Cała robota

Jest ciepło. A nawet gorąco. I nie zapowiada się, by było chłodniej. Wręcz przeciwnie, dzięki naszym światłym władcom będzie coraz cieplej. Oni bowiem przejmować się niczym nie muszą — z klimatyzowanego gabinetu klimatyzowaną limuzyną zostaną odwiezieni do klimatyzowanego apartamentu. Nie interesują się także cenami żywności, ponieważ wyżywienie im się należy jak psu micha. Spędza im sen z powiek jedynie obawa, że nie będzie śniegu, więc nie będzie można jeździć na nartach, albo że nawałnica podtopi boisko czy kort.

Europa próbuje coś w sprawie klimatu rozbić. Kaczyński, Orbán a teraz Tusk stają okoniem. Jak na prawdziwego przywódcę i wizjonera przystało Tusk wie, że zmiany klimatu poczekają, że nie ma czym się przejmować, że trzeba za wszelką cenę chronić polskie rolnictwo. Cała moja robota polega na tym, żeby zapisy w Unii Europejskiej dotyczące na przykład Zielonego Ładu, ochrony klimatu, żeby one były możliwościami, z których można skorzystać tu w Polsce, a nie nakazami czy limitami nakładanymi na barki ludzi, producentów, przedsiębiorców, rolników. Lista możliwości, z których można było skorzystać w Polsce jest bardzo długa. Wystarczy wspomnieć chociażby polską energetykę. Choć prąd z pierwszej elektrowni atomowej miał popłynąć już cztery lata temu, to zainwestowano 11,5 miliarda zł w energetykę węglową. Bo tu nie chodzi o biznes dla spółki, tylko o wielki narodowy biznes dla wszystkich Polaków. Temu podporządkowane było to przedsięwzięcie, a ich ciężka praca miała doprowadzić to tego, żeby ono nie było w żadnym wypadku dla spółki problemem.

Nikt nie zaprzeczy, że za ten narodowy biznes wszyscy Polacy płacą dziś jak za woły. Były też i inne możliwości. Teraz w populistycznym amoku Tusk chce chronić rolników zamiast klimatu, który we znaki daje się wszystkim. Sam nie zdradza i nikt, żaden z niezależnych dziennikarzy nie pyta, w jaki sposób ochroni rolników przed suszą, gradobiciem, nawałnicami, trąbami powietrznymi? Jak ochroni przedsiębiorców przed stratami spowodowanymi przez wichury i podtopienia? Naprawdę trudno zrozumieć ekonomię, zgodnie z którą są pieniądze na usuwanie skutków nawałnic, a nie ma na działania, których celem jest sprawienie, żeby nie były tak ekstremalne.

Ujęcia wody w Grębynicach w gminie Zielonki i w Naramie w gminie Iwanowice zalała i uszkodziła nawałnica, która w poniedziałek wieczór przeszła nad północną częścią powiatu krakowskiego. Asfalt z dróg w gminach Skała, Wielka Wieś i Iwanowice był zrywany płatami. Woda z ogromną siłą przenosiła części nawierzchni dróg na pobocza, łąki i do rzek. W powiecie krakowskim odnotowano ponad 130 interwencji. Gminy liczą straty w infrastrukturze — uszkodzone podbudowy dróg, nakładki, zniszczone sieci wodociągowo-kanalizacyjne, zalane studzienki, przepusty, podtopione boiska, drogi zamulone, zasypane kamieniem. Do tego są podtopione podwórka i piwnice prywatnych domów.

Niezależne media i rząd znalazły rozwiązanie obecnej sytuacji. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa co kilka godzin wysyła ostrzeżenie. To pozwala przerzucić odpowiedzialność na poszkodowanych, którym dach zerwało lub dom zalało. Zostali ostrzeżeni i nie kiwnęli palcem, nie zrobili nic — nie umocowali dachu, nie zabezpieczyli piwnicy…

Dopóki władcy nie zaczną tracić bliskich lub sami nie zaczną ginąć, dopóty palcem nie kiwną i dalej będą w najlepsze igrać z ogniem narażając poddanych na cierpienia i śmierć.

 

Dodaj komentarz