Zebraliśmy się po to, aby się rozejść

Dawniej. Stachu dzwoni do Zdzicha.
— Rychu, jutro zbiórka!
— O której?
— Nie „o której”, ale „po ile”.

Teraz. Na podwórko wyszedł Jaro, zagwizdał i ogłosił, że w piwnicy, w tajemnicy, odbędzie się spotkanie szefów drużyn podwórkowych.

Nikt nie śmiał odmówić. Stawili się wszyscy w komplecie. Pojedli, popili, po czym Jaro wyszedł na trzepak i oznajmił, że doszło do sukcesu. Sukces polegał na wypracowaniu kompromisu. Kompromis polegał na tym, że Jaro i jego drużyna będą robić to, co dotąd, za to chłopaki przestaną przeszkadzać i nie będą już biegać na skargę do mamy.

Grzechu zaprzeczył, że doszło do zbliżenia.
— Do zbliżenia nie doszło — powiedział. — Dlatego my zaraz siądziemy i przygotujemy projekt pisma do TK, w którym zwrócimy się o uchylenie przepisu w ustawie o TK, „który pozwala prezydentowi przez nieprzyjmowanie ślubowania od legalnie wybranych sędziów na paraliż tej instytucji”.
Dlaczego projektu pisma w którym się zwrócą nie przygotowali dziś? Dlatego, że nie warto robić dziś tego, co można zrobić jutro zyskując wolny dzień. A poza tym jutro jest piątek. Po co składać pismo we czwartek ryzykując, że adresat na nie w piątek odpowie? Złożyć należy w piątek i poczekać do poniedziałku. To da trzy dni ekstra.

Rychu z kolei, choć żadne konkrety nie padły, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Jaro poszedł na ustępstwa. Za wcześnie jeszcze jednak mówić o konkretach, bo Jaro nie ustąpił ani na krok, ale rozmowy będą kontynuowane, i to napawa optymizmem.

Agniecha ujawniła, że zamiast o problemach mowa była o imprezie, na którą Jaro chce wszystkich zaprosić.

Włado cieszył się, że omówiono wiele spraw, choć ubolewał, że kompletnie nic z tego nie wynika.

W sumie, choć było ośmiu na jednego, to cel osiągnął tylko Jaro.

Po spotkaniu wszyscy cieszyli się jak dzieci, że… do spotkania doszło. Opozycja parlamentarna dająca wodzić się za nos, rozgrywana jak dzieci, coraz bardziej się ośmiesza. Nikt w tym szacownym gronie nie ubolewał nad tym, że spotkanie było stratą czasu, bezproduktywną paplaniną bez żadnego znaczenia. Że odbyło się na warunkach prezesa. Że jego celem była legitymizacja „dobrej zmiany”. Że prezes jawił się mężem stanu, który dąży do dialogu i kompromisu. Kolejne spotkanie ma się odbyć za kilka tygodni. Przez ten czas dobre zmiany okrzepną, a zniechęcone, zrezygnowane społeczeństwo zobojętnieje. O lepszym prezencie prezes nawet nie marzył. To ci dopiero sukces! Czapki z głów!

Podczas gdy „liderzy” paplają na spotkaniu, zachodzą kolejne dobre zmiany. Oto prokuratura wznawia postępowanie w sprawie… prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Michał Dziekański z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował, że zawiadomienie w sprawie przekroczenia uprawnień 9 marca, gdy TK badał konstytucyjność ustawy o TK autorstwa PiS, zgłosiły osoby prywatne, które uważają, że profesor Andrzej Rzepliński złamał prawo, poprzez wydanie zarządzenia wyznaczającego pełny skład orzekający. Zawiadamiający uważają, że wyznaczenie mniejszej liczby sędziów niż 15 było działaniem na szkodę interesu publicznego. Śledczy sprawdzą także czy przewodniczący składu orzekającego nie przekroczył uprawnień, wyznaczając termin rozprawy.

I to jest prawdziwy wymiar spotkania!

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Powstał nowy zawód: donosiciel – usługa nieopodatkowania.
    Chętni na zrobienie czegoś paskudnego zawsze się znajdą, kwestia ceny.

    Być albo nie być…posłem.
    Mieć albo nie mieć…posadę w urzędzie.
    Wysłużyć albo nie wysłużyć dobrze opłacana pracę….dla żony…dla…dziecka….dla kochanki…