Prezes prezesowi oka nie wykole

Nie tak bardzo dawno pewna pani prezes pewnego sądu pomaszerowała na pewną uroczystość. Po fakcie okazało się, że jej obecność była błędem. To był błąd, że poszłam tam na nominację sędziego, który jest sędzią nominowanym po sędzim dublerze. To umknęło mi. Ale to nie jest aż taki błąd, żeby mnie obrzucać wyzwiskami. Nigdy nie sprzeniewierzyłam się konstytucji i nadal będę jej bronić. A moje opinie, co do działań dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, pozostają niezmienne — zapewniła prezes, która zbłądziła. To normalne, w trudnym okresie stresów i przepracowania każdemu z nas zdarzają się kroki podjęte bezrefleksyjnie, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, które powinny być brane pod uwagę w działalności publicznej Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Krytykę zdarzającej się każdemu bezrefleksyjności p. prezes skwitowała krótko: został zbrukany mój autorytet, nie wiem, czy o to chodziło „totalnej opozycji”, żeby właśnie do tego doprowadzić, ale tak zostało to zrobione. Broniąc zbrukanego autorytetu p. prezes użyła określenia z lubością wykorzystywanego przez czynniki partyjno-rządowe. Tym, którzy demonstrowali w obronie niezawisłości sądów, a którym nie spodobały się kroki podjęte bezrefleksyjnie, wydłużyły się miny…

Korzystając z zamieszania związanego z rezolucją wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności przygotowywaną przez Parlament Europejski,

14 listopada prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf skierowała do prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz przewodniczących klubów parlamentarnych i kół poselskich projekt ustawy zmieniającej ustawę o Sądzie Najwyższym z prośbą o jego uwzględnienie w toku dalszych prac.

Sąd Najwyższy dwoił się i troił, żeby spełnić oczekiwania, zwane eufemistycznie „oczekiwaniami społecznymi”, nie tylko prezydenta, ministra sprawiedliwości, ale także Episkopatu. W komunikacie SN czytamy, że

Projekt zawiera rozwiązania, które pozostając w zgodzie z ustawą zasadniczą, wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym w zakresie oceny pracy sędziów, weryfikacji rozstrzygnięć rażąco niesprawiedliwych oraz zapewnienia równowagi, w ramach której sądownictwo podlegałoby większej kontroli ze strony Sejmu RP, jako reprezentanta Narodu, Ministra Sprawiedliwości oraz Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Aby zatrzeć złe wrażenie spowodowane działalnością i wypowiedziami z jednej strony i nie dopuścić do skrócenia kadencji sędziów z drugiej

W wielu miejscach projekt proponuje zmiany o wiele dalej idące, aniżeli te, które dotychczas były zgłaszane, co dowodzi, że środowisko sędziowskie zawsze było gotowe na merytoryczną dyskusję, ale też wskazuje, iż stanowienie prawa nie może odbywać się bez szerokich konsultacji społecznych oraz uwzględnienia głosu środowiska, którego dotyczą.

I to jest prawda. Sąd Najwyższy szeroko konsultował swój projekt, a zmiany są tak daleko idące, że na przykład ławników do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego będzie mógł zgłaszać Kościół Katolicki i inne kościoły i związki wyznaniowe, które są — jak czytamy w uzasadnieniu — „depozytariuszami tradycyjnych wartości chrześcijańskich wyznaczających ustrojową treść wielu zasad zawartych w Konstytucji RP”. Chodzi najprawdopodobniej o art. 25 pkt drugi Konstytucji, który mówi, że

Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

Ponieważ wiadomo jak zła jest opozycja, zwłaszcza totalna, więc Sąd postarał się, żeby nie przeszkadzała w wyborze ławników. Mają być wybierani zwykłą większością głosów, co da gwarancję, że będą to ludzie prawi i sprawiedliwi. A ponieważ zgodnie z projektem kadencja ma trwać pięć lat, więc nawet gdy PiS jakimś cudem przegra wybory Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego będzie nadal zdyscyplinowana.

Przywdziano także powołanie Rzecznika Sprawiedliwości Społecznej, który będzie stał na straży praworządności kierując się interesem publicznym. Nawet wtedy, gdy ktoś zostanie uniewinniony i oczyszczony z zarzutów, to Rzecznik może wystąpić „w obronie praw uczestników postępowań sądowych zakończonych prawomocnym orzeczeniem, które nie może być wzruszone w trybie przewidzianym w ustawach o postępowaniach sądowych z uwagi na upływ terminów do wniesienia kasacji albo skargi kasacyjnej bądź ich niedopuszczalność”. Jest to ewidentnie krok w dobrym kierunku, ponieważ niesprawiedliwości jest wiele i nikt nie powinien czuć się pewnie nawet z prawomocnym wyrokiem w kieszeni. Rzecznika będzie powoływał sejm zwykłą większością głosów, co da gwarancję, że będzie on równie prawy i sprawiedliwy jak ławnicy.

Więcej o projekcie Sądu Najwyższego, i to wcale nie w superlatywach, można przeczytać na blogu Ewy Siedleckiej. Nam, zwykłym śmiertelnikom, wypada tylko westchnąć pocieszając się, że w tym jakże trudnym okresie zmian na lepsze każdemu zdarzają się kroki podjęte bezrefleksyjnie, mające na celu utrzymanie się na stanowisku za wszelką cenę. Potwierdziło się także, że — wbrew twierdzeniom p. prezes — nikt nie jest w stanie zbrukać autorytetu sądu bardziej niż on sam.

 

PS.
Próżno na portalu opinii szukać wzmianki o tej jakże cennej inicjatywie legislacyjnej podjętej przez Sąd Najwyższy. Portal wyborcza.pl poinformował o sprawie wczoraj w materiale zatytułowanym »Pierwsza prezes Sądu Najwyższego pisze do prezydenta Dudy: „Pana projekt jest niezgodny z konstytucją”. I przedstawia własny«.

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. Czytając dość częste utyskiwania Smoka, czasami ogarniała mnie irytacja, że tak często to samo, tak często podkreśla to, co już wiele razy napisał. Dzięki Gersdorf wyszło, że moje irytacje były niesłuszne, a Smok miał też rację. Co jeszcze nam się objawi? Czy określenie nikczemność jest odpowiednie i nie jest zbyt….delikatne?

    1. W końcu października KRS postanowiła nie powoływać 265 asesorów, którzy we wrześniu br. odebrali akty mianowania od Zbigniewa Ziobry. Wczoraj KRS zdecydowała, że ponownie rozpatrzy sprawy 255 asesorów spośród 265, co do których wyraziła sprzeciw Krajowa Rada Sądownictwa zgodziła się na podjęcie obowiązków przez 252 asesorów sądowych

      O decyzji Rady poinformował dziś jej szef sędzia Dariusz Zawistowski.”
      Za ONET