Sny o potędze — przebudzenie

O grafenie słyszał każdy. A  kto nie słyszał zaraz usłyszy.

18 grudnia 2013 roku spółka Nano Carbon w obecności premiera Donalda Tuska ogłosiła, że będzie prowadziła produkcję i sprzedaż grafenu na skalę przemysłową. „Grafen może tym samym stać się polską specjalnością”.

Firma Nano Carbon powołana została do życia przez KGHM (49% udziałów) oraz Agencję Rozwoju Przemysłu, przy współpracy z ITME (51%). Grafen jest sprzedawany w postaci płatków – warstwa atomów węgla jest nanoszona na powłokę.

W styczniu 2014 roku okazało się, że Polacy mają najlepszą na świecie technologię produkcji grafenu. Zaś Komisja Europejska uznała badania nad grafenem za jeden z dwóch strategicznych programów Unii i przeznaczyła na nie miliard euro. I znowu Polska odniosła wielki sukces. Wśród 74 uczestników z 17 państw z Polski jest aż… jeden — ITME.

W czerwcu bieżącego roku przedstawiciele Graphene in Poland poinformowali, że osiem polskich instytucji połączyło siły i wspólnie działają na rzecz komercjalizacji polskich rozwiązań dotyczących grafenu. Inicjatywę Graphen in Poland tworzą innowatorzy z polskich placówek naukowych i z prywatnych firm. Z kolei naukowcy z Instytutu Inżynierii Materiałowej Politechniki Łódzkiej pod kierownictwem prof. Piotra Kuli opracowali metodę produkcji grafenu metalurgicznego o wysokiej wytrzymałości – HSMG (High Strength Metallurgical Graphene).

Rząd dostrzegł szansę i przeznaczył miliardy na węgiel. Niestety, polski rząd na kamienny. Na badania i rozwój technologii opartych na węglu w postaci grafenu miliardy przeznaczył rząd chiński. W lipcu odbyła się prezentacja pierwszego urządzenia, akumulatora o pojemności 4800 mAh, czyli półtora raza pojemniejszego od standardowej baterii, jaką obecnie stosuje się w smartphonach (3000 mAh). Grafenowy akumulator ładuje się niecałe 15 minut i może wytrzymać ponad 3.500 cykli ładowania – rozładowania.

Tak oto koło nosa przechodzi nam kolejna szansa na zarobienie sporych pieniędzy. Zamiast, dysponując własnymi rozwiązaniami na światowym poziomie, wspierać przemysł wysokich technologii, rząd woli dotować górnictwo i zagraniczne montownie. A ponieważ tańszy grafen nauczyło się juz produkować wiele państw nasza przewaga topnieje, a wielkie pieniądze już zaczynają zgarniać inni. Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych bezradnie obserwuje jak konkurencja nam ucieka. Bo w Chinach oprócz wspomnianej wyżej baterii zaprezentowano elastyczne telefony z grafenu, które można owijać wokół nadgarstka, a które mają znaleźć się w produkcji jeszcze w tym roku.

Polska w najlepszym razie stanie się dostarczycielem surowca. A i to nie jest pewne, ponieważ produkcją grafenu na dużą skalę zajmuje się już wiele azjatyckich firm. Tak więc sny o potędze opartej na grafenie mają równie solidne podstawy jak sny o miliardach gazodolarów pochodzących z wydobycia i sprzedaży gazu łupkowego. Kto pamięta szumne zapowiedzi sprzed wyborów 2011 roku, zgodnie z którymi na naukę w 2012 r. obiecano ponad 7,2 mld zł, a w 2013 r. – 6,5 mld? Pieniądze miały zostać przeznaczone na rozwój energetyki wodorowej (kto wie co to jest?), opracowanie technologii produkcji czystej energii (sic!) i wykorzystującej gaz łupkowy. Jak pamiętamy zamiast tego wpakowano 11 miliardów w rozbudowę węglowej elektrowni Opole.

Jeśli chodzi o grafen, to co prawda wciąż jeszcze dysponujemy lepszym know-how, ale i to także wkrótce się zmieni, ponieważ nikomu w Polsce się nie spieszy. Dla budżetu zresztą to żaden interes, ponieważ zyski z grafenu są iluzoryczne, a z poprawy ściągalności VAT-u realne.

Morawiecki od początku położył krzyżyk na grafenie stawiając na rozwiązania rodem z Księżyca. Program Rozwoju Elektromobilności ma stać się jednym z filarów Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jego efektem ma być stworzenie warunków do rozwoju produkcji oraz upowszechnienia pojazdów o napędzie elektrycznym. Zgodnie z założeniami Ministerstwa Energii, do 2025 r. na polskich drogach ma pojawić się 1 mln pojazdów elektrycznych. Skąd się wezmą, skoro nie rozwijamy żadnych technologii? Z Chin oczywiście. Ponieważ one rozwijają.

Dołączyliśmy do elitarnego klubu państw, które posiadają najbardziej zaawansowane technologie produkcji grafenu. Szkoda by było to zmarnowaćmówi w rozmowie z PAP badacz grafenu dr Włodzimierz Strupiński. Niestety, historia nie zna przypadku szansy, której by Polska nie zmarnowała. Dlaczego akurat teraz miałoby być inaczej?

Dodaj komentarz


komentarzy: 8

  1. Żeby naładować akumulator 4800mAh = 4,8Ah w 15 minut należy użyć prądu o natężeniu conajmniej 19,2 Amperów (przy nieosiągalnej sprawności 100%), prosze napisać w komentarzu jeśli mam to bardzo prosto udowodnić. Instalacje domowe tego nie wytrzymają, nawet gdyby odłączyć wszystkie inne odbiorniki prądu, bowiem bezpieczniki mają 16A. Także tamta bateria jest tylko egzemplarzem pokazowym. Natomiast broń Boże nie neguje grafenu jako bardzo ciekawego materiału o licznych własnościach z których miejmy nadzieje będziemy korzystać. Finansowanie ogromnymi pieniędzmi polskiej nauki nie ma sensu w obecnym kształcie, bowiem profesorowie wyszkolili sie tylko w pisaniu pięknych prezentacji. Liczba patentówi ich jakość jest mikroskopijna, a liczba wdrożeń jest porażająco niska.

  2. Wirtualna:

    Do tej pory piloci samolotów nie mieli jednej, skutecznej metody na wykrywanie obszarów turbulencji. W większości opierali się na doświadczeniu, wskazaniach radaru i komunikacji z innymi samolotami. Ale nowa metoda opracowana przez fizyków z Uniwersytetu Warszawskiego może to wszystko zmienić. Naukowcom udało się wymyślić i przygotować system unikania turbulencji, który bazuje na informacjach z parametrów lotu, które standardowo wysyłane są przez transpondery zainstalowane na pokładach nowoczesnych samolotów. Jacek Kopeć, Kamil Kwiatkowski, Siebren de Haan i Szymon P. Malinowski opisali swoje wnioski w czasopiśmie „Atmospheric Measurement Techniques.

    Czy uczelnia na tym wynalazku zarobi? Zarobek pozwalałby na prowadzenie innych badań. Ale jak nie ma się pojęcia, nie szuka rozwiązań stosowanych w innych krajach, gdzie odnoszą naukowe i materialne sukcesy, a patrzy co robił, kim był rodzic, jaki jest kogoś rodowód etniczny itp głupoty, to ciągle trzyma się łapsko w nocniku. Przecież realizacja rozwiązań z głową, to zagrożenie dla politycznych tumanów.

    A wykształconych, mądrych, którzy nie muszą dowartościowywać się w polityce w Polsce nie brakuje.

    1. To co piszesz tu potwierdza to, co napisałem tu. I dowodzi, że nie tylko ja uważam, że zarobić można na innowacjach, a klepanie paciorków i grzebaniem w życiorysach niczego nie osiągniemy. Hitlerowscy uczeni w Stanach pracowali nad programami kosmicznymi, nuklearnymi, rozwijali naukę i technologie. U nas nie liczy się co uczony ma w głowie, ale którą uczelnię kończył i w jakim kraju.

      1. Problem ten jest od przynajmniej 120-100 lat. Wybitni naukowcy o obco brzmiącym nazwisku nie otrzymywali posad na uczelniach. Bo wiara miała znaczenie. I przesądy.Wystarczy znać odpowiedź, dlaczego panna Maria Skłodowska musiała studiować w Paryżu, a nie w Polsce.

        Myślę, że by cokolwiek zmienić należałoby drastycznie ograniczyć wpływy Kk tylko do obszaru dot. religii. Poza tym uczyć historii nie tylko wojen, bitew, ale zdobyczy polskiej nauki. Bo takie były i takie są, ale nie w świadomości Polaków.

        Kto o nim wie? Tak dla przykładu jednego. https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Stefan_Ehrenkreutz

        1. O klerze, jego pazerności, jego destrukcyjnym wpływie na społeczeństwo pisano już w średniowieczu. O „zasługach” kleru dla wolności, obronności, bezpieczeństwa państwa pisano rzadko, kłamliwie lub wcale. Z lekcji historii w PRL-u można się było jedynie dowiedzieć, ze duchowieństwo uciskało i rozpijało chłopa. Nic więcej. O roli kleru w konfederacji targowickiej, przed i w trakcie okupacji, w grabieniu przedwojennego państwa, w grabieniu powojennego państwa ani słowa. Kto więc miałby ograniczyć wpływy Kościoła, skoro nawet komuniści są mu oddani całkowicie?

          Komuszek Kwaśniewski wziął w kościele ślub ze swą poślubioną cywilnie żoną. Socjaldemokrata Tusk wziął w kościele ślub ze swą poślubioną cywilnie żoną. Obaj zapewniali, że decyzje są odruchem serca i nawrócenia po śmierci Jana Pawła II. Boni M. trzy razy stawał na ślubnym kobiercu. Podobno ostatnim razem oprócz sakramentalnej formułki zapewnił bozie, że „tym razem dotrzymam słowa, tak mi dopomóż bóg”. Podobne przyrzeczenie złożył poślubiający trzecią kobietę z kolei Ludwik Dorn. Można też wspomnieć byłego premiera Marcinkiewicza, który zostawił żonę i czwórkę dzieci. Nowa żona nie czekała aż ją też zostawi. Oczywiście nie można nie wspomnieć o Marcie Kaczyńskiej, która kultywuje chrześcijańską tradycję, zmienia partnerów jak rękawiczki i po każdym zostawia sobie pamiątkę twórczo interpretując boskie przykazanie „nie cudzołóż” (Marta Kaczyńska zapewniała, że jej mąż NIE JEST OJCEM jej córki).

          .

          1. Gdy rozmawiam z osobami tzw.wierzącymi, na na przedstawiane fakty mają jedno: atakujesz Kościół!!! Żadnej refleksji, zastanowienia. Tak naprawdę to oddano władzę setce biskupów, którzy pojęcia nie mają ale rządzą.

            1. Czytam ponurą książkę. Niby kryminał, a opisy rzeczywistości, życia celebrytów, całej politycznej i dziennikarskiej Warszawki porażają. Opisani przez Ciebie to aniołowie.

              Autor: Mariusz Zielke „Twardzielka”

              p.s. Myślałam, że to coś spokojnego, dla urozmaicenia i rozrywki.

            2. Wiara to dogmaty. Niezmienne dogmaty. Przecież nie można wierzyć w boga, który zależnie od okoliczności zmienia zdanie. Oczywiscie Kościół zdanie zmieniał wielokrotnie, ale robił to tak, jakby nie robił tego nigdy. Wiernym nigdy to nie przeszkadzało, bo oni wierzą tak, jak im wygodnie i tylko w to, co im wygodnie. Aby polemizować, odpowiadać na krytykę trzeba mieć argumenty. A ich przeważnie nie ma. Więc się zamiast polemiki używa oskarżeń typu ‚atakujesz Kościół’.