Taktyka strusia

Tomasz Lis znowu postanowił podpiłować nieco gałąź na której siedzi. Jak dopnie celu, to gruchnie nie tylko on, więc będzie miał towarzystwo. Założyciel antyimigranckiej organizacji Pegida niejaki Lutz Bachmannsnuje przypowieść p. redaktor napisał na Facebooku o emigrantach „lumpy, bydło, gnojowizna”. Efekt? Wszystkie niemieckie gazety właśnie poinformowały, że Lutz za tę mowę nienawiści zapłaci grzywnę w wysokości 10.000 €. Prasa mówi o 120 dniach prac społecznie użytecznych po 80 € za sztukę, ale nie bądźmy drobiazgowi.

„Lumpy, bydło, gnojowizna…” to mowa nienawiści. A kretyni, barany, motłoch, buraki, prostaki, gnój, szambo, gówno, katobolszewicy? To określenia, które nie padają na prawicowych portalach pod adresem imigrantów, lecz w telewizji, i to bynajmniej nie reżimowej, pod adresem polityków. Różnica jest taka, że wszystkich bez wyjątku — od partii rządzącej po opozycję. Czy redaktor Lis chciałby ukarać swego kolegę po fachu, stosującego takie określenia, których bynajmniej do kategorii ‚eufemizm’ zaliczyć nie sposób? Zmusić go do milczenia, a program zlikwidować?

Co osiągnięto karząc Lutza Bachmanna? Przecież on tylko powiedział głośno to, co myśli spora część społeczeństwa niemieckiego. Według instytutu Forsa 13% Niemców jest gotowych wziąć udział w marszu antymuzułmańskim organizowanym przez Pegidę, a aż 29% badanych uważa, że wpływ islamu na życie w Niemczech jest niekorzystny. Na portalu… Tomasza Lisa czytamy:

Niemcy przyznają, że w walce ze skrajną prawicą ich państwo zawiodło. Raport specjalnej parlamentarnej komisji nie pozostawia wątpliwości: wieloletnie bagatelizowanie zagrożenia prawicowym ekstremizmem i ukryty rasizm wśród niemieckich służb i polityków doprowadziły do wielu tragedii, których ofiarami padli imigranci. Skrajna prawica w Niemczech znowu zdobywa coraz większy posłuch.

Polscy uczeni mają prosty jak drut sposób rozwiązania tego typu problemów: Nie mówić o tym, nie pokazywać ich, nie nagłaśniać tego — przekonuje socjolog Krzysztof Martyniak z Uniwersytetu Warszawskiego. Niemcy też tak uważali. Okazało się, że nawet jeśli nie mówi się o bolącym zębie, to on wcale przez to nie przestaje boleć.

Specjalna komisja powołana przez Bundestag analizowała sprawę serii morderstw, których dokonywała bojówka nazywająca się Podziemiem Narodowosocjalistycznym. Niemiecka policja wciąż twierdzi, że organizacja składała się tylko z trojga szalonych terrorystów, ale media za Odrą od dawna spekulują, że byli oni „cynglami” innych dobrze znanych organom ścigania narodowców.  Szybko pojawiły się też spekulacje, że bezkarne mordy i kilkanaście napadów na banki, które na koncie mieli Beate Zschäpe, Uwe Mundlos i Uwe Böhnhardt, były możliwe tylko dzięki wysoko postawionym przyjaciołom w policji i prokuraturze.

Jak to możliwe? Ano jeśli nie wolno określonych poglądów głosić, to się z nimi nie obnosi. Ale to nie znaczy, że się ich nie ma. I że nie będzie się wspierać i chronić tych, którzy myślą podobnie. Bez mała 80 lat istnienia związku Radzieckiego i 45 lat istnienia PRL-u stanowi doskonałe potwierdzenie tezy, że walka ze słowem, poglądami nigdy nie jest skuteczna. Czego więc domaga się Tomasz Lis? Ano Tomasz Lis domaga się od władzy, która nie przestrzega żadnych reguł, a prawo ma za nic, żeby karała za słowo! Z tym, że karać ma za to słowo, które nie podoba się Lisowi i żadne inne. Nie robi na redaktorze najwyraźniej wrażenia to, co dzieje się wokół. A dzieją się rzeczy zaiste zdumiewające. Oto okazuje się, że — jak donosi Nasz Dziennik — nawet przedwczesne opuszczenie kościoła może być przestępstwem.

– Dochodzenie zostało wszczęte 14 kwietnia – informuje nas prokurator rejonowy Warszawa Śródmieście-Północ Małgorzata Gawarecka. Jest prowadzone w sprawie „złośliwego przeszkadzania w dniu 3 kwietnia 2016 r. w Warszawie przez nieustaloną grupę osób publicznemu wykonaniu aktu religijnego kościoła o uregulowanej sytuacji prawnej, poprzez wznoszenie okrzyków podczas odczytywania listu pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski w trakcie mszy świętej w Kościele Akademickim św. Anny, przy ul. Krakowskie Przedmieście 68 i prowokacyjne jej opuszczenie, tj. o czyn z art. 195 § 1 kk”. – Wpłynęło do tego postępowania pięć zawiadomień – dwóch posłów na Sejm, osoby fizycznej, stowarzyszenia Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą i partii Zmiana – mówi prok. Gawarecka.

Albo użytkownik napisał: „No cóż. Pozostało dokończyć robotę Adolfa.” Polski wymiar, czy może raczej bezmiar sprawiedliwości, który według Tomasza Lisa powinien surowo karać mowę nienawiści, nie dopatrzył się:

Dokonujący wpisu nie wskazuje przede wszystkim bliższych danych dot. tak osoby o imieniu „Adolf”, jak i danych dot. tej „roboty”, którą „pozostało dokończyć”, dopuszczając w ten sposób rożną interpretację wpisu.

Zamieszczenie wpisu przez użytkownika (…) należy oceniać więc wyłącznie w kategoriach prowokacji autora mającej na celu wzbudzenia oburzenia u osób, które ten komentarz przeczytają i dokonają skojarzenia wpisu z postacią Adolfa Hitlera i rozpoczną dyskusję, która będzie potępiała bądź popierała ten „kontrowersyjny” komentarz, by następnie skoncentrować się na wymianie poglądów odnośnie osób narodowości żydowskiej”.

Dlaczego więc z uporem maniaka redaktor domaga się stosowania totalitarnych metod? Dlaczego postuluje założenie knebla? Bo łatwiej ukarać, dać w łeb, spałować niż tłumaczyć, perswadować, edukować, wyjaśniać, rozmawiać, przekonywać. Jednocześnie w przyjaznej atmosferze wzajemnego zrozumienia przebiega rozmowa z człowiekiem, który swego czasu zakrzyknął gromko „idziemy po was” i… nie ruszył się z miejsca. A nie chodziło o mniej lub bardziej nienawistne słowa — napisy na murach, transparenty — lecz czyny! Chodziło o próbę podpalenia mieszkania na tle rasistowskim na jednym z białostockich osiedli. Jedno mogę powiedzieć, jeśli chodzi o środowiska skinheadowskie: idziemy po was — zagroził. Dwa miesiące później p. mini ster ciągle jeszcze szedł a prasa pisała:

W Białymstoku skinheadzi czują się bezkarnie. Ich adwokatem jest mąż minister Barbary Kudryckiej. A neofaszystów ma rozbijać policjant, który nie złapał żadnego skina. […]

Teraz do akcji łapania skinheadów przyłączyli się minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz i premier Donald Tusk. – Kurz opadnie i nic z tych zapowiedzi nie będzie. Zapowiadają walkę, mówiąc to z perspektywy Warszawy, nie znając w ogóle białostockiej rzeczywistości – mówi funkcjonariusz ABW z Podlasia. A ta jest pokrętna. W Białymstoku skin to kumpel. Polityka, biznesmena, policjanta czy gangstera.

Bezkarność rozzuchwala. Dziś różnica jest taka, że PiS nie stwarza pozorów, iż z problemem „walczy”, że się nim przejmuje. Po nikogo się więc nie wybiera. Nawet ci, którzy zdemolowali Stadion Narodowy i o mało nie wysadzili p. prezydenta mogą spać spokojnie. A ponieważ zachowali się niegodnie, więc dostali polecenie by zatrzeć złe wrażenie. No więc zatarli wywieszając stosowny napis. A Lis? A Lis nie spocznie dopóki nie poczuje na własnej skórze co to znaczy być oskarżonym o mowę nienawiści, obrazę uczuć religijnych lub podobną zbrodnię i spróbuje przekonać wymiar sprawiedliwości, że nie powiedział niczego niestosownego. Bo nie jest ważne co powiedział. Liczy się jak to zostanie zinterpretowane. Przykłady Wojewódzkiego i Figurskiego czy Ewy Wanat są aż nadto wymowne.

Dodaj komentarz


komentarzy: 12

  1. Wyzwisk nie nazwałabym mową nienawiści, a prostactwem, brakiem minimum kultury, brakiem dobrego obyczaju.Słowami aż obrzydliwymi okładają się politycy, znani dziennikarze, naukowcy.

    Obelżywość w mowie jest w miejscach pracy, gdzie kierownik wrzaśnie pracownikowi: co ty k..(uria) sobie myślisz? Jeszcze raz, a wypi….lę cię z pracy.

    Słowa, które ze szkoły do domu przynosi mój wnuczek, pokazują skalę problemu zejścia społeczeństwa poniżej wszelkich norm obyczajowych.Na razie pytany czy wie, co słowo oznacza, słyszy, że jest paskudne i nie należy go używać. Na razie, ale jak długo?

    Chamstwo, bezczelność, kłamstwa w sprawach istotnych jest wszędzie. Od samych wierzchów państwowości do nizin społecznych. I wielu brak jest świadomości, że ich mowy są z nizin, którymi gardzą. Tak, gardzą. Przykład posłanki Pawłowicz jest tu najlepszy.

    Kłamca kandydat na prezydenta, a potem łżący prezydent nikogo prawie nie dziwi. Najwyżej tych, którzy na coś z tych mów liczyli.

    Żadna epoka w tysiącletniej historii państwowości tak nie zeszmaciła społeczeństwa jak demokracja katolicka. Jeszcze pokolenie wcześniej ludzie, którzy mówili „pewne” słowa, nie używali ich jako przecinki, nie używali ich w przestrzeni publicznej.

    Człowiek sowiecki, któremu wszystko było wolno, który z jakimś obyczajem nie musiał się liczyć, mógł mówić co i jak chciał – jest wszędzie i ma się dobrze.

    Co do transparentu, to z urzędu powinna zając się nim prokuratura. Chociażby dlatego, że dla bardzo wielu staje się on przesłaniem, racją do wykonania. A wróg jest jasno wskazany.

    Na słowa, że nie mam racji, dam przykład: Aktorzy grający lekarzy w serialach, na spotkaniach z oglądaczami tychże, byli zaczepiani z prośbą o udzielenie porady lekarskiej. Bo to przecież taki dobry lekarz. Myślę, że należy spodziewać się w niedługim czasie wielu aktów agresji, przemocy. Samosądów.

    Z czasów państwa Niemiec w latach 1939 – 1945 wystarczyło powołanie się na wysoko postawionego funkcjonariusza, by na współobywatelach (Niemcach!!!) wywierać presje niezgodne z prawem tamtych czasów. Historia lubi się powtarzać. Niezależnie od nacji, wykształcenia czy religii.

    1. Odpowiedzią, prawidłową rekcją na chamstwo jest ostracyzm. Problem w tym, że to co bulwersuje matuzalemów dla młodych jest czymś zupełnie normalnym. Dawniej nie do pomyślenia było spotkać w powieści wulgaryzmy, a najpoważniejszym przekleństwem było „do kroćset”. Dziś w powieściach roi się od kur i ujotów. Niestety, przytoczyć przykładów nie potrafię, bo nie biorę do ręki takich dzieł. Ale wystarczy przypomnieć sobie cykl sztuk prezentowanych swego czasu w Tok, które miały dwie wersje – ocenzurowaną wieczorem i pełną w nocy. Wulgaryzmy tłumaczono potrzebą oddania niezafałszowanej rzeczywistości!

      Co do transparentu… Pewien góral został przyłapany na… posiadaniu aparatury do pędzenia bimbru. A ponieważ miał aparaturę to oskarżono go o pędzenie bimbru, czyli nielegalną produkcję alkoholu. Na co góral zażądał od śledczych, że skoro wystarczy posiadanie aparatury, to
      — O gwałt też mnie oskarżcie!
      — Dlaczego!? — zapytali zaskoczeni śledczy.
      — Bo aparaturę też mam.

      Owszem, populistycznie dobrze brzmi eskalacja zagrożenia: zobaczy jak rodzice piją wino —> napije się piwa —> potem zacznie pić wino —> by sięgnąć po wódkę —> spirytus —> denaturat —> i stoczy się. Przeczyta o wieszaniu, pójdzie i powiesi. Jedak prędzej może to zrobić jak się zeń zrobi męczennika, będzie szykanowało za wygadywanie bzdur. Zwłaszcza, że można kogoś zasztyletować w ciemnej uliczce, ale nie da się po cichu postawić szubienicy. To było zawsze narzędzie używane przez władzę!

      Zdumiewające, że nie działa to w drugą stronę. Przeczyta nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż i… nic. Ale kradnij, zabijaj, cudzołóż — nie wolno tak mówić! To zachęta to popełniania czynów i winni winni zostać surowo ukarani.

      1. Jednak pozostanę przy swoim. Nawoływanie do wszelkiej przemocy zawsze znajdzie chętnych by ja uczynić. Brak reakcji władzy niektórym daje pewność bezkarności. I w takich przypadkach lepiej na zimne dmuchać.

        Czy takie hasło nie jest przypadkiem „na rękę” bojownikom ONR z Białegostoku?

          1. Pomyślałam. Nawet przemknęła mi myśl, że to może jakaś współpraca? Potem pojada na pielgrzymkę na Brunatną Górę i otrzymają klesze błogosławieństwo.

            Łapacz od urażonych uczuć religijnych nie widzi w tym niczego złego.”Wiernych” też to nie uraża.

        1. Zdefiniuj proszę co to znaczy „nawoływanie”. Na banerze jest nawoływanie? A nie informacja? Nie jest prosto przejść od słów do czynów. Uważasz, że ten jest winien, kto coś powiedział, a nie ten, kto zapewnia bandytom bezkarność i chce ich uzbroić?

          1. Gdyby potraktować to jako informację, to należy już zacząć robić zapasy jedzenia, które się nie psuje: olej, mąką, kasze, cukier, sól oraz uniwersalny środek płatniczy jakim jest alkohol.

            Mam nadzieję, że to tylko „hasło”….”Nadzieja umiera ostatnia”

      1. A ja Proponuję przeczytanie „Lenina” Ossendowskiego. Polecił mi te książkę Oby.watel. I powiem, że to jedna z lepszych książek jakie czytałam. Taka informacyjno-oświatowa. Powinna być obowiązkową lekturą.

        p.s. W sklepie ma swoją cenę, ale na Allegro można kupić tanio (jak zrobiłam)

  2. Tomasz lis to idiota? Jeśli napiszę bez znaku zapytania to będzie obraza czy diagnoza?

    Mowa nienawiści to taki sam kij bejsbolowy jak „antysemityzm”. Można walnąć każdego.
    Co do reszty: przykłady odpowiednie. Jak się chce psa uderzyć, to się kij zawsze znajdzie.

    1. Nie jestem pewny, czy w tym konkretnym przypadku obrazy nie stanowi staropolska mądrość mówiąca o powierzaniu lisowi pilnowania kurnika. Nie da się jednakowoż wykluczyć, że p. redaktor ma dobre układy z partią rządzącą, więc jest pewny, że pozamykani zostaną wszyscy, których wskaże palcem, a sam pozostanie bezkarny. W przeciwnym razie domagałby się by kibole pilnowali porządku na stadionach i w państwie? Na transparencie swoje nazwisko znalazł. Spałby spokojniej, gdyby zgodnie z tym, co postuluje plany kiboli zostały utajnione? Będzie usatysfakcjonowany, gdy „sprawcy” zostaną ukarani, a ich kumple postanowią się zemścić, bo w ich mniemaniu niesłusznie? Jeśli ktoś komuś grozi, to nie należy go kneblować, tylko bacznie obserwować ręce. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że — zwłaszcza pod wpływem szykan — przejdzie od słów do czynów.

      Nie rozumiem, i chyba już nie zrozumiem, dlaczego miłośnicy złapania za mordę tych, którzy mówią nie to, co powinni, po prostu nie zatkają sobie uszu i nie zasłonią oczu? Oszczędziliby sobie skarżenia się  „prosę pani bo on powiedział subienica”. Wielu nie podoba się to, co opowiada Lis w swoich programach. Zwłaszcza, że także posługuje się mową nienawiści, bo nie ma definicji tego terminu i podciągnąć pod niego można wszystko. Czy to oznacza, że Lisa trzeba ukarać? Zgodnie z tym, czego się sam domaga tak. I to surowo.

      1. To sprawdzona technika: zakrzyczeć, zamknąć usta(najlepiej betonem) i w betonowych(bo rozrobiono cały worek, a do ust niewiele się zmieści) butach na dno rzeki. Tak działa od dziesięcioleci sekta nazywająca wszystkich którzy odważą się z nią nie zgadzać antysemitami. Tak działa każda sekta, także smoleńska.