Sen

Miałem mrożący krew w żyłach sen. Obudziłem się zlany potem jak nigdy przedtem. Śniło mi się, że byłem na cmentarzu. Na szczęście nie w roli pensjonariusza. Gdzie okiem sięgnąć krzyże. Miliardy, setki miliardów, biliony. Cmentarzysko poronionych, nienarodzonych i niepoczętych. Między grobami wałęsał się wyłysiały diabeł. Na plugawym obliczu błąkał się plugawy uśmieszek. W plugawej, diabelskiej mowie, jakby czytając w moich myślach rzucił:
— Bez sensu! Żaden tu k…wa nie ma duszy! — Widocznie zadowolony z towarzystwa zgrabnie powyrywał kilka krzyży i zrobił z nich całkiem wygodne siedzenia. Gestem zaprosił mnie, bym usiadł i sam uczynił to samo.
— A niby dlaczego miałbym się bać skrzyżowanych dwóch patyków? — Odpowiedział, zanim zdążyłem zadać pytanie. — Dlaczego miałyby mieć większą moc od ułożonych w kółko lub jeden na drugim? Popatrz tam — pokazał łapą. — Widzisz?

Spojrzałem we wskazanym kierunku. Stał tam okazały kościół, którego wcześniej nie zauważyłem.
— To baza aniołów i ich szefa na czas wizytacji — wyjaśnił. — Ja też tam nocuję jak jest zimno.
— W piekle przecież jest gorąco… — pomyślałem.
— Widzisz tu gdzieś piekło? — znowu czytał mi w myślach.
— Czy mógłbyś przestać czytać mi w myślach? Krępuje mnie to — powiedziałem.
— Dobrych myśli nie musisz się wstydzić, a złe uwielbiam. Poprawiają mi samopoczucie i przywracają wiarę w ludzi. Więc czemu miałbym sobie odmówić przyjemności przyłapania cię?
— Bo cię o to proszę. Poza tym mogę się pomodlić, co nie będzie dla ciebie miłe.
— Czynienie zła nie polega na spełnianiu próśb — wyraźnie się ożywił. — Pomodlić? A co to jest ta modlitwa?
— No… eee… No, to jest rozmowa z bogiem.
— Chyba monolog?
— Nie, to takie wyznanie wiary, skruchy…
— O tak. O tym trzeba go zapewniać — zachichotał. — Wiem coś o tym.
— Można też w modlitwie o coś prosić….
— Jasne. I to mnie najbardziej cieszy.
— Ciebie!?
— A jak myślisz, kto spełnia życzenie, by sąsiadowi noga się powinęła? Albo żeby „tych złodziei diabli w końcu wzięli”?
— No akurat do spełnienia tej prośby jakoś się nie palicie.
— Bilans zysków i strat. Nie opłaca się. Pozostawieni więcej zła i szkód wyrządzą, nie uważasz? — wyszczerzył szczerbate zęby w złośliwym uśmiechu.
— Tak ścisłe ze sobą współpracujecie? — zapytałem wskazując kościół.
— Co za głupie pytanie. Przecież też jesteśmy aniołami.
— Ale upadłymi, wyrzuconymi z nieba…
— To wersja oficjalna. Prawda jest taka, że mamy wspólnego szefa.
— A piekło?
— Piekło? Sparzyłem cię? To niechcący…
— Nie. Piekło, wasza, rzec by można, główna kwatera?
— Jaka kwatera? Przebywamy to tu, to tam, gdzie służba wypadnie.
— No a centrala, zwierzchnicy, zarząd?
— Żartujesz? Jacy zwierzchnicy? Uważasz, że są wśród nas gorsi i — tfu, co za wstrętne słowo — lepsi? Zapewniam cię, że wszyscy jesteśmy jednakowo źli. A pryncypał jest wspólny.
— Nie wierzę.
— Nie musisz. Ale zastanów się, czy istnienie samego dobra jest możliwe? Skąd byś wiedział co jest dobre, gdyby nie istniało przeciwieństwo? Skąd byś wiedział co to ból gdyby cię nigdy nic nie bolało? Skąd byś wiedział że choroba jest zła, gdybyś nigdy nie chorował? Czy to dobrze, że Mars jest mniejszy od Ziemi? Jeśli ktoś nie zaznał zła nie zrozumie, nie uszanuje i nie doceni dobra.
— No ale dokładnie tak samo jest z tobą.
— Że niby jak?
— Kusisz. A przecież dla jednego zło, to dla drugiego dobro. Jak ja ukradnę portfel, to to źle, ale nie dla mnie…
— Tylko pod warunkiem, że cię nie nakryją. Bo wtedy ja mam ubaw. Podwójny.
— No a na przykład kuszenie pijaka? Co z tego masz, że się urżnie i pójdzie spać?
— Jak się nie awanturuje, to nic. Dlatego często namawiam do niepicia. Miło patrzeć jak się męczy i w końcu ulega.
— Zostawmy te filozoficzne dysputy. Zaspokój moją ciekawość i powiedz co tu robisz? — zapytałem.
— Nie obawiasz się, że skłamię?
— A co byś tym zyskał?
— Fakt. No więc dostałem zlecenie, taki rodzaj paktu — machnął łapą w kierunku kościoła — że…
W tym momencie łokieć żony w moich żebrach gwałtownie wyrwał mnie ze snu. Obudziłem się zlany potem jak nigdy przedtem…

Dodaj komentarz


komentarzy: 17

    1. Mam na dłoni napis AI, ponieważ jestem sceptykiem i mi się linie nie krzyżują. Ale z tego co wiem o zdolnościach decyduje to, co w głowie, a nie to co na rękach, nogach czy gdzie indziej. Takie wróżby to uogólnianie nie mające żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

  1. Zaczął się przerażający sen…

    Jak dowiedziało się TOK FM Prokuratura Regionalna w Szczecinie wszczęła śledztwo dotyczące przekroczenia uprawnień przez sędziów po tym, jak szczeciński sąd odmówił osadzenia w areszcie członków byłego zarządu Zakładów Chemicznych Police.

    Prokuratura Regionalna w Szczecinie chce sprawdzenia, czy sąd przekroczył uprawnienia przez sędziów odpowiedzialnych za wyznaczenie składów sędziowskich – „w celu rozpoznania wniosków i zażaleń składanych przez prokuraturę” – w sposób niezgodny z zasadami ich wyznaczania, przewidzianymi w kodeksie postępowania karnego. Zdaniem prokuratury wnioskami o areszt dla byłego zarządu zakładów Chemicznych Police, a później zażaleniami na niezastosowanie aresztów zajmowali się nie Ci sędziowie, co powinni.

    Rzecznik sądu odpowiada, że przydział spraw aresztowych od lat jest losowy, bo sędziowie dużo wcześniej wiedzą, że będą mieć dyżur w danym dniu, a nie mają pojęcia jaki i ile „aresztówek” im się trafi. Szczeciński sąd czeka na oficjalne potwierdzenie informacji od prokuratury o wszczętym śledztwie, gdy tylko to się stanie bezzwłocznie powiadomiona zostanie Krajowa Rada Sądownictwa, która zgodnie z treścią art. 186 ust. 1 Konstytucji stoi na straży niezawisłości i niezależności Sądów.

    „Sprawdzimy, czy to na polityczne zlecenie”

    Krajowa Rada Sądownictwa zapowiada interwencję w tej sprawie. Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, Waldemar Żurek, o sprawie dowiedział się od nas, ale już zapowiada, że KRS zajmie się sprawą bez względu na to, czy otrzyma od szczecińskiego sądu spodziewane pismo w tej sprawie. – Będziemy się przyglądać, czy nie ma w tej sprawie niedopuszczalnych nacisków na sąd, także przez wywieraniu tak zwanego efektu mrożącego czyli czy prokuratura nie działa na polityczne zlecenie i nie nadużywa swojej władzy do próby wpłynięcia na decyzję sądu – mówił Żurek.

    Szczeciński sąd dwukrotnie odmówił śledczym osadzenia w areszcie członków byłego zarządu Zakładów Chemicznych Police. W czerwcu agenci CBA zatrzymali 10 osób – w tym byłego prezesa, byłych członków zarządu i byłych dyrektorów Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. oraz kooperujących biznesmenów. Według prokuratury spółka straciła co najmniej 30 milionów złotych i została bezpośrednio narażona na stratę kolejnych 2 milionów 500 tysięcy złotych.

  2. W czasach ciekawości, poszukiwań, poznawania różnych religii spotkałam się z religiami dawnych Persów: mazdaizmem i zaratrustrianizmem. Ormuzd i Aryman. Dobro i zło.
    Odnosiłam wtedy wrażenie, że religia żydowska przejęła wiele z tych wierzeń, a potem chrześcijaństwo od żydów.

    W religii starożytnych Greków piekło znajdowało się tam, gdzie nie docierał żaden promień słońca, a z bajorek unosił się zapach siarki. Tak dochodziło się do Hadesu, gdzie dusze zmarłych zajmowały różne miejsca. Gdzie indziej dusze dzieci, wojowników, samobójców. A wszystkie oczekiwały na osądzenie.

    Dawne religie nazywane są mitami, bo tam było czczonych wielu bogów.
    Uczono mnie, że chrześcijaństwo to monoteizm.
    ?
    Jak wtedy oceniać wielu świętych, którym oddawana jest cześć boska, do których wznosi się modły?
    Czy to na pewno monoteizm?

    „Diabeł nie taki straszny jak go malują”. I by zwodzić na manowce piękne dziewice, nadobnych młodzieńców musi mieć wygląd gładysza, inteligencję ponadprzeciętną. Przecież prostak zwieść może tylko jemu podobnych. A kto zwodzi tych co stali tam gdzie stali?

    Czy ponury sen nie był na skutek smacznego jadła i napoju, ale w nadmiernej ilości? ;-)))
    Może to tylko fizjologia.

    Czy we śnie diabelska twarz była do jakiegoś ziemianina podobna?

      1. Z dzieciństwa pamiętam stojący na poczesnym miejscu sennik. Bardzo leciwe, pożółkłe ze starości  dzieło. Najpierw z niego korzystali rodzice bardzo intensywnie. Potem, gdy nauczyłem się czytać sam zacząłem do niego zaglądać. Nic się nie sprawdzało. Ojciec wielokrotnie powtarzał, że on to wiedział, bo mu się śniło. Ale nigdy nie wiedział przed, zawsze po. A gdy coś mu się śniło i ostrzegał przed nieszczęściem żadnego nieszczęścia nie było. Przyszłości nie da się przewidzieć ani tym bardziej wyśnić. A cmentarz niepoczętych? Siłą rzeczy jest nieskończenie wielki jak Wszechświat.

        1. Dziś Twój ojciec mógłby być ekspertem Oni też wiedzą po ;-) Sny miewam tylko kolorowe Choć przez kilka lat prześladował mnie koszmar i nic z niego nie wynikało Za to mogę powróżyć sposobem cyganek

          Wszystko kochanieńki ci powiem Powiem czy kocha, czy może o innym zaczyna myśleć bądź dobry połóż na kartę 5 zł, a odejdziesz szczęśliwy Piękny panie, nie żałuj biednej Cygance Takie masz uczciwe oczy, tak ci dobrze z nich patrzy, połóż 5 zł itd

          W Słupsku często przechodziłam alejka parkową, przy której na ławeczką siedziały Cyganichy i zaczepiały mnie propozycjami wróżb Gdy minęłam je kolejny raz, posypały się za mną złe słowa wróżebne Nie uciekałam, a zawróciłam i zaczęłam dość głośno mówić: życzysz mi choroby? Niech spadnie na twojego chłopa i nogi mu powykręca Życzysz mi biedy? Oby twoje dzieci ciepłej strawy nie jadły itd Ja gadałam, a Cyganichy zmilkły i nic, ani słowa nie powiedziały

          I od tego czasu nie padały w moja stronę żadne propozycje

          Czyżby wyczuły moje „moce”? :-)))

          1. Raz się dałem nabrać Cygance, wykorzystała moje rozterki sercowe. Orżnęła mnie na kilkaset (z Waryńskim) złotych. Potem znalazłem inny sposób. Godziłem się na wróżenie, ale zwierzałem się, że mam „ogon” wskazując jakiegoś pana stojącego opodal i prosiłem, żeby sprawdziła czy uda mi się go zgubić. Odskakiwała jak oparzona ode mnie i po chwili całe towarzystwo (zawsze było kilka osób) znikało. Zupełnie nie wiem dlaczego.

            1. Mąż poszedł otworzyć drzwi  Stała w nich tęga, wielka  Cyganicha i coś oferowała do sprzedaży Gdy mąż chciał drzwi zamknąć po uprzednim grzecznym podziękowaniu, to babol wsadził grubą nogę i mąż nie mógł zamknąć

              – Otwórz szerzej, kochanie i wciągnij babola za kudły do domu Ja już po policję dzwonię – powiedziałam zjawiając się przed drzwiami Też  szybko zwiała ;-)

              Chociaż handlowanie na bazarach w Rumunii i Bułgarii robiło mi i sprzedającym dużą frajdę Zwykle kupowałam owoce, ale handlu, targowania, próbowania, macania, było na godzinę A jak mi się kłaniano następnego dnia na bazarze

              1. Tutaj za komuny było sporo Cyganów. Teraz poznikali. Było to w czasach raczkujących sieci komórkowych. Pan akwizytor zapytał mnie czy mam telefon. Powiedziałem, że mam. Przez piętnaście minut roztaczał wizje i przekonywał o wyższości jednego operatora nad drugiem. W końcu zapytał, czy jestem zainteresowany zmianą operatora. Odpowiedziałem, że nie. A czy mógłby mi pan powiedzieć dlaczego? Bo mam tylko telefon komórkowy, nie mam stacjonarnego. Szkoda, że mi pan tego od razu nie powiedział. Szkoda, że pan mnie o to od razu nie zapytał. Ale oferta interesująca. Na pewno znajdzie pan chętnych. To co mruczał do siebie odchodząc (sądził zapewne, że nie usłyszę) nie nadaje się do powtórzenia.

                1. Miałam kiedyś zabawną sytuację ze słowackim Cyganem. Zaczepił męża i wciskał mu lornetkę. Mogła najwyżej służyć do zabawy jakiemuś przedszkolakowi. Gdy namowom nie było końca, wyjęłam portmonetkę i powiedziałam: ja mam kasę !!

                  Gdy odchodziliśmy od niego, krzyczał za mną „łakoma baba”, co chyba znaczy chytra baba. Cyganie skorzystali z otwartych granic i wielu opuściło Polskę na stałe.

                  1. W latach szkolnych miałem z Cyganami do czynienia często. Było nawet małe osiedle cygańskie. Bardzo sympatyczni ludzie. Oczywiście jak wszędzie nie wszyscy, ale ja widocznie miałem pecha, bo spotkałem tylko sympatycznych. Może dlatego, że także do nich odnosiłem się z szacunkiem i sympatią? Może dlatego, że to małe miasto i wszyscy wszystkich znali? A może dlatego, że miałem zawsze kontakt z chłopcami, a potem mężczyznami, a nigdy z babami? Bo to nie chłopy wróżyły i kradły lecz baby…

  3. Miałam kiedyś podobny sen.

    To był jakiś dziwny kraj, trochę podobny do naszego ale jednak odmienny.

    W tym kraju, policjanci zamiast chronić ludzi napadali na nich i skutych razili paralizatorami. Zdarzało się że podczas zatrzymania łamali ludziom nogi w imię „skuteczności”. Ba, nawet kiedyś na bazarze zastrzelili czarnoskórego handlarza odzieżą, ojca trójki dzieci i okazało się to „zgodne z ustawą o policji”. Permanentnie napadali też na anarchistów, jako powód podając „tee a bo co nam zrobisz”.

    W tym śnie służby specjalne i straż graniczna robiły co tylko chciały. Aresztowały sobie na przykład doktoranta z Iraku, a jak sąd nakazał jego zwolnienie – doktorant został brutalnie pobity i siłą wyrzucony z kraju.

    Działy się jeszcze inne dziwne rzeczy w tym śnie.

    Na szczęście obudziłam się i okazało się, że to wszystko nieprawda. Uff… jak dobrze… koszmary to jednak okropna rzecz.