Kto wbrew faktom…

„Projekt ustawy o zmianie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, ustawy o grobach i cmentarzach wojennych, ustawy o muzeach, ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary oraz ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej”, druk nr 806:

5) po art. 55 dodaje się art. 55a i art. 55b w brzmieniu:
Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 r. poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Jak ustala się fakty tłumaczy doradca prezydenta Andrzej Zybertowicz: Są pewne standardy badania historycznego, faktograficznego. Ustawa mówi „kto wbrew faktom” a fakty muszą być oparte na źródłach. Mogą być to źródła pisane, mogą być to wiarygodne zeznania świadków. A co do tego czy fakty zostały właściwie ustalone, od tego są historycy.

Klasę naukowca poznać po precyzji wypowiedzi. W przypadku omawianego projektu nic nie budzi jego wątpliwości. Co prawda ustawa nie mówi na jakich źródłach należy opierać fakty i kto jest władny oceniać wiarygodność źródeł, ale to się rozumie samo przez się. Zwłaszcza, że jeśli historycy jeszcze czegoś nie ustalili, to to nie jest faktem i każdy kto twierdzi inaczej podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyjaśnia to sam Zybertowicz: Dla badacza nie jest niczym bulwersującym, że historię się pisze na nowo gdy przychodzą nowe źródła. Na przykład kiedyś był Lech Wałęsa postrzegany jako bohater, gdy pojawiły się wiarygodne źródła wskazujące na to, że zachowywał się w sposób niegodziwy, musimy zmienić jego wyobrażenie jego miejsca w historii. Logiczne? Logiczne. A każdy, kto zaprzeczy faktom powołując się na nowe źródła, na trzy lata trafi do pudła. Ponieważ właśnie zaprzeczył faktom.

Weźmy przykład Lecha Wałęsy. W roku 1980 i później PZPR przekonywała, że to żaden bohater, ot zwykły obywatel, osoba prywatna. Było to wtedy, gdy Andrzej Zybertowicz ustalał fakty, które Encyklopedia Solidarności opisuje tak:

W 1980 współautor (wraz z Romanem Bäckerem) tekstu programowego Ostatnia szansa PZPR Komisji Konsultacyjno-Porozumiewawczej Podstawowych Organizacji Partyjnych w Toruniu (tzw. struktury poziome PZPR). W 1981 współorganizator Klubu Myśli Politycznej Rzeczywistość.

Gdy Zybertowicz zastanawiał się czy PZPR ma jeszcze jakieś szanse Lech Wałęsa był osobą prywatną. Gdy Zybertowicz doradza prezydentowi Lech Wałęsa jest byłym prezydentem, laureatem Nagrody Nobla, szanowanym i poważanym na całym cywilizowanym świecie. Jedynie w kraju leżącym w środku Europy nadal jest zwykłym obywatelem, prywatną osobą, która zajmuje niewłaściwe miejsce w historii. Jednak nawet gdyby pojawiły się nowe źródła oczyszczające Wałęsę, to będą niewiarygodne i fałszywe. Ma bowiem Zybertowicz rację, że historycy piszą historię, ale problem polega na tym, że prawem zajmują się prawnicy. Prokuratorzy, sędziowie nie tylko nie posiadają niezbędnej wiedzy, ale także nie mają ani możliwości, ani, ani obowiązku badać źródła historyczne i weryfikować je w celu oceny stopnia ich wiarygodności.

Naród dumny, świadomy swej wartości, siły, powagi i potęgi nie ucieka się do wymuszania szacunku i poważania za pomocą prawa. Proponowana ustawa ma ewidentnie za zadanie zapobiec oskarżaniu wbrew faktom Polaków o organizowanie w lasach obchodów urodzin Hitlera, ponieważ wiadomo powszechnie że Polacy nie paradują w nazistowskich mundurach, ponieważ maja swoje. To oznacza, że mieliśmy do czynienia albo z nazistowska partyzantką, albo z V Kolumną.

 

PS.
Portal politykawsieci.pl opublikował raport w którym analizuje pojawienie się i rozprzestrzenianie niedozwolonego zwrotu „polskie obozy śmierci / zagłady / koncentracyjne”. Z raportu wynika, że Polska poległa na niwie wizerunkowej na całej linii. Symbolem „polskich obozów zagłady” stało się zdjęcie przedstawiające polskich nacjonalistów.

A far-right group, the National-Radical Camp, march in Warsaw. Poland's government is facing pressure to deal with the phenomenon of a rising far-right. Photo: AP
(Foto: AP)

W raporcie czytamy:

Z perspektywy wizerunku Polski jest to moment przełomowy, ponieważ oprócz stanowisk MSZ i tweeta z serwisu poland.pl w Internecie zaczynają dominować z jednej strony ww. „obrazki polskich nazistów poprawiających historię”. Z drugiej strony powoli uruchamia się polska samoobrona.

I dalej:

Pomimo dość sprawnej reakcji polskiej samoobrony to Państwo Izraelskie automatycznie narzuciło komunikację „krytykując” działania rządu Polskiego. Od tego momentu w sieci pozostał „zlepiony” jeden komunikat: „Izrael krytykuje Polskę za próbę zakazu używania nazywa #PolishDeathCamps”. Kilkanaście minut później pojawił się w Internecie komunikat dot. tematu Polski i ukraińskich nacjonalistów.

Od momentu publikacji Reutersa w sieci pojawiło się dość dużo nowych komentarzy dot. tematyki „czy #PolishDeathCamps istniały?” Dodatkowo w mediach społecznościowych pojawiły się grafiki atakujące Polaków.

Można domniemywać, że odpowiedzialność za klęskę wizerunkową ponoszą „wrogowie Polski”, czyli de facto cały świat, a nie polska nieudolna dyplomacja.

Dodaj komentarz


komentarzy: 6

    1. Podobno rosyjskie trolle odesłano  na urlop ponieważ uznano, że Polacy sami się załatwią. A co do zdziwień, to tak to już jest, że jeśli mądry w porę głupiego powstrzyma, to głupi korzysta. A jeśli nie, to głupi nie jest w stanie zrozumieć, że sam sobie biedy napytał. Można sobie wyobrazić żebraka pod kościołem, który zamiast dziękować obrzuca obelgami i pluje na każdego, kto mu coś do czapki wrzuci bo nie lubi obcych. Trzeba to uszanować, bo ma do tego pełne prawo, ponieważ jest suwerenny.

      1. Pozwól ze zacytuję to co umieściłeś:

        5) po art. 55 dodaje się art. 55a i art. 55b w brzmieniu:
        Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 r. poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

        I wrzask syjonistów: NIE WOLNO BĘDZIE ŁGAĆ. Oto cały wasz problem. Nikt nie powiedział ani słowa o tym że nie będzie można mówić prawdy, ale prawda jest wam najmniej potrzebna.Wręcz przeciwnie – boicie się jej i nienawidzicie.
        Jakoś wam nie przeszkadza
        art.
        55.
        Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art1 pkt1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok
        podawany jest do publicznej wiadomości.

        Nie przeszkadza, bo to o tzw.kłamstwie oświęcimskim. Typowa filozofia Kalego.

        1. Ręce opadają. Idź do biblioteki, pożycz jakąś pracę naukową na temat zbrodni katyńskiej z czasu komuny. Dowiesz się, że to zbrodnia niemiecka, że to Niemcy rozstrzeliwali polskich oficerów. Przez 45 lat kto publicznie zaprzeczał tym faktom narażał się na grube kłopoty. Tylko dureń może uważać, że prawda jest jedna, niepodważalna, niezmienna i dokładnie taka, jak mu się wydaje. Gdyby ta ustawa obowiązywała wcześniej o Jedwabnem i innych miejscach nie wiedzielibyśmy nic.

          1. O Jedwabnem było wiadomo od dawna. Był proces i skazania. I niewyjaśnione do dziś związki sprawy z Einsatzgruppen
            O Katyniu także było wiadomo. Radzieckie zaprzeczenia były bez żadnego znaczenia. Ponadto Polska była pod okupacją na skutek zdrady jałtańskiej.
            Jeśli wolno i trzeba rozmawiać o wszystkim, to skąd pomysł na karanie czegoś, co syjoniści i ich pachołki nazywają „kłamstwem oświęcimskim”? Kłamstwo oświęcimskie- do pierdla. Polacy – naziści mordujący żydów – dobrze.
            Dlaczego tak uparcie przemilczana jest zbrodnia w Dajr Jassin i inne? Jak się wydaje najwyższy czas o nich napisać, tak jak odpowiedzieć na pytanie czy można oddawać po latach to co się nieuczciwie zdobyło.
            Tak z ciekawości: czy wiesz że chłopcy z Bejtaru pozdrawiali się tzw. salutem rzymskich legionistów?

            1. O Jedwabnem było wiadomo, ale dopiero od niedawana wiadomo to, co dziś.

              Żałosne jest usprawiedliwianie własnych zbrodni zbrodniami innych i stałe pouczanie co innym wolno mówić, a co nie. Tak jak radzieckie zaprzeczenia były bez znaczenia, tak i polskie zaprzeczenia są bez znaczenia. Ponieważ prawda jest brutalna: Polacy też pośrednio lub bezpośrednio przyczyniali się do śmierci żydów. A najlepszym dowodem na to, że nie było tak różowo jak to się próbuje światu wmówić jest stosunek do uchodźców. Do żydów był identyczny. Jedyna róż jedni bronili, inni bili.