Twarz książki czyli book’s face

Są książki wybitne, dzieła ponadczasowe, które powinny znaleźć się w kanonie lektur, ale właśnie z powodu swojej ponadczasowości, uniwersalności w nim się nie znajdą. Do takich dzieł można zaliczyć „Lenina” Ossendowskiego. Lekturą obowiązkową powinna być też inna powieść Ossendowskiego, dla młodego czytelnika być może nawet ciekawsza — „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”. Czy jednak „osobistego wroga towarzysza Lenina”, którego grób NKWD kazało rozkopać by upewnić się, że na pewno nie żyje, a którego komuniści skazali na zapomnienie, godzi się przypominać młodym Polakom? Wybitny pisarz, którego książki tłumaczono na wiele języków, zagorzały antykomunista, nie ma nawet w Warszawie ulicy swojego imienia!

Inną lekturą obowiązkową powinna być powieść George’a Orwella „Rok 1984″. Ale czy może skoro w powieści mowa miedzy innymi o nowomowie, którą tak definiuje „Słownik języka polskiego”: «język władzy i kontrolowanych przez nią środków przekazu w państwach totalitarnych, służący do manipulowania ludźmi i nastrojami społecznymi». Z kart powieści dowiadujemy się od jednego z bohaterów, że Istnieje takie słowo w nowomowie, którego pewnie jeszcze nie znasz: ‚kwakmowa’, czyli mówienie podobne do kwakania kaczki. Jest to jedno z tych ciekawych słów, które mają dwa przeciwstawne znaczenia. W odniesieniu do wroga stanowi obelgę; w odniesieniu do kogoś, z kim się zgadzasz, komplement.

Ossendowski opisywał terror rewolucji październikowej: Codziennie rozstrzeliwano ludzi bez sądu, dopuszczano się prowokacji, jak za dawnych czasów policji politycznej, wyłudzano pieniądze za zwolnienie z więzienia, bito aresztowanych, znęcano się w taki sposób, o jakim w najbardziej ponurych okresach caratu nie słyszano nigdy. Pretekstem do egzekucji mogło być cokolwiek: Jeden z robotników, potrzebując dla domu kawałka rury, po prostu odkręcił ją od maszyny fabrycznej. Towarzysz partyjny zadenuncjował go przed komisarzem bolszewickim. Robotnik został aresztowany, oskarżony o kradzież majątku narodowego i stracony. Kradzież majątku narodowego. Brzmi znajomo? Aresztowanych bito… (uwaga! materiał wstrząsający, dla ludzi o mocnych nerwach, ponieważ bynajmniej nie historyczny)

Orwell opisywał wyimaginowany, choć do bólu znajomy świat: Aresztowania następowały nocą – zawsze nocą. Nagłe wyrwanie ze snu, brutalna dłoń szarpiąca cię za ramię, oślepiający blask latarki, wokół łóżka krąg surowych twarzy. Na ogół nie było procesów, żadnych komunikatów o aresztowaniu. Ludzie po prostu znikali – zawsze nocą. Twoje nazwisko usuwano z ksiąg metrykalnych, wymazywano każdy ślad tego, co robiłeś w życiu, twoje krótkie istnienie zostawało zdementowane i zapomniane. Likwidowano cię, unicestwiano; mówiono o tobie, że zostałeś ewaporowany.

Czy coś takiego możliwe jest we współczesnym świecie? Czy można kogoś wymazać tak, by nie pozostał po nim ślad? W realnym świecie może byłoby trudno, choć paradoksalnie dziś zdecydowanie łatwiej niż dawniej. W wirtualnym ten wynalazek już jest stosowany. Na przekład przez Facebooka. Dla użytkownika zablokowanie konta nie oznacza, że tylko nie będzie mógł pisać i komentować. Zablokowanie konta, to jak u Orwella całkowita ewaporacja — znika konto i komentarze na wszystkich portalach wykorzystujących Facebook Comments Plugin. Oczywiście jeśli użytkownikowi to się nie podoba, uważa, że jest pokrzywdzony, to może się z firmą sądzić. Choć ochota może go odejść jeśli dowie się, że jest zobowiązany do rozwiązywania wszelkich roszczeń, podstaw powództwa lub sporów (roszczenia) w stosunku do nas dotyczących niniejszego Oświadczenia lub serwisu Facebook wyłącznie w sądzie okręgowym Północnego Dystryktu Kalifornii lub w sądzie stanowym hrabstwa San Mateo. Użytkownik zgadza się podlegać jurysdykcji tych sądów w zakresie rozstrzygania wszelkich sporów tego typu. Zapisy niniejszego Oświadczenia oraz wszelkie spory pomiędzy serwisem a użytkownikiem podlegają przepisom prawa stanu Kalifornia, bez względu na przepisy prawa kolizyjnego. Gdzie by użytkownik nie mieszkał, to obowiązuje go prawo stanu Kalifornia.

Ale to nie wszystko. Facebook wymaga podawania prawdziwych danych osobowych, łącznie z numerem telefonu, żąda także skanu dokumentu poświadczającego tożsamość gdy jakiś życzliwy użytkownik doniesie (do czego portal zachęca), że najprawdopodobniej używane przez kogoś nazwisko nie jest jego prawdziwym nazwiskiem. W Polsce, i ogólnie w Europie, Facebook nie ma prawa żądać skanu dokumentów zawierających dane osobowe. Ale widocznie w Kalifornii ma. Na dodatek, gromadząc prawdziwe dane użytkowników, rozbrajająco deklaruje, że owszem, zależy mu na bezpieczeństwie powierzonych mu informacji i nawet dokłada starań, żeby były bezpieczne, ale niczego zagwarantować nie może. Dokładamy wszelkich starań, aby serwis Facebook był bezpieczny, ale nie możemy udzielić takiej gwarancji. Gdy dane wyciekną, jak to się przytrafiło firmie Sony i poszkodowani zaczną dostawać dziwne listy z pogróżkami, ofertami, reklamami czy ratami kredytu do spłaty, to będą mogli Facebookowi nagwizdać. Gwarantuje im to prawo stanu Kalifornia.

Zauważyć wypada, że całkowita ewaporyzacja użytkowników niewątpliwie jest na rękę wielu polskim portalom, które nie muszą martwić się krytycznymi komentarzami. Gdy bowiem jakiś delikwent będzie zbyt namolny, wystarczy regularnie zgłaszać Facebookowi, że podane nazwisko nie jest prawdziwe, żeby znikał wraz ze wszystkimi komentarzami, choćby było ich i tysiące. Trzeba w tym kontekście wspomnieć walczący o wolność waszą i naszą portal oko.press, który nawet namiastki anonimowości i bezpieczeństwa swoim czytelnikom chcącym podzielić się swoją opinią nie zapewnia. Komunikat przy próbie pozostawienia komentarza równie dobrze mógłby więc brzmieć: „Wygląda na to, że próbujesz na naszym portalu komentować anonimowo. To niedopuszczalne!  Imię i nazwisko podane na Twoim koncie musi być prawdziwe. Prosimy wszystkich użytkowników o używanie prawdziwych imion i nazwisk na Facebooku, bo to amerykański portal.”

Tę taktykę łatwiej zrozumieć gdy na portalu „sprawdzającym fakty i prowadzącym dziennikarskie śledztwa” natrafi się na tekst propagandowy. Choćby wychwalający program 500+ gorliwiej niż czyni to sama premier Beata Szydło. Albo gdy autor „‚analizy” przekonuje, że ‚obowiązywanie’ i ‚przestrzeganie’ to to samo. Zaś za ukoronowanie misji na pewno można uznać teksty, w których kogoś, kto miał czelność powiedzieć publicznie „nie ma pani racji” oskarżono o znieważenie kobiet, mowę nienawiści, trolling, mizoginizm, rasizm, faszyzm, ksenofobię, promowanie przemocy domowej, szowinizm i hejt.

Dodaj komentarz


komentarzy: 6

  1. Facebook. Każdy kto nie ma tam konta, podobno nie istnieje. Hasło jak hasło, ale wielu, bardzo wielu się z nim zgadza. Więc są!!!! Zamieszczają zdjęcia swoich pociech, mieszkań, samochodów. Na Facebook istnieje swoiste życie towarzyskie. Ktoś nudzi się? To opisze wydumany życiorys i już.Czasami kończy się to jak w przypadku napaści kilku dziewczyn na jedną. Jakie miały argumenty? Mocne buty i solidnie wymierzane kopniaki.

    To że od działań na terenie Polski, można odwołać się aż do sądu w Kalifornii, to swoisty rechot z praw obywatelskich. Czyja wina? Gdyby zapytać o zdanie Piotrowicza i Pawłowicz, to wiadomo: wina Tuska. Niewątpliwie tak, ale „za czasów” Tuska PIS nie występował o jakąkolwiek zmianę zapisaną na stronach Facebooka. Też są równie winni.

    Ciekawy, rzadko poruszany temat książek. Do „Lenina” i „Roku 1984″ dodałabym tragiczną w swojej wymowie książkę Ewy Żemły „Zdradzeni”. W książce nie pada nazwisko głównego obwiesia. Ale to osoba (polityk) odpowiedzialna za los żołnierzy wysłanych na wojnę, opisywaną jako misję z powodów „oszczędnościowych”, by nie płacić odpowiednich odszkodowań za choroby stresu wojennego, za kalectwo, za śmierć. Winny oskarżeń za Nangar Khel nadal ,także dzięki lenistwu (?) PO nie poniósł żadnej kary za: „Nie jesteśmy mordercami tylko żołnierzami – mówili podczas śledztwa oskarżeni o ludobójstwo żołnierze. (…) … żołnierze gdy opowiadają o wojnie partyzanckiej, talibach, niesprawnym sprzęcie, który dostali, braku rozpoznania wywiadowczego.” (cytat z okładki)  Żołnierze wyrokiem sądu zostali uniewinnieni.

    Czy zapłacono im za szykany dokonywane w ramach prawa? Nie wiem. Jednak politycy rządzący i ci z opozycji, nauczeni podnosić swoje łapska zgodnie z wytycznymi, nie zrobili nic.

    Nie zrobiono nic by awanse wojskowych, policjantów były (jak w krajach na dużo wyższym poziomie prawnym) uregulowane. By za szastanie państwowym groszem, bezpieczeństwem, było odpowiednio karane. Majątkiem bezmyślnych i niebezpiecznych polityków, dla których zapis prawny jest nieważny. Bo ciągle mają w głowie, że „my” dziś opozycja, jutro rządzący, nie możemy się aż tak narażać.

    I zapisów Facebooka nie ruszymy, bo to firma amerykańska, a my USA kochamy ponad wszystko.

    1. Po występie Edyty Żemły u Elizy Michalik odeszła mi ochota na jej rewelacje. Bo jeśli można komentować rzeczy na zasadzie „jedna baba drugiej babie powiedziała”, to i wiarygodność książkowych rewelacji może być podobna. Więc jednak pozostanę przy klasyce, a sensacje i rewelacje odstawię na półkę.

      Przeraża mnie co innego. To mianowicie, że Rzecznik PO Bodnar nie znalazł przez rok czasu, żeby wystąpić o zapis monitoringu z zatrzymania Igora we Wrocławiu, a po występie Adamka u Wojewódzkiego w TVN miał czas żeby napisać esej w oparciu o to, czego Adamek nie powiedział. O łamaniu praw obywatelskich przez Facebooka nawet się nie zająknął. Mało — sam tam się produkuje. Ciekaw jestem, czy gdyby mu zablokowali konto i kazali potwierdzać, że Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich to jego prawdziwe imię i nazwisko, to poleciałby do Kalifornii toczyć batalię prawną?

      Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że PiS i PO zawarły porozumienie i możemy porzucić nadzieję.