Wszystkim, bez wyjątku, zarówno tym, którzy wierzą, że — jak chce konstytucja — rodzący się właśnie Bóg jest źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i tym, którzy nie podzielają tej wiary, ale udziela im się podniosły, świąteczny nastrój, tym, którzy zaglądają tu regularnie i tym, którzy od czasu do czasu, a także tym, którzy nie mają pojęcia że ten blog istnieje, życzę ciepłej, rodzinnej atmosfery przy wigilijnym i świątecznym stole, słodkiego, miłego życia, zdrowia, którego smak doceniamy zwykle dopiero po jego utracie, szczęścia, którego zwykle nie potrafimy docenić traktując jako coś oczywistego i w ogóle wszelkiej pomyślności.
Niech te dni staną się przełomowe nie tylko dlatego, że narodzinom Boga towarzyszy zwycięstwo światła nad mrokiem, którego przejawem jest systematycznie zwiększająca się długość dnia, ale dlatego, że — jak śpiewał nieodżałowany Stanisław Sojka — życie nie po to jest by brać i trwać. Aby naprawdę żyć siebie samego trzeba dać. Niech więc te dni odrodzenia i nadziei pozwolą dostrzec, że swary i kłótnie do niczego nie prowadzą, że przeważnie kruszymy kopie o sprawy bez znaczenia, o nieistotne drobiazgi, obwiniamy, choć sami nie jesteśmy bez winy. Gdy skupimy się na zbliżaniu, cementowaniu, pozytywnych uczuciach, miłości, wierności, wyciszymy się na co dzień, a nie tylko od święta, wszystkie dni będą radosne, obfite, gwarne i w ogóle wyjątkowe. Animozje, niesnaski, wzajemne oskarżenia szczęścia nie dają…
Dzisiaj jest jedyny w roku, magiczny dzień, w którym zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Pójdźmy w ich ślady.
Dywagacje
Najlepszego Obywatelu
Dziękuję i wzajemnie.
Masz wiadomość