W co wierzą naukowcy?

W co wierzą naukowcy?

Naukowcy są różni. Może lepiej byłoby odpowiedzieć na pytanie:
W co powinni wierzyć naukowcy?
Albo pytanie:
W co mogą wierzyć naukowcy?

Głęboka wiara wyklucza zwątpienie. Brak wątpliwości wyklucza możliwość podważenia obowiązujących poglądów. Brak wątpliwości wyklucza możliwość wysunięcia nowych oryginalnych hipotez naukowych.

Mimo tego jest wielu wierzących naukowców. Są nawet naukowcy religijni.

Niektórzy z nich mogą mieć osiągnięcia. Jest to możliwe jeżeli zakres ich badań i tematyka ich wierzeń są rozłączne. Jest to również możliwe, gdy wierzący naukowcy zajmują się potwierdzaniem obowiązujących teorii, znajdowaniem nowych argumentów na rzecz tego w co głęboko wierzą.

W podsumowaniu: – Pole działania dla religijnych naukowców jest w znacznym stopniu zawężone.

Czy naukowiec może być niewierzący? Czy może być skrajnym sceptykiem?

Teoretycznie nie jest wykluczonym. W praktyce nie jest możliwym. Naukowiec musi opierać się na dorobku innych naukowców. Musi zawierzyć swoim zmysłom i posiadanym przyrządom.

Element zawierzenia jest koniecznością, gdy przechodzimy od czystej teorii do praktyki.

W filozofii możemy wyłącznie spekulować. Podobnie jest w matematyce. W fizyce i w technice musimy, podejmując działanie, założyć że znamy prawdę i na niej się opieramy. Czyli musimy uwierzyć, że nasza wiedza jest prawdziwa, po to, żeby wyjść z niemocy, na która skazuje nas zwątpienie.

Istotą jest konieczność posiadania ograniczonego zaufania do swojej wiedzy.

W matematyce, po przyjęciu określonych założeń, możemy być pewni na 100% prawdziwości bądź nieprawdziwości matematycznego twierdzenia.

W matematyce możemy stosować logikę zero jedynkową – PRAWDA – FAŁSZ – (TAK TAK, NIE NIE)

W fizyce, w technice i w praktycznym działaniu niczego nie powinniśmy być pewni w sposób absolutny. Należy stosować „logikę rozmytą”. W logice rozmytej każdemu zdaniu przypisane jest prawdopodobieństwo jego prawdziwości. Prawdopodobieństwo prawdziwości jest liczbą większą od zera a mniejszą od jedności. Może to być liczba bardzo bliska zera ale nigdy zero, albo liczba bardzo bliska jedności, ale nigdy jeden.

Potocznie przyjmowanie takiej postawy nazywamy stosowaniem ZASADY OGRANICZONEGO ZAUFANIA.

 

Rzecz jasna: Wyznawca nie powinien mieć ograniczonego zaufania do swojego bóstwa i do świętych ksiąg swojej religii. Dlatego prawdziwy postęp w nauce zaczyna się tam, gdzie kończy się wiara.

 

Adam Jezierski

Przeczytaj także: >>> Dowód na istnienie Boga.

Dodaj komentarz


komentarzy: 7

  1. Wiara naukowców to sprawa trudna. I trudno określić jak oni ją traktują. Dla bardzo wielu to sprawa osobista i nic o niej nie powiedzą, dla wielu wiara wymaga złożenia deklaracji i podpisania odpowiedniego papierka. Dla jeszcze innych całkiem bez znaczenia.

    Czy Ludwik Pasteur był wierzącym, wątpiącym czy bezbożnym? Nie mam pojęcia i nie ma to znaczenia dla wagi jego odkryć.

    Czy Mikołaj Kopernik będąc tak związany z KK był wierzącym, czy stracił wiarę, czy odkrycie było tylko uporządkowaniem wiedzy i na jego religijność nie miało wpływu?

    Czy ten lekarz, dzięki któremu wiele kobiet żyło dla siebie, męża i dzieci miał problemy z wiarą? „Ignacy Filip Semmelweis  XIX wiek– lekarz pochodzący z rodziny węgierskich Niemców, który położył podwaliny pod nową gałąź medycyny – antyseptykę, która zajmuję się kwestią niszczenia drobnoustrojów poprzez odkażanie. Znalazła ona zastosowanie w położnictwie i chirurgii. Niemniej jednak Ignaz Semmelweis nie potrafił precyzyjnie wyjaśnić mechanizmu zakażenia, w jego czasach bowiem nie znano jeszcze bakterii i wirusów. Jego teoria nie znalazła więc uznania w środowiskach lekarskich. Podchwycił ją dopiero w 1877r., a więc już po śmierci Semmelweisa, angielski chirurg Lister, wprowadzając w szpitalach, w których pracował,  dezynfekcje rąk i narzędzi chirurgicznych kwasem karbolowym. Nie odwoływał się do cudu natury boskiej, do jego wielkości itd.

    Takie epatowanie własną religijnością jest dla mnie fałszem, oszukiwaniem wszystkich dla jakichś korzyści. Dodam, że chodząc do prywatnego gabinetu lekarskiego i słuchając włączonego radia M bardzo mnie to irytowało. Ale inni obecni prosili o ciszę.Zresztą lekarz okazał się konowałem ;-) Przy czym wiara nie miała chyba wpływu na poziom jego wiedzy.

    1. Niestety, mylisz się. Wiara przeszkadza w poświęcaniu się nauce, ogranicza, krępuje, zawęża horyzonty. Zmęczyłem jedno dzieło księdza Hellera. Nie pomne już tytułu, bo nieziemski gniot, nie zawierający żadnej oryginalnej myśli. Filozoficzny bełkot napisany z pozoru bezstronnie. To samo ograniczenie dotyczy zresztą także twórczości. Można być wierzącym aktorem, nawet wierzącym pisarzem. Ale gdy trzeba puścić wodze wyobraźni, fantazji wiara dusi, trzyma na uwięzi niczym łańcuch psa podwórkowego. Weź takiego Kukiza, Pietrzaka, czy pisarza SF Ziemkiewicza. Kto czytał powieści tego ostatniego zauważył jakieś ograniczenia, sztuczność przedstawianych problemów.

      1. Najgorzej jak do np przedstawiania problemów, opowieści w filmach science fiction podchodzi się poprzez pryzmat wierzenia religijnego. Chęć na siłę udowodnienia poprzez opowieść np w filmie, że On istnieje gdyż …

        Ja myślę sobie jednak, ze Adam nawiązał do czegoś innego. Zgodnie z definicją (z tego co wiem) wiary istnieją takowe dwie: psychologiczna i religijna.

        Psychologiczną opieramy na zasadzie doświadczeń życiowych, na ich podstawie wnioskujemy to co wydarzy się w przyszłości, na zasadzie wiary w prawdopodobieństwo wystąpienia czegoś np.: bo jak są chmury to może spaść deszcz gdyż kiedyś spadł.

        Wiara religijna jest oparta na zupełnie czymś innym. Opiera się na przekazach z pism, opowieści innych ludzi i na podstawie tego budowane jest wnioskowanie iż, ON istnieje.

        Jeżeli naukowiec popada w pułapkę wiary religijnej, to tworzy metafizykę, filozofię wiary religijnej.

        Fajny wpis Adamie.

      2. Zaskoczyłeś mnie…. Hellerem. Twórcę znam tylko z opisów i uważam, że poświęciłam mu już wystarczająco dużo uwagi. Może nie dorosłam by profesora czytać, ale nic mnie do czytania nie zachęciło. Poza tym swój pozostały mi czas poświęcam na inne lektury.

        1. Dlaczego zaskoczyłem? Uczonego księdza zachwalał mi pewien teoretyk, który twierdzi, że można być i księdzem i uczonym. I na dowód pożyczył mi ową książkę. Przeczytałem… Ba! za duże słowo. Zmęczyłem i utwierdziłem się w przekonaniu, że nie można. Prawdziwy naukowiec stara się odkryć przyczyny, ksiądz profesor stara się wszędzie dostrzec palec boży. A nawet jeśli nie dostrzec, to dać do zrozumienia, że gdzieś tam jest.