CPN – cierp pacjencie nadal

Nie trzeba wrogów zewnętrznych, wyjących syren, ataków rakietowych, hybrydowych, kognitywnych i dowolnych innych. Wystarczą sami rodacy skaczący sobie do oczu, nie przyjmujący do wiadomości, że są wykorzystywani, manipulowani, działają na szkodę własną i państwa, nie dający się przekonać, że czarne jest czarne. Zachowują się jak trzymane przez rodziców pod kloszem dzieci, które nie wiedzą co to odpowiedzialność, bo nigdy za nic nie odpowiadały. Nie ponoszą konsekwencji swoich czynów, decyzji, bo wszystkie ich błędy tuszują i naprawiają rodzice. Nie rozumiejąc co jest przyczyną, a co skutkiem nie dociekają przyczyn, lecz szukają winnych.

Żeby daleko nie szukać — skutki globalnego ocieplenia i towarzyszące mu zmiany klimatu odczuwają wszyscy, ale najbardziej dotkliwie rolnicy, którzy ponoszą coraz większe straty. Zamiast jednak robić wszystko, by powstrzymać katastrofę klimatyczną protestują nie godząc się na żadne ograniczenia. Jednocześnie żądają coraz większych rekompensat. Mieszczuchy w miastach z kolei nie dostrzegają związku między zmianami klimatu a marnymi plonami powodującymi wzrost cen żywności. Gdy zrobi się zbyt drogo, wyjdą na ulice obarczając winą rząd i w ramach protestu podpalą kilka samochodów i zdemolują kilka sklepów.

W skali kraju odpowiednikiem nieodpowiedzialnych rodziców są liderzy partyjni traktujący swoich stronników jak dzieci. Obiecują gruszki na wierzbie, usuniecie kłód spod nóg, rozwiązanie wszystkich problemów. Przekonują, że nie ma potrzeby niczego sprawdzać, kontrolować, potwierdzać, bo oni wszystko wiedzą. Ostatnio rząd postanowił rozwiązać problem drożejących paliw w jedyny znany mu sposób, czyli poprzez odgórne ustalanie cen. Skutek był taki, że koncerny paliwowe osiągnęły gigantyczne zyski obławiając się jak nigdy. Teraz wychodzi mini ster od finansów, którego zadaniem jest zaspokajanie finansowych zachcianek premiera i oznajmia, że wysokie ceny to wina Nawrockiego, który miał zostać prezydentem. To, co widzimy na stajach benzynowych, to efekt działania prezydentaoznajmił. — Karol Nawrocki stanął po stronie interesów paliwowych. Będziemy analizować przywrócenie programu CPN.

Nie pierwszy raz rząd zamiast przygotować rozwiązania systemowe sięga do kieszeni podatnika. Żeby coś naprawić trzeba wiedzieć (w nowomowie: mieć wiedzę) co należy zrobić i jak i znać się na — w tym przypadku — podatkach i ekonomii. Do rozdawania pieniędzy nie trzeba żadnych kompetencji, każdy głupi podoła. Dobrotliwy i hojny premier w napadzie populizmu zwolnił więc koncerny paliwowe z podatku, a urzędnicy w oparciu o kontemplację sufitu ustalali maksymalne ceny paliw na takim poziomie, jakiego koncerny same nie odważyłyby się zaproponować. Teraz Domański grozi, że na złość Nawrockiemu powtórzy ten manewr jeszcze bardziej napychając im kabzy.

W ochronie zdrowia także nie ma co liczyć na poprawę. Niekompetentna, nieudolna, by nie rzec durnowata władza niczego nie naprawi, za to jest na prostej drodze do katastrofy. Albo w otoczeniu Tuska są przedstawiciele PiS-u, którzy robią wszystko, żeby koalicja paździerzowa z Obywatelską na czele przegrała wybory, albo kompletni ignoranci, którzy nie są w stanie przewidzieć skutków swoich pomysłów. Zgłaszają coraz to nowe i coraz idiotyczniejsze pomysły, zgodne z przyświecającą Tuskowi i Kaczyńskiemu od dziesięcioleci zasadą 3z+3k (zabronić, zakazać, zdelegalizować i karać, k…wa, karać!). Ostatnio wymyślili, że

lekarzowi, który skłamie w oświadczeniu, gdzie i ile czasu pracuje, będzie grozić do 8 lat więzienia.

Jak widać nie chodzi o to, by system ochrony zdrowia dostosować do wymogów wolnego rynku i postawić z głowy na nogi. Funkcjonariuszom państwowym i twórcom patologicznego systemu nie może włos z głowy spaść. A to przecież system i jego nadzorcy — politycy — umożliwiają lekarzom zarabianie. Poza nielicznymi wyjątkami lekarze przecież nie kradną. Korzystają z tego, że nikt niczego nie sprawdza, nie kontroluje i bez szemrania podpisuje fikcyjne rozliczenie godzin pracy. Jeśli teraz pod publiczkę wprowadzi się ograniczenia, jeszcze bardziej zredukuje związek płacy z jakością usług i liczbą udzielonych porad, to co zmotywuje lekarza do starań? Przecież już teraz jego płaca nie zależy od jego wiedzy, doświadczenia i kompetencji, lecz od pozycji, układów i widzimisię urzędników.

Jeśli przez lata przyzwyczajało się lekarzy, że im się godziwe wynagrodzenie należy, odgórnie, arbitralnie ustala się im wynagrodzenia bez ogladania się na kondycję placówek, które ich zatrudniają, bez kłopotania się skąd wezmą na płace pieniądze, to wprowadzanie znienacka ograniczeń do reszty zdestabilizuje system. Zwłaszcza, że są lekarze, którzy nie zarabiają milionów, a też im się przecież godna płaca należy. Bo

Większość lekarzy zarabia jednak mniej niż 240 zł na godzinę. Wielu z nich teraz zażąda podwyżki. Od dyrektorów szpitali już płyną takie sygnały. Wydatki na wynagrodzenia, zamiast spaść, wzrosną.

Z kolei

Zakaz wynagradzania lekarzy procentem od stawki za wykonaną procedurę, to też strzał kulą w płot. Sprawi, że liczba procedur spadnie. Skoro wynagrodzenie – i tak już z góry ustalone przez przepisy nowej ustawy – nie będzie zależało od tego, ile zrobię operacji, tylko od tego, ile przesiedzę godzin, to po co się bardziej starać?

Z uwagi na braki kadrowe do wielu placówek w mniejszych miejscowościach specjaliści dojeżdżają na kilka, kilkanaście godzin w tygodniu jako konsultanci. Wymóg zatrudniania lekarzy na minimum pół etatu grozi więc zamknięciem wielu poradni specjalistycznych. W dawnych czasach powiadano: wpuść głupiego do biura, to atrament wypije, a dzisiaj należałoby powiedzieć: daj idiocie władzę, to wszystko zrujnuje.

Komuniści uwielbiali kontrole. Starsi pamiętają osławioną IRCh-ę, czyli Inspekcję Robotniczo-Chłopską. To coś w rodzaju ROG (Ruchu Obrony Granic) Bąkiewicza, tylko inspirowane i legitymizowane przez komunistyczne władze. Teraz kontrolowane będą placówki medyczne.

Zgodnie z projektem przygotowanym przez Ministerstwo Zdrowia kontrolerzy będą mogli pojawić się w placówce bez wcześniejszej zapowiedzi. Sprawdzą nie tylko realizację świadczeń finansowanych ze środków publicznych, ale w określonych sytuacjach również dane dotyczące wizyt prywatnych. Wszystko po to, aby pomóc w wykrywaniu nadużyć i uszczelnieniu systemu ochrony zdrowia.

Przez całą komunę wykrywano nadużycia i doskonalono zarówno system kontraktacji, jak i — później — system reglamentacji i kontrolowano na potęgę. Lekarz nie zacznie lepiej leczyć tylko dlatego, że będzie się bał kontroli. Zresztą zlecanie kontroli urzędnikom NFZ to jakby zlecić lisom pilnowanie kurników. W szpitalu MSW na Banacha zwłoki leżały miesiącami w prosektorium, sanepid przeprowadził kontrolę i niczego niepokojącego nie wykrył.

Czy w tych wyborach wyborcy nie powiedzą sobie „niech się dzieje co chce (lub z ukraińska naser mater), niech nas nawet złapią za mordę, ale niech w końcu zrobią porządek z gospodarką, postawią służbę zdrowia na nogi, skończą z obsadzaniem politykami spółek skarbu państwa i kolesiami rad nadzorczych” i zagłosują na Konfederacje? Bo wybór między niegramotnymi zamordystami Kaczyńskiego i aroganckimi ignorantami Tuska to żaden wybór. Na dodatek nieudolność rządu grozi tym, że władzę obejmą ludzie z prokuratorskimi zarzutami. Jeden już wyciąga z paki swoich kumpli.

Dodaj komentarz