Obroża uczuć

Po wnikliwym rozpatrzeniu tuzina donosów złożonych na ręce Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie kabaretu Limo, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie zadowoliła się zdjęciem kabaretu z anteny, ale nałożyła karę finansową na Telewizję Polską. Nota bene karę skromniusieńką, liczoną nie w setkach, nie w dziesiątkach nawet, ale w pojedynczych tysiącach. Choć Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej wspomina o jakichś prawach, swobodach, wolnościach, takich chociażby jak wolność wypowiedzi to jednak wszystko ma swoje granice. Jeśli w zamieszkałym niemal przez 40 milionów obywateli kraju aż 12 (słownie: dwanaście!) osób poczuło, że ich uczucia zostały obrażone, to stojąca na straży owych uczuć instytucja publiczna musiała się nad sprawą pochylić.

W obszernym, liczącym nomen omen 12 stron uzasadnieniu, zwanym pieszczotliwie „Decyzją nr 6„, roi się od odmienianych przez wszystkie przypadki granic. W celu ich zgrubnego zakreślenia przywoływana jest Ustawa z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji, która w art. 18 ust. 1 mówi, że Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. Co w skeczu kabaretu Limo było propagacją działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym próżno w uzasadnieniu szukać. Jednak Sąd Najwyższy zdaniem Rady „trafnie podkreślił”, że Typową cechą satyry jest dążenie do ośmieszenia tego, co jej autorowi wydaje się szkodliwe, bezwartościowe lub błędne, stąd zwykło się mówić, że przedstawia ona rzeczywistość „w krzywym zwierciadle”. (…) Wypowiadanie w formie satyrycznej, przy uwzględnieniu jej wymienionych cech, opinii o zdarzeniach i ludziach jest zatem oczywiście prawnie dozwolone i mieści się, co do zasady, w granicach konstytucyjnej wolności słowa. To wszystko jednak nie oznacza, że satyra jest całkowicie poza „kontrolą”, że nie dotyczą jej kryteria oceny stosowane do innych wypowiedzi publicznych, z tym jedynie zastrzeżeniem, iż granice swobody wypowiedzi wyznaczyć tu należy szeroko.

Z całego tekstu wyziera paniczny strach charakterystyczny dla większości naszych — wykształconych w PRL-u, a później na lekcjach religii, które zastąpiły lekcje indoktrynacji — elit na myśl o wolności. Sami zniewoleni nie potrafią pogodzić się z wolnością innych. Chcą więc ustalać wszędzie gdzie tylko się da granice, chcą regulować, ograniczać, wszystkiego zakazywać. Nawykli do posłuszeństwa, zastąpiwszy jednego hegemona innym służą mu wiernie z całych sił. Podczas gdy komunistom dopisanie do Konstytucji Związku Radzieckiego zajęło 30 lat, oni Stolicę Apostolską uwzględnili od razu. Z drugiej strony — o dziwo — zwrot „żydowskie ścierwo” jest satyrą i żadnych granic nie przekracza, mimo iż przedmiot kultu jest pochodzenia żydowskiego.

Nie mogąc wprost, bezpośrednio nałożyć kagańca, uczynić z chrześcijaństwa ideologii narodowej, wzorem socjalizmu w PRL-u, instytucje i organa państwowe starają się tylnymi drzwiami wymusić poszanowanie jedynie słusznych idei, wartości i treści. Gdy batem na niepokornych w PRL-u był przepis mówiący o „próbie obalenia siłą ustroju”, tak teraz takim batem są zapisy o respektowaniu wartości chrześcijańskich z jednej strony i ochronie uczuć religijnych z drugiej. Pomocniczą rolę odgrywa tutaj również tak zwana „godność” określonych grup społecznych. Organa państwowe stają w jej obronie z całą gorliwością tropiąc określenia i zwroty, które mogą ją naruszyć. Bez znaczenia jest, czy ktoś się znieważony poczuł. I czy w ogóle do czegokolwiek doszło. Mogło dojść i to aż nadto wystarcza. A wtedy, gdy wypowiedź niczego nagannego nie zawiera, ale zachodzi potrzeba utemperowania jej autora lub medium, tak sie ją interpretuje, że pasuje do tezy. Dobrą ilustracją jest tutaj przypadek pary Wojewódzki-Figurski, czy wypowiedź Palikota o W. Nowickiej. Czytamy więc w uzasadnieniu: Analizując treść występu Kabaretu Limo, w szczególności jego fragment poświęcony „katolickim fanatykom religijnym”, nie można nie zwrócić uwagi na przekroczenie granic swobody wypowiedzi poprzez naruszenie godności określonej grupy społecznej, w tym przypadku reprezentowanej przez starsze kobiety. Próżno szukać w tej analizie związku określonej grupy społecznej z fanatykami religijnymi. A więc i odpowiedzi na pytanie: ile wśród tuzina osób donoszących Krajowej Radzie jest reprezentantek dziewięćdziesięcioletnich kobiet-fanatyczek, które poczuły się znieważone?

Choć w polskim sejmie, pod samym nosem Konstytucji, działa Parlamentarny Zespół do spraw Przeciwdziałania Ateizacji Polski, to wierzącym w jednego boga, pojedynczego pojedynczo, a nie potrójnie, odmówiono rejestracji związku wyznaniowego. Warto więc zwrócić uwagę na fakt, że zespół liczy 40 posłów i senatorów. Na kabaret Limo doniosło 12 osób. Wynika z tego, że nawet nie wszyscy członkowie Zespołu poczuli się znieważeni. Bo nadużyciem byłoby podejrzewanie 38 osób, że nie zrozumiały kawału. Gdy jeszcze sobie uświadomić, że sąd potrafi wszczynać postępowanie w sprawie obrazy uczuć religijnych na podstawie zaledwie jednego czy dwóch doniesień osób, które owego znieważenia nawet nie widziały, ale o nim słyszały lub czytały, to dostajemy pełny obraz sytuacji. Tylko… Czy na pewno o take Polske nam chodzi?

Dodaj komentarz