Nie wolno, bo nie wolno

Każdy dzień, każda godzina, ba, każda sekunda dobrej zmiany jest potwierdzeniem, że bez reglamentacji słowa nie da się normalnie żyć i funkcjonować. Swego czasu Andrzej Rosiewicz z obcym akcentem bezczelnie wyśpiewywał, że w W Lubartowie na jarmarku można kupić dobre piwo nie ma mowy w nim o pianie ale za to dużo taniej. Teraz okazało się, że Lubartów to miejscowość o bogatej tradycji, gdzie piwo nie ma piany, a Harry Potter wstępu. A było tak (za Dziennikiem Wschodnim):

W lutym nauczyciele języka angielskiego zaproponowali dyrektorowi szkoły zorganizowanie akcji promującej czytelnictwo oraz kulturę krajów anglojęzycznych. Pomysł był prosty: wykorzystać najbardziej znany brytyjski cykl książek ostatnich lat – o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling.

Okazało się, że książki o Harrym Potterze propagują satanizm, a to jest niedopuszczalne. Co prawda tylko gdzieniegdzie w Polsce, między innymi w Lubartowie, i tylko wśród tych, którzy książek nie czytają, ale nie ulega wątpliwości, że propagują. A skoro tak, to akcję promującą czytelnictwo oraz kulturę krajów anglojęzycznych należało bezwarunkowo odwołać z korzyścią dla twórczości rodzimej.

Eliza Michalik w programie „Gilotyna” przekonuje, że to jest typowo folwarczny, wyniesiony jeszcze z mentalności chłopsko-pańszczyźnianej sposób debatowania. Za każdym razem, kiedy wykształcony człowiek, który zna się na rzeczy o czymś mówi, merytorycznie, o sytuacji, posługując się argumentami to druga strona kompletnie omija temat, bo można ostro polemizować z tematem, z pasją, ale przeciwstawić argumentom argumenty. Na przykład Gajos mówi „jest upolityczniona sztuka”, ty uważasz, że nie jest, ok, wyjdź i daj argumenty, że nie jest. Nie. Tę stronę merytoryczną strona pisowska zupełnie omija, natomiast wali się w człowieka. Socjologowie to określają jako post-niewolniczy, post-folwarczny syndrom — mówić o człowieku, a nie o problemie. […] To jest taka strasznie stara, obrzydliwa, propagandowa metoda dyskusji — nie odnosić się do tematu tylko dezawuować człowieka.

Aby widzowie nie musieli szukać przykładu post-niewolniczego, post-folwarcznego syndromu po stronie pisowskiej p. Eliza od razu go dostarcza. Według niej (merytorycznie) pani Beata Mazurek to jest najwyższy wytwór największej, najbardziej nowoczesnej technologii Polskiej Agencji Kosmicznej. Sztuczna inteligencja — mruknęła pod nosem. To potwierdza postawioną na wstępie tezę, że trzeba reglamentować słowa. Gdyby wszyscy wszystkim reglamentowali, nikt nic by nie mówił i zapanował by raj na ziemi.

Kolejnym dowodem jest marszałek sejmu Marek Kuchciński, który swego czasu wyłączał mikrofon posłowi, który kompletnie nie okazując należnego lasce szacunku zwrócił się do niego per „panie marszałku kochany”. Za te chamskie, nienawistne słowa poseł został ukarany. Sam marszałek przepełniony wartościami chrześcijańskimi, zionąc miłością bliźniego oznajmił, że on, czyli My odbudowujemy dom – Polskę, w którym mieszka 38 milionów ludzi, prawda, a więc nie możemy odgrzybić, odszczurzyć, prawda, zastosować środków chemicznych, żeby raz-dwa wyremontować, tylko musimy, prawda, jeszcze dbać o zdrowie obywateli. Brzmi i logicznie, i odpowiedzialnie. Tyle, że te grzyby i szczury to to, proszę państwa, co pozostało po komunizmie i po tych paru pokoleniach jeszcze z II Wojny Światowej, no to musimy kilka, wiele pokoleń poświęcić na to, a tutaj nie mamy czasu.

Iście szekspirowski dylemat. Szczurów i grzybów co niemiara, a my nie możemy nic zrobić, bo wytrujemy uczciwych obywateli. Można by spróbować poczekać, aż same sczezną w smogu, ale nie mamy czasu, bo właśnie nasze pokolenie, które nie pozostało ani po komunizmie, ani tym bardziej II Wojnie Światowej, zdobyło władzę. No i co w tej sytuacji czynić nam wypada? Nie pozostaje nic innego jak ciężko pracować, brać premie i mówić swoje.

Gdyby wszyscy wszystkim mówili co im wolno mówić, reglamentowali słowa, nikt by nic nie mówił i zapanowałby raj na ziemi. A tak posłanka Mucha musi ostrzegać: To wszystko przypomina nam o najgorszych czasach naszej cywilizacji. O czasach, kiedy odhumanizowano Żydów w trakcie II wojny światowej. Tego typu polityka i mowa nienawiści wcześniej czy później prowadzi do przemocy. Joanna Scheuring-Wielgus z kolei widzi źdźbło w oku bliźniego: Politycy PiS świadomie prowadzą politykę segregacji i szczucia ludzi na siebie, przy każdej możliwej okazji. I dodaje, że Kuchciński Kiedyś miał na piersi »Peace and Love«, teraz został mu tylko PiS.

Niestety to nie mowa, lecz brak reakcji na nią, a także próba założenia knebla, prowadzi do nieszczęścia. Nie przypadkiem na całym świecie znajdują uznanie i poklask ideologie i poglądy uznawane za niespuszczalne. Wszyscy, od prawa do lewa, dostają spazmów i histerii gdy coś usłyszą i nie posiadając się z oburzenia grzmią, że nie wolno, że to mowa nienawiści i sami nie wiedzą jaka zbrodnia. Ale gdy ich zapytać dlaczego, plotą tak potwornie, że słuchać hadko.

Ma rację red. Michalik. To jest syndrom…

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Odnośnie Lubartowa to przypomniał mi się utwór T.Love: „Uważaj na sąsiadów swych, bo lubią dawać cynk. Ty wiesz, kto rządzi w mieście. Tu biskup z komisarzem – king!” Tylko komisarza zastępuje dziś partyjny towarzysz.

    Odnośnie Kuchcińskiego to zapewne „wyraził się zbyt trudnym językiem i nie wszyscy zrozumieli.”

      1. Ja na to wszystko patrzę jak na wiatr, wodę czy inne plag.iWszystko to jest naturą, tyle że natura ma różne oblicza.
        Nic nie zmienię, bo każda próba skazana jest na porażkę. Zło musi przeminąć, bo samo siebie zeżre gdy zabraknie mu pożywki w postaci dobra, a w tedy nastąpi kolejny cykl odbudowy i rozwoju… aż do następnej wojny.
        Pokój to tylko przerwa pomiędzy wojnami.