Moraliści i moralizatorzy

Nadszedł wreszcie z dawna oczekiwany Nowy Rok. Jaki będzie to rok, wie każdy prorok, których w kraju latoś obrodziło. Sprzyjający władzy wieszczą same sukcesy i zmiany na lepsze, niechętni wręcz przeciwnie — rozdzierają szaty przyszłość widząc w czarnych barwach. W tym zmieniającym się jak w kalejdoskopie świecie jest jednak coś niezmiennego, co trwa jak skała bez względu na ustrój. Tym czymś niezmiennym od czasów Trybuny Ludu jest święte oburzenie dyżurnych moralistów.

Oczywiście co innego oburzało moralistów moralizujących w czasach Trybuny Ludu, co innego oburza dziś. Ale oburzenie z jakim jedni piętnowali, a drudzy piętnują dostrzeżone przez siebie niegodziwości, nieprawidłowości, afronty i zniewagi jest jednakowo autentyczne i szczere. Wspólna jest też niezachwiana pewność, z jaką ferują wyroki. W tym przypadku prawo do obrony nie działa, żadne tłumaczenia nie są brane pod uwagę. Moralista wie wszystko, wszystko rozważy, oceni, osądzi i wyda wyrok od którego nie ma odwołania. Nawet samokrytyka i przeprosiny nie zmyją winy.

Jeśli ktoś, kogo moralista nie lubi, powie coś co się moraliście nie spodoba, to zostanie potępiony, chociażby wpis swój odważnie skasował i przeprosił. Cóż takiego zostało napisane i skasowane? Coś niebywale błyskotliwego. A jeśli sobie uświadomić, że autorem jest wicemarszałek sejmu to… czapki z głów.

Ponoć po nowym roku ma w Polsce zabraknąć róż, wszystkie róże w UE wykupują na gwałt feministyczne aktywistki w Niemczech.Szykują się do rozdawania ich po Sylwestrze młodym napalonym byczkom zwanymi „uchodźcami” którzy znów mogą poczuć się „sprowokowani” do sylwestrowych gwałtów.

Wiadomo powszechnie, że róże to symbol nienawiści i głupoty, skrajnej głupoty i skrajnej nienawiści. Oczywistą oczywistością jest, że taki symbol należy wręczać potencjalnym gwałcicielom aby ich zniechęcić, a nie polskim funkcjonariuszom na końcu pierwszej dekady każdego miesiąca. Moraliści jednak wiedzą zawsze lepiej. Zapewne dlatego portalowi gazeta.pl ręce opadły gdy dotarło doń w kogo uderzono: »Brudziński jednym wpisem uderza w Niemcy, feministki i uchodźców. „Ręce opadają”«. Fakt ubolewa: »Brudziński przesadził. Jego wpis miał być zabawny, wyszło fatalnie«. Portal na:Temat dziwi się i ujawnia: »„To naprawdę napisał wicemarszałek Sejmu?”. Brudziński nazwał uchodźców napalonymi byczkami i wywołał burzę«. Jak zwykle niezawodny portal oko.press tym razem jest zdumiewająco powściągliwy: »Obleśny koniec roku. Brudziński o feministkach, które wykupują róże „na gwałt”«. Oskarżenie końcówki roku o obleśność może mieć związek z tym, że redakcji portalu nie stać na porządny słownik języka polskiego. Autorka nie wiedząc, co znaczy zwrot „na gwałt” uznała róże za narzędzie, podczas gdy o prawdziwych gwałtach jest mowa nieco dalej.

W Polsce dzieją się rzeczy straszne. Moraliści i moralizatorzy zdają się ich nie dostrzegać. Ale nie przepuszczą żadnej okazji żeby wykazać się czujnością i właściwą postawą. Najgłupszy żart wyeksponują, rozpropagują i… wierszówka leci. Poza tym bezpieczniej pastwić się nad tym czy innym tweetem niż zająć się powiązaniami Macierewicza, opisywać co się dzieje w armii i z armią, wyjaśniać jakie są konsekwencje reformy sądów itp. itd. Wygląda na to, że ten rok będzie stał pod znakiem tego typu „dziennikarstwa”.

W Programie III Polskiego Radio w czasach minionych Andrzej Zaorski przeczytał wierszyk autorstwa, jeśli dobrze pamiętam Andrzeja Waligórskiego. Aktualny wtedy, aktualny dziś i nie do znalezienia w sieci.

Z wyżyn autorytetu swego
Zganił mnie pewien moralista,
Że lubię kopać leżącego,
A oto moich ofiar lista:

Pierwszy klasyczne wielbił dzieła
I z drżeniem serca czcił Norwida,
Lecz sucha rączka mu nie drgnęła
Gdy rozkaz do strzelania wydał.

Chciałem ugodzić z całej duszy
Jemu i z kliczki tej psubratom,
Lecz humanista się obruszył:
Niech się tym zajmie prokurator!

Drugi, jak sprytnie to wyjaśnił,
Położył zasług wielkich krocie,
Postawił za to pałac z baśni,
Wannę w marmurze, sraczyk w złocie

Oskarżyć chciałem go, że dziejów
Parowóz nasz na ślepy pcha tor,
Lecz humaniści chórem pieją:
Niech się tym zajmie prokurator!

Kolejny gość z mojego spisu
Nie musiał żyć o suchym chlebie.
Wyciągnąć miał nasz kraj z kryzysu,
Wyciągnął ile mógł dla siebie.

Chciałem ugodzić, skurwysyna,
Że dla postępu stworzył zator,
Lecz humanista upomina:
Niech się tym zajmie prokurator!

Ten miał uosobienie gnidzie,
Bił słabych, przed mocnym się płaszczył.
Tamten doktorat zrobił w tydzień,
Ów mało robił, dużo wrzaszczył.

Łajdactw ich wszystkich nie ogarnie,
Do dna goryczy nie wychyli,
A żyli tyle lat – bezkarnie!
Prokuratorzy, gdzieście byli?

Chciałem prawnikom bobu zadać,
Dla wielu toga była szmatą,
Lecz humanista znów ujada:
Niech się tym zajmie prokurator!

Cóż można odpowiedzieć na to?
Gogola tekst się przypomina:
„W naszym miasteczku jedyny porządny człowiek to prokurator,
a i on, prawdę powiedziawszy, świnia”.

Dodaj komentarz


komentarzy: 21

  1. Dobre. I dzięki za przypomnienie Waligórskiego. Dawno do niego (wierszy) nie zaglądałam. Jeszcze nie tak dawno mówiono „złożyliśmy doniesienie”, teraz mówią „złożyliśmy zawiadomienie” Zwał jak zwał, a donos goni donos. Najobrzydliwsza z nim gierka to donos Macierewicza na redaktora Tomasza Piątka. Słuchałam wypowiedzi Piątka, ale jego książka pokazuje jak się zdrajca wygodnie ulokował, a… prokurator zagrożenia dla polski ze strony Antoniego nie widzi.

    Najobrzydliwsze są typy, które z pozycji moralisty, patrioty piętnują niewygodnych sobie.  Poseł PIS, któremu pomazano drzwi, powiedział, że takie zachowania są na skutek działania „totalnej opozycji”. A śmierć człowieka, który się podpalił i zmarł obciążył opozycję, mimo że zmarły jasno określił dlaczego tak zrobił. Ale jak się sto razy powtórzy…… Słowa, czyny, straciły swoje pierwotne znaczenie. Czy taką sytuację da się odwrócić?

    Przeczytałam słowa Brudzińskiego i nie potraktowałam ich jako żenujący żart, bo to taki poziom myślenia. Prostacki, prymitywny. Mnie jego słowa uraziły.

    1. Może zdążycie przeczytać Andrzej Celiński: Na koniec władzy Kaczyńskiego przyjdzie czas około 2021 r. Kiedy kiełbasy zabraknie.  Można człowieka nie lubić, ale warto wiedzieć, co myśli. Urywek z wywiadu:

      Polski mit?
      – Polacy żyją w jakiejś fatalnej dla wolnego narodu mitologii. Spadek po 123 lat braku państwowości. Wtedy „naród” to byli ziemianie, inteligencja, w wielkich miastach kupcy. Wieś to był inny świat. W naszej mitologii większość narodu polskiego to bohaterowie, buntownicy. Tymczasem w najlepszym razie większość się nie wychylała, a w gorszym kolaborowała. Potem chłopi przejęli ten mit. Przez prawie cały dwudziesty wiek aż do dziś żyjemy mitem Polaków jako narodu wszechobecnego bohaterstwa i oporu. Karmimy się mitologią nadzwyczajności i konieczności dania oporu światu, który chce nas stłamsić. I odpychamy od siebie najgorszą z możliwych prawd.

      Jaką?

      – Że ciężką pracą wielu pokoleń, głupotą, zdradą, egoizmem jednostek i egoizmem klas uprzywilejowanych zasłużyliśmy na to, co mamy. Kto uwłaszczył polskiego chłopa? Kiedy? Trzeba było ruskiego cara i powstania styczniowego, by dać chłopu polskiemu to, co w Europie było standardem.

        1. I wielu, zbyt wielu wstydzi się „skąd nasz ród…” A przecież w zdecydowanej większości szlachta to byli obiboki, ich zajęcia to polowania, rauty, spotkania. Zarządzał ekonom, który po iluś tam latach był od szlachcica bogatszy. A ten nie wiedział, nie miał pojęcia jak majątek mu znikł. To szli do miast, zakładali zarękawki i najmowali się jako urzędnicy. Ale zamiast chlubić się pracowitym przodkiem, udają że są w swoich postawach inteligencją. Prostacką, chamską, ale wykształconą. I wszystko im wolno.
          Polecam:
          Krzysztof Łoziński: Zdjąć aureolę z mordy chama
          Krzysztof Łoziński: Ostrzegam, dyktatura nie żartuje
          Pirs: Edek i wuj Eugeniusz

          1. I Ty Brutusie posługujesz się alternatywną historią? Obibokami w zdecydowanej większości była magnateria, której wszystko jedno czy panem był car, cesarz czy król, byle przywilejów nie tykał. A szlachta? Szlachta wykrwawiała się w powstaniach, walczyła o Polskę jak mogła i umiała, umierała w więzieniach kablowana przez „życzliwych”. Filomaci, Filareci to byli chłopi? Znasz jakiś zryw chłopski, poza kościuszkowskim, w którym chłopi walczyli o ojczyznę, Polskę?

            1. Magnateria to najczęściej zdrajcy. To za ich podpuszczeniem, szlachta na Sejmach lub Sejmikach decydowała jakie mają być w królestwie prawa. Magnateria miała armie większe niż Rzeczpospolita, bo w niej na wojsko nie było pieniędzy.

              A ileż tej szlachty się wykrwawiało, traciło majątki po powstaniach, a jak im się udało to szli na emigrację (najczęściej do Francji), a nie na Sybir. Masa szlachecka nie była taka aktywna.

              Chłopi? A o co miał bić się chłop, który odzyskał wolność osobistą, zyskał przywiązanie do ziemi, gdy stała się jego własnością? Wcześniej dla „szlachetnego” szlachcica był rzeczą jak koń, wół zaprzęgany do sochy lub pługa. Konstytucja 3 Maja 1791 nie zniosła pańszczyzny czyli zniewolenia.

              A po uzyskaniu wolności chłop robił wszystko by być jak jego dawny pan. Przyjmowanie nazwisk pańskich kończących się na  -ski było w takiej ilości, że przepisem takich postępowań zakazano. Chłop przejął najgorsze cechy szlachty, ale w jego oczach miały one pańskość. I nikt im nie powiedział: tak niewolno! Najgorsze, że takie nierozeznanie trwa do dziś. Umie jeden z drugim korzystać z widelca i już uważa się za panisko całą gębą.

              Filomaci i Filareci to początek XIX wieku. A potem niedługo powstanie z 1830 r wojskowo nie przygotowane.

              1. Nie moja droga, chłop niczego nie przejął. Na Pacyfiku na wyspie żyło plemię. Podczas wojny przelatywał nad wyspą samolot, który przypadkiem zrzucił skrzynię z zaopatrzeniem. Tubylcy wybudowali sobie taki sam samolot tylko większy i zaczęli się do niego modlić o kolejne dary. Czy można powiedzieć, że to plemię „przejęło amerykańska technologię”?

                Nie pamiętam co to był za film, i czy film czy opowiadanie. Chodziło o to, że jasiowi wydawało się, że praca dyrektora fabryki to jeżdżenie samochodem służbowym, podrywanie sekretarek, przyjmowanie gości. Słowem duże pieniądze za nic. Pewnego dnia spotkał wróżkę, która uczyniła go dyrektorem. I okazało się, że każdy coś od niego chce, że trzeba podejmować decyzje, że trzeba wydawać polecenia, że trzeba się w ogóle na zarządzaniu znać. Po kilku godzinach Jaś już nie chciał być dyrektorem.

                Analogicznie – chłopi niczego nie przejęli, bo żeby coś przejąć trzeba mieć o tym pojęcie. Jak małpy naśladowali to, co widzieli – warcholstwo, sobiepaństwo i bogobojność. Zasadę „zastaw się a postaw się” uznali za swoja, a picie na umór za dowód przynależności do elit. W końcu opój to najsympatyczniejsza postać Trylogii. Było skąd czerpać wzorce. A później przyszła komuna i wyciągnęła parobka z chlewa wmawiając mu, że jest kimś.

                1. Film z lat 60.tych? Wyprawa ok.10 mężczyzn na Borneo albo Gwinea (a może inna). Film kolorowy. ;-))

                  Opisałeś dokładniej. Bo tak było. i parobek zostawał dyrektorem.

                  Byliśmy na spacerze. Mąż spotkał znajomego z żoną. Życzenia itd. Spytałam kto to? Był milicjantem, potem policjantem i zachwycał się PIS, gdy przejęło władzę. Miało być lepiej. Gdy spotkał go po zmianach emerytur i spytał czy nadal tak zachwyca się PIS, usłyszał: Ja? nigdy! Z kimś mnie pomyliłeś.