Warto wiedzieć jak to z tymi reparacjami naprawdę jest, by nie dać wpuścić się w maliny przez niedouczonych narodowych populistów, którzy dla osobistych korzyści zakłamują historię, igrają z bezpieczeństwem Polski i działają na jej szkodę nastawiając wrogo sąsiadów do Polaków i Polaków do sąsiadów. Zanim o reparacjach słów kilka warto poświęcić gloryfikowanej ostatnio Brygadzie Świętokrzyskiej, bo jedno wiąże się z drugim. W czasie II wojny światowej kolaborujący z Niemcami uznawani byli za zdrajców. Armia Krajowa wydawała na nich wyroki śmierci. 80 lat później dla Mateusza Morawieckiego, Andrzeja Dudy, Karola Nawrockiego i większości prawicy bohaterami są nie tylko obrońcy Monte Cassino, ale także „żołnierze wyklęci” z kolaborującej z hitlerowcami Brygady Świętokrzyskiej. Czy to przypadek, czy tradycja, że polscy prawicowi politycy kolaborujący z neonazistami dziś, sławią tych, którzy kolaborowali z nazistami w przeszłości?
Karol Nawrocki, który miał zostać prezydentem, skierował do uczestników obchodów 82. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej list, w którym gloryfikował rozłam, niepodporządkowanie się rozkazom rządu polskiego na uchodźstwie. Czyli dokładnie to, co dziś sam robi będąc prezydentem. W liście napisał między innymi, że
Sformowana 82 lata temu Brygada Świętokrzyska NSZ chroniła rodaków przed Niemcami i ich kolaborantami, przed Sowietami i komunistycznymi dywersantami, wreszcie przed pospolitymi bandytami. „Brygada Świętokrzyska to Polski przednia straż! […] Ojczyźnie dar niesiemy ze krwi i naszych ran” – rozbrzmiewał śpiew hymnu jednostki. Front wschodni zbliżał się jednak nieuchronnie. Z jednej strony zaciskały się pętle obław Wehrmachtu, SS i żandarmerii na polskie oddziały partyzanckie na Lubelszczyźnie i w Kieleckiem, z drugiej zaś konsekwentnie przesuwał się front wschodni – nadchodziła Armia Czerwona, a wraz z nią NKWD i Smiersz.
Co w obliczu zbliżania się ze wschodu Armii Czerwonej uczyniły Narodowe Siły Zbrojne? Odmówiły zjednoczenia z AK, nie podporządkowały się rządowi polskiemu na uchodźstwie. Brygada Świętokrzyska zamiast walczyć odwróciła się na pięcie i w porozumieniu z Wehrmachtem, przy wsparciu wysokich rangą przedstawicieli reżimu hitlerowskiego, pomaszerowała na zachód.
Brygada Świętokrzyska była formacją stworzoną przez Narodowe Siły Zbrojne. Narodowe Siły Zbrojne nie należały do polskiego Państwa Podziemnego, nie były legalną organizacją konspiracyjną taką, jak powołana rozkazem naczelnego wodza, generała Sikorskiego, Armia Krajowa. Zgodnie z tym rozkazem wszystkie organizacje podziemne miały podporządkować się jednemu dowództwu, Armii Krajowej i racji stanu, którą reprezentował rząd polski w Londynie. Narodowe Siły Zbrojne odmówiły wykonania tego rozkazu, powołały swoją własną organizację, która w gruncie rzeczy była bojówką partyjną jednego ugrupowania — ONR-u oraz części rozłamowców ze Stronnictwa Narodowego. NSZ otwarcie głosiły, że nie uznają rządu w Londynie, nie uznają jego przedstawicielstwa i komendanta sił zbrojnych w kraju i będą prowadziły własną politykę tworząc partyjną bojówkę po to, żeby w sprzyjających okolicznościach dokonać zamachu stanu i przejąć władzę w Polsce.
W wywiadzie, który ukazał się w Gazecie Wyborczej prof. Andrzej Friszke mówił, że
Brygada nie prowadziła żadnych działań wojennych. To się wszystko odbywało tuż obok obozu koncentracyjnego Dachau, w którym siedzieli też polscy księża i w którym — a wiem o tym, bo mój ojciec siedział wtedy w Dachau — ci więźniowie szykowali się na egzekucję. To były ostatnie dni przed wejściem Amerykanów i Niemcy chcieli wymordować więźniów. W tym samym czasie ludzie z Brygady Świętokrzyskiej pili szampana z oficerami Gestapo.
Takich bohaterów gloryfikuje i upamiętnia były prezes Instytutu Pamięci Narodowej i jego prawicowi kamraci zaciskający teraz więzi z neonazistami otwarcie wrogimi Polsce i dążącymi do rewizji granic.
Przejdźmy do reparacji. Ten problem uregulowano traktem poczdamskim w 45 roku. Dlaczego Nawrocki udaje, że nie wie co wtedy ustalono? Przecież nie trzeba daleko szukać, wystarczy przeczytać co pisze na ten temat pracownik Archiwum IPN w Warszawie p. Bożena Witowicz:
Na mocy ustaleń poczdamskich Niemcy zostały zobowiązane do wypłaty krajom poszkodowanym reparacji wojennych. Choć Polska należała do państw, które poniosły jedne z największych wojennych strat materialnych i niematerialnych, to nie otrzymała ich bezpośrednio od Niemiec, jak inne państwa, a pośrednio – przypaść jej miało 15% puli przyznanej ZSRS. Świadczyło to o jawnej akceptacji przez przywódców zachodnich faktu pozostania Polski po wojnie w sowieckiej strefie wpływów.
Jak widać Polska od początku nie miała otrzymywać żadnych reparacji. Pewną formą rekompensaty, zadośćuczynienia, były Ziemie Zachodnie — przesunięcie polskich granic na zachód. Gdy w 1953 roku Związek Radziecki całkowicie zrezygnował z reparacji, Polska definitywnie straciła jakiekolwiek szanse na nie. Później wielokrotnie komunistyczni przywódcy, Gomułka, Gierek, prowadzili rozmowy, temat był poruszany tak, jak w tamtych czasach było to możliwe. Udało się osiągnąć tyle, że poszkodowani otrzymywali z Niemiec renty, które państwo przeliczało po oficjalnym kursie marki i wypłacało w złotówkach. Rozmowy były oczywiście z Niemcami zachodnimi, Niemiecką Republiką Federalną. Wschodnie, Niemiecka Republika Demokratyczna, były niewinne, do niczego się nie poczuwały. Zresztą przy braku wymienialności waluty ich marka była równie bezwartościowa jak złoty.
Podnoszenie dzisiaj, 80 lat po wojnie, problemu reparacji i ich wypłacania Polsce, podczas gdy finansowy wkład Niemiec w ostatnich latach jest gigantyczny, jest biciem piany, próbą zawracania Wisły kijem. Batyr chce cofnąć czas do 1945 roku i wypowiedzieć traktaty, także te, podpisane w latach dziewięćdziesiątych? To jest wejście na bardzo niebezpieczną drogę. Z drugiej strony nie pierwszy raz prawica przekonuje, że zgodne z prawem jest wyłącznie to, co ona za takie uznaje. W ich mniemaniu Polska może kwestionować uzgodnienia traktatowe i nie dotrzymywać zobowiązań, ale innym wara!
Nie można wykluczyć, że za tym wszystkim kryje się bardziej makiaweliczny zamysł. Wiadomo, że AfD i skrajna prawica, nie tylko niemiecka, ciążą ku Rosji i często są przez nią finansowane. Prawdziwi polscy patrioci też, co najmniej od czasów Konfederacji Targowickiej. Może teraz dążą do tego, by pod ich patronatem doszło do aktualizacji paktu Ribbentop-Mołotow? Agresywna Rosja już prowadzi ofensywę próbując zbliżyć się do polskich granic, więc trzeba zrobić wszystko, by równie agresywne stały się Niemcy. No i nie tylko AfD napomyka o rewizji granic, nasi patrioci też z rozrzewnieniem wspominają polskość kresów wschodnich. Problem w tym, że Niemcy po wojnie stały się potęgą, Rosja supermocarstwem z bronią atomową, a Polska? Przez 45 lat miała niewiele do gadania, a gdy odzyskała głos robi wszystko, bo znowu móc świętować klęski i pogromy, krzyczeć „Ratujecie mnie! Biją mnie Niemcy! Ratujcie mnie!” i domagać się kolejnych reparacji.
Jak zachowają się wyznawcy prawicy, gdy ta dopnie swego i znowu, jak w 1939 roku, zostaniemy wzięci w dwa ognie, znowu sojusznicy nie zdążą z odsieczą, bo nieudolne dowództwo nie będzie w stanie skutecznie prowadzić obrony? Będą wzorem bohaterów z Brygady Świętokrzyskiej ze swymi przyjaciółmi z zachodu pić сове́тское шампа́нское dostarczane przez sojusznika ze wschodu?
Dywagacje