Wyemitowali zamiast donieść

Dawno, dawno temu oprócz Wolnej Europy w Polsce słychać było także Głos Ameryki. Podczas gdy Wolna Europa była konsekwentnie i permanentnie zagłuszana, Głos Ameryki był zagłuszany nieco rzadziej. Po transformacji ustrojowej, zniesieniu cenzury i zaprzestaniu produkcji odbiorników radiowych z falami średnimi i krótkimi, Wolna Europa przestała nadawać, a Głos Ameryki przestał docierać. Na szczęście od niedawna znowu zaczął, choć tym razem nie przez radio, lecz jako telewizja.

Gdyby władza, która reformuje w tempie iście ekspresowym, w porę zrepolonizowała media, problemu z głosami z Ameryki i ekscesów można było uniknąć. A tak został wyemitowany program i trzeba jeść tę żabę. Więc przystąpiono do konsumpcji. Na wizji i fonii pojawiają się politycy w wielkiej obfitości i odpytywani na okoliczność z przejęciem opowiadają jak bardzo są oburzeni. W listopadzie też byli, ale mniej. Teraz są zdecydowanie bardziej, a ci, od którychś coś zależy deklarują nawet, że „nie ma przyzwolenia”, że „sprawa zostanie zbadana”, że „winni poniosą konsekwencje”, a niewykluczone, że także „zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”. Poczyniono już nawet pewne kroki, odkryto nielegalną broń, aresztowano kilka osób, śledztwo trwa i podobno posuwa się do przodu tak intensywnie, że portal gazeta.pl zmuszony był dokonać face liftingu i to, co było po prawej przeniósł na lewą.

Niestety, mnożą się wątpliwości. Nie można wykluczyć, że to nie ci młodzi patrioci są winni. Historia zna takie przypadki, że winnym okazywał się posłaniec przynoszący złe wieści. Czy można ten trop zignorować? Stanowczo nie można. Trzeba się zastanowić, pomyśleć, rozważyć wszystko spokojnie, spojrzeć chłodnym okiem. No bo

jeśli przeniknęli do osób, które przejawiały zachowania oburzające nas wszystkich, to ich obowiązkiem było poinformowanie organów ścigania – wtedy, w maju, a nie dzisiaj

Logiczne i zasadne. Śledztwo trwałoby już od maja, jak było ciepło, a tak trzeba je będzie rozpocząć teraz i nie ma gwarancji, że do maja uda się coś ustalić. Niepowetowana strata czasu. Ale nie tylko dziennikarze TVN są winni. Gdyby władza uporała się szybciej z ustawą  łowiecką myśliwi pogoniliby szkodników z lasu i byłoby po sprawie. Ale mleko się rozlało i dostrzegli to nawet dziennikarze zrzeszeni w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Nie zasypiając gruszek w popiele postanowili potwierdzić domysły u samego źródła. W tym celu zwrócili się z zapytaniami do pana redaktora:

Szanowny Panie Redaktorze,

w związku z wyemitowanym przez Pana stację reportażem p.t. „Z kamerą wśród polskich neonazistów” (link: https://www.tvn24.pl/superwizjer-w-tvn24,149,m/superwizjer-tvn-z-kamera-w-srodowisku-polskich-neonazistow,807953.html), Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uprzejmie prosi o wyjaśnienie:

  1. podstawy prawnej, w oparciu o którą Redakcja zataiła fakt popełnienia przestępstwa (wg. informacji podanych przez TVN24, do przestępstwa doszło w kwietniu 2017r., tymczasem emisja materiału miała miejsce 20 stycznia 2018r.
  2. kto podjął decyzję o wielomiesięcznym przetrzymaniu materiału i niepoinformowaniu organów  ścigania
  3. szczegółów śledztwa dziennikarskiego – jakie czynności podjęła Redakcja, jakie były etapy śledztwa i czego dotyczyły, ile osób prowadziło śledztwo, jakie kwalifikacje dziennikarskie reprezentują pracownicy wydelegowani do tych prac i kto nadzorował produkcję całego reportażu.

Opublikowane informacje mówiące o tym, że samo „blurowanie” twarzy zajęło Redakcji 2 miesiące uznajemy za niepoważne.

Oczywiście wezwany do odpowiedzi redaktor powinien w wyjaśnieniu uwzględnić fakt, że to, co zrzeszeni dziennikarze uznali za niepoważne jest niepodważalnie niepoważne i żadne krzyki i płacze nie przekonają nikogo, że jest inaczej. Takie rzeczy po prostu się wie, powagę się czuje. Nie warto też dociekać na jakiej podstawie prawnej dziennikarze zrzeszeni prowadzą dziennikarskie śledztwo w sprawie dziennikarskiego śledztwa. Prowadzą, bo mogą. Bo są rzetelnymi dziennikarzami. Sami nikogo i niczego dotąd nie wyśledzili, choć bardzo chcieli, to chcą wiedzieć jak to się robi. Zwłaszcza, że portal OKO.press też prowadzi dziennikarskie śledztwa i też nic z tego nie wynika. A przed TVN-em nawet w lesie nic się nie ukryje. Warto poznać amerykańskie metody.

Tylko człowiek naiwny i małej wiary mógłby podejrzewać, że te podyktowane głęboką troską głosy są przygrywką do ukręcenia sprawie łba, a groźne pomruki, pohukiwania i pokazowe akcje mają jedynie na celu zyskanie na czasie. Jeśli uświadomić sobie w jak ekspresowym tempie toczą się sprawy wypadków premier Szydło, prezydenta Dudy, ministra Macierewicza i inne to… trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Nawiasem mówiąc ci sami domagający się wyjaśnień dziennikarze nie wiedzieć czemu podejrzewają, że dziś „dziennikarz to zagrożony zawód zaufania publicznego”. Przez kogo zagrożony i czym? Odpowiedzi udzieli debata. Wątpliwości związane z wyemitowanym przez stację TVN reportażem dowodzą bowiem w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że do dziennikarzy, przynajmniej zrzeszonych, można mieć bezgraniczne zaufanie publiczne. Choć sami o niczym nie napiszą, to innym koło pióra zrobią.

Prezesem honorowym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich jest… Stefan Bratkowski. Być honorowym prezesem takiego stowarzyszenia to zaiste wielki honor…

Dodaj komentarz


komentarzy: 9

  1. Kazano (raz, dwa, trzy) zadać pytania właściwe dla prokuratury, te je zadali. Przecież (raz, dwa, trzy)… ciekawe, jasno pokazane jak odwrócić kota ogonem

    Już przy dzisiejszych wypowiedziach polityków słusznych i nieomylnych, można domniemywać, że komuś się oberwie, ale niekoniecznie chwalcom Hitlera. Może tym płotkom dostanie się w zawiasach, może ich Duda uniewinni, a o tym publika się nie dowie. Wszystko teraz zaczyna się i kończy na słowie…. MOŻE…

    1. Nieważne. Im więcej takich sterowanych odgórnie umorzeń z jednej strony i śledztw, nękania z drugiej, tym lepiej. Awantura w sprawie senatora Koguta, umarzanie spraw kolesiów i nękanie tych, którzy korzystają z demokratycznych praw (przecież jest demokracja, każdy może protestować, a potem być ciągany po sądach) pozbawi złudzeń najzagorzalszych zwolenników władzy. Dlatego im więcej pokazówek, dowodów na to iż łaska pańska na pstrym koniu jeździ i nawet swoi nie mogą być niczego pewni, nie znają dnia ani godziny działa na korzyść. Zwłaszcza, że dziś problemem nie jest PiS, ale opozycja. Wymienić Kaczyńskiego na Schetynę to jak zamienić siekierkę na kijek, narzędzie, choc destrukcyjne, na gumowa atrapę, której jedynym celem jest władza.

      1. Dziś ja powiem: Oj! naiwny, naiwny! Daleki członek rodziny był lekarzem, nie należał nigdy do żadnej organizacji. Wybrany zawód rozczarował go, a raczej sam siebie rozczarował dokonanym wyborem. Zaproponowano mu mieszkanie (jedno z większych miast), i zawód od ludzi zabitych, zamordowanych, po wypadku. Taki „zimny chirurg”. Wydawało się, że jest z zawodu zadowolony. Ale „chirurgiem” został w PRL. I członek (członka?) innej gałęzi nie uwierzyła, że zabiorą mu znaczną część emerytury. Argumenty nie przekonają, na nie jest słowo NIE! NIE! NIE! Nawet jakby ubrany w ozdoby z hakenkreuz  jej wlał, to głosiłaby: wina PO. Ilu ja swoich znajomych uważałam za ludzi przyzwoitych, rozumnych. W dodatku z wyższym wykształceniem. Nie wiem co im się w głowach zmieniło. A może to ja jestem…. ten …tego…niezbyt normalna i gadam od rzeczy?
        Tak wiele osób zaprzecza „oczywistym oczywistościom”, że kontakty ograniczyłam do minimum, bo szkoda zdrowia. Smutne to, ale cóż.

        1. Niewielu potrafi przyznać się, że dali się zrobić w balona. Zmienia zdanie, gdy podanie ich lub członków ich rodzin. Wtedy nawet oni nie uwierzą, że za nękanie, niesprawiedliwość, pogorszenie bytu odpowiada PO czy Marsjanie.

          1. O tym, czy ktoś powinien pełnić jakiąś funkcję czy nie powinien pełnić jakiejś funkcji powinien decydować zarząd firmy ewentualnie niezawisły sąd. Ale ponieważ mamy całkowitą unifikacje władzy z zarządami, i sądownictwem, to o winie decyduje polityk.