Powstanie przesłanki

Premier Ja. Kaczyński na konferencji prasowej w marcu 2006 roku powiedział między innymi, że Mieliśmy bohaterów, mieliśmy i hołotę, to jest zupełnie oczywiste. Po 1945 roku ta hołota mogła tryumfować, socjalizm to był ustrój hołoty, dla hołoty, można powiedzieć. Można dyskutować z tym stwierdzeniem zwłaszcza, że autor tych słów czerpał ze zdobyczy socjalizmu pełnymi garściami. Ale nie to jest istotne. Istotne jest to, że socjalizm tworzył problemy nie do rozwiązania gdzie indziej nieznane. Innymi słowy najpierw durnowate przepisy powodowały powstawanie problemów, a potem władza z owymi problemami walczyła. Przy czym bardzo często — mówiąc obrazowo — lekarstwo okazywało się gorsze od choroby.

Ten paranoidalny stan trwał bez mała pół wieku. Wreszcie, doprowadziwszy kraj do ruiny socjalistyczna władza postanowiła podzielić się nie tyle władzą, ile odpowiedzialnością. W rezultacie zmieniono ustrój i większość problemów zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety, już niewiele ponad dziesięć lat później do władzy doszli pogrobowcy minionego ustroju, z członkiem Biura Politycznego KC PZPR na czele, którzy postanowili powrócić do starych, sprawdzonych, niedziałających rozwiązań. Perfidia polegała na tym, że socjalistyczne rozwiązania zaimplementowano w kapitalistycznym otoczeniu. Skutkowało i skutkuje to marnotrawstwem na gigantyczną skalę, a niejasne, zagmatwane zasady pozwalają poza wszelką kontrolą kierować praktycznie dowolne środki do kieszeni beneficjentów.

Gdy do władzy doszła prawica, z wielką wprawą wskoczyła w buty swoich poprzedników i zaczęła twórczo rozwijać i doskonalić socjalistyczny wynalazek. Im bardziej się stara, tym mizerniejsze skutki. Im bardziej walczy z problemami, tym problemów więcej i więcej, na dodatek coraz poważniejszych. Sprawy nabrały tempa, gdy władzę po raz drugi objął gigantyczny reformator, mąż stanu i wizjoner, przez przeciwników politycznych określany szyderczo mianem liberał. Sam siebie określał jako socjaldemokratę, choć reformy jakie pod jego światłym kierownictwem spadły na kraj świadczą raczej o głębokim przywiązaniu do idei komunizmu.

Szczwani beneficjenci obecnego systemu rozmyślnie opowiadają kłamstwa, które bezmyslnie podchwytują i powtarzają pożyteczni idioci. Jedno z największych to powtarzane przy każdej okazji stwierdzenie, że jak się sprywatyzuje służbę zdrowia, to nikogo nie będzie stać na jej usługi. Z tą prawdą objawioną nie ma dyskusji, bo jak wykazać, że to bzdura? Można próbować przez analogię, że prywatyzacja przemysłu doprowadzi do tego, że nikogo nie będzie na nic stać bo producenci dla zysku podniosą ceny. Prywatyzacja handlu doprowadzi do tego, że nikogo nie będzie stać nawet na bułkę, bo sklepikarze podniosą ceny. Z kolei likwidacja Państwowych Gospodarstw Rolnych doprowadzi do tego, że nikogo nie będzie stać na bułki, chleb i wyroby mięsne.

Spójrzmy na obrazki poniżej. Na górnym mamy przykład jak w czasach minionych kontraktacja trzody chlewnej i bydła rogatego przekładała się na zaopatrzenie w mięso. Dolny ilustruje jak w czasach obecnych kontraktacja usług medycznych przekłada się na ich dostępność. Człowiek jest istotą rozumną, a biznesmen dodatkowo potrafi liczyć. Zysków nie zapewni sobie podnosząc ceny niebotycznie, bo pies z kulawą noga z jego usług czy wyrobów skorzysta. Z drugiej strony jest mu wszystko jedno, czy zapłaci klient czy ubezpieczyciel. Jasny, klarowny, zrozumiały system uniemożliwi machinacje i wyeliminuje oszustwa. A to z punktu widzenia beneficjentów systemu jest nie do przyjęcia.

kolejki

Ponieważ system służby zdrowia działa już w rynkowej rzeczywistości skrępowany socjalistycznym gorsetem, gigantyczny reformator i wizjoner postanowił także zreformować system dystrybucji leków. Oczywiście nie wchodziła w grę zasada, że pacjent z receptą udaje się do ubezpieczyciela, a ten pokrywa koszty leków. Nie. System musi być „sprawiedliwy”, czyli pokrętny, skomplikowany, słowem raj dla oszustów. W systemie rynkowym apteka kupuje leki w hurtowni i sprzedaje je klientom. W socjalizmie nic nie jest proste, więc wszyscy albo muszą, albo im nie wolno. Oczywiście zawsze tam, gdzie w grę wchodzą ekstra dochody, i to spore, kończy się uczciwość, a zaczyna spekulacja. Zwłaszcza w sytuacji, gdy apteka ma odgórnie narzuconą marżę. Skutek jest taki, że przez 20 lat rynek farmaceutyczny funkcjonował sprawnie i bez zgrzytów, a teraz leków brakuje. Wcześniej nikt nie słyszał o „odwróconym łańcuchu dystrybucji”, a dzięki rozwiązaniom rodem z PRL-u słyszy. Właśnie, co to takiego ten „odwrócony łańcuch”? Ano normalnie jest tak, że ten, kto kupił towar ma prawo zrobić z nim co zechce. Nawet odsprzedać hurtowni. Jedyny warunek to odprowadzanie podatku na każdym etapie obrotu. Ale aptece nie wolno traktować leku jak towaru i zarabiać na nim. Apteka więc nie ma prawa odprzedawać leku hurtowni, bo nie. A odsprzedaje. I to jest ten „odwrócony łańcuch dystrybucji” czyli groźna spekulacja. Skutek jest taki, że wielu leków brakuje.

Oczywiście sprzedaż leków nie może być traktowana jak sprzedaż pietruszki. Ale to nie znaczy, że należy w tej branży wyłączyć działanie rynku, bo to po prostu nie zadziała. Tym bardziej, że nie wiadomo jak, dlaczego i w jaki sposób mini ster zdrowia „negocjuje” z firmami farmaceutycznymi ceny medykamentów. I jak działa „refundacja”.

Jak można się było spodziewać „odwrócony łańcuch” to jeden z wielu absurdów na zreformowanym rynku szeroko pojętej ochrony zdrowia. Ostatnio aptekarz został ukarany, ponieważ sprzedawał… lek. Wszyscy byli zadowoleni, od producenta po aptekarza, ale sprzedając ten akurat lek aptekarz sprzeniewierzył się czemuś, choć do końca nie wiadomo czemu. Według sądu aptekarskiego aptekarz powinien pytać nabywcę po co mu lek, który kupuje i odmówić sprzedaży jeśli powód nie będzie dostatecznie ważny. Bo choć lek jest dopuszczony do obrotu bez żadnych ograniczeń, to zawiera substancję, która może być użyta do sporządzenia narkotyku. Wprowadzanie do obrotu tak znacznych ilości preparatów (około 900.000 opakowań w ciągu ok. 18 miesięcy, w jednorazowych ekspedycjach po kilkadziesiąt opakowań) jednoznacznie wskazuje na pozaterapeutyczny zamiar ich użycia przez nabywców, co stanowiło powstanie przesłanki zagrożenia zdrowia i życia ludzkiego, z czym Strona, posiadająca stosowną wiedzę medyczną, musiała się liczyć — tłumaczy sąd aptekarski natchniony przez ducha świętego. Jak widać w kraju położonym w środku Europy nie trzeba nawet prawa złamać, żeby zostać ukaranym. Wystarczy powstanie przesłanki.

Co wielce charakterystyczne nie została ukarana hurtownia, ani producent leku. Nie mówiąc już o tych, którzy lek przerabiają i rozprowadzą.

A jeszcze niedawno funkcjonowały w kraju sklepy z dopalaczami. Sprzedawały substancje psychoaktywne i aż się prosiło, by uporządkować i ucywilizować ten rynek, jednocześnie eliminując z niego substancje zagrażające zdrowiu czy życiu. Jenakowoż, jak pamiętamy, gigantyczny socjaldemokratyczny wizjoner uznał, że należy ze wszystkich sił bronić interesów mafii narkotykowej i sklepy z dopalaczami zlikwidował. Teraz za walkę z producentami narkotyków wziął się… sąd aptekarski. No więc dla poprawy nastroju rozszerzmy błyskotliwe myśli natchnionych aptekarzy na inne obszary życia.

1. Wprowadzanie do obrotu przez Agencję Rynku Rolnego tak znacznych ilości zboża jednoznacznie wskazuje na pozapiekarski zamiar jego użycia przez nabywców, co stanowiło powstanie przesłanki.

2. Wprowadzanie do obrotu tak znacznych ilości ziemniaków jednoznacznie wskazuje na pozafrytkowy zamiar ich zużycia przez nabywców, co także stanowiło powstanie przesłanki.

3. Wprowadzanie do obrotu tak znacznych ilości drożdży i cukru jednoznacznie wskazuje na zamiar ich zużycia przez nabywców, co bezsprzecznie stanowiło powstanie przesłanki…

Jedno trzeba podkreślić z całym naciskiem, wężykiem, na czerwono. To mianowicie, że wprowadzanie do obrotu znacznych ilości soli przemysłowej, padliny, zepsutego mięsa czy wyrobów garmażeryjnych na nic nie wskazuje. I nawet powstania przesłanki nie stanowi…

 
_____________

Źródło obrazków: górny, czarno biały pochodzi z portalu Ładniej, Dolny, kolorowy, z PlayStation Forum.

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Jeśli chodzi o aptekarza, to sprzedawał on leki mające dopłatę z funduszu zdrowia. Aby za takie postępowanie ukarać, to potrzebny jest umysł przewidujący możliwość „nadużycia”. Nie wiem jak to jest z przepisami unijnymi, ale mając receptę wystawioną przez polskiego lekarza, można kupić w RFN dotowany lek przez Niemców. I często jest to lek znacznie tańszy niż w Polsce. Mieszkańcy przygraniczni korzystają z takich możliwości. Apteki wymagają tylko płacenia gotówką.

    Sądy aptekarskie, lekarskie, prokuratorskie to straszliwe dziwolągi. Tylko sądy Rzeczpospolitej powinny mieć możliwość ferowania wyroków. To sądy zawodowe mają większą możliwość niż te w imieniu państwa. Przykłady sędziów, prokuratorów chlających na okrągło są najlepszym dowodem. Chroni pijaczyny immunitet. Przed odpowiedzialnością za przestępstwo. Ciekawe czy będzie możliwe zabranie im prawa jazdy, w jeździe po spożyciu.

    Problem braku przejrzystości prawa jest tragedią narodową. Jeden przepis koliduje z drugim albo i trzecim. To nie jest chaos, to niewyobrażalna „pomoc” wszelkim oszustom, mafijnym spryciarzom. Niedługo za przejście poza pasami będą mogli tylko ukarać, bo rozjeżdżanego przechodnia na pasach już nie.

    Jak z tego wyjść? I tu jest problem, bo „znawca, profesor, ekspert” komuś służy. Kto da więcej? Kto odwdzięczy się awansem?

    1. Przed Sądem Rejonowym w Gdańsku nie ruszył dziś proces b. prezesa Amber Gold Marcina P., oskarżonego o brak terminowych wpłat do Urzędu Skarbowego zaliczek na podatek dochodowy. Dlaczego nie ruszył? Bo prokuratura nie pozwoliła ruszyć b. prezesa Amber Gold — zgody na przewiezienie oskarżonego z aresztu na sprawę sądową w Gdańsku nie wyraziła Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Amen

      1. W Polsce być prokuratorem… dobra rzecz. Posiadający immunitet prokurator jest nie do ruszenia, jeśli własne zawodowe grono tak postanowi. Jechał nabuzowany? Wara od naszego człowieka. To jeden z przykładów wadliwości prawa stanowionego. Jeden z miliona?