Szpiegowanie i przekazywanie danych

Szpiegowanie jest tak stare jak myślenie. Najpierw musiała to być ciekawość. Człowiek widział, że rodzina innego człowieka zebrała więcej roślin. Żyli w jednej grupie, ale jedzenia poszukiwali oddzielnie. Wtedy człowiek szedł za rodziną sąsiada i próbował podejrzeć w jakie miejsce kierują swoje kroki. Tak musiał narodzić się brak ludzkiej solidarności.

Potem z grup rodzinnych powstawały hordy, a z nich zalążki plemion. A jeszcze później plemiona gromadziły się najczęściej drogą podboju. To był czas wspólnoty, swoisty pierwotny komunizm, gdzie wszystko co uzbierane było wspólne. Ludzie szybko pojęli, że w grupie jest łatwiej i bezpieczniej.

Po okresie zbieractwa nastąpił czas łowiectwa. Tu okazało się, że byli zdolniejsi, sprytniejsi w zabijaniu. I to oni w czasie potyczek stawali na czele plemion. Czasami ci sprytni, bardziej spostrzegawczy byli wysyłani do szpiegowania. Nie zawsze swoje spostrzeżenia mogli przekazywać bezpośrednio. Poszukiwali sposobów na przekazanie wiadomości. Mogły to być sygnały głosowe imitujące zwierzęta, ptaki.

Dożyliśmy takich czasów, że każdy jest śledzony. Już nie w celach wojennych, a dla zdobycia informacji. Wystarczy wyłączyć wtyczki blokujące reklamy, a nie da rady wytrzymać od nachalnych reklam, zachwalających produkty, które oglądaliśmy czasami przypadkowo.

Jest szpiegostwo państw, ich uzbrojenia, gospodarki, odkryć specjalistycznych. Po zdobyciu takiej wiedzy są różne sposoby przekazania tych informacji do swoich. O takim sposobie z XVII wieku tu napiszę, a właściwie zacytuję. Muszę przyznać, że spotkałam się z takim opisem pierwszy raz.

Corbetta był jednak nie tylko utalentowanym muzykiem, ale też znakomitym szyfrantem, o czym prawie nikt nie wiedział. (…) Komponował zaszyfrowane utwory muzyczne, w których ukryte były tajne informacje. (…) Słynny angielski muzyk John Dowland, lutnista królowej Elżbiety, zapisywał swoje utwory w taki sposób, żeby jego zleceniodawcy mogli odczytać z nich tajne informacje. (…) notacja muzyczna może przekazywać znaczenia zupełnie nie związane ze sztuką dźwięków. Zawsze tak było. Zarówno władcy świeccy, jak i papieże od wieków posługiwali kryptografią muzyczną. Sposoby szyfrowania pisma muzycznego i przekazywania w ten sposób wiadomości przedstawił Della Porta w swym dziele De furtivis literatorum notis. Stosując odpowiedni klucz, można dopasować daną literę alfabetu do określonej nuty muzycznej. Nuty zapisane na pięciolinii odpowiadają zatem określonym słowom lub całym zdaniom.

Jak dalej piszą autorzy, mogło to powodować, że taki utwór mógł zwrócić uwagę czytającego nuty lub słuchającego muzyki. Wybrnął z tej sytuacji Kircher i tworzył utwory na orkiestrę, w których łatwiej było zapanować nad materią muzyczną i przekazywać wiadomości.

Corbetta tworzył utwory na gitarę. Jeden z nich poniżej.

Czy przekazał tam jakąś wiadomość? A może w tej?

A inni kompozytorzy?

———–

Cytaty: „Imprimatur” Monaldi i Sorti

Dodaj komentarz


komentarzy: 7

  1. Ciekawe. Ale pomijając kwestię szpiegowania nie sądzę, żeby najpierw była rodzina, a dopiero potem hordy i plemiona. Najpierw było stado, które trzymało się razem, w którym każdy miał określoną rolę do odegrania. Rodzina to zdecydowanie późniejszy wynalazek.

    1. Oczywiście, że tak się nie zaczęło. Napisałam skrótowo, bo chodziło mi o zaskakujący sposób przekazywania wiadomości ze szpiegostwa. Czy dziś do wykorzystania?

      Rozwój społeczności ludzi opisał Fryderyk Engels na podstawie prac Morgana https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1884/pochodzenie/01.htm#02

      To ciekawa lektura. I Engels i Marks są powszechnie potępiani, ale rzadko kto czyta ich prace. Kiedyś spytałam takiego ich „potępiacza” czy zna choć jedną pracę ich autorstwa. Usłyszałam wtedy sporo głupich słów. Taki zadatek dla dzisiejszych narodowców czy innych podobnych mało myślących. Mój argument, że trzeba znać dobrze tych, których uważa się za wrogów nie był wystarczający. Raczej o mnie źle miał świadczyć. No, bo jak można Engelsa czytać ;-)

      1. Spoglądasz na sprawy z niewłaściwej strony. Człowiek inteligentny, rozsądny najpierw zapoznaje się z przedmiotem sprawy, potem wyrabia sobie opinię i ją ma. Wyrobioną i udokumentowaną. Człowiek wierzący wierzy w to, co słyszy. Jeśli słyszy, że  Biblia to słowo boże, to nie musi czytać, żeby wiedzieć, że tam jest sama prawda. Podobnie z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina, Hitlera i innych. Oni nie mogą mieć racji, oni nie mogli niczego sensownego napisać. To się po prostu wie. To pozwala porwać za sobą tłumy posiłkując się słowami z dzieł zbrodniarzy. Kto czytał chociażby Mein Kampf ten wie skąd wielu polskich polityków czerpie inspiracje.

              1. O, mam nadzieję, że nie zrezygnowałaś z posiadania ostatniego słowa i nie są to słowa rzucone na wiatr. Nie zgodzę się bowiem, że ta rzeczywistość jest smutna. Owszem, na pewno jest smutna dla satyryków. Ale dla nas? Kabaret na taką skalę i na dodatek za darmo? To znaczy zapłacimy i to słono, ale korzystajmy póki można. Bowiem ostatnia aukcja w stadninie koni dowiodła niezbicie i bezdyskusyjnie, że chłopaki kłamią i nawet doić nie umieją.