Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie…

W każdą niedzielę Anna Gmiterek-Zabłocka w programie „Twój problem – moja sprawa” zajmuje się nieswoimi sprawami. Ponieważ dziś jest niedziela, więc zajęła się między innymi mową nienawiści. Co to jest mowa nienawiści? To coś w rodzaju uczuć, tyle że nie religijnych. O co konkretnie chodzi? Chodzi o to, żeby karać. Najlepiej surowo. A niektórych surowiej.

Jakim mianem można określić człowieka, który siedzi nad rzeką i czyta gazetę? To jest to rzecznik prasowy. W odróżnieniu od Rzecznika Praw Obywatelskich, który ostatnio wraz z partią rządzącą domaga się przykręcenia śruby i wzięcia w cugle. Bowiem co prawda Kodeks Karny zawiera artykuły 118, 119, 256 i 257, ale kto wie na czym konkretnie polegają opisane w nich „promowanie”, „propagowanie”, „nawoływanie” i tym podobne czyny? Dlatego trzeba zastanowić się — jak przekonuje dr Sylwia Spurek, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich  — nad skutecznością ścigania tej przemocy, gróźb czy mowy nienawiści […] bo nawet w zakresie tych przesłanek, które już teraz wyraźnie są wymienione w tych przepisach mamy dużo wątpliwości i zastrzeżeń dotyczących efektywności ścigania i karania sprawców. Bo co to na przykład znaczy, na przykład w art. 256 „nawoływanie do nienawiści”? Czy ktoś musi bardzo wyraźnie i wprost wypowiadać się i postulować zabicie kogoś ze względu na jego narodowość czy pochodzenie etniczne żeby właśnie być ścigany i karany z tego przepisu?

Dalej pani zastępca dowodzi, że takie zachowania, które są motywowane uprzedzeniami wobec na przykład osób o określonej orientacji seksualnej mogą być ścigane i karane, ale na zasadach ogólnych, na podstawie przepisów, które oczywiście mamy w kodeksie karnym, które jednak nie uwzględniają tego motywu, tych uprzedzeń, tej niechęci, tej nienawiści. Nie można bowiem stawiać takiego znaku równości pomiędzy tymi zachowaniami, które polegają na przemocy, która jest motywowana właśnie nienawiścią, a zachowaniami, które są po prostu, nie wiem, wynikają z czyjejś agresji, z upojenia alkoholowego czy występują w ogóle w zupełnie innych sytuacjach. Bo jeżeli stawiamy ten znak równości, to trochę przymykamy oczy na fakt, że taki motyw, ten motyw uprzedzeniowy w przypadku takiego zachowania wystąpił. A te przestępstwa, które były motywowane nienawiścią, uprzedzeniami, dyskryminacją powinny być, i tutaj chyba wszyscy się zgodzimy, surowiej karane (surowiej karane powtórzyły chórem panie zgromadzone w studiu).

Sprawdźmy czy nadążamy za tokiem myślenia p. Rzecznik. Ciemną ulicą idzie bogaty mieszkaniec miasta. Znienacka z bramy wyskakuje sprawca, który najpierw za pomocą cegły pozbawia ofiarę przytomności, a następnie pieniędzy. Po ujęciu i skazaniu dostaje wyrok: rok albo dwa. Okazuje się jednak w trakcie śledztwa, że napadnięty jest żydem, gejem, lesbijką, kobietą pracującą lub obcokrajowcem. W tej sytuacji dla nikogo nie ulega wątpliwości, że to żaden napad rabunkowy, ale motywowany nienawiścią i uprzedzeniami. Zgodnie z postulatami taki czyn powinien być karany surowiej. Dlaczego? Bo wszyscy chyba zgodziliśmy się, że powinien.

Albo inaczej. Nie ma potrzeby wypowiadania się wprost, postulowania czegokolwiek żeby zostać ukaranym, bo najważniejsze są motywy! Co prawda organa jeszcze nie umieją czytać w myślach, ale bez trudu mogą ustalić co człowiekiem kierowało. Powiedział do kobiety, która o mało co stratowała go gdy wsiadał do tramwaju „gdzie się pchasz stara babo”? Motywem była nienawiść do kobiet w ogóle, a starszych w szczególności oraz dyskryminacja ze względu na płeć, wiek i wygląd. Ryknął do kierowcy, który potrącił go na przejściu „oczu nie masz… złamany”? W tym przypadku nie dość, że szydzi z kalectwa, to dyskredytuje poddając w wątpliwość umiejętności kierownicze, a źródłem jest oczywiście nienawiść.

Czy wzięte z sufitu lub wyssane z palca przykłady kogoś przekonają? Niekoniecznie. Lepiej więc skoncentrować się na tym, z czym mamy do czynienia na co dzień w mediach. Oto w tym samym radiu, w audycji „Wybory w toku” zgromadzeni w studio, pełni uprzedzeń, dali niebywały popis dyskryminacji ze względu na przekonania polityczne i przynależność partyjną. Zaś podczas seansu nienawiści zanegowali wszelkie osiągnięcia partii rządzącej i pomówili ją o łamanie prawa.

Na szczęście i dzięki bogu Rzecznik Praw Obywatelskich i wszelkie możliwe instytucje rządowe i pozarządowe nie zasypiają gruszek w popiele i głośno domagają się przykrócenia cugli, założenia knebla i ograniczenia swobody wypowiedzi. Najwidoczniej przez przeoczenie nie domagają się jeszcze wykreślenia z Konstytucji zakazu cenzury. Władza musi móc działać swobodnie i bez przeszkód realizować cele. Nie obawiając się, że ktoś motywowany nienawiścią wywlecze na światło dzienne jakiś szwindel, przekręt czy rozmowę prywatną, zarzuci nepotyzm czy łamanie konstytucji, niekonstruktywnie skrytykuje. Na razie mini ster od sprawiedliwości nie jest zainteresowany zmianami w kodeksie karnym. Ale może da się przekonać. Pan minister Ziobro nie planuje prac w zakresie nowelizacji kodeksu karnego właśnie w obszarze związanym z przestępstwami motywowanymi uprzedzeniami, natomiast cały czas ja osobiście mam nadzieję, że pan minister rozważa […] potrzebę takiej nowelizacji — ma nadzieję zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich.

Pocieszeniem dla zasępionej brakiem reakcji Ministerstwa Sprawiedliwości pani Rzecznik na pewno będzie świadomość, że dobrych zmian, ułatwiających walkę z prawami obywatelskimi, już dokonano choćby uchwalając ustawę o prokuraturze, policji, zaś w przygotowaniu jest ustawa o terrorystach. Nie ma więc pilnej potrzeby grzebania w kodeksie karnym, bo cel — uciszenie — można osiągnąć na wiele innych sposobów.

Działanie wielu instytucji, zwłaszcza tych, powołanych do stania na straży praw i wolności obywatelskich, zdumiewa jeśli sobie uświadomić, że swoje postulaty kierują do władzy przejawiającej zamordystyczne zapędy. Pani rzecznik domaga się działań od ministra, który uważa, że publikowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego jest łamaniem prawa. Jeśli obrona praw obywatelskich ma polegać na domaganiu się surowych kar za coś nieokreślonego, czego nawet pani rzecznik nie potrafiła zdefiniować, to zmniejszenie budżetu tej instytucji jawi się jako krok w dobrym kierunku. I nie jest to opinia motywowana nienawiścią. Prawo musi być klarowne i jednoznaczne. I o to powinny w pierwszym rzędzie „walczyć” wszystkie możliwe gremia — o jasność i zrozumiałość przepisów. Dlaczego nie domagają się jasnej definicji „uczuć religijnych”, „propagowania”, „nawoływania”, „znieważania” i innych potworków, a chcą dodawać kolejne?

Nie można na koniec nie zapytać jaki problem rozwiązało wyeliminowanie z telewizji publicznej najdrobniejszych przejawów mowy nienawiści, jaką niewątpliwie są wystąpienia przedstawicieli KOD-u i opozycji? Kto chciałby, aby tak wyglądały wszystkie media, a w szczególności fora, blogi i portale? Ludzie kochali i nienawidzili od zawsze. Czy ci, którzy chcą walczyć z uczuciami na pewno są w pełni władz umysłowych?

Dodaj komentarz


komentarzy: 7

  1. Uczucia są bardzo ważne. Szczególnie u tych, co uczuć zwanych wyższymi nie posiadają. To muszą wrzeszczeć: naruszono MOJE uczucia. Naruszysz – będziesz ukarany, a skarżący się usatysfakcjonowany, że sąd nadał mu jakieś znaczenie w jego nijakim życiu. Bo wroga pogrążył. W dodatku, gdy są to uczucia religijne, to i wspólnota i pleban spojrzą dobrym wzrokiem na uczuciowego.

    Z tym pojęciem „uczucia religijne” mam ogromny kłopot, bo nie wiem, nie rozumiem tego zwrotu. Rozumiem czym jest znieważenie obiektu sakralnego. Rozumiem czym jest zakłócenie nabożeństwa. Ale naruszenie uczuć?

    Czy powinnam zgłaszać i domagać się osądzenia osoby, która jest pozbawiona uczuć wyższych? Skąd wiadomo, że to nie jest jakiś defekt mózgu albo braki wychowawcze? Też karać osobę bez uczuć?

    Kogo ma oskarżyć osoba chora, która na wizytę lekarską czeka kilka lub kilkanaście miesięcy? Naruszane są tu uczucia miłości bliźniego, braki pomocy osobie cierpiącej ból. Co z uczuciami lekarzy, którzy na ten ból są obojętni, bo STANOWIONE PRAWO im na to zezwala? A co z żoną lub mężem, którzy przestali kochać małżonka, a zdaniem biskupa nie mogą się rozwieść, nawet na skutek zdrady? A co z uczuciem bólu, gdy małżonek okłada swoją drugą połowę pięściami?

    Jednym słowem uczucie uczuciu nie jest równe. A że zamiast dotychczasowych powodów skazywania winnych będzie miara uczuć? Czyli idzie nowe, ale nowe niekoniecznie znaczy mądre, logiczne, mające sens. Uczuciowych, a gadających od rzeczy jest pełno.

    p.s. Rzecznik, który chce pozostać na stanowisku zmienił swoje zachowania by się władzy przypodobać. Czy to mu pomoże? Nie wiem, ale niedorzecznych, a rządzących jest sporo. Za to z mocno artykułowanymi swoimi uczuciami.

    1. Oni domagają się wzorem każdego satrapy, każdego totalitarnego reżimu karania za słowa! Nie wystarcza im obowiązujące prawo, niejasne, zagmatwane, uznaniowe. Chcą dopisać kolejne zakazy penalizujące nie do końca wiadomo co. Warto posłuchać niedzielnej audycji Człowiek 2.0. Prowadzący poprosił znamienitych gości o zdefiniowanie co to jest hejt, mowa nienawiści. Z całego bełkotu przebiło się jedna konkretna informacja – hejt to to, co my [niezłomni rycerze walczący z hejtem gdzie się tylko da] uważamy za hejt. Co to oznacza? Ano tylko to, że jak tylko dorwą się do władzy zrobią identyczny kipisz jak PiS, tylko a rebours – to na co dziś przymyka oczy władza oni będą surowo karać i vice versa.

      1. Czy dziwny Petru jest osobą, która mogłaby cokolwiek zmienić? Dla mnie to tylko ochotnik na władzę, duże zarobki. Nie ma w nim wizji państwa równych sobie obywateli. Równych wobec prawa, z dostępem do nauki w skali szkoły podstawowej i gimnazjalnej. Zamiast gimnazjum może być zawodówka.

        To pyskacz, gaduła, reagujący tylko na jakieś zachowania, pomysły rządzących. Ale tylko doraźnie, bez przedstawienia chociażby w zarysie sposobów na zmiany zgodne z konstytucją, ale i rachunkiem ekonomicznym. Hasełka to tylko hasełka.

        Nie dostanie mojego głosu nigdy. (Jeśli w ogóle będą wybory). Przejmowanie polityków z PO to nic nie znaczące posunięcia. Są tymi osobami, które nie potrafiły jak dotychczas niczego sensownego zaproponować. A bycie politykiem to spore pieniądze za nic. Za brak odpowiedzialności za wypowiadane słowa, za czyny lub ich brak gdy były niezbędne.

        Polacy nie potrafią dyskutować. Nie chce im się lub nie zostali  w obowiązkowym nauczaniu tak wykształceni, aby umieć wysłuchać adwersarza bez przerywania mu, odnieść się do wypowiadanych słów lub wskazać, że ich autor mija się z tematem.

        Mogłyby to być w szkole rozmowy na temat: Ile diabłów mieści się na łebku szpilki. Ale z powoływaniem się na dawnych mistrzów myślicieli. Mogłyby to być dyskusje na tematy religijne, ale z konieczną znajomością tematu. Ale nie wiedzą z lekcji religii lub jakąś książeczką bez wartości poznawczych.

        Wspominając „swoją karę”, gdy musiałam przeczytać i omówić krótki temat na podstawie Engelsa o rozwoju państwa i rodziny, to zrozumiałam wtedy kilka rzeczy, a wspomniane treści z rozwoju pamiętam do dziś. Bo rozprawa filozoficzna wymagała jednak wysiłku myślowego u nastolatki, a nie tylko zapamiętania przeczytanego tekstu..

        1. Problemem jest brak umiejętności prowadzenia sporów, dyskusji, rozmowy. Jego źródło zaś tkwi w kiepskiej, śmieciowej edukacji. Dzieci mają wklepać na blachę regułki, nie ma na lekcjach dyskusji, bronienia swoich racji, przekonań, poglądów. Nauka stąd dotąd, test i do widzenia. Skutkuje to tym, że większość nie ma własnych przekonań, przejmuje cudze poglądy to i nie potrafią ich bronić. To rodzi agresję z jednej strony i frustrację z drugiej.

          Mało kto wie, że kwintesencja obecnego państwa polskiego, zawarta w artykule 1 Konstytucji, wywodzi się bezpośrednio z myśli JP II. W dyskusji parlamentarnej w 1995 roku nad tym przepisem ustrojodawca wskazał wprost na społeczną naukę Kościoła jako źródło normy. Tadeusz Mazowiecki konsultował jej treść z episkopatem, który kierował się jeszcze wtedy nauką Jana Pawła II. A ustrój, który – wbrew konstytucyjnej woli narodu – wdraża teraz PiS z Kościołem, to radykalna odwrotność demokratycznych i wolnościowych ideałów tamtej koncepcji. Niestety, koncepcji JP II nie znają dziennikarze, ani większość prawników. Nie znają jej wyborcy. Nie znają posłowie PiS. Artykuł 1 ma oczywiście charakter laicki, ustalony przez racjonalnego ustawodawcę. Konstytucja i wynikające z niej prawo, to strefa zastrzeżona dla rozumu (fakt, że ktoś przestrzega prawa ze względu na wiarę w Boga, to już jest sprawa pozaprawna).

          Waldemar Sadowski: Pierwsze przykazanie konstytucji. Warto przeczytać całość.

          1. WP:       „15 kwietnia 2016 roku weszły w życie zmiany dotyczące kodeksu postępowania karnego. Miały one na celu odwrócenie procedury karnej wprowadzonej 1 lipca 2015 roku przez poprzedni rząd. W ustawie znalazło się kilka nowych zapisów, z których jeden jest bardzo kontrowersyjny. Dotyczy on przepisów regulujących tymczasowe aresztowanie.

            Do tej pory podstawą orzeczenia o zastosowaniu lub przedłużeniu tymczasowego aresztowania mogły stanowić jedynie ustalenia poczynione na podstawie dowodów jawnych dla oskarżonego i jego obrońcy – dołączonych do wniosku o zastosowanie aresztu. Sąd z urzędu mógł ujawnić inne dowody w sprawie, jeśli były korzystne dla oskarżonego. Oskarżony miał zatem pełne prawo do obrony – wiedział o co jest oskarżony, jakie są dowody przeciw niemu, znał podstawy i motywy wniosku prokuratora o areszt. Obecnie w tej materii zaszły bardzo istotne zmiany.
            Brak prawa do obrony?
            W myśl znowelizowanych przepisów kodeksu postępowania karnego podstawą orzeczenia o areszcie tymczasowym mogą być dokumenty jawne dla oskarżonego i obrońcy oraz dowody ze znajdujących się w odrębnej teczce, utajnionych zeznań świadka z tzw. art. 250 par. 2b, które w ogóle nie są udostępniane obronie ani oskarżonemu (art. 249a par. 1 pkt.2). Osoba z art. 250 par. 2b to świadek, co do którego prokurator uzna, że zachodzi uzasadniona obawa niebezpieczeństwa dla życia, zdrowia albo wolności świadka lub osoby dla niego najbliższej.
            W ocenie ekspertów ten zapis stoi w sprzeczności do standardów obowiązujących w europejskich krajach. Narusza również prawo do obrony osoby, której grozi tymczasowe aresztowanie……”

            Ciekawie zapowiada się. Nawet w mrocznych czasach do 1956 r….udawano, że działają legalnie.

              1. Piotrowicz i Pawłowicz w nadgodzinach.

                Potem odreagowują w Sejmowych ‚debatach” ;-)))

                Poza tym był taki etatowy u Gowina za rządów Tuska. Z wykształcenia prawnik, z umiłowania życia cywilny zakonnik, jako hobbysta – może i twórca praw wszelkich i dziwnych. Zapomniałam jego nazwisko.