Z buciorami w lobby z życiowym pałerem

Przypadkiem trafiłem na tekst, a w zasadzie jego nie pokryty piano fragment w Dużym Formacie Gazety Wyborczej. Autorką jest p. Anna Pamuła. Nie wiem kto to jest Anna Pamuła i szczerze mówiąc nie ciekawym. Być może to ta sama osoba, która energią i życiowym powerem może z powodzeniem się dzielić, a Z racji na jej szerokie zainteresowania i wiedzę powiedzieć o niej, że to „Kobieta renesansu”… to zbyt mało!  Boć nie postać Anny Pamuły, ale próbka jej talentu porusza do głębi. Otóż p. Anna bohaterkę swojej opowieści spotkała w lobby. Ale nie zwykłym, trywialnym, żeby nie rzec prostackim, jeno podziemnym! Spotkałyśmy się w podziemnym lobby luksusowego biurowca przy Polach Elizejskich w Paryżu. Najwyraźniej dziennikarka nie wie jak nazywa się po polsku miejsce, w którym się spotkała i używa angielskiej nazwy, która choć angielska po polsku znaczy zupełnie co innego.

Z kolei chcąc nieco ubarwić swoją opowieść pani Anna posługuje się karkołomną przenośnią. Spostrzega otóż za pomocą zmysłu słuchu, że obcasy posłusznie biją o podłogę, gdy rozmówczyni przemieszcza się w poziomie. Jest elegancka, jej obcasy posłusznie uderzają o marmurową podłogę. Na szczęście system piano spuścił zasłonę na dalsze prestidigitatorskie popisy oralne. Pozostawmy otwartą kwestię, czy oferowanie pisanych nieudolną polszczyzną, a tym samym trudno zrozumiałych tekstów za pieniądze jest uczciwe. Pochylmy się z troską nad stanem naszej edukacji, która co rok wypuszcza w świat nową porcję nieuków, nie znających podstaw ojczystego języka. Pochylmy się z troską nad kadrą naukową, wyższymi uczelniami humanistycznymi, które co rok wypuszczają nową porcję magistrów nie potrafiących posługiwać się poprawną polszczyzną.

Nie pozostaje nic innego jak ubolewać, że krew przelana przez naszych przodków w celu ratowania naszego dziedzictwa, którego najistotniejszym elementem jest język, idzie na marne. Nawet w minionych czasach, gdy nauka języka rosyjskiego była obowiązkowa, przykładano dużą wagę do nauki języka ojczystego. Po „odzyskaniu niepodległości” wszystko zostało podporządkowane jednej idei, w kąt poszły wiedza, nauka, edukacja. Priorytetem stała się indoktrynacja.

Komu może zależeć na tym, by Polacy kaleczyli swój własny język? By się nie rozumieli wzajemnie? By się w nim nie mogli dogadać? Ktoś, kto interesował się trochę historią… Rosji, ten wie jak skromnymi siłami Rosjanie podbili połowę Azji włącznie z Chinami. W podbojach posługiwali się starorzymskim patentem — divide et impera. Wysłannicy cara infiltrowali wpierw poszczególne plemiona zamieszkujące tereny przeznaczone do włączenia w skład Rosji, a w sprzyjającym momencie napuszczali jedno na drugie. Potem wystarczyło niewielkimi siłami podporządkować sobie zwycięzców, by za jednym zamachem zwasalizować oba. Tej metodzie skutecznie opierały się narody, jak Polacy, Litwini, Łotysze, Estończycy czy Gruzini. Ale jej skuteczność nie zmniejszyła się do dziś, co doskonale ilustrują losy republik zakaukaskich i Ukrainy.

Ktoś, kto chciałby bez większego wysiłku militarnego zdobyć jakieś terytorium powinien zacząć od skłócenia jego mieszkańców. W skrajnym przypadku część obywateli odsunięta od władzy sama zwraca się do agresora o pomoc czy „opiekę”. Historia odnotowała takie przypadki, a z jednym z nich mamy do czynienia na Ukrainie, gdzie  prześladowani przez „nazistów” ukraińskich zwrócili się do Rosjan o pomoc. I Rosjanie nie odmówili. Warto w tym miejscu wspomnieć o szlachetnej roli jaką Kościół Katolicki odegrał w rozbiorach Polski. Udało mu się dzięki targowicy i Rosji obalić „jakobińską” Konstytucję trzeciego maja, przywrócić edukację młodzieży i odzyskać majątki zabrane przez Sejm Wielki na odbudowę wojska polskiego. Po co Polsce wojsko, skoro można pieniądze przeznaczyć dla boga, a ściślej sług jego? Księdzu Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością — papież na wniosek Rosji mianował go prymasem Polski, wbrew protestom polskiego króla.

Wynarodowienie należy więc zacząć od psucia języka. A ponieważ na przeszkodzie stoi edukacja, więc należy sprowadzić ją do roli służebnej w procesie indoktrynacji. W tym celu na każdym etapie nauki należy przekazywać tak mało wiedzy, jak to tylko możliwe. Dzięki temu Polak będzie równie głupi przed szkodą jak i po, bo okrojona i zafałszowana historia niczego go nie nauczy. Sam zresztą uczyć się nie zamierza, bo ani nie lubi wiedzieć, ani myśleć samodzielnie. Głupia władza, skoncentrowana na utrzymywaniu władzy, dopełnia obrazu całości.

To wszystko daje gwarancję, że niedługo znowu trzeba będzie walczyć o wolność. Tylko co będzie w sytuacji, gdy ci, którym na sercu leży dobro kraju wzruszą ramionami? Pomni doświadczeń dojdą do wniosku, że nie warto wykrwawiać się dla niewdzięczników, którzy okupioną krwią wolność natychmiast zaprzepaszczą? Zdradzą?

Dodaj komentarz


komentarzy: 4

  1. Chciałbyś by białe tylko białe było, a czarne – czarnym nazywane. Nic z tego.

    „Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe….itd”. Też Tak chcę. Dlatego nie dam 0,99 zł za piano (na początkową zachętę). Wolę wydać piątaka na SUDOKU i łamać sobie głowę w zabawie logicznej, niż zastanawiać się co autorka/autor „miał na myśli”.

    Sąsiadka dostała pismo, w którym zamiast polskich były niektóre słowa angielskie. Prosiła o pomoc w zrozumieniu. Włączyłam wujcia G. i usiłowałam „przetłumaczyć” z pisanego na ludzką mowę.

    Jednak  tłumaczenie jednego zwrotu nie pasowało do drugiego.Najchętniej oddałabym jej to pismo, ale…Zadzwoniłam do potomka, który ma biegłą znajomość angielskiego. Przeczytałam, potem podałam adres firmy, w końcu wysłałam mailem treść. Przetłumaczył, ale radził zadzwonić, bo na 100% nie był pewien. W imieniu zdenerwowanej sąsiadki zadzwoniłam. Okazało się, według gadającego, że jego koleżanka użyła pomyłkowo niedobrego zwrotu. Na koniec nie byłam miła. Powiedziałam co o tym sądzę. Czy ten ktoś pojął o co mi chodzi?….nie wiem, już zbyt często w Polsce, dziwów mowy nie rozumiem.

    „Chodzi mi o to, aby język giętki
    Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
    A czasem był jak piorun jasny, prędki,
    A czasem smutny jako pieśń stepowa,
    A czasem jako skarga nimfy miętki,
    A czasem piękny jak aniołów mowa…
    Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
    Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.”

    J.Słowacki.

    Czy oni znają takiego człowieka, jakim był Juliusz?

    A może program nauczania ma pozbyć się takich dziwolągów, którzy nowościom się dziwią.

    1. Nie przesadzaj. Słowacki nie jest tak istotny w sytuacji, gdy nie znają polskiego. Poza tym co tam Sienkiewicz, Mickiewicz i inni Litwini. Co tam Brzechwa, Słonimski czy inni Żydzi, skoro prawdziwym Polakiem jest papież, który napisał sztukę i kilka wierszy, które obowiązkowo każdy Polak mały czy duży znać powinien?