Ociec, prać?

Kuba Wojewódzki, to osobisty wróg każdego porządnego człowieka. Oczywiście człowieka v 1.0 (Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę), a nie 2.0 (A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił). Skoro Kuba Wojewódzki jest wrogiem, to nie wolno zasypiać gruszek w popiele, nie wolno ustawać w wysiłkach i trzeba walczyć z nim do upadłego. Zwyciężyć, a pokonanego wdeptać w ziemię, zgnieść jak robaka, wyeliminować z życia publicznego raz na zawsze.

Podczas pierwszej bitwy z wrogiem człowiek przyzwoity odniósł spektakularny sukces — Kuba Wojewódzki został oskarżony o szarganie świętości, a tym według Sądu Najwyższego jest polska flaga (czy może raczej Flaga), a stacja, w której jego goście dopuścili się świętokradztwa, została ukarana wysoką karą finansową. Bowiem w przekonaniu Sądu Najwyższego dokonana w niniejszej sprawie ingerencja w swobodę wypowiedzi powoda spełnia przesłankę konieczności w demokratycznym społeczeństwie. To przekonanie podziela zwłaszcza obecna władza ingerując w swobodę wypowiedzi gdzie tylko się da — od teatrów po media i muzea.

Tutaj małe wyjaśnienie. Dla przeciętnego radiosłuchacza czy telewidza wyzwaniem ponad siły jest zmiana kanału lub pokręcenie gałką w sytuacji, gdy audycja nie spełnia jego oczekiwań. Przeciętny człowiek po prostu nie może tego zrobić. Ale to nie znaczy, że nie może nic zrobić. Co to, to nie. Taki człowiek, gdy widzi lub słyszy coś, czego nie pojmuje lub coś, co mu się nie podoba, to bierze telefon i dzwoni do redakcji z awanturą. Lub siada i pisze donos do wszystkich instytucji jakie mu tylko przyjdą do głowy. Na przykład donosząc uprzejmie, że dnia takiego i takiego, o godzinie takiej to a takiej prowadzący (tu imię i nazwisko) obraził moje uczucia płciowe twierdząc, że blondynka nie może zostać windziarką, bo nie zapamięta trasy. Donos kończy żądaniem surowych kar dla sprawcy. Jeśli z jakichś powodów nie da się odebrać koncesji, to należy zdjąć tego typu programy z anteny. Ponieważ dzieci to oglądają. A prowadzącego wywalić na zbitą mordę.

W przypadku omawianego wroga zadziałało znakomicie. Bez kłopotu udało się go w radiu zdybać na obrażaniu miliardów Ukraińców. Rada Etyki Mediów uznała, że jego audycja to „przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typowa mowa nienawiści”. W sprawę włączyła się także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji i — jak chce Konstytucja — stojąc  na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji  nałożyła na radiostację karę. Co ciekawe komunistyczny odpowiednik KRRiT, Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, cenzurował, ale kar nie nakładał. Ponieważ jazgot podniosły także środowiska feministyczne, szybko i sprawnie Wojewódzkiego z radia wywalono. Była to jak się okazało decyzja ze wszech miar słuszna, gdyż niedługo potem radiostacja zrezygnowała z zasięgu ogólnopolskiego skoncentrowawszy się na słuchaczkach z Warszawy.

Niestety, choć udało się wyeliminować Wojewódzkiego z radia, nadal brylował w telewizji, prowadząc nawet swój autorski program. To nie mogło podobać się żadnemu porządnemu człowiekowi. Ale nie było się za bardzo do czego przyczepić. Wreszcie cierpliwość została wynagrodzona. 9 maja Wojewódzki zaprosił do swojego programu boksera Adamka. Feministki nadstawiły ucha i nie zawiodły się. Adamek powiedział rzecz niesłychaną, rzecz niedopuszczalną, popełnił zbrodnię werbalną. Powiedział mianowicie: Jestem surowym ojcem. Dzieci wiedzą, co mają robić. I żona też. Ja żonę szanuję, ale u mnie jest dyscyplina w domu. […] To są moje córki, kocham je, to przecież wiadome, ale u mnie nie ma, że dzieci sobie robią, co chcą, tylko robią to, co mówi tata. Niedziela jest, to idziemy do kościoła [17 minuta programu]. Te słowa zelektryzowały środowisko wyzwolonych pań i zainicjowały burzę w mózgu. Rozumowanie było proste: Adamek to bokser. Bokser wali po mordzie. Dzieci i żona wiedzą co mają robić. Adamek dzieci i żonę wali po mordzie. No bo jak w inny sposób mogłyby się dowiedzieć co mają robić? To nie mogło mu ujść płazem. Nikt, kto to widział, na żadnym etapie produkcji skutecznie nie zaprotestował — zaprotestowały skutecznie. — Program zawierający takie treści, nieopatrzone żadnym krytycznym komentarzem, wyemitowano. Jakie treści? Jak to jakie? Takie!

Stacja TVN i Kuba Wojewódzki, jako gospodarz programu, biorą udział we wzmacnianiu szkodliwych społecznie stereotypów dotyczących przemocy, które mogą pośrednio przyczyniać się do kształtowania lub utrwalania określonych postaw społecznych, charakteryzujących się nie tylko tendencją do zachowań przemocowych, ale też brakiem reakcji ze strony osoby, która doświadcza takiego traktowania. Nic dodać, nic ująć. Może tylko to, że w pewnej chwili Adamek mówi o kontroli nad córkami: wychodzą z domu, kończy się kontrola! To już jest ich wola, tak? wolna wola!

Ponieważ dotychczasowe próby wyeliminowania Wojewódzkiego z życia publicznego spaliły na panewce, a kolejna okazja mogłaby się nie nadarzyć szybko, kobiety wyzwolone postanowiły nieco przypudrować rzeczywistość, pożonglować cytatami i wykorzystać fakt, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w całości składa się z członków PiS-u, a PiS nie lubi zarówno TVN-u jak i Wojewódzkiego. Z tego powodu, oczekujemy nałożenia przez Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na nadawcę kary pieniężnej — wyraziły swoje oczekiwania.

W sprawę włączył się także, o zgrozo! sam Rzecznik Praw Obywatelskich. Przypadek opisał w eseju „Przemoc domowa – nic śmiesznego”. Wybitny bokser Tomasz Adamek w programie Kuby Wojewódzkiego w TVN powiedział — plecie Rzecznik — że kobiety, które są nieposłuszne i nie realizują swoich obowiązków domowych „trzeba lać”. W rzeczywistości wybitny bokser niczego takiego nie powiedział. Nie można jednak zarzucić RPO, że nie rozumie. Rozumiem konwencję programu: ma bawić, prowokować, rozśmieszać w niczym nieskrępowanej rozmowie z celebrytą — rozumie konwencję Adam Bodnar. — Rzecz jednak w tym, że kiedy już opadnie nastrój wesołości, ucichnie śmiech, pozostaje smutne przesłanie: przemoc domowa może być usprawiedliwiona. Jaka przemoc domowa? Chodzi o przemoc domową ze świata wirtualnego, nierzeczywistego, ponieważ w realnym świecie mamy do czynienia z prawdziwym dramatem. Liczby osób dotkniętych przemocą w rodzinie idą w setki tysięcy (w 2015 roku – 207 385), a sama tylko Policja w ub. roku wypełniła 73,5 tys. formularzy tzw. niebieskiej karty.

Co to ma wspólnego z Tomaszem Adamkiem? Wyjaśnienia próżno szukać w wypracowaniu doktora Bodnara. Rodzi się w związku z tym poważna wątpliwość, czy człowiek, który tak dalece manipuluje prawdą jest w stanie skutecznie bronić praw obywateli. Warto by było podpytać p. Rzecznika czym instytucjonalne zwalczanie poglądów, których nie podziela, różni się od komunistycznej cenzury? W czym walcząc z wyimaginowanym „promowaniem” przemocy jest lepszy od Glińskiego walczącego ze „znieważaniem religii i naruszeniem najwyższych wartości Kościoła katolickiego”? Oraz od  Wróbla, według którego „Klątwa” „promuje NSDAP”?

Każdy może sobie obejrzeć program Kuby Wojewódzkiego i na własne uszy przekonać się jak było. Co naprawdę powiedział Adamek i w jakim kontekście? W największym skrócie: Natalia Nykiel przyznała, że jest bałaganiarą i nie zawsze potrafi zmusić się do sprzątania. Na to Adamek wykonał gest jakby wymierzał klapsy i mruknął „trzeba lać, trzeba lać” (38 minuta). Zainteresowana nie wyglądała na przerażoną, śmiała się wraz z publicznością. Nikt, absolutnie nikt nie potraktował słów boksera poważnie. Z wyjątkiem organizacji kobiecych i Rzecznika Praw Obywatelskich.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że na liście sygnatariuszy donosu do pisowskiej KRRiT znalazł się portal oko.press, który nie tak dawno oburzał się na ministra Glińskiego za próby cenzurowania przedstawień teatralnych, czy wylewał krokodyle łzy nad wywalanymi z mediów publicznych dziennikarzami. Gliński ewidentnie popełnił błąd. Na przyszłość powinien przekonywać, że spektakl, który mu nie leży promuje przemoc, poniża kobiety, jest seksistowski i mizoginiczny. Portal oko pierwszy domagał się będzie zamknięcia teatru wraz z aktorami.

Mając takich obrońców o wolność słowa i demokrację możemy być spokojni.

Dodaj komentarz


komentarzy: 1

  1. KRRiT to wydmuszka. Imitacja, która ma spełniać jakiś tam cel. Takie udawanie, a w rzeczywistości chodzi o wysoko opłacane stołki, gdy osiąga się „teraz k..a MY”. Partia obojętna.Przecież do Sejmu idzie się tylko po wysokie zarobki, BEZKARNOŚĆ chronioną immunitetem, mowy bzdurne i często tak prymitywne, że normalny słuchacz szybko ma dosyć słuchania.

    Naprawdę KRRiT jest niepotrzebna, a osoba lub instytucja powinna sprawiedliwości szukać w sądzie. Można wprowadzić zapis lub stworzyć specjalny wydział w sądzie wojewódzkim do rozpatrywania takich spraw. By na efekt i wyrok sądu nie czekać latami jak Kwaśniewski.