Wypij miksturkę i módl się by nie zaszkodziła

Ruchy antyszczepionkowe święcą triumfy dzięki czemu coraz częściej słyszymy o chorobach, o których zdążyliśmy zapomnieć. Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, tylko w tym roku w Polsce na odrę zachorowało 1100 osób. To trzy razy więcej niż w 2018 roku (339 przypadków) i aż siedemnaście razy więcej niż w 2017 roku (63 przypadki). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu nagrody Darwina przyznawane są od lat, gdyby nie to, że cierpią nie ci, którzy decyzje o nieszczepieniu podejmują, ale ich niczego nieświadome dzieci i całkiem obcy ludzie.

Choć antyszczepionkowcom udało się przekonać spore grono rodziców do tego, by zaryzykowali zdrowie i życie swoich dzieci, to najbardziej spektakularny sukces odniosła… Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Podczas gdy w 2015 roku aż 93% mieszkańców Filipin było przekonanych o konieczności szczepień, to już trzy lata później, w 2018 roku, udało się obniżyć ten odsetek do około 30%. Jak to możliwe? Światowa Organizacja Zdrowia wystąpiła w charakterze lobbistki firmy farmaceutycznej. Zaczęło się od tego, że objęcie na Filipinach szczepieniem jedną szczepionką mniej niż jednego procenta kraju kosztowało więcej niż cały program szczepień na rok 2015, obejmujący zapalenie płuc, gruźlicę, polio, błonicę, tężec, krztusiec, odrę, świnkę i różyczkę. Na dodatek akurat ta choroba, z którą postanowiono walczyć nie oglądając się na koszta, nie należy nawet do pierwszej dziesiątki przyczyn umieralności. Dużo większe żniwo zbierały zapalenie płuc i gruźlica.

Majowy “Świat nauki”

O jaką chorobę chodzi? O dengę, chorobę przenoszoną przez samice komara w krajach tropikalnych. Jest to choroba specyficzna. W przypadku na przykład odry drugie zachorowanie ma łagodniejszy przebieg. Specyfika dengi polega na tym, że pierwsze zakażenie jest praktycznie niegroźne i szybko, czasami niezauważalnie mija. Drugie natomiast bywa śmiertelne. Zjawisko znane jest od kilkudziesięciu lat i określane mianem ADE (antibody-dependent enhancement). Szczepionka działała jak pierwsze zakażenie, co oznacza, że w razie powtórnego  zachorowania zwiększa się ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, a nawet śmierci. Mimo wątpliwości ciesząca się dużym uznaniem grupa doradcza do spraw szczepionek przy Światowej Organizacji Zdrowia stwierdziła w notatce na temat szczepionki (o nazwie Dengvaxia), że „Nie stwierdzono żadnych innych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa w którejkolwiek z grup” w wieku powyżej pięciu lat. Co prawda istnieje „teoretyczna możliwość” ryzyka związanego ze szczepieniem u niektórych dzieci i niezbędne są dalsze badania, aby problem „nie podważył społecznego zaufania” do tej szczepionki. Należało jednak „wprowadzić ją jako element rutynowego procesu szczepień we właściwych obszarach”.

Rodzice stanęli więc przed wyborem. Mogli zaszczepić dziecko ze świadomością, że narażają je na komplikacje i śmierć. Mogli nie szczepić nie ryzykując niczego gorszego. Dopiero po skandalu zalecono, by szczepić wyłącznie dzieci, które już wcześniej chorowały, ponieważ tylko wtedy szczepionka zwiększała szanse przeżycia. Ubocznym efektem zamieszania ze szczepionką i kosztującą krocie akcją szczepień była senacka komisja śledcza. W efekcie zarówno senat, jak i Izba Reprezentantów Filipin uznały wysokich rangą urzędników za winnych nieprawidłowości w procesie zakupu i podawania szczepionki, zaś rodziny ponad 30 zmarłych dzieci wszczęły postępowanie karne przeciwko urzędnikom filipińskim, oskarżając ich o nieostrożność prowadzącą do śmierci. W tej sytuacji nie można za autorkami artykułu, z którego zaczerpnięto powyższe informacje, nie zadać kluczowego pytania: Czy jest etyczne narażanie mniejszości dla ochrony większości, jak wynika z zaleceń WHO z września 2018 roku, dotyczących szczepionki Dengvaxia?

Niestety, nie jest to jedyna wątpliwa aktywność Światowej Organizacji Zdrowia. Najnowsza (11.) wersja publikowanej przez nią listy chorób i problemów zdrowotnych, International Statistical Classification of Diseases and Related Health Problems (ICD), po raz pierwszy obejmie środki lecznicze zalecane przez szamanów. Na początek dalekowschodnich*. Kilka fragmentów felietonu redakcyjnego z tego samego, majowego numeru „Świata Nauki” pozwoli zorientować się o co chodzi:

Od ponad 2000 lat w celu leczenia wielu chorób chińscy uzdrawiacze stosowali sproszkowane zioła, fragmenty ciał zwierząt, nalewki oraz akupunkturę. Metody te są wykorzystywane przez ludzi na całym świecie, jednak w Chinach są chyba najpowszechniej praktykowane, najlepiej udokumentowane i skategoryzowane. Tradycyjna medycyna chińska (TCM) opiera się na idei chi — układu energii, która przepływa przez organizm pomiędzy meridianami.

WHO, zgodnie ze swoim mandatem, określa normy i standardy leczenia medycznego na całym świecie i formułuje „etyczne i oparte na wynikach badań możliwości postępowania”. Tysiące chorób zostało tam podzielonych na kategorie. WHO wpływa na to, jak są one leczone, jak ubezpieczyciele pokrywają koszty tej terapii i jakie badania są prowadzone w odniesieniu do konkretnych schorzeń. Ponad 100 krajów opiera się na tym dokumencie, opracowując swoje medyczne agendy.

Uwzględnienie w ICD tradycyjnej medycyny chińskiej to poważne odstępstwo od opierania się na wynikach badań. Dane potwierdzające skuteczność większości tradycyjnych metod leczenia są znikome lub nie ma ich wcale. W roku 2009 naukowcy z University of Maryland przeprowadzili szeroko zakrojone badanie: przeanalizowali 70 prac przeglądowych, mających na celu ocenę TCM, w tym akupunktury. Żadne nie pozwoliło na wyciągnięcie jednoznacznych wniosków, ponieważ dane były albo zbyt skąpe, albo nie spełniały naukowych standardów.

Tradycyjne leki nie są w Chinach objęte żadną kontrolą i często raczej pogarszają stan zdrowia ludzi, zamiast go poprawiać. Jednym ze szczególnie kłopotliwych składników jest powszechnie stosowany kwas arystolochowy, którego działaniu przypisuje się śmiertelne uszkodzenia nerek i raka dróg moczowych.

W badaniu opisanym w 2018 roku w „British Journal of Clinical Pharmacology” przebadano 487 chińskich preparatów przyjmowanych przez osoby chore i odkryto 1234 ukryte składniki, w tym leki zatwierdzone oraz zakazane na Zachodzie, analogi leków czy też tkanki tarczycy pochodzenia zwierzęcego. W roku 2012 zespól pod kierunkiem Megan Coghlan, wówczas pracującej na Murdoch University w Australii, zidentyfikował sekwencje DNA zawarte w 15 próbkach tradycyjnych leków w postaci proszków, tabletek, kapsułek, fiolek ze sproszkowaną żółcią i herbatek ziołowych. Próbki zawierały m.in. rośliny wytwarzające toksyczne związki chemiczne oraz DNA gatunków zagrożonych wyginięciem (jak na przykład azjatycki baribal lub antylopa suhak).

Wygląda na to, że nie tylko w Polsce zachodzą dobre zmiany.


Opracowano na podstawie artykułu Seemy Yasmin i Madhusree Mukeriee „Fiasko w kwestii dengi” oraz notki redakcyjnej „Nierozważny krok WHO” (cytat) z 5 (333) numeru „Świata nauki”.
*  In accordance with resolutions WHA62.13 (2009) and WHA67.18 (2014), which request the Director-General to promote international cooperation and collaboration in the area of traditional and complementary medicine in order to share evidence-based information, ICD-11 includes a supplementary chapter for optional use, entitled Traditional medicine conditions – Module 1, which classifies traditional medicine conditions that originated in ancient China and are now commonly used in China, Japan, Republic of Korea and other countries. These categories are intended for optional dual coding of traditional medicine diagnoses and patterns.

Dodaj komentarz


komentarze 2

  1. Dziwnym trafem WHO nie poświęca najmniejszej uwagi „dodatkom” do żywności. Także w Polsce nie mają one zainteresowania rządu. Obecnego i poprzednich. Tylko dwa małe przykłady. Jako konserwanty do jedzenia dodaje się azotyny, które powodują choroby zwane rakiem!!! Albo syrop glukozowo-fruktozowy znajdujący się w słodyczach. Ale nie tylko tam. Obydwa wymienione składniki są zakazane i w Unii i w USA, gdzie zostały wynalezione. A w Polsce? W Polsce „najważniejsza jest obrona KK!!! Podnoszących łapy na zdrowie rodaków jakoś nikt nie ściga.