Po wiedziała

Podstawą powodzenia każdej operacji wojskowej jest maskowanie oraz działania mające na celu zmylenie przeciwnika. Dlatego czołgi, samochody i bomby maluje się w brunatno zielone plamy nie do odróżnienia od otoczenia. Nawet na zaawansowanych celownikach optycznych (Advanced Combat Optical Gunsight) znajdujących się na wyposażeniu amerykańskiej armii umieszczono odniesienia do stosownych wersetów Biblii, by żołnierz celując wiedział, że spełnia wolę bożą. Ponieważ wyprowadzenie przeciwnika na manowce oraz wprowadzenie w błąd jest podstawą powodzenia operacji, to od zaplanowania mistyfikacji należny zacząć planowanie działań. Zwłaszcza jeśli wiadomo, że przeciwnik bacznie obserwuje wszelkie poczynania.

Podobnie zachowuje się człowiek w życiu codziennym. Na przykład gdy kulig zorganizowany przez ministra w Puszczy Białowieskiej goni wataha wygłodniałych wilków. Żeby zyskać na czasie rzuca się im z sań na pożarcie jakieś ochłapy, żeby odciągnąć ich uwagę i zająć czymś wyszczerzone pyski.

Ta strategia sprawdza się doskonale w polityce. Pod warunkiem wszakże, że zarówno opozycja jak i dziennikarze, których zadaniem jest patrzyć politykom na ręce, nie zaliczają się do zbyt bystrych. Wtedy wystarczy w odpowiednim momencie rzucić im jakiś ochłap, wykonać nic nie znaczący gest, odegrać pantomimę, żeby przestało ich interesować wszystko inne. Oczywiście odbiorca także musi być podatny, dać się łatwo wodzić za nos, skupiać na drobiazgach i nie zwracać uwagi na sprawy wielkiej wagi, istotne, żywotne.

Rozważania czysto teoretyczne spróbujmy przenieść na grunt praktyki. Otóż mamy coś ważnego do zrobienia z żoną, a dzieci patrzą. Co robimy? Wysyłamy je do kina, albo na lody. Sprawdza się to także na szczeblu rządowym. Mamy coś do ukrycia, kluczowego z naszego punktu widzenia. Co robimy? Wysyłamy do mediów przedstawicielkę rządu, która dotąd bardzo rzadko udzielała się publicznie, a gdy już udzieliła wywiadu, to koncentrowała się głównie na przedmiocie swojej działalności. I oto ni stąd ni zowąd, odpowiadając na jakieś niewinne pytanie mówi coś, co interpretatorzy rzeczywistości interpretują jako krytykę rządu.

Oczywiście rząd, który jak żaden ma sporo na sumieniu i jeszcze więcej do ukrycia, skwapliwie korzysta z okazji i z wypowiedzi o marginalnym znaczeniu czyni sprawę wagi państwowej, kluczową z punktu widzenia dalszych losów państwa i rządu. Opozycja jak na na zawołanie gna we wskazanym kierunku. Poseł Marcin Kierwiński z PO zagalopował się do tego stopnia, że z rozpędu przyznał się nawet, iż myśli. Myślę, że tacy ministrowie jak pani Streżyńska, […] zaczynają rozumieć, że bycie w tym rządzie to zaczyna być obciachwymyślił poseł PO Marcin Kierwiński.

A przecież p. minister nie odbiega zbytnio od normy. Od zeszłego roku nie rozpisała konkursu na dyrektora NASK — instytucji zajmującej się bezpieczeństwem internetu. Przez ponad rok funkcję dyrektora sprawuje mianowany przez nią człowiek. Teraz doradzał mu będzie specjalista, którego hobby jest pszczelarstwo, a poza tym Jestem z zamiłowania rolnikiem, prowadzę gospodarstwo rolne. Rozwijam tę działalność, działam w zespole ludowym Klekociaki i straży pożarnej. NASK potwierdza, że nowy doradca, Stanisław Derehajło, został zatrudniony 19 kwietnia „w związku z realizacją przez NASK pilotażu programu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, którego celem jest opracowanie i wdrożenie technicznego modelu dostępu do bezpiecznego szerokopasmowego internetu w szkołach oraz udostępnienie multimedialnych aplikacji i serwisów o charakterze dydaktycznym”. A także „doświadczenie zawodowe Pana Derehajło jest bardzo przydatne w realizacji projektu OSE w kontekście współpracy z jednostkami samorządu”.

Czy chodziło o odwrócenie uwagi od kolejnego człowieka, który nie mając żadnych kompetencji będzie pobierał tysiące zł za nic (doradcy w NASK mają pensje między 12 a 29 tys. zł)? Trudno powiedzieć. Ale widać wyraźnie, że media, a wraz z nimi społeczeństwo, bardziej ekscytują się słowami niż czynami. Niewykluczone, że ma to związek pogarszającym się błyskawicznie stanem wolności mediów. Zgodnie z raportem organizacji Reporterzy bez Granic (RSF) Polska w ciągu niespełna dwóch lat (2015-17) osunęła się aż o 36 miejsc…

A może akurat w tym przypadku nie ma się czym martwić, a powód zmian jest prozaiczny? Może po prostu po armii i służbach postanowiono także cyberprzestrzeń podnieść na wyższy poziom?

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Ciekawe z tymi wersetami z Biblii. Czy nie byłoby odpowiedniejsze przypomnienie 5 przykazania „Nie zabijaj”? ;-)

    Jeśli chodzi o „specjalistę”, to czyż w rządzie nie są sami tacy „specjaliści”?
    Przypomnę niesławne nazwiska:
    – Macierewicz,
    – Szyszko,
    – Radziwiłł,
    – Ziobro,
    – Gliński,
    – Błaszczak,
    – Jurgiel,
    – Kamiński,
    – Waszczykowski,
    – Kempa,
    – Zalewska,
    Przypomnę o Marii Annie Anders, która tak zna Polskę, że zdziwiła się, że w Warszawie już nie ma …ruin.

    Zaś jeśli chodzi o media… to najpierw zwrócę Ci uwagę, że zostałeś pozbawiony prawa do moderacji.
    Pod Twoim wpisem na niebiesko jest „Zgłoś do moderacji”
    Widać ktoś zwrócił uwagę, że swoich obowiązków nie mogą przerzucać na piszących.
    Albo tak zadziałał wygrany przez Giertycha proces o hejt w internecie.

    Problemem mediów jest to, że są one w stałym poszukiwaniu newsa.
    I tak duży opad śniegu zimą to news.
    Upał latem to news. Itd.
    A wszystko opisane prymitywnym zasobem słów.
    Jak na razie rzadziej używane jest słowo sexi.
    Bo sexi były buty, torebka, garnitur, samochód, itd.

    Czasami zastanawiam się czy ubogość słownictwa jest na skutek ukończenia „najlepszej szkoły medialnej”

    p.s. Słowo Kierwińskiego jest w słowniku PWN, ale czy pasuje w mowie posła?
    „obciach pot. «sytuacja narażająca kogoś na wstyd lub śmieszność»
    I czy to wystarczająca i coś dająca krytyka?

    1. Dzisiaj nie istnieje pojęcie „nie wypada”, słowa „Ada to nie wypada” są niezrozumiałe. Co to znacz nie wypada? Nie wypada plomba jak jest założona przez fachowca. Reszta wypada. Obciach? Wstyd? Cóż to takiego?

      Co do przykazań bożych, to nigdy nikt do nich nie przywiązywał wagi traktując wybiórczo i eksponując tylko te, które w określonych warunkach były przydatne. Dlatego kapelan błogosławiąc żołnierzy nie stresuje ich jakimś durnym „nie zabijaj”, tylko tłumaczy, że wrogowie to nie ludzie, a wrogów sama bozia zabijała z radością w ilościach hurtowych. I to nawet nie w czasie wojny.

      O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła.

      Swoją droga jak się czyta opisy tych wszystkich mężnych czynów pana boga, to nie można oprzeć się wrażeniu, że to naprawdę wszechmocna istota. No bo zamiast po prostu wyprowadzić swoich pupilków z Egiptu sprawiając, by Egipcjanie na chwile oślepli i pogłuchli wyrżnął wszystkich pierworodnych. Wyrżnąć pierworodne tego, który siedzi w więzieniu oraz barana, byka, osła i capa, włącznie z kobietami i oseskami… Czyż to nie boskie i nie dowodzi, że bóg to potęga i — jak mówią młodzi — rulez?

      1. Musiałam zajrzeć do słownika slangu. Słowo rulez znaczy rządzi.

        Gdy zaś chodzi o bogów, to nasi bogowie przedchrześcijańscy, bogowie Celtów, Germanów byli równie okrutni. Taki okres. Tylko dlaczego nasi ówcześni są paskudni, a ten obrany nie? Przeczytałam teraz książkę Marii Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna”. Zastanowiło mnie jedno, dlaczego tak wielu mediewistów historię Polan zaczyna od chrztu Mieszka.

        Przecież istniały wtedy grody o bardzo ciekawym zabezpieczeniu, istniały prawa i religia. Dlaczego niektórzy piszą, że Polanie jakby wzięli się z księżyca i nie stworzyli grupy plemion? Czy to tylko brak wyobraźni i stworzenie wrażenia siły nowej religii?

        A ginące słowa, prostackie obyczaje? Może kiedyś opiszę swoje wrażenia z Połczyna Zdroju.