Uczyła mnie mama…

Kilka dni temu pochyliliśmy się nie tyle nad artykułem Krzysztofa Łozińskiego pod tytułem »Zdjąć aureolę z mordy chama«, bo jego zrozumienie nie nastręcza żadnych problemów, ile nad jego interpretacją.  Posłużyliśmy się przy tym przykładem portalu „DoRzeczy”, choć równie dobrze moglibyśmy się posłużyć innym. W „Wyborczej” bowiem sprawą zajął się Jakub Majmurek, który odczytał tekst Łozińskiego nie gorzej niż publicysta „Do Rzeczy”, a pod wieloma względami nawet lepiej. Nie tylko posłużył się podstawowym narzędziem szanującego się propagandysty — przyjął takie znaczenie użytego słowa, jakie mu pasowało do tezy — ale poszedł znacznie, znacznie dalej przekonując że mowa wręcz o przedstawicielu odrębnej rasy.

Tak jak Amerykanie, nauczeni doświadczeniem własnej trudnej rasowej historii, uważnie dobierają słowa, jakimi określają czarnych obywateli czy rdzennych mieszkańców kontynentu, podobnie my, pomni społecznej historii Polski, być może powinniśmy zrezygnować z „chama” jako etykietki w bieżących, politycznych sporach.

Trudno nie zauważyć, że „Wyborcza” wiedzie prym w rezygnowaniu ze słów — funkcjonujących w polszczyźnie od pokoleń — które w jej mniemaniu obrażają, piętnują stygmatyzują i bóg wie co jeszcze robią.

Pojęcie chama zakorzenione jest w feudalnej mitologii, w której ludzie dzielą się na tych, którzy ze względu na swoje urodzenie mogą tworzyć polityczną wspólnotę i cieszyć się wszystkimi prawami, jakie ona daje, oraz na tych, którzy z racji samej swojej natury są z tej wspólnoty wykluczeni. W ten sposób społeczeństwo postrzegała ideologia sarmacka, zgodnie z którą polska szlachta wywodzić się miała od Jafeta, a chłopi od innego syna biblijnego Noego, Chama. Ten zaś – za to, iż obraźliwie potraktować miał pijanego ojca – skazany został wraz ze swoim potomstwem na usługiwanie potomkom swoich braci.

Co ma wspólnego „ideologia sarmacka” na przykład z kimś, kto w pijanym widzie chełpi się swoim organem? Wiele słów dziś znaczy co innego niż niegdyś, wiele wyszło z użycia. Moraliści, którzy obrażają się na pokaz (czyli pokazowo) najchętniej wykreśliliby połowę słownika, bo im się kojarzy. Majmurek przytacza słownikową definicję pojęcia cham (1. posp. «o człowieku ordynarnym»; 2. daw. «pogardliwie o chłopie») i koncentruje się na drugiem znaczeniu, które już praktycznie wyszło z użycia. Dlatego nie poszedł dalej i nie podał definicji chłopa. Chłop to teraz bowiem przede wszystkim «dorosły mężczyzna» oraz «mąż, narzeczony, kochanek». I rolnik w historycznych dysertacjach naukowych. Dlatego jeśli ktoś o Majmurku powie „swój chłop”, to nie będzie to oznaczało, że gardzi nim i chce go obrazić.

W moralizatorstwie Majmurka nie ma konsekwencji. Z jednej strony sugeruje rezygnację z ‚chama’ jako etykietki, piętnuje utożsamianie z chłopem, z drugiej nie ma żadnych wątpliwości, że brak kultury cechuje wyłącznie rolnika.

Problemem z „dobrą zmianą” nie polega na tym, że opętane autorytarnym wirusem klasy ludowe nagle wdarły się z widłami w dłoniach do demokratycznych instytucji, by je zniszczyć.

Gdyby Łoziński w porę poznał te wytyczne niewątpliwie uwzględnił by je już w tytule, który otrzymałby brzmienie „Zdjąć aureolę z mordy klas ludowych wdzierających się z widłami do demokratycznych instytucji”. Można pominąć informację, że te klasy dzierżyły widły w dłoniach, ponieważ wdzieranie się z widłami w plecach lub gdzie indziej nastręcza nieprzezwyciężalne trudności. Problem jednak polega na tym, że Łoziński nie mówi o chłopach w przedwiecznym rozumieniu. Mówi o ludziach niekulturalnych, którzy na przykład publicznie zwierzają się, że myślą jak stoją. Tak stałem i myślałem i doszedłem do wniosku: kto to rucha? Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji. (nawiasem mówiąc akurat ta „wypowiedź” nie poruszyła moralistów z „Gazety”.)

W miarę zagłębiania się w tekst Majmurka coraz jaśniejsze staje się, że autor polemizuje sam ze sobą. To logiczne. Nie po to już na początku poczynił założenie przypisując słowu użytemu przez Łozińskiego psujące do tezy znaczenie, by z Łozińskim polemizować. Niestety, sam się w swym moralizatorstwie pogubił.

Problemem jest to, że dla swojego bieżącego interesu politycznego konserwatywne elity zdecydowały się rozmontować trójpodział władzy, podrzeć konstytucję, wykręcić z demokracji liberalne bezpieczniki i wprowadzić do debaty publicznej budzący przerażenie język.

Towarzyszyła temu często „chamska” w potocznym znaczeniu, rozkoszująca się sama sobą brutalność, ale cały ten proces nie był prowadzony przez ignorantów w waciakach i gumofilcach, ale przez doskonale świadomych tego, co robią stołecznych wielkomiejskich inteligentów. Jarosław Kaczyński nie przyjechał do Warszawy z jakiegoś zapadłego PGR, podobnie jak kierownictwo TVP, redaktorzy popierających PiS tygodników opinii, czy sędziowie odbitego przez Nowogrodzką Trybunału Konstytucyjnego.

Powtórzymy, żeby dobrze zrozumieć: Jarosław Kaczyński wraz z ekipą to „wielkomiejska inteligencja”, która „nie przyjechała do Warszawy z jakiegoś zapadłego PGR-u”, ale „opętane autorytarnym wirusem klasy ludowe”, które „nagle wdarły się z widłami w dłoniach do demokratycznych instytucji”. Przecież lud to  «warstwa społeczeństwa utrzymująca się z pracy fizycznej; dawniej głównie ludność wiejska», czyli chłopi. Więc gdzie tu logika?

Łoziński wyraźnie wyróżnia trzy kategorie — brak kultury (chamstwo), deficyt wiedzy (nieuctwo), tumanowatość (głupotę). Ponieważ człowiek w gumofilcach z zapadłego PGR-u nie musi być ani nieokrzesanym ignorantem, ani chamem. Łoziński pisze, że

Chamstwo, nieuctwo, głupota wyłażą z kątów od dawna. A my, „wykształciuchy” przez 25 lat nic z tym nie zrobiliśmy. I mamy ministra „kultury”, który głosi, że „Wesele” Wyspiańskiego dowodzi, iż Polacy zawsze się porozumieją i o niepodległość zawalczą (może nie czytał?). Mamy minister edukacji, która usuwa z programu Miłosza i Gombrowicza. A co tam „sie bedom” (korekto nie poprawiaj, tak ma być) o Ferdydurkach uczyć? Mamy przecie Rymkiewicza, ten fajnie rymuje.

Majmurek zalicza się do kategorii „wykształciuch”, ale zamiast piętnować chamstwo, piętnuje piętnującego. Choć nie da się jaśniej dać do zrozumienia w jakim znaczeniu występuje w tekście inkryminowane słowo, to

Przywoływane nie tylko przez Łozińskiego obrazy chamstwa umorusanymi butami pełnymi słomy wbijającego w ziemię konstytucyjne wartości, nie tylko nie pomagają sprawie przyszłości liberalnej demokracji w Polsce, ale wręcz jej szkodzą.

Nazywanie rzeczy po imieniu, piętnowanie braku kultury, skandalicznych wypowiedzi i zachowań, kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej, według Majmurka szkodzi polskiej demokracji. I każdy uświadomiwszy sobie, że umorusać można tylko twarz lub ręce, nigdy buty, przyznać mu rację musi. Nie można jednak wykluczyć, że to nie przypadek,  iż publicysta „Wyborczej” odczytuje słowa czołowego opozycjonisty identycznie jak publicysta „Do Rzeczy”. Jeśli do władzy będzie się mrugało porozumiewawczo, to kto wie, może władza to dostrzeże i doceni? Przecież sam Adam Michnik przekonywał. że przejawem represji władzy wobec „Gazety Wyborczej” jest ograniczenie jej prenumeraty przez państwowe instytucje i firmy oraz rezygnacja z wykupywania ogłoszeń przez spółki Skarbu Państwa. Jakoś trzeba się w łaski wkupić, zaufanie odzyskać. Da się to osiągnąć krytykując i jawnie wpierając opozycję?

Aż ciarki po plecach chodzą na myśl o tym, jak zareagowałby Majmurek w czasach minionych, gdyby mu przyszło w „Trybunie Ludu” zrecenzować słowa pewnej starszej damy, która w podobnej sytuacji wrzasnęła: Dość! Jest to poniżej mojej godności, żebym ja się miała zastanawiać jeszcze nad tym, czy cham przywali mi prawą łapą czy lewą nogą. Niech cham głowi się sam. Cham ma mały móżdżek, to się spoci z wysiłku i niech ten smród trochę świat powącha.

Uczyła mnie mama, bym się nie bał chama,
Kształciła mnie matka na historii świadka.
Uczyła mnie mama, bym się nie bał chama,
Bo cham to jest cham i boi się sam!

Jeszcze nie zginęła i nigdy nie zginie,
Trzymajmy się razem, nie dajmy ześwinić.
Nie dajmy się naszczuć Polak, Czech, Rosjanin,
Trzymajmy się bracia i nie dajmy schamić.*

PS. Nadaktywności wszelkiej maści moralizatorów, którzy zawsze wiedzą kto, kiedy, kogo i czym obraził już się kiedyś przyglądaliśmy

Nasz ulubiony portal prowadzący dziennikarskie śledztwa niedawno przeanalizował przemówienie Dudy pod kątem tego, czego w nim nie było. Teraz poszedł o krok dalej i analizuje poczynania samego Boga w materiale pod tytułem »Dokąd Suski wyszedł w trakcie negocjacji z lekarzami? I czy Pan Bóg odebrał rozum Morawieckiemu?«. Z tekstu wynika, że to przewodnicząca Nowoczesnej p. Lubnauer dostrzegła palec boży w poczynaniach premiera.


* Jan Tadeusz Stanisławski.

Dodaj komentarz


komentarzy: 18

  1. „bo cham to jest cham i boi się sam”

    towarzyszem chama jest strach, to taka para która się wzajemnie nakręca i umacnia..

    dlaczego cham ubiera garnitur? aby go nie poznano że jest chamem. Tyle tylko że będąc chamem nie rozumie tego ,że to …nie szata czyni człowieka….

    1. Dlaczego cham ubiera garnitur? Bo chce uchodzić za kogoś, kim nie jest, stara się wyglądać jak pan. I dawniej starła się nie tylko wyglądać, ale i zachowywać. Dziś profesor potrafi zachowywać się prostacko, posługuje się językiem plugawym. Bo ubzdurał sobie, że jeśli będzie się zachowywał przyzwoicie, to nikt go nie będzie szanował. I poniekąd miał rację…

  2. Zaskakującym może być fakt, że napisany w sposób dostępny, łatwy do zrozumienia, jest dla niektórych wykształciuchów zbyt trudny. Łoziński ma rację, że od 1989 r zbyt wielu przyjmowało spokojnie słowa chamskie, brutalne. By z prostakiem nie wpadać w polemikę. I to był błąd, bo prostak widząc wycofanie, założył, że to on ma rację, bo przed nim zmykają, zażenowani odwracają się. Marie von Ebner-Eschenbach w 1893 r napisała  „Mądry ustępuje głupiemu. Smutna to prawda; toruje ona głupocie drogę do opanowania świata.”

    Polskę opanowała hipokryzja, bigoteria rządzących, chamstwo posłów i posłanek, pogarda do tych co mniej mogą, co mniej posiadają, szalbierstwa w stosunku do majątku państwa i praw obowiązujących w Rzeczpospolitej, chamstwo, protekcja płynąca z ambon. Czyż nie jest już najwyższy czas by wzorem Łozińskiego głośno o tym mówić?

    1. Mówimy. I co z tego? Zaraz znajdzie się jakiś redaktor z Wyborczej i zacznie pouczać, że nie wypada, ze nie należy, że nie można. Po czym w ramach walki o wolność słowa a to artykuł skazuje, a to blogi zlikwiduje.

      1. Masz rację. Żądanie by ktoś trzymał się form wypowiedzi, form zachowań, to jak praca Syzyfa. Reakcja na prawdę wypowiedzianą przez K.Łozińskiego wzburzyło „wykształciuchów”. Nie zastanowili się czy sami przypadkiem nie robią błędów, Bo we własnym przekonaniu są nieomylni, zawsze mający rację. prostactwo tak wżarło się w ich mózgi, że nigdy nie przyjmą uwag. I to jest straszne. A z tv, radia, mediów codziennie płyną słowa, kłamstwa, niedopowiedzenia, przeinaczenia, które utwierdzają w tym, ze „mają” rację.

        Ale „Róbmy swoje!
        Pewne jest to jedno, że
        Róbmy swoje!
        Póki jeszcze ciut się chce,
        Skromniutko, ot, na własną miarkę
        Zmajstrujmy coś, chociażby arkę! Tatusiu:
        Róbmy swoje! Róbmy swoje!
        Może to coś da- kto wie? ”

        Wojciech Młynarski

    2. @Zielony Kwiat
      Wczoraj na parkingu sklepowym usiłowałem zaparkować mojego Wieloryba. Gdy cofałem, uprzedził mnie jakiś młody intelektualista. Śmiał się radośnie, że mu się udało uprzedzić staruszka, że był szybszy.
      Mazdę6 można kupić. Kultury nie.

      1. Powiedz, kto młodych uczy o zasadach zachowywania się, przystojnej mowy? W TVN redaktor nie wyleciał z pracy za używanie słowa-przecinka. Puszczono je, bo widocznie chamstwo redaktora było już nie do wytrzymania. Teraz cham cieszy się, ze widelcem umie się posługiwać, a to cham wyniesiony na stanowisko. My jesteśmy odchodzącymi ze świata, ze swoimi zasadami. Rozmawiałam z wnukiem o zachowywaniu się uczniów 4. klasy na lekcjach i przerwach. To Ci powiem, że lepiej nie będzie. A tym grzecznym jest ciężej, bo nauczyciele raczej ich strony nie zajmą. Bo nie rozumieją. Bo mają dosyć, bo płace są niskie. Bo i tak katecheta zawsze będzie miał rację.

          1. @Oby.watel
            Tak, komuna była straszna i paskudna. Trwała od 1945 do 1989. Od 1980 to było tylko dopalanie zgliszczy po niej, więc praktycznie trwała ok 35 lat. Później zaczęło się bezhołowie i zaprzestano wychowywania dzieci. Teraz wolno im wszystko, co powoduje że na swój sposób podziwiałem zawsze Michalika2: ryzykant uprawiający sporty ekstremalne.Od 1989 roku i ogłoszenia przez pieszczoszkę komuny że komuna umarła minęło prawie trzydzieści lat. Jak długo można wszystko zwalać na „komunę”? Tyle samo co „komuna” zwalała na „sanację”?

            Nie masz racji. W czasach „komuny” bywało różnie, ale  to co się dzieje to wynik wmawiania że chciwość jest dobra, że słabszego należy skopać i wdrapać się po trupach na szczyt, że nie liczy się nic, tylko kariera, donos, chwalenie się cudzymi osiągnięciami i zawyżona samoocena.
            Daleki jestem od chwalenia „komuny”, ale to co po niej nastąpiło to powrót do dżungli. Jako społeczeństwo cofnęliśmy się o setki lat.

        1. Tylko wsi, bo według Majmurka Jarosław Kaczyński nie przyjechał do Warszawy z jakiegoś zapadłego PGR, podobnie jak kierownictwo TVP, redaktorzy popierających PiS tygodników opinii, czy sędziowie odbitego przez Nowogrodzką Trybunału Konstytucyjnego.

          1. Nawiązując do tytułu
            Uczyła mnie mama…., że

            cham będzie chamem, na wieki wieków, amen.

             
            Problem z chamami polega na przenoszeniu się do miast, bo wtedy gardzą wszystkimi słabszymi od siebie oraz rodziną i wszystkimi tymi, którzy na wsi pozostali.
            Jak wiesz, bardzo odgraniczam wieś od wiochy,