Stolica

Po jakim czasie historia ulega przedawnieniu i nie należy do niej wracać? Byłem przez Was często pouczany że dzieci nie odpowiadają za grzechy ojców. „Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr”. No, może to i słuszne. Mam nadzieję że Wasze poglądy dotyczą WSZYSTKICH sytuacji, a nie tylko mojej ostrożności wobec ukraińskich czy niemieckich nacjonalistów. Może Wy w swoich poglądach jesteście szczerzy, ale jakoś chyba nie wszyscy traktują historię jako właśnie HISTORIĘ. I tylko tak.

Wyobraźcie sobie że do obecnej Polski przybywają…czy ja wiem, Celtowie. Oczywiście nie chodzi o prawdziwych Celtów, ale o ludzi którzy się za Celtów uważają. I oto ci „Celtowie” ogłaszają że Spora część Polski nie jest już Polską a krajem Celtów. Przy pomocy zamachów terrorystycznych, mordowania całych wsi, podkładania bomb najpierw zastraszają wszystkich, a później, uznani np. przez USA ogłaszają że ta część Polski nie jest już Polską. Miejscowych wyrzucają z domów, zamykają w obozach koncentracyjnych, do niepokornych strzelają, a w najlepszym przypadku tylko biją.

Po oderwaniu terytorium, budują sobie stolicę, ale pozostałą częścią kraju, także Warszawą, rządzą jeszcze Polacy. Warszawa, miasto bohater, nadal jest stolicą Polski. Mijają lata. Sytuacja się stabilizuje, dwa państwa istnieją obok siebie, więc o wszystkim należy zapomnieć. Agresywni, uzbrojeni po zęby Celtowie trzymają cały region w szachu. Ich gospodarka kwitnie, uznani przez większość odległych państw, znienawidzeni w regionie, pragną więcej: chcą przejąć terytorium CAŁEJ Polski. Z pomocą przychodzą im jak zwykle USA. Uznają Warszawę za stolicę Celtów.

Sytuacja nie jest wymyślona. Jakiś czas temu pewien żyd, całkiem niezły pisarz,oi o zgrozo DZIENNIKARZ, Israel Zangwill rzucił hasło: „ziemia bez ludu, dla ludu bez ziemi”. Żydzi w Europie nie byli szczęśliwi, i chociaż etnicznie z Hebrajczykami nie mieli nic wspólnego, to wyznając religię mojżeszową czuli się spadkobiercami tych prawdziwych.

Gdy Zangwill rzucił swoje idiotyczne hasło podchwycone przez Herzla i resztę syjonistów, nie było odwrotu… mimo ze zorientował się jakim okazał się idiotą:
W dawnej Judei od zawsze żyli ludzie i nie było tam pustki do zasiedlenia.

Amerykański dziwny prezydent uznał Jerozolimę za stolicę Israela. Czy uczynił to pod wpływem swojego zięcia i córki która dla męża przeszła na judaizm? Pewnie nie. Moim zdaniem chodzi o kolejną prowokację. Jeśli nie rozpocznie się tam kolejna wojna, pozostaje jeszcze Hiszpania. Przypominam ze znacznie bliżej naszych czasów był to kraj należący do Arabów, więc nieśmiałe na razie żądanie oddanie im zagrabionego przez białych kraju i ustanowienie tam kalifatu nie jest wykluczone.

Smok

About Smok

Wyklułem się jak wiele smoków z kolczastego jaja, zniesionego w bólach przez wrogi Świat. Dlatego jestem dzieckiem Świata.

Dodaj komentarz


komentarzy: 25

  1. Każdą historię można napisać na wiele sposobów i odpowiednio rozkładając akcenty uzyskać pożądany efekt. Izrael ma wiele za uszami. Ale fanatycy arabscy niewiele mniej. W tej opowieści o Celtach zabrakło wzmianki, że ich sąsiedzi odmówili im prawa do życia, co i rusz wzywają do wojny, ostrzeliwują, wysadzają i mordują.

    Z zaistniałą sytuację odpowiada buta i pycha Europejczyków (nie wszystkich), którzy przy biurkach kreślili od linijki granice. Izrael dostał swoje państewko. Kurdowie nie, zostali przydzieleni do kilku państw i konsekwentnie odmawia się im prawa do posiadania własnego państwa.

    Świat nie jest czarno-biały. I zawsze decydowali ci, którzy mieli siłę. Wkrótc3e karty zaczną rozdawać Chiny. Próbuje Rosja. Nie będzie dzięki temu lepiej, sprawiedliwiej, bezpieczniej.

    1. @oby.watel
      Historia jest to zbiór uzgodnionych przez zwycięzców kłamstw.Ale pomijając komentarze historyków wygląda to jak wygląda.

      Pisałem o dowolnej grupie ludzi którzy podając się za kogoś kradną czyjś kraj.
      Piszesz:
      zabrakło wzmianki, że ich sąsiedzi odmówili im prawa do życia, co i rusz wzywają do wojny, ostrzeliwują, wysadzają i mordują.

      No, doprawdy ogarnęło mnie rozciulenie, bo masz rację- polscy bandyci, zamiast dogadywać się z zachodnimi sąsiadami z Niemiec, zabijali ich i walczyli z nimi. No, powinni się dogadać, a nie chcieli, tacy bezmyślni i podli byli.

      Europejscy żydzi, stanowiący większość ludności Palestyny nie są SĄSIADAMI ludzi zwanych z racji zamieszkania Palestyńczykami. Nie są nawet Semitami. To ludy kaukaskie.Oni nie są Hebrajczykami, a tylko przyjęli hebrajską religię. To najeźdźcy a od wielu dziesięcioleci OKUPANCI. Z SĄSIADAMI można się dogadywać. Z okupantami się WALCZY, tyle że jest to walka średniowiecznego woja z dwudziestowieczną techniką.
      Z ostatnich obserwacji wynika że być może szykują się do kolejnej alii.Nie bez powodu otworzono bezpośrednie połączenie z Jerozolimy do Polski.

  2. No, krew mnie zaleje za chwilę. Oczywiście że to nie jest całość, i wcale nie dlatego że Was nie lubię….Oczywiście trzeba zarobić na życie więc jeśli chcecie przeczytać resztę musicie zapłacić. ;-))))

    już poprawiam. Na szczęście nie zamykam stron i oryginał jest jeszcze na komputerze. Zresztą umieściłem kopie na http://www.lagodnysmok.pl , więc jakby co to tam jest zawsze…no prawie.
    Dobra, uzupełniam.

    1. Faktycznie, moja metoda działa tylko jak czytam, a jak piszę, to nie. Zmieniłem w innym miejscu i sprawdzę.

      Sprawdziłem. Wygląda na to, że działa, zrestartowałem przeglądarkę, napisałem Ctrl Alt i R i nic, nie przełączyło. Możesz to sprawdzić u siebie? Zmieniłem w sekcji „Pass keys”, pierwsze przypisanie „Pass one key to page”.

  3. Sprzeciw, pokazanie swojego zdania, opinii nie jest pouczaniem. Uważam, że możemy sobie pozwolić na „wytknięcie” poglądu, który uważamy za niesłuszny. Tak jak Wy możecie „wytknąć” mnie moje zbyt częste, uparcie głoszone zdania. Bez urazy proszę. Ale chyba wpis się nie skończył?
    Jeśli chodzi o Żydów to jestem „za, a nawet przeciw”. By podkreślić ich niedoskonałości, to powiem, że wielce irytująca jest dla mnie ich wrzaskliwość, krzykliwość. Z małej sprawy potrafią robić wielką swoją krzywdę. Nie podoba mi się, że na wielkiej tragedii swojego narodu, który został w znacznej części zamęczony w obozach śmierci, robią geszeft. Dla mnie to takie „hieny cmentarne”. Ale nie trzeba być Żydem, można być „prawdziwym” Polakiem. Zachowania podobne.

    Co do Celtów, to zajmowali ogromną część Europy, ale wypychani przez Germanów, Słowian, Rzymian prawie zniknęli. Ich ślady są w Czechach, Austrii, Hiszpanii (nazwy Galicja to pozostałość po Celtach. Gal – po łacinie określenie Celta. Helweci, jak czasami określa się Szwajcarów to też Celtowie. Francuzi to zlepek Celtów, Germanów, Rzymian. Nazwa ich kraju wywodzi się od germańskiego plemienia Franków. A Karol Wielki był Frankiem, a nie Francuzem.Jeszcze żyjący Celtowie to Walijczycy, Szkoci i Irlandczycy.Ich językiem jest gaelicki. W zaniku, bo rodzice mając na względzie kariery, zarobki dzieci, kładą nacisk na angielski. Celtowie na terenach obecnego Śląska mieszkali także w Polsce. W Średniowieczu zajmowali  duże połacie Europy. A potem…. potem chrześcijaństwo, podboje. Na początku pierwszego tysiąclecia n.e. prawa, obyczaje, okrucieństwo Celtów nie różniło się od Germanów i Słowian.

    Wspomnij o Średniowieczu, to się zaraz rozpiszę.
    P.S. Zawsze lubiłam Warszawę i gdy mogłam podróżować, to o nią zahaczaliśmy.

    1. Wybacz, ale nie widzę wielkiej różnicy między żydami i Polakami, przynajmniej niektórymi, tak samo, jeśli nie bardziej, przeczulonymi na swoim punkcie. Obie nacje wyznają tego samego boga, obie nacje uważają się za pokrzywdzone i obie dostają amoku gdy im przypominać ich barbarzyństwo. Żaden wielki naród nie boi się własnej historii, prawdy. Francuzi, Niemcy, Anglicy potrafią się zmierzyć ze swoją przeszłością, wyciągnąć z niej wnioski. Niemcy podpalili Europę, to teraz baczą, żeby błędu nie powtórzyć, reagują na przejawy faszyzmu. My musimy sobie na łeb nieszczęście sprowadzić, bo to nasi. To co wyprawiają żydzi na terenach okupowanych chluby im nie przynosi. Tyle, że nie można obarczać winą całej nacji za działania jej przedstawicieli czy uleganie propagandzie.

      Smok nas nie lubi, dlatego ukrył resztę tekstu niczym Wyborcza… :(

      A mnie krew zalewa, czasem, bo zdarza się, że klikam „Zapisz szkic” i dostaję pytanie idioty: „Czy na pewno chcesz to zrobić?” Jak kliknę „Ponów próbę” wpis znika. Dlatego nigdy na to nie należy dać się nabrać, tylko cofnąć stronę — na szczęście FF pamięta to, co się pisało — otworzyć drugą nową kartę, wejść na niej równolegle na blog (jak trzeba zalogować się) i wtedy jeszcze raz zapisać.

      1. Dodałem resztę.

        Masz rację, to wszystko są skrypty dla idiotów. Właśnie napisałem coś do naszej Damy i słynna kombinacja usunęła to.  Na TOK czasami udawało się cofnąć, ale WordPress ……

        Jestem ostatnim smokiem na świecie którego mógłbyś posądzać o sympatię do Polaków, przynajmniej współczesnych, ale o naszych wadach możemy mówić MY. Przed innymi będę nas(i ich) bronił, mimo niechęci, jak niepodległości.

        1. Wygląda na to, że działa, zrestartowałem przeglądarkę, napisałem Ctrl Alt i R i nic, nie przełączyło. Możesz to sprawdzić u siebie? Zmieniłem w sekcji „Pass keys”, pierwsze przypisanie „Pass one key to page”. Możesz ten sposób wypróbować u siebie? Dodatek, przypominam, nazywa się „Saka Key”.

      2. Różnice są , a wynikają z religii, tradycji, obyczaju. Polacy to wiecznie jęczące niedorajdy. Obecna niecność i strata? patrz sprawa grafenu i prawdopodobnie utracone miliardy. Żydzi na pewno zrobiliby na tym interes. Bo są pragmatyczni, rozumnie chciwi pieniędzy i im się chce. A do interesów nie biorą takiego, co ogłosił, że ma silną wiarę, składa pokłony klerowi i rozdaje im państwowe. Tam biorą specjalistów.

        A co do wykorzystywania zdolności, to Żydzi ich nie tracą, a wykorzystują dla chwały swojej nacji, dla korzyści materialnych. U nas by dostać się do szkoły, na którą są dotacje unijne, trzeba przedstawić opinię proboszcza. A jak dziadek się na kler wypiął, to wnuk do szkoły nie pójdzie.

        1. Tutaj sam się sobie dziwiąc stanę po stronie Smoka. No bo komu zależy na tym, by polski niedojda nie zarobił miliardów na swoim własnym wynalazku? Między innymi żydowi, który zarobi miliardy na polskim wynalazku. Ale nie tylko. Chińczykom, i wszystkim innym mającym głowę na karku. Premier Morawiecki „stawia na „innowacyjność”, najnowsze technologie. Jak stawia? Rozwijając naukę, zwiększając nakłady na badania i rozwój? Nie. Więc czyje to będą technologie? Nie nasze. Będzie kupował licencje i montował to, co inni wynaleźli i opracowali. To oznacza, że zawsze będziemy o krok z tyłu. Ale jak się wtórność, naśladownictwo uważa, za cnotę narodową, to się na wtórność i naśladownictwo stawia. Przecież sądy też reformujemy na wzór, choć nawet tak zdawało by się prostych rozwiązań poprawnie skopiować nie potrafimy.

          Ale spoglądając na sprawę z boku nie można nie zapytać dlaczego polski niedojda jest niedojdą? Dlaczego zamiast dbać o własne interesy płacze, szlocha i spazmuje, ze go każdy wykorzystuje?

          1. „Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie….Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli” 1600 rok; J.Zamoyski

            A w Polsce  już nawet dzieci w podstawówce, potem szkole średniej, a potem na studiach stosują metodę 3xZ: zakuć, zdać, zapomnieć. i to stosują ją od lat bezkarnie. Bo takie są obowiązkowe programy nauczania, takie wypracowane metodyki nauczania, ale bez impulsów do rozwoju wiedzy w młodych.

            Jeśli chodzi o grafen, to brak pomocy państwa spowodował, że twórcy zarobili grosze jako sprzedawcy indywidualni, a Polska zobaczyła gest Kozakiewicza dzięki politykowi. I nic, nikt mu za takie marnotrawstwo nie zrobił.     http://pikio.pl/piechocinski-zniszczy-polski-grafen-nigdzie-na-swiecie-tak-nie-ma/

            1. Pomyślałam, że może zniknąć, więc…”
              Prof. Tadeusz Bartoś: Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość i miłosierdzie
              Angelika Swoboda

              Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli – uważa filozof.

              Panie profesorze, nie ma pan wrażenia, że indoktrynacja Kościoła staje się powoli nieznośna? W szkołach organizuje się Bale Wszystkich Świętych, a prezydent i ministrowie wciąż się modlą.

              – Wszystko zależy, jak się to nazwie. Pani mówi indoktrynacja, a Kościół katolicki powie ewangelizacja.

              Nawet w świeckiej szkole, w świeckim państwie?

              – Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Mówi: „Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas – wieczne potępienie”. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa.

              Kościół w całej swej historii nastawiony był na poszerzanie wpływów. Eufemistycznie nazywa się to dziś ewangelizacją. Prawodawstwa państw, gdzie silny jest katolicyzm, powinny mieć to na uwadze. W Polsce po 1989 roku opozycja, która budowała kształt nowego państwa, była – z uwagi na dobrą współpracę z lat 80. – związana, także towarzysko, z duchownymi. I najważniejszym postaciom opozycji bardzo trudno było odmówić prośbom duchownych. Nie widziano zagrożeń. W efekcie rząd Tadeusza Mazowieckiego wpuścił religię do szkół. Początkowo miało to być udostępnienie sal szkolnych, szybko jednak pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Księża poprosili, państwo dało.

              A jak to wygląda dziś?

              – Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. Dyrektor nie może więc też go zwolnić. Przysyłany z zewnątrz, jak w PRL-u, gdzie zawsze był z partyjnego nadania nauczyciel mający oko na całokształt. Taką funkcję bezwiednie przyjmuje duchowny.

              Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna. Katecheza obowiązuje już od przedszkola. To przedmiot mający największą liczbę godzin w systemie edukacji.

              Wszystko to sprawia, że duchowny, nawet kiedy ma najlepsze intencje, zaczyna funkcjonować jako superwładza. Innym przykładem dominacji Kościoła w państwie jest konkordat. Wpisano tam wszystko, czego zażyczyli sobie biskupi. W rezultacie mamy zależność państwa polskiego od innego państwa, umocowaną do tego w konstytucji.

              Co pan ma myśli?

              – Zapisy w konkordacie są na niekorzyść państwa. To jednostronne zobowiązania Polski bez poważnych zobowiązań Watykanu. Zapisy komisji wspólnej przedstawicieli państwa i episkopatu (Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu PR i KEP powstała w 1949 roku. Reaktywowano ją w 1980 roku po podpisaniu porozumień gdańskich – red.) pokazują, że to biskupi dyktują warunki władzy państwowej. Wygląda to tak: biskupi mówią, że należy zrobić to czy tamto, a ministrowie uniżenie opowiadają, co się da i kiedy załatwić. To świetnie pokazuje strukturę zależności. Faktycznie hierarchowie kościelni mają wyższą pozycję niż władze państwa.

              A preambuła w Konstytucji RP, która mówi: „My naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”? Ta formuła autorstwa Tadeusza Mazowieckiego jest formułą kościelną. To jest katolicka teologia, wzięta ze starszej tradycji oraz z nauczania Soboru Watykańskiego II o niewierzących. Osobliwa, wątpliwa, z punktu widzenia filozofii wręcz dziwaczna, religijna formuła jako wspólna podstawa dla narodu polskiego?

              Przy takim uprzywilejowaniu jednej instytucji nie ma co się dziwić dominującym władczym zachowaniom duchownych. Jeśli dziś narzekamy, że politycy kłaniają się w pas księdzu Rydzykowi, to musimy sobie zdawać sprawę, że doszło do tego z powodu wadliwej konstrukcji prawnej naszego ustroju. A talenty biznesowe oraz wpływy księdza Rydzyka pozwoliły mu to umiejętnie wykorzystać.

              Ta struktura jest pana zdaniem wystarczającym wytłumaczeniem na obecne zachowanie Kościoła?

              – Tak. Ludzie, kiedy nie stawia się im granic, rozpuszczają się. Psują się. Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni w swych decyzjach są od opinii biskupów. Religia w krajach takich jak Polska ma olbrzymią siłę oddziaływania. Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia.

              Dlatego na przykład w Stanach Zjednoczonych wprowadzono ograniczenia, duchowni różnych konfesji nie mogą wypowiadać się w kwestiach politycznych, jeśli nie chcą stracić ulg podatkowych. Gdyby podobne zapisy wprowadzono u nas w latach 90., żylibyśmy w innym kraju.

              Ale nie żyjemy.

              – I w związku z tym każdy, kto chce zostać wójtem czy prezydentem, musi najpierw pójść do proboszcza. Bo on ma największą ambonę i największą publiczność. A to oznacza, że właściwie proboszcz wybiera kandydata, a nie ludzie. To patologia.

              Czy Kościół mający tak dużą ambonę nie mógłby zatem potępić ONR-u?

              – Ale przecież ONR jest organizacją sprzyjającą Kościołowi. Toż to zagubione dzieci Boże. Wróćmy to tego, co powiedziałem na początku – istotą Kościoła jest poddanie wszystkiego sobie. To idea religijna, wszystko ma być poddane Bogu, Chrystusowi i jego ziemskiemu reprezentantowi – Kościołowi katolickiemu. Na tym polega zbawienie.

              Nauczanie o miłosierdziu, o dobroci to elementy kościelnego marketingu, aktywności wizerunkowej. Pani pewnie też ma w głowie obraz Kościoła jako oazy dobroci i miłości. To efekt zabiegów propagandowych, a nie stan faktyczny. Celem jest ewangelizacja, czyli poszerzanie wpływów, narracja o miłości bliźniego jest środkiem do celu. Narzędziem. Dlatego dobrze, że są papież Franciszek czy siostra Chmielewska, a nawet ksiądz Stryczek. Bo to korzystne wizerunkowo.

              Ale to nie znaczy, że istotą Kościoła jest pomoc ubogim. Ani tym bardziej tolerancja. Kościół od samego początku jest nietolerancyjny, chce, by jego idee stawały się prawem państwowym, jeśli tylko to możliwe. Podam przykład – na Malcie, kraju katolickim, na początku XXI wieku toczył się spór o legalizację rozwodów w prawie państwowym. Za utrzymaniem zakazu stała cała hierarchia, kardynałowie z Watykanu. Silny lobbing. Wniosek: jeśli całkowity zakaz rozwodów byłby do pomyślenia w Polsce, w Niemczech, Hiszpanii czy Francji, hierarchia, począwszy od presji Watykanu, chciałaby go wprowadzić. Tak jak chciała utrzymać go na Malcie. Jest to na szczęście dziś nie do pomyślenia.

              Choć w Polsce jest do pomyślenia wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, o co walczy hierarchia katolicka, która przecież, co oczywiste, jest instruowana przez Watykan. Obce państwo, do tego liche, po cichu, nie tak jak Unia Europejska, chce pisać prawo w naszym kraju. I to jest wstawanie z kolan? Zasady katolickie mają być prawem państwowym – to jest naczelna strategia. Poszerzanie wpływów, zawsze w miarę możliwości. Kościół katolicki to instytucja ekspansywna i dominująca: ciągle bada granice, jak daleko może się posunąć.

              Dlatego duchowni nigdy nie potępią ONR, bo nietolerancja tej organizacji doskonale się wpisuje w strategię Kościoła?

              – Przecież nie może krytykować swoich stronników. To jest nielogiczne. Oczekiwanie tego od polskiego episkopatu wynika z fałszywego wyobrażenia, że Kościół katolicki reprezentuje jakieś wyższe wartości. On o nich mówi, ale to są tylko narzędzia, a nie cel. Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli. W tym duchu Mateusz Morawiecki niedawno martwił się, że na Zachodzie kościoły puste, mówił, że chce rechrystianizacji Europy. Czyli odnowienia pozycji i wpływów Kościoła katolickiego. Liberalnie myślący człowiek powiedziałby: chcą chodzić do kościoła, to dobrze, nie chcą – ich sprawa. Ale nie Mateusz Morawiecki. Czy chce decydować o sposobie życia ludzi w Paryżu? Cóż. Uważa się naszego premiera za utalentowanego marketingowca. I rzeczywiście! Choć nie o mszę w Paryżu mu chodzi, ale o modelowanie swojego wizerunku w kraju.

              Co pan czuł, widząc różaniec okalający Polskę, a potem ten odmawiany w Słupsku w intencji nawrócenia Roberta Biedronia?

              – Sama pani widzi, jak bardzo się to zgadza z tym, co mówię. Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość, miłosierdzie, dobra życzenie. Polskę chce spętać różańcem, magicznie chronić przed zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem, który czyha. A może nasz nowy premier myśli, że ludzie, jak nie chodzą do kościoła, to wylądują w piekle? Może martwi się o nich i chce ich uratować?

              Czy to są szczere emocje czy wyrachowanie?

              – U najlepszych marketingowców szczere emocje łączą się z wyrachowaniem w jedną nierozerwalną całość. Szczerość, silna wiara podnosi skuteczność oddziaływania. Mówi się, że wiara góry przenosi.

              Ostatnio spada jednak liczba chrztów, a coraz więcej uczniów rezygnuje z religii i wybiera etykę. Nie powinno to być dla Kościoła niepokojące?

              – Jako instytucja ekspansywna, dążąca do podporządkowania świata Bożemu Królestwu, czyli sobie, Kościół może się lekko niepokoić, ale bez przesady. W dalszym ciągu większość Polaków jest poddawana religijnej formacji od dziecka, ich dusze zatruwane są uzależniającym jadem poczucia winy. Póki co kościelna instytucja jest u nas prawie wszechobecna. Mało co się otwiera, żeby nie było tam księdza z kropidłem, a państwowe uroczystości bez mszy wydają się jakąś zupełną abstrakcją.

              Zatem Kościół może spać spokojnie?

              – Ludzie, których celem jest zwiększanie wpływów, nigdy nie powinni spać spokojnie. Czuwajcie i módlcie się – mówi Pismo. Taki jest los sprzedawców. Zresztą wszelkiego typu produktów, także tych religijnych. Dobrze wiedzą to bankierzy, a już na pewno pan premier Morawiecki – do niedawna król sprzedawców produktów bankowych – którzy ciągle muszą wymyślać nowe rzeczy, by podnosić wyniki.

              Niemniej obecna pozycja polskiego Kościoła jest niezagrożona. Duchowni mogą bez przeszkód uczestniczyć w politycznej grze. I to robią.
              „Kościół toruński głosi zupełnie inną nowinę niż Kościół katolicki. Wygląda to na schizmę”

              Tadeusz Bartoś. Filozof i teolog. Profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.

              Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

          2. @oby.watel
            Dlaczego polski niedojda itp….

            Dla tego samego powodu, dla jakiego setek tysięcy więźniów pilnowało kliku zorganizowanych strażników mających środki do trzymania bezbronnych więźniów w terrorze i strachu. Nie dojdziesz z nędzy do pieniędzy, nie odbijesz nienapompowanej piłki od ziemi: NIE MAMY PIENIĘDZY, BO JESTEŚMY OKRADANI I CELOWO NISZCZENI PRZEZ …no właśnie, kim są nasi sabotażyści???

            1. Bzdura! Nie jesteśmy okradani!  Jesteśmy niedojdami,  które nie uczą się na swoich błędach, bo winę za niepowodzenia zwalają na innych. Jeśli polki rząd miliardy przeznacza na kościół, to kto kogo okrada i kto kogo zmusza do takich działań? Duch święty?

      3. Ja też nie widzę różnicy pomiędzy żydami i Polakami, bo żyd może być Polakiem, Niemcem, Francuzem czy Etiopczykiem(Felasz), a Polak może być żydem, chrześcijaninem czy muzułmaninem.
        Bycie kimkolwiek z wymienionych(wyznań) jest niestety związane z wychowaniem zedług konkretnego modelu. Religie i nacjonalizmy to ZŁO!!!!!

    2. Jabberwocky -to moje umiłowanie Średniowiecza.Stąd nick.
      Warszawę kochałem, bo pominąwszy dwa pierwsze tygodnie mojego życia- zawsze tu mieszkałem. Najdłużej nie byłem w Warszawie przez trzy tygodnie gdy bywałem na koloniach jako dziecko. Jednak obecna Warszawa to największa wieś Polski. Kocham to miasto, ale nie lubię ludności. Robią z miasta wiochę.
      Szkoda że jestem już nad grobem0 jest tyle świata i jego historii do odkrycia.

      1. To witaj nie „w mrokach Średniowiecza”, a w jego niezwykłej, tysiącletniej historii. Styl romański i gotycki, powstawanie uniwersytetów, wynalezienie druku, odkrycia nowych kontynentów – to niewielka spuścizna po Średniowieczu.

    3. Odpaliłem Operę. Jak się wydaje trzy znikające wpisy wystarczą. Nie mam siły powtarzać, więc krótko:

      Warszawa jako „galeria handlowa” jest dobra. Jako miejsce gdzie zjechała wszelka swołocz, najgorsi, najbardziej agresywni i zawzięci z całego kraju, raczej nie jest miejscem do mieszkania. Teraz, gdy oni wszyscy już tu są, fajnie by było pojechać gdziekolwiek tam, skąd wyjechali.
      Warszawa to moje ukochane miasto, ale zmieniła się w stopniu zatrważającym.

      Żydzi wykorzystują okazję do wykorzystywania tzw.holokaustu jako źródła zarobków,  bo taki u nich panuje model wychowania. Każda sekta ma jakiś model wychowania, dotyczy to przecież i chrześcijan i muzułmanów.
      Są wrzaskliwi…no tak. Przecież ich skrzywdzono. Wprawdzie nie ICH, bo ONI nie kiwnęli palcem gdy Karski chciał IM przekazać wieści co się dzieje w Europie Wschodniej. Źli i niechętni ludzie twierdzą że nikt ich nie musiał informować, bo doskonale wiedzieli. Irgun i Hagana też nie pomagali swoim, woleli w Palestynie zabijać Arabów. Za to teraz jest  świetna okazja żeby wzbogacić się na tym, co zabici posiadali. Takie wyjmowanie z ogniska pieczonych kartofli cudzymi rękami. Przecież to nie oni zabili, ale skoro TAMCI nie żyją, to co się to dobro ma marnować?

      Średniowiecze…. Nie bez powodu przyjąłem nick z filmu Monty Pythona.

      1. A Polacy? CO ZROBILI, jakie ustanowili prawa by niecne dziedziczenia zakończyć? Tu jest nie tylko sprawa Żydów, ale KK, który odzyskuje na Warmii i Mazurach nieruchomości, które przestały być ich własnością ponad 200 lat temu. Gdyby zapisy prawa były jednoznaczne, to i śmierć B nie stałaby się. Ktoś nad taką formułą czuwał. I żadna ówczesna opozycja nie miała nic przeciwko.

        Warszawiacy byli bardzo nielubiani w czasie PRL za swoją butę, nachalne, wydumane państwo, Powstanie, w którym udziału nie brali. Gdy kuzynka z Warszawy zaczęła w sporym towarzystwie rodzinnym, ględzić: bo my…z Warszawy… bo Wa-wa… itp, to weszłam jej w słowo i powiedziałam: jesteśmy z krwi jednego dziada, a on warszawiakiem nie był. I nie tolerowałby takiego pieniactwa, co znane jest mi z opowiadań rodzinnych. Zamilkła. Jak jest teraz nie wiem, ale dla mnie Warszawa to teatry (będąc tydzień w Warszawie na wczasach, byliśmy w trzech teatrach, zwiedzaliśmy muzeum Wojska Polskiego i inne zabytki). I cały czas chodziłam w sandałkach na wysokich (7-8cm) obcasach w postaci koturnu. Spacer z hotelu Dom Chłopa na Dworzec Wschodni i z powrotem był normą. Bo to była młodość. Eeeech…

        1. Pisząc POLACY, nie wyrażasz się dokładnie. Nie wiem kogo masz na myśli. Proponuję sprawdzić dane osobowe np. zarządu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i podległych jednostek. Warto by może sprawdzić dlaczego polskie rządy sprzedały wszystko co było do sprzedania, łącznie z Polskimi Nagraniami, nie wspominając o bankach. Okazało się  że pieniądze mają narodowość.

          Warszawa mojego dzieciństwa i młodości to ruiny i ślady po pocisków na murach. Trwała odbudowa. Wszystko się zmieniało na lepsze, bo co może być gorsze od morza ruin.
          Jak wspominałem, z gruzów usypano trzy wielkie góry. Z każdym rokiem było lepiej. Na miejscu stert gruzów i ruin wyrastały nowe domy. Było ciężko, ludzie cały czas wiedzieli że sekretarze rządzą, komuchy to moskiewskie pachołki, ale…. chociaż musieli wykonywać polecenia, to coś tu powstawało. Z trudem, wielkim kosztem, ale jednak.
          Lubiłem Warszawę, bo to jedyne miejsce jakie znam. Teraz nie lubię, bo takich ludzi jak opisujesz, przybyło tu tylu że przykro patrzeć:buta, pazerność i bezwzględność. Opisywani przez Ciebie nachodćy udający Warszawiaków to w porównaniu z obecnymi – fajni i delikatni ludzie. Sam nie wierzę że to piszę.