Wciąż kobiet mać

Kto (lub co) jest największym wrogiem PiS-u, czyli demokracji? Wiadomo! Komitet Obrony Demokracji! Kto (lub co) niszczy wolnościowy zryw kobiet? Wiadomo! Komitet Obrony Demokracji niszczy wolnościowy zryw kobiet! W jaki sposób KOD niszczy wolnościowy zryw kobiet? To proste. Pewna pani na transparencie napisała „Wciąż kurwa mać!” Tak jej się skojarzyło. Skąd dziewczę ma wiedzieć, że mać to matka, a nie macica, więc hasło jest bez sensu?

No więc dumnie trzymała transparent w górze, aż tak zwana straż KOD-u poprosiła grzecznie, by transparent z bezsensownym hasłem schować. Pani z KOD-u argumentowała, że „na demonstracji jest dużo małych dzieci i starszych osób”. I że nie wypada. Nie wypada? Jak nie wypada!? Przecież to jest protest! Kobietom protestującym w słusznej sprawie wszystko wypada, nawet sugerowanie kim była matka. I niech nikt nie pyta jaki ta koligacja ma związek z aborcją, bo takie dociekanie to niszczenie wolnościowego zrywu kobiet!

Zapewne autorkom taki transparent wydawał się śmieszny. Jednak obnoszenie się z brakiem kultury raczej sprawie nie służy. A już na pewno nie służy jej atakowanie KOD-u ramię w ramię z PiS-em. Dzięki zaś nagłośnieniu incydentu przez — między innymi — portal naTemat nikt już nie powie, że pod względem braku kultury członkowie PiS-u nie mają sobie równych.

Na koniec warto wspomnieć o jednym z oburzonych, który piętnuje „Samozwańczych kowboi myślących, że mają jakiekolwiek uprawnienia by nakazywać i zakazywać”. I deklaruje, że nie wie, czy pójdzie: „Nie wiem czy pójdę na kolejną demonstrację, w której „ochraniał” będzie właśnie KOD, ponieważ przy nich czuję się bardzo niebezpiecznie”. Zaiste, bez sensu, a i niebezpiecznie jest demonstrować, gdy w koło ani jednej kurwy. Na transparencie.

Warto przytoczyć wyjaśnienie, które wiele według wyjaśniającego wyjaśnia. Otóż hasło „Wciąż kurwa mać” to parafraza.

Agresywnej pani z KOD-u oraz nieświadomej pani organizatorce (do zobaczenia na nagraniu) pragnę wyjaśnić czym jest parafraza zawarta w haśle „Znowu* kurwa mać!”. To „swobodne przetworzenie zachowujące związek z oryginałem, a także wynik tej czynności, czyli nowa wypowiedź powstała w taki sposób”, jak podaje Słownik Języka Polskiego. Demonstrujące ofiary KOD-u parafrazowały – o czym mówiły głośno w trakcie awantury – poniższą grafikę Marka Raczkowskiego.

Jednego z kąpiących się w rzece zniósł nurt. Ponieważ był dobrym pływakiem utrzymywał się na wodzie, ale opadał z sił. Nagle dostrzegł przepływającą nieopodal tratwę. Ruszył w jej kierunku, ale poczuł, że nie podoła. Utrzymując się na powierzchni ostatkiem sił krzyknął:
— Hej, tam na tratwie!
Nic, żadnej reakcji. Woda zalewała mu usta.
— Hej tam, na tratwie! — zabulgotał.
Na tratwie dało się dostrzec jakiś ruch i po chwili do krawędzi podszedł mężczyzna. Chwilę przyglądał się tonącemu i spokojnie zapytał:
— No to co, że na tratwie?

Parafraza: No to co, że kurwa mać?

 

PS
Nie wiedzieć czemu portal opinii cenzuruje postępowe hasła, jeśli nie w całości, to w istocie. Aż się prosi sparafrazować autora ubolewającego nad cenzorskimi, zamordystycznymi zapędami KOD-u: Wśród blogerów zgromadzonych wokół blogów prześladowanych przez portal opinii stworzyliśmy nowe hasło. Zachęcam do wykorzystywania go we swoich wpisach: „Miałem / miałam tu mocny przekaz, ale KTOŚ mnie ocenzurował”.


* Na transparencie było „wciąż”, ale co to za różnica, skoro o kurwę chodzi?

Dodaj komentarz


komentarzy: 5

  1. Przekaz by był zrozumiały musi być jednoznaczny i prosty. Stojąca obok tablicy z protestem kobieta, otoczona dymem, jak kiedyś parowóz, nie niesie dobrego przekazu. Wiadomo, że palenie szkodzi. Na tablicy jest znak Polski walczącej z najeźdźcą, Niemcami. Co tu mają do rzeczy okupanci? To taka kalka innych protestów z dziwnymi przekazami. Bardzo to przypomina inne „protesty”, gdzie protestujący trzymają krzyże w reku i czasami walą nimi po łbach gorszej części. Albo tej stojącej w innym miejscu.

    Może zdarzyć się i to w niedługiej przyszłości, że słowo jeszcze (powszechnie?) uważane za wulgarne stanie się piękne. Tak jak stało się ze słowem kobieta.

    „Najstarsza polska nazwa określająca osoby płci żeńskiej to żona. Wyraz pochodzi od greckiego genos (pochodzenie) i łacińskiego gyn (ród). Z tym znaczeniem związane są polskie słowa: rodzić, rodzice, rodzina, rodzicielka. W XIV wieku znaczenie słowa żona zostało zawężone do kobieta zamężna (czyli matka rodziny).

    W wieku XV Polacy używali trzech nazw: niewiasta, białogłowa i pani. Niewiasta, czyli ta, o której na początku niewiele wiadomo, pierwotnie oznaczała żonę syna. Nazwa białogłowa, wywodziła się od białego czepka, który zakładały na głowę mężatki. Wraz z rozwojem kultury dworskiej w polszczyźnie pojawiło się słowo pani. Panią tytułowano żonę władcy, potem także żony wyższych dostojników, kobiety należące do wyższych warstw społecznych, z czasem utrwaliło się jako forma grzecznościowa. W XVII wieku arystokratki określano zapożyczonym z francuskiego wyrazem dama.

    Słowo kobieta pojawiło się w XVI wieku. Etymolodzy wywodzą je od od słowa kob, czyli chlew, koryto. Kobieta w pierwotnym znaczeniu, to ta, która służy przy korycie, zajmuje się chlewem. Wyraz miał pejoratywne znaczenie i uchodził za obelgę. W neutralnym znaczeniu słowa zaczęto używać dopiero pod koniec XVIII wieku.

    Badacze niepogodzeni z takim wyjaśnieniem pochodzenia wyrazu kobieta, poszukują uzasadnienia dla innych możliwości. Niektórzy etymolodzy wywodzą wyraz z języka germańskiego: od staroniemieckiego kebse lub gabette. Słowem gambetta określano małżonkę, towarzyszkę łoża, natomiast wyrazem kebse — nałożnicę, konkubinę. Są i tacy, którzy uważają, że wyraz kobieta pochodzi od Kopfweiss, czyli białogłowa, bądź od kave, czyli z fińskiego matka, czy prasłowiańskiego kob- veta — w znaczeniu wieszczka, wróżka.”

    Tak jak w codziennej mowie w Polsce zniknęło słowo panna. Teraz każda jest panią. Tylko na Zachodzie słowo panna nadal się stosuje. Ale wiadomo, że Zachód znowu stał się zły i zgniły. Całkiem jak za PRL.

    Osobne demonstrowanie, osobne „walczenie” (nie cierpię tego słowa odpowiedniego dla wojny), osobne stawianie postulatów, nie przyniesie żadnej grupie zwycięstwa. Tylko wspólne działania mogą zagwarantować sukces. Kto tego nie rozumie, ten jest skazany na przegraną. Mimo determinacji w działaniu. Nawet gdyby PIS wycofał się z projektu zakazu aborcji, to nie będzie to systemowe, ale chwilowe zwycięstwo.

    „Mocny przekaz” w tytule artykułu, w treści bloga, najczęściej oznacza użycie słów nazywanych inwektywami, czasami mijaniem się z prawdą, a posługiwanie łgarstwem. Mocne przekazy ma Tomasz Piątek, gdy o szemranych interesach Macierewicza informuje. W dodatku bez inwektyw. Zgroza prawdziwa, mowa Polaka ma inne brzmienie.

    P.S. Dlaczego komentarz tylko tu, a nie na Portalu Opinii? Bo tam przeważają „opinie”, że nie można mieć swojego (nawet niesłusznego, nawet głupiego, ale swojego) zdania.

    Trzeba klepać jedno i na jedną modłę. Tak jak ci, co dostają w ocenie czerwone łapki. Czym postawy, zachowania, komentarze, różnią się od siebie? TYLKO kierunkiem krytyki, sposobem, użyciem słów już nie. Wystarczy przeczytać tytuły. W swojej wymowie są bardzo „mocne”, jeśli tak określić mocniejsze lub słabsze wulgaryzmy.

    Poza tym nie chce mi się już tłumaczyć (co wyżej opisałam), że tak jest nieodpowiednio. Różnica zdań jest zbyt duża, by się porozumieć. Nie mama też ochoty jaka to jestem głupia.

    „To taka głupia to ja już nie jestem, może głupia, ale taka to już nie”

    1. Nie chodzi o wulgarne słowo, ale o upieranie się przy bezsensownym haśle, bez sensu wulgarnym. I tłumaczeniu, jeszcze głupszym, że to „parafraza”. Parafraza jest czytelnym nawiązaniem do sytuacji. Raczkowski kpi z protestu dla protestu, więc do czego nawiązują drogie, acz kompletnie bezmyślne panie, „parafrazujące” nic nie znaczące hasło? Do powszechnego przekonania, że poza kilkoma wyjątkami są bezwolnymi, niezbyt rozgarniętymi istotami?

      1. W każdym proteście gdzie występuje wulgarne słowo, jest on niedobry. Zabiegając o jedną sprawę nie można niszczyć innej, także ważnej. Ważnej jak język i jego piękno. A głupotę, wulgarność usprawiedliwia tylko człowiek prostacki w zachowaniach i mowie.

        Najdziwniejsze, że zawsze znajdują się osoby broniące prostactwa, wulgarności, bo to służy jakiemuś celowi. To tacy, którym białe myli się z czarnym.

        W PRL mowa publiczna nie została tak zwulgaryzowana, zachowania tak sprymitywizowane jak w demokracji katolickiej.

        1. Wulgaryzm właściwie, celnie użyty czasem może być ozdobą. Jednakowoż używanie przez kobiety wulgarnego, pejoratywnego epitetu na określenie… kobiety nie świadczy o mądrości. Zaś histeria „obrońcy” wolności słowa trąci chorobą umysłową. Zwłaszcza, że wszystkie nieprzychylne opinie i komentarze według takich jak on to „mowa nienawiści”.

          1. Gdy celnie użyty – tak.  Z przekleństwami jest dziwnie. Są osoby, najczęściej mężczyźni, którzy z rzadka używając wulgaryzmu, nadają wypowiedzi lepszy obraz. Z rzadka!  Ale takich uzdolnionych jest niewielu.

            Aktorzy potrafią pięknie mówić cudzym tekstem. Nawet z wulgaryzmami. Sami najczęściej w swoich wypowiedziach już tacy „uroczy” nie są.

            W swoim życiu spotkałam tylko jednego niezwykłego mówcę. Mógł mówić np. o piątym kole do wozu. I było to piękne. Jego teksty pisane były „normalne”. Był dyrektorem Muzeum na Zamku Książąt Pomorskich w Słupsku. Janusz Przewoźny. Zgromadził też obrazy Witkacego.

            Niektórzy blogerzy na tokfm też bronią takich dziwnie mówiących. Czasami słuszna krytyka spotyka się z atakowaniem osoby, a nie kontrargumentami.

            „Takie będą rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie” Jan Zamoyski; 1600 rok.