Zdrowie narodu, fundusz narodowy

Dawno, dawno temu, ale niedaleko stąd, pewien publicysta pisał:

Protestujący lekarze domagają się – choć nie jest to ich główny postulat – uwłaszczenia na majątku służby zdrowia. Pielęgniarki w ogóle nie chcą prywatyzacji, choćby częściowej. Chcą po prostu większej kasy, za to odmawiają poddania swojej pracy jakiejkolwiek rynkowej ocenie. Cała warstwa retoryczna wokół ich protestu budzi pusty śmiech, a szczególnie frazesy o dobru pacjentów.

Całkiem niedawno pewna publicystka wspominając odległe czasy przypominała sobie, że

potem przyszła koalicja PO-PSL i komercjalizacja szpitali. W 2011 roku wchodzą kontrakty. Pielęgniarki okupują galerię sejmową. Na próżno. Kontrakty zastępują umowy o pracę, czas pracy przestaje obowiązywać. Bitwę przeciwko zamienianiu szpitali w spółki prawa handlowego też przegrywają. Przez osiem lat podwyżek nie ma.

O tym, że „reforma” tow. Mariusza Łapińskiego — powołanie do życia socjalistycznego monopolisty zwanego NFZ, który zamiast trzody chlewnej zakontraktuje usługi medyczne — doprowadzi do zapaści służby zdrowia było wiadomo od początku. I od początku ostrzegano, że ten system jest antymotywacyjny, antyrozwojowy i wypchnie z rynku fachowców. Obie główne partie prawicowe, zarówno liberalna PO jak i socjalne PiS, wypisały sobie na sztandarach likwidację NFZ, lecz po dojściu do władzy poprzestawały na wymianie kadr. Lekarze, zwłaszcza młodzi, których system nie rozpieszczał, bo podwyżki były skromne i po uważaniu, masowo wyjeżdżali. Żeby im to utrudnić zmodyfikowano system szkolnictwa. Lekarski Egzamin Końcowy honorowany w całej Unii zmieniono na Lekarski Egzamin Państwowy, świstek papieru bez wartości.

Wspomniana publicystka wspominając wspominała, że

Mamy olbrzymią lukę pokoleniową. Średnia wieku pielęgniarki tuż po Białym Miasteczku wynosiła 44 lata. Dziś – już 51 lat. Pielęgniarek jest w sumie 288 tys. To wciąż te same, coraz starsze osoby. W zawodzie osoby przed trzydziestką stanowią zaledwie 5% ogółu. Osoby przed czterdziestką – 14%. Dalej: 55 tys. pielęgniarek ma więcej niż 61 lat, z czego 23 tys. – więcej niż 65. […] Dalej: w 2016 roku na 1 tys. mieszkańców w Polsce przypadało 6,25 pielęgniarki (wg danych OECD jeszcze mniej – 5,2). W 2025 roku będzie już tylko 4,87, a w 2030 roku (to za ledwie 13 lat) – 4, bo dziesiątki tysięcy z nich odejdą na emeryturę. A młodych nie ma.

Można pociągnąć tę wyliczankę dalej, bo już dziś wiadomo, że w roku 2040, o którym z taką egzaltacją mówił premier tysiąclecia*, na 1 tys. mieszkańców nie będzie przypadała ani jedna pielęgniarka. I to wcale nie dlatego, że Polski nie będzie ale dlatego, ponieważ

System jest teoretycznie wydolny wyłącznie dzięki temu, że pielęgniarki pracują w kilku miejscach naraz – bo pielęgniarkę zatrudnioną w trzech podmiotach leczniczych traktuje się jako trzy pielęgniarki. Na oddziałach, na których powinno być ich pięć, często pracują dwie. A zdarza się, że jedna.

Ten sam problem dotyczy lekarzy. Co ciekawe czołowe tuby propagandowe, jak Gazeta Wyborcza, dziś rozdzierające szaty i gardłujące o zwiększeniu nakładów na służbę zdrowia jeszcze niedawno przekonywały, że lekarze dobrze zarabiają i nie należy im ustępować. Teraz zmieniły optykę i dowodzą, że wystarczy podsypać grosza i już w cudowny sposób lekarze może od razu nie rozmnożą się jak króliki, ale jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyskoczą z kapelusza, dzięki czemu placówki medyczne znowu zaroją się wyspanym, uśmiechniętym, życzliwym i fachowym personelem medycznym.

Ma rację przytoczony na wstępie publicysta, że bez poddania pracy lekarzy jakiejkolwiek rynkowej ocenie, bez wprowadzenia jasnych zasad, bez określenia kryteriów awansu zarówno zawodowego jak i materialnego, ten system musi się zawalić. I na naszych oczach właśnie się wali. Zdumiewające jest tylko, że wiedział o tym dziennikarz, wiedzieli o tym specjaliści, czuli pacjenci, a nie mieli i nie mają pojęcia decydenci. A może mają pojecie, ale nie chcą wypuścić z rąk pieniędzy, które mogą rozdawać po uważaniu komu zechcą?

Teraz PO ustami Sławomira Neumanna przekonuje, że

Mówienie protestującym lekarzom, że w 2025 r. dojdzie do rozwiązania ich problemów, to „szyderczy śmiech” w twarz rezydentów – ocenił w piątek szef klubu PO Sławomir Neumann. Według niego, ministrowi zdrowia brakuje chęci i kompetencji, żeby rozwiązać problem rezydentów.

A jeszcze nie tak dawno wszystko było w porządku, a pieniądze są:

Wpływy ze składek zdrowotnych są o prawie 400 milionów złotych niższe, niż planowano. Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann zapewniał jednak w radiowej Trójce, że działanie służby zdrowia nie jest zagrożone, gdyż Narodowy Fundusz Zdrowia ma duże rezerwy.

Coraz wyraźniej wreszcie widać, że jedynym celem wspieranej z całych sił przez postępowe media akcji protestacyjnej młodych, niewysypiających się lekarzy, było bardziej korzystniejszy podział fruktów. Łzawe opowieści propagandystów o tym, jak to ciężko na dziesięciu etatach muszą pracować lekarze-rezydenci żeby związać koniec z końcem, a którzy dzięki podwyżkom i wpompowaniu w służbę zdrowia kolejnych miliardów będą mogli wreszcie zrezygnować z nadgodzin dla dobra pacjentów okazały się ściemą. Gdy bowiem lekarze zrobili to, co zamierzali i zrezygnowali z pracy na części etatów, to okazało się, że trzeba zamykać oddziały szpitalne. Przy okazji wyszło na jaw, że brakuje lekarzy specjalistów. Dotąd braki maskowane były przez lekarzy przyuczających się do zawodu, którzy uczyli się na swoich błędach zamiast nabierać doświadczenia pod okiem starszych, doświadczonych kolegów.

Czy w obliczu zamykanych oddziałów szpitalnych teza, że tylko państwowa, socjalistyczna służba zdrowia jest w stanie zapewnić opiekę medyczną znajduje potwierdzenie? A co dalej? Kto nauczy kolejnych adeptów sztuki medycznej zawodu, skoro w szpitalach niedługo będą sami młodzi niedoświaqdczeni lekarze, którzy doświadczenia nabierali sami metodą prób i błędów i nowi rezydenci?

 

PS.
Antoni Przechrzta twierdzi, że

W Polsce istnieje potrzeba, aby wzorem innych krajów dla dobra pacjenta ta forma terapii [duchowe uzdrawianie (uzdrawianie psychosomatyczne)] była dostępna nie tylko w gabinetach prywatnych, ale też w szpitalach i przychodniach finansowanych przez NFZ. Zatrudnienie uzdrowicieli w publicznej służbie zdrowia nie oznacza ujmy dla lekarzy, ale daje niekwestionowane wsparcie zdrowotne i emocjonalne dla pacjenta, szczególnie w obszarach, w których lekarz nie jest w stanie dotrzeć ze względu na zatomizowaną strukturę medycyny czy brak czasu bądź umiejętności dotarcia do psychiki człowieka. Jest ono opłacalne ekonomicznie w kontekście zdrowia somatycznego i psychicznego pacjenta, a także z perspektywy zdrowia społeczeństwa jako całości.

Przechrzcie wtóruje Jakub, który w swym liście (5:14 i n.) pisze:

Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone.


* Jeżeli tego nie zrobimy [nie podniesiemy wieku emerytalnego dla kobiet do 67 lat], przeciętna emerytura kobiet w 2040 r. będzie wynosiła 2062 zł, ale jeżeli kobiety będą pracowały dłużej – to średnia emerytura wyniesie 3411 zł, a jest to różnica o 65%.

Dodaj komentarz


komentarzy: 11

  1. Czekając na operację, słuchałam co emerytowana pielęgniarka mówi o zachowaniach mocno obciążonych, a nie dofinansowanych pielęgniarek. Gdy na pytanie jak oceniam pielęgniarki, odpowiedziałam, że pozytywnie, to ujawniła rąbek tajemnicy. Są stare. Nie przekwalifikują się już, chcą za wszelką cenę dotrwać do emerytury. Przy chorym delikatne, uśmiechnięte, cierpliwe. W pokoju służbowym rozładowują swoje negatywne emocje. Wymyślają chorym wymienianym po nazwisku, wulgaryzmy także są w użyciu. Tak rozładowują swoje frustracje. Zadowolonych pielęgniarek nie ma. Młodych pielęgniarek nie ma. Niedługo w szpitalach nastąpi takie załamanie, jakiego jeszcze nie było.

    Ciekawe dlaczego tego duchowego „leczenia” kler nie stosuje do siebie? Być może jeśli zostanie taki pomysł uruchomiony, to będzie ta kropla, która przeleje się z kielicha. A niepokoje, zgodnie z założeniami będzie uciszał WOT. To ta grupa dostała wyborowe, nowe karabiny, których nie otrzymała armia. Strach się bać. W odwodach są jeszcze „prawdziwi” Polacy, pobłogosławieni na Brunatnej Górze.

    1. Był bloger. Nazywał się Azrael Kabacki. Zmarł. Odnotowała to większość mediów a Agora uczciła kasując cały jego blog na „portalu opinii”. O jego śmierci wiemy. A ilu odeszło po cichu, bez rozgłosu i nikt nie wie dlaczego przestali pisać, co się z nimi dzieje? Ze stopki na portalu opinii zniknęła Dorota Żuberek. Z ramówki zniknęły praktycznie wszystkie audycje dotyczące aktualnej sytuacji w kraju. Czym przyciąga to radio? O służbie zdrowia pisaliśmy dużo i od dawna. I od dawna zwracaliśmy uwagę, że ten zbrodniczy, barbarzyński system wykorzystujący wzorce, które nigdzie na świecie nie sprawdziły się, został skrojony pod beneficjentów, a nie pod pacjentów. Teraz mamy tego dowody — zamknięto oddział dla pacjentów, zatrudnieni nie odczuwają żadnych niedogodności. No, może poza dyskomfortem związanym ze świadomością, że zarabiają grosze, a należy się im więcej. Teraz, mając więcej czasu pielęgniarki mogłyby sobie zafundować duchowe uzdrawianie, skoro z taką gorliwością wieszają wraz z równie gorliwymi lekarzami krzyże wszędzie, gdzie się da. Byle lekarzyna przyjmuje w gabinecie z ogromnym krzyżem na ścianie. Dzięki integracji usług niedługo będzie wszystko jedno, czy udamy się do szpitala, czy do kościoła. Leczenie za pomocą namaszczania olejem rzepakowym i nakładania rąk jest dużo skuteczniejsze niż chemioterapia. Ważne, żeby olej był z pierwszego stłoczenia, a ręce umyte wodą święconą.

      1. GW:
        Anestezjolodzy wściekli na ministra zdrowia. Będą zgłaszać zgony pacjentów do prokuratury

        WBG
        29.12.2017 11:42

        Anestezjolodzy odpowiadają na rozporządzenie ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Będą zgłaszać zgony pacjentów związane z niedoborem personelu medycznego do prokuratury i do wiadomości opinii publicznej.

        1. Skakanie z oddziału na oddział
          O sprawie poinformował portal OKO.Press. Związek Zawodowy Anestezjologów skrytykował pomysł Konstantego Radziwiłła. Szef resortu zdrowia polecił dyrektorom placówek zlecanie lekarzom dyżurowania na kilku oddziałach w tym samym czasie, do których będzie wzywany w zależności od potrzeb. To rozwiązanie miałoby rozwiązać problem niedoboru lekarzy  w związku z masowym wypowiadaniem klauzul opt-out. Rozporządzenie wydano 19 grudnia, po trzech dniach konsultacji społecznych.
        2. „Drastycznie zwiększy ryzyko dla pacjentów”
          Anestezjolodzy są oburzeni tym pomysłem. Ich zdaniem rozporządzenie ministra „w drastyczny sposób zwiększy ryzyko oraz częstość wystąpienia zdarzeń niepożądanych u hospitalizowanych pacjentów, spowodowanych brakiem odpowiedniej liczby personelu medycznego” – czytamy w oświadczeniu anestezjologów. Lekarze zapowiedzieli też, że będą zgłaszać zgony i uszczerbki na zdrowiu pacjentów do prokuratury oraz do wiadomości publicznej.
        3. Koniec zgody na pracę ponad siły
          Od stycznia polską służbę zdrowia może czekać poważny kryzys. Rezydenci niezadowoleni z negocjacji z ministrem zdrowia pod koniec października przerwali protest głodowy i wezwali do masowego wypowiadania klauzul opt-out. Podpisując je lekarze zgadzali się na pacę powyżej 48 godzin tygodniowo, na które pozwala kodeks pracy. Do tej pory lekarze pracowali nawet po 300 godzin miesięcznie, dzięki czemu łatali dziury w braku personelu w polskich szpitalach, często spowodowane brakiem pieniędzy na zatrudnienie kolejnych pracowników. Lekarze zarabiali więcej, ale byli przepracowani, co stwarzało zagrożenie dla pacjentów.

          Na apel rezydentów odpowiedziało już 4,5 tys. lekarzy z całej Polski, w tym wielu specjalistów. Ministerstwo szacuje z kolei, że taką decyzję podjęło 3,5 tys. lekarzy.

        4. Dramatyczna sytuacja wielu szpitali
          W związku z wypowiadaniem klauzul opt-out w wielu miejscach może zabraknąć lekarzy do obsadzenia dyżurów. Z tego powodu coraz więcej placówek z całej Polski alarmuje o dużych problemach, m.in. Dziecięcy Szpital Kliniczny w Białymstoku (na apel rezydentów odpowiedziało tu 90 proc. pracowników, w tym wielu specjalistów), Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi (klauzulę wypowiedział co drugi zatrudniony lekarz) czy Beskidzkie Centrum Onkologii w Bielsku-Białej, które od 1 stycznia zamyka izbę przyjęć na trzy miesiące. Zgodę na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo wycofała tu jedna trzecia zatrudnionych medyków.

          Pełzający paraliż służby zdrowia. Lekarze w kolejnych szpitalach dołączają do protestu

        5. „Muszę wybierać pacjenta, którym się zajmę”
          Jak w praktyce może wyglądać realizacja pomysłu ministra Konstantego Radziwiłła?
          „Po pierwsze, wg nowego rozporządzenia MZ jeden lekarz będzie mógł obstawiać kilka Oddziałów. Ja, mając dyżur tylko na swoim Oddziale, często mam ciągłą robotę do 3-4 w nocy. Czasem muszę wybierać pacjenta, którym się zajmę bo przyjmowanych jest dwóch jednocześnie. Wbrew temu, co twierdzi minister, to co się dzieje jest niebezpieczne dla zdrowia i życia pacjentów” – skomentował rozporządzenie ministra Stanisław Bogusławski, lekarz z Warszawy.”

         

        Skopiowałam by nie zniknęło.

        1. Nie rozumiem punktu czwartego. Jak to „może zabraknąć lekarzy do obsadzenia dyżurów”? Jeśli lekarze muszą pracować na dwóch etatach, żeby zapewnić obsadę, to znaczy, że ich dotąd nie brakowało? Ja rozumiem, że rząd PiS-u jest zły, że wszystko co wymyśli jest złe, ale albo albo. Albo dziennikarstwo, albo propaganda.  O tym, że ten system wypchnie zagranicę fachowców było wiadomo od początku. Tylko Chazany im podobni czuli się w nim jak ryby w wodzie. Im szybciej Wyborcza podzieli los blogów, tym lepiej. Uruchomili nowy serwis, „Sonar

          Nasz nowy serwis to miejsce, w którym dowiesz się więcej o ludziach, którzy podejmują najważniejsze decyzje. Będziemy porównywać ich wiarygodność, konsekwencję i rzetelność. Ale co ważniejsze, pokażemy jak ich działania wpływają na Twoje życie. W prosty, wizualnie atrakcyjny i interaktywny sposób wyjaśnimy skomplikowane sprawy tak, by były zrozumiałe, ciekawe i dopasowane do Twoich zainteresowań. Wybierzesz interesujące Cię tematy, wydarzenia i polityków, których chcesz obserwować.

          Dowiesz się, owszem, jak zapłacisz – o służbie zdrowia dwa materiały, oba płatne.

          1. Takie dyżury były stosowane np. w prywatnym, jedynym w mieście szpitalu w Miasteczku. Lekarz mający dyżur na internie, po południu robił obchód na reumatologii, gdzie raczej nie ma nagłych przypadków i był na wezwanie pielęgniarki. Dyżur pełnił na oddziale wewnętrznym. Znajoma była zachwycona traktowaniem tam chorych, leczeniem, szacunkiem do chorego, organizacją pracy.PIS postanowił, że jak w PRL – prywatnych szpitali w państwowej służbie zdrowia nie będzie.

            Po paskudnym PRL w szpitalach zachowano dawną praktykę, gdzie lekarz mający dyżur nocny, w szpitalu przebywał 24 godziny. Jeśli była możliwość, to przesypiał parę godzin. Zależy od oddziału, bo na internie, chirurgii, ginekologii  nie zawsze było to możliwe.

            Znając polskie wygodnictwo i braki w umiejętnościach w zarządzaniu, to nieszczęścia mogą się zdarzać.

        2. Uzupełniam. Też wiele wyjaśnia.

          • Prawie 4 tysiące lekarzy od 1 stycznie chce pracować krócej niż dotychczas, czyli 48 godzin tygodniowo, a więc 9 i pół godziny dziennie
          • Resort zdrowia przygotowuje przepisy zmuszające jednego doktora do dyżurowania na kilku oddziałach i w szpitalnej przychodni w tym samym czasie
          • Lekarze podkreślają, że aby pełnić dyżur na konkretnym oddziale trzeba posiadać niezbędną wiedzę specjalistyczną związaną z jego specyfiką

          Praca na SORach jest tragicznie ciężka, bo niesie przemęczenie lekarzy. Jednocześnie chorzy czekają nawet po 10 godzin, siedząc na niewygodnych krzesełkach. Jak teraz będzie wyglądała pomoc, gdy lekarze będą na oddziale i dla bezpieczeństwa chorego, nie będą mogli oddziału opuścić?

          1. Nie chcę się wymądrzać, dlatego zaznaczę tylko, że nie pojmuję.

            Prawie 4 tysiące lekarzy od 1 stycznie chce pracować krócej niż dotychczas, czyli 48 godzin tygodniowo, a więc 9 i pół godziny dziennie

            Jeśli przyjmiemy, że tydzień ma 7 dni (a tak musimy założyć, bo chory choruje codziennie, w soboty i niedziele też) to 9,5 godziny dziennie oznacza 66,5 godziny tygodniowo, a nie 48. Chyba, że redaktorzyna tak się zasugerował zakazem handlu w niedziele, że rozszerzył go także na szpitale…