Poszanowanie i tolerancja

Istnieje starożytne określenie osobnika, który nie radzi sobie z otaczającą rzeczywistością — łajza. Co prawda według słownika to osobnik zaniedbany, ale potocznie to pojecie oznacza niedołęgę. I tego się trzymajmy.

Cechą charakterystyczną łajzy jest ociężałość umysłowa sprawiająca, że wiele zagadnień go przerasta i należy do kategorii „nie do przeskoczenia”. Na przykład wisi sobie plakat, na plakacie piękna kobieta skąpo ubrana. Przechodnie rzucają okiem, wzruszają ramionami i idą dalej, a łajza nie. Łajza staje jak wryta, oczy wytrzeszcza, usta otwiera, po czym, ochłonąwszy nieco, w te pędy pędzi i przystępuje do informowania stosownych władz, że w miejscu takim i takim wizerunek gołej kobiety sieje zgorszenie, dzieci patrzą i gołym okiem widać jak ich kręgosłup moralny ulega wykrzywieniu. To niedopuszczalne! — oburzenie osiąga strefę stanów wysokich. Co władza powinna, ba, musi zrobić? Zakazać, zabronić, zdelegalizować, zdjąć, zamalować, żeby żadna łajza, nie musiała na „to” patrzeć.

Kolejną cechą jest wykuta w szkole na blachę nieumiejętność prowadzenia sporów, rozmów i dyskusji. Łajza nie potrafi tego kilka sposobów. Jeden z nich polega na zmieszaniu rozmówcy z błotem i wykazaniu, że albo on, albo któryś z jego przodków pochodził z — mówiąc metaforycznie — nieprawego łoża. Inny polega na znalezieniu w tekście słowa lub wyrażenia, bez związku z treścią, które służy do wykazania swojej niebywałej spostrzegawczości i przenikliwości z jednej strony i mizerii autora z drugiej. Jeszcze inny sprowadza się do nadęcia się i prychnięcia z wyższością, że do „takiego poziomu” to „ja zniżać się nie będę”. Choć już w czasach komuny apelowano: „połóżmy kres przesadnie wyniosłym manierom — jednostka, gdy się nadmie, wnet zamienia się w zero”. Wreszcie, gdy nie może po dobroci, każdą próbę polemiki neutralizuje za pomocą kłamstw, przeinaczeń i półprawd. Tu rozmówca wymięka, ponieważ musi zająć się dowodzeniem, że to nieprawda, a to orka na ugorze. Bo żeby zdemaskować kłamstwo trzeba wyszukać dane, powołać się na autorytety, a wtedy odpowiedzią jest wzruszenie ramion lub zakwestionowanie wiarygodności źródeł.

Tak bogaty asortyment środków nie wszystkich zadowala. Rodzi frustrację, uczucie niedosytu i wręcz poczucie klęski świadomość, że co prawda udało się kogoś zakrzyczeć w jednym miejscu, ale co z tego, skoro może wypłynąć w innym? I — co gorsza — znaleźć sprzymierzeńca? Dlatego łajza nie ustaje w dążeniu do kompletnego wyrugowania wszystkich, którzy nie podzielają jego zapatrywań albo przewyższają ją pod jakimkolwiek względem z przestrzeni publicznej. Na podstawowym poziomie sprowadza się to do pisania skarg i donosów. Trzy lata temu Newsweek donosił, że rośnie liczba donosów do urzędów skarbowych. Przy czym jeśli niedojda na forach zwykle pręży muskuły i domaga się jawności (sama kryjąc się za nickiem), to donosi zawsze anonimowo. Gdy to nie odnosi skutku, bo apele o usunięcie wpisu czy zablokowanie użytkownika na forum pozostają bez odpowiedzi, nie pozostaje nic innego jak przy akompaniamencie zgrzytających zębów zmieszać z błotem lub/i obrzucić inwektywami.

Sytuacja zmienia się radykalnie poprawia wraz ze wzrostem poziomu posiadanej władzy i środków w dyspozycji. W zależności od szczebla kariery można krnąbrnego osobnika uciszyć albo usuwając wpis jako moderator, albo blokując konto jako administrator, by wreszcie zrobić z nim wszystko jako imperator.

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. Mam problem, bo nie wiem czy pisałeś tylko o Sejmie albo o Sejmie i portalach albo tv?
    A może…. o Polsce?
    Jeśli politykowi mylą się …. nie tylko kolory, ale i przesłania…gdy politycy robią tzw.karierę dzięki prostactwu, chamstwu, poniżaniu innych, to czego oczekiwać od wyborców?
    Kto jest większą łajzą? Dający czy biorący przykład?

    Chociaż dla mnie wystarczającą osobą do takiego miana jest osobnik wywieszający flagę od święta, a na co dzień zaśmiecający trawnik puszkami, flaszkami, niedojedzoną pizzą, starym chlebem.
    Resztki jedzenia wyzbierają wiecznie głodne mewy i gołębie oraz szczury. Puszki zbieracze, a resztę sprzątaczka (bo dodanie pani mogłoby ją obrazić, takie są te „panie”).

    1. Pisałem ogólnie. Także o sejmie, portalach, forach, komentarzach.

      W takiej atmosferze nie da się rozmawiać, nie da się do niczego dojść, nic osiągnąć. Bo nie ma refleksji, nie ma myśli typu „to ja mogę nie mieć racji, nie on”. Na dodatek deprecjonuje się autorytety i lekceważy elity. Zaprawdę trzeba być parobkiem bez rozumu, żeby uważać się za kogoś lepszego od elit. Ale to z kolei jest pokłosiem zakłamywania języka. Więc jak na sprawę nie spojrzeć – ręka w nocniku.

      Niech Kaczyński ma odwagę powiedzieć, że wyprowadza Polskę w Unii Europejskiej. To, co proponuje partia Kaczyńskiego, to jest powrót do PRLBorys Budka w TOK FM emocjonalnie komentował ustawy dot. KRS, sądów powszechnych i Sądu Najwyższego. Czegoś tu nie rozumiem. Po co Kaczyński ma Budce mówić co robi, skoro każdy średnio rozgarnięty uczniak to widzi i rozumie? Oprócz oczywiście miłośników partii wodza, bo ci nie rozumieją zgoła nic. Dziś miałem nieszczęście rozmawiać z jednym takim. Dalej Budka przekonywał, że Za kilka lat obudzimy się w objęciach Putina, w orbicie takiej jak Białoruś, bo nikt nie będzie chciał współpracować z krajem, w którym sądy podporządkowane są jednej partii i jednej władzy. Zdumiewające. Łukaszenka rządzi już 20 lat. Dlaczego prezesowi miałoby zależeć na tym, by nie wpadać w objęcia kogoś, kto gwarantuje 20-letnie rządy?