamentarzystów. Choć po raz kolejny zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, to większość zyskali ci, którzy obiecywali powrót państwa prawa, rozliczenie i osądzenie nieprawidłowości. Półtora roku później, 1 czerwca Polacy ruszyli do urn by wybrać swojego prezydenta przekonywani przez tych, którzy obiecywali im państwo prawa, że każdy głos jest ważny, każdy głos się liczy.
Gdy Trybunał Konstytucyjny, którego skład nie budził ani zastrzeżeń, ani wątpliwości odnośnie do legalności, wydał wyrok, który był nie na rękę pisowskiej władzy, premier Beata Szydło po prostu go nie opublikowała w Dzienniku Ustaw. Gdy nielegalna, nieuznawana przez polskie i europejskie sądy i europejskie trybunały izba Sądu Najwyższego 1 lipca wydała uchwałę potwierdzającą wybór Karola Nawrockiego na prezydenta, wyrzucając przy pełnej aprobacie ministra sprawiedliwości Adama Bodnara ponad 50.000 protestów wyborczych do kosza, premier Donald Tusk czym prędzej ją opublikował opatrując idiotycznym komentarzem. Nie poczekał nawet na ponowne przeliczenie głosów w tych kilku wybranych komisjach, w których „dostrzeżono nieprawidłowości”.
Spora liczba tych, którzy pofatygowali się do urn najpierw 15 października 2023 roku, a potem 1 czerwca 2025 roku dziś zaczyna żałować straconego czasu. Jaki sens miało głosowanie na ludzi wiarołomnych, którzy od początku nie mieli zamiaru dotrzymać obietnic? Podczas wyborów prezydenckich koalicja paździerzowa, rząd i sztab wyborczy kandydata Koalicji Obywatelskiej robili wszystko, by wybory przegrać. Gdy mimo to sondaże po zamknięciu lokali wyborczych pokazały nieznaczną przewagę Rafała Trzaskowskiego, w obsadzonych przez zaufanych ludzi komisjach ruszyła akcja korygowania wyniku wyborów. A Donald Tusk, choć publicznie pytał Andrzeja Dudę, Karola Nawrockiego i Jarosława Kaczyńskiego „czy nie są ciekawi prawdziwego wyniku głosowania”, to sam nie jest nim zainteresowany.
Donald Tusk osobiście obiecywał powrót państwa prawa. Publikując uchwałę Sądu Najwyższego potwierdził, że jedynym celem przejęcia władzy było odblokowanie funduszy unijnych i przygotowanie gruntu pod powrót PiS-u do władzy już na stałe. Ale aby system mógł się domknąć prezydentem musi zostać Nawrocki, ponieważ Trzaskowski mógłby utrudniać niezbędne „dobre zmiany”. Premier potwierdził na X, że strategię uzgodni i plan zrealizuje.

Wydanie poniedziałek-niedziela, 10-16 września 2012 roku
Jak widzicie, utrzymanie koalicji jest trudne, ale możliwe, podobnie jak przebudowa rządu i uzgodnienie strategii, która pozwoli przejść do ofensywy po przegranej w wyborach prezydenckich. Wymaga oczywiście odwagi i lojalności. Mimo znanych Wam trudności, zrealizuję to zadanie.
Jeden z koalicjantów uznał, że już nie ma na co czekać i zaczął uzgadniać strategię i omawiać szczegóły przyszłej współpracy z dzisiejszą opozycją. Także większość respondentów nie ma złudzeń co do przyszłości kraju. Na pytanie „Czy uważasz, że Prawo i Sprawiedliwość przejmie w Polsce władzę po wyborach parlamentarnych w 2027 r.?” aż bez mała 49% odpowiedziało „Tak!”
Gdy władzę w partii i w kraju obejmie człowiek, który się prawdzie nie kłania, swego czasu Pinokiem zwany, to najwięksi optymiści zaczynają wątpić przestając wierzyć, że jakiekolwiek zmiany na lepsze są w ogóle możliwe.
Dywagacje