Do wtorku doktorku

Co i rusz to jeden to drugi publicysta przekonuje, że Karol Nawrocki, który miał zostać prezydentem, chce być jak Donald Trump. W rzeczywistości Nawrockiemu marzy się tylko władza jaką ma Trump i nic poza tym. Jest także inny polityk wysokiego szczebla, który może nie chce być jak Trump, ale niestety jest. Jeśli w skrytości ducha marzy o większej władzy, to istnieje obawa, że nie potrafiłby jej wykorzystać. A jeśli już, to nie dla dobra kraju, lecz dla forsowania własnego widzimisię.

Nawrocki nie waha się, podejmuje decyzje i nie wycofuje się z nich. Najbardziej szkodliwą potrafi uzasadnić i nie ma znaczenia, że uzasadnienie nie trzyma się kupy, jest nielogiczne, by nie rzec idiotyczne. Liczy się bowiem tylko decyzja. Drugi polityk, przypadkowo noszący to samo imię co Trump jest bardzo podobny doń pod względem niezdecydowania, chwiejności, niekonsekwencji, niepewności. Wiele, bardzo wiele razy zdarzało się, że marszczył brew, grzmiał, zapowiadał „surowe konsekwencje”, wyjaśnienie „do spodu”, po czym zapadał się pod ziemię, a w sprawie nic się nie działo.

Donald Trump zapowiedział, że jeśli Iran do wtorku nie spełni jego oczekiwań, to zmiecie go z powierzchni ziemi. Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku 7 lipca, oni, czyli jego cierpliwie czekający na wytyczne podwładni, nie kiwną palcem, to on, Tusk, podejmie decyzje! Osobiście! Osobiście to powiedział mówiąc, że jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących rekomendacji, precyzyjnych, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne. Skąd tak stanowczy ton? Ano stąd, że zarządził oszczędności w służbie zdrowia zmuszając pacjentów do czekania w jeszcze dłuższych kolejkach, a tymczasem beneficjenci wykorzystują patologiczny system dla osobistych korzyści. Dlatego dla Narodowego Funduszu Zdrowia i dla ministerstwa zadanie jest proste — to zjawisko musi zniknąć.

Jakie zjawisko? Naiwnością niemowlęcia zgrzeszą ci, którzy pomyślą, że chodzi o kominy płacowe i wykorzystywanie patologicznego systemu w celu napełnienia sobie trzosa. Nie to i towarzyszące mu gigantyczne, sięgające już 30 mld zł zadłużenie szpitali premier miał na myśli! Lekarze zarabiają tyle, ile powinni, a ponieważ od lipca powinni zarabiać więcej, więc dostali podwyżki. Chodziło o kolejki, które muszą być egalitarne! Żadnych przywilejów! Zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością dostęp do usług medycznych w publicznej ochronie zdrowia powinien być równy i zależny od tego, kto i kiedy zapisał się do kolejki. Zależny od oceny medycznej przypadku, a nie od znajomości. I nie ma żadnego znaczenia, jakie to jest miasto, jaki to jest szpital. Bareja by tego nie wymyślił.

W czasach minionych, gdy agent Wałęsa wraz ze współpracującymi z nim prawdziwymi polskimi patriotami, wśród których wyróżniali się bracia Kaczyńscy, powołał do życia Solidarność. W 1981 roku w Hali Oliwia odbył się pierwszy (i ostatni) Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”. Pogrobowcy bolszewików z tow. Łapińskim i Millerem na czele, oraz kolejne prawicowe rządy zadbały o to, by śpiewane tam piosenki nie zdezaktualizowały się zbytnio. Swoisty hołd złożony przez Jacka Zwoźniaka kolejkom w nieco znowelizowanej odsłonie mógłby dziś brzmieć na przykład tak:

Tam w kąciku stoi wyrko nie zasłane,
jeszcze piesek smacznie chrapie na tapczanie,
a już cicho ktoś po domu chodzi w kapciach,
po omacku się ubiera dzielna babcia.

Coś ją boli, coś ją strzyka, bez znaczenia,
Bo tu w domu tyle zawsze do zrobienia,
Wnusia głowa boli już od dwóch tygodni,
Pora stanąć mu w kolejce do przychodni.

Szoruj babciu do kolejki pięć po czwartej,
skierowanie załatw szybko, idź na wartę!
Stań w ogonku cichuteńko jak ta myszka,
niech nie złapie cię serdeńko znów zadyszka.

A gdy babcia nie daj Boże zachoruje,
nikt się nad nią w tym systemie nie zlituje,
bo kolejka do lekarza to rzecz święta,
gdy spróbuje ją ominąć popamięta!

Wszyscy mają stać w kolejce jednakowo,
ze złamaną ręką i z rozbitą głową.
Czy sprawa jest pilna i ile poczekasz
Zdecyduje urzędnik, a nie jakiś lekarz.

No więc jeśli do wtorku 7.07.2026 roku Tusk nie otrzyma precyzyjnych rekomendacji, które go usatysfakcjonują, to we środę podejmie decyzje, także personalne. Niestety, nawet on nie przewidział wszystkiego. Gdy tuż przed północą w poniedziałek dostał rekomendacje, nie potrafił ocenić czy są dostatecznie precyzyjne i satysfakcjonujące. Dlatego we wtorek rano oznajmił, iż jego zadaniem jako premiera rządu nie jest szukanie kozłów ofiarnych. Ci, którzy odpowiadają za konkretne sytuacje w konkretnych szpitalach, jak wiecie, będą odpowiadać. Także niektórzy przed wymiarem sprawiedliwości. Dlatego nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje, ale na ministerstwie zdrowia i prezesie NFZ z nadania PiS-u nadal spoczywa pilny obowiązek przygotowania konkretnych rozwiązań także systemowych, dotyczących nieprawidłowości w systemie płac, wyceny świadczeń, organizacji pracy szpitali. Nad tym siedzieliśmy ostatnich kilkadziesiąt godzin. Jeszcze dzisiaj będziemy te rozmowy kontynuować i mam nadzieję, że jutro pani minister i jej współpracownicy będą gotowi do prezentacji naszych ustaleń. Będziemy dalej działać na rzecz uzdrowienia sytuacji w ochronie zdrowia.

Przypomnijmy sobie jak dotąd wyglądała niezdrowa sytuacja w ochronie zdrowia, którą teraz będą w pocie czoła uzdrawiać.

Błyskawiczna pomoc w szpitalu, pięciu lekarzy, uprzejmy personel, szybki rentgen, opatrunek, kule — tak wygląda opieka w polskiej służbie zdrowia. Ale tylko dla wybranych. Nad skręconą kostką radziło konsylium aż czterech medyków. A zwykli Polacy? Ze znacznie poważniejszymi problemami muszą czekać miesiącami na przyjęcie do lekarza i badania. A kule muszą sobie wypożyczyć sami. Albo lub kupić, bo szpital darmowych nie daje

Jeśli komuś ta sytuacja skojarzyła się z prezesem PiS-u, któremu obecny dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie gen. prof. Grzegorz Gielerak nosił kule do domu, to niestety trafił kulą w płot, albowiem tak był traktowany Donald Tusk w 2013 roku. Teraz oburza się, że partyjny lekarz z równą estymą traktuje jego partyjnych kolegów, a partyjni koledzy odwdzięczają się partyjnemu lekarzowi przelewając mu na konto pieniądze przeznaczone na leczenie pacjentów. A przecież już wtedy po każdej burzy było

jak zwykle — najpierw przymkniemy oko na łamanie prawa, a jak już dojdzie do nieszczęścia, i nie uda się przeczekać, to wyślemy trzy kontrole, zwołamy siedem komisji i będziemy… Karać, karać, karać? Skąd! Umarzać, umarzać, umarzać. Bo jeśli nawet pacjent nie przeżył lub w wyniku leczenia został kaleką, to taka była wola boża. Ksiądz dobrodziej biegłym świadkiem.

Tusk ewidentnie uwierzył w swoją omnipotencję, geniusz, nieomylność („nikt mi nie wmówi, że…” „nikt mnie nie przekona, że…”), ale gdy przychodzi co do czego, gdy trzeba podjąć decyzję, to kluczy, lawiruje, przeciąga i znika czekając, aż sprawa przycichnie. Gdy nie przeciacha, to wychynąwszy z niebytu rozdaje ciosy na prawo i lewo wyładowując złość na przypadkowych ofiarach. Tym, którzy za kryzys faktycznie odpowiadają z reguły włos z głowy nie spada.

Dodaj komentarz


komentarze 2

  1. Nie uwierzysz, ale w Stanach kolejek do lekarzy nie ma. Nie ma również placówek zdrowia kontrolowanych przez państwo. Czy to finansowo, czy organizacyjnie. Pacjenci płacą za usługi medyczne i lekarstwa poprzez ubezpieczalnie, do których uiszczają składki gdy są aktywni zawodowo. Niektórzy pracodawcy finansują ubezpieczenie medyczne z własnej kieszeni, obniżając tym samym wysokość podatku dochodowego. Po przejściu na emeryturę koszty leczenia pokrywa rząd federalny. Dla tych co pracowali (i płacili składki) poprzez system MEDICARE, a dla tych którzy nie pracowali, albo są w trudnej sytuacji materialnej – przez MEDICAID. Trump przy tym ostatnim próbuje co prawda majstrować, ale na większe zmainy się nie zanosi. A kolejek do lekarzy – jak powiedziałem na wstępie – nie ma.

    1. Być może znasz kraj, w którym pensje lekarzy pochłaniają 90-100% budżetu szpitala, a koszty leczenia finansowane są z kredytu. Zamiast wreszcie zreformować ten barbarzyński system Tusk będzie mnożył zakazy nakazy, przykazy. Szpital nie mający pieniędzy na leczenie będzie karany za wadliwy system. Już widzę jak samorządy decydują się zamknąć szpital z powodu braku lekarza, który za marne 100 tysięcy nie ma zamiaru w nim pracować. Czy naprawdę Tusk ma nas za idiotów? Oburza się na zarobki lekarzy i przyznaje im podwyżki, bo przez trzy lata nie zdążył znowelizować ustawy podwyżkowej.