Koziołek odkupiciel

Truizmem jest stwierdzenie, że w kraju w środku Europy nie rozwiązuje się problemów, bo się z nimi walczy. Najbardziej spektakularnym przejawem owej walki jest zmiana prawa na skutek jednostkowego wydarzenia. Na przykład po zamieszkach podczas Święta Niepodległości w zeszłym roku p. Prezydent postanowił ustanowić przepisy by wspomóc ochronę pokojowych demonstrantów przed chuligańskimi ekscesami zagrażającymi ich życiu lub zdrowiu, a także zapobieżenie powstawaniu szkód materialnych. Jak? Praktycznie delegalizując zgromadzenia.

Albo inny przykład. Przykład 45-letniego Krzysztofa B. który przez 6 lat więził i gwałcił swoją córkę. Zaczął, gdy miała 15 lat. Zdegustowany tą sprawą Premier oznajmił: – Zleciłem radykalne przyspieszenie prac nad wprowadzeniem farmakologicznej kastracji, jako środka przymusowej terapii. Dotyczy to głównie pedofilów, szczególnie tych którzy nie rokują na poprawę. Dlaczego pedofilów? Bo kogoś kastrować trzeba. Poza tym nie Premierowi sądzić – Nie sądzę żeby wobec takich indywiduów, takich kreatur, można było zastosować termin „człowiek” i w związku z tym nie sądzę, żeby obrona praw człowieka dotyczyła tego typu zdarzeń. Skoro kreatura nie ma praw, to ją spokojnie można wykastrować względnie obedrzeć ze skóry. Bez różnicy.

Innym sposobem walki z problemem względnie blamażem jest żądanie wyjaśnień. Na przykład Premier Donald Tusk zapowiedział w czwartek, że poprosi ministrów administracji i cyfryzacji oraz kultury – Michała Boniego i Bogdana Zdrojewskiego – o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie konsultacji dotyczących umowy ACTA. Poprosił, dostał i stwierdził, że miał rację podpisując, ale w sumie to jednak Polska nie ratyfikuje i może się nawet wycofa, jeszcze się zobaczy. Na razie zaproponował przywódcom partii należących do frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim odrzucenie ACTA w kształcie wynegocjowanym przez Komisję Europejską. Powiedział też, że porozumienie nie odpowiada rzeczywistości XXI wieku. Uchybień nie stwierdził, kozłów wskazał aż dwóch i uszedł z twarzą. Przynajmniej w swoim mniemaniu.

Można jeszcze próbować powołać komisje śledczą. Jednak wspólną cechą wszystkich tych sposobów nie jest skupianie się na zbadaniu przyczyn zdarzenia i szukaniu rozwiązań uniemożliwiających ponowne jego wystąpienie w przyszłości. Ich celem jest wyłącznie znalezienie i wskazanie kozła ofiarnego. Bowiem co by się nie stało ktoś beknąć musi obowiązkowo. Dlatego na przykład sam p. Premier szczegółowo wyjaśniał, że opady były intensywne, że nikt tego nie mógł przewidzieć. Na dowód przytoczył prognozę pogody i wyniki badań obejmujące okres lat sześćdziesięciu. Ponieważ także raport nie stwierdził żadnych uchybień o charakterze formalnym, a minister Mucha z definicji za nic nie odpowiada, to Premier miałby inne, wyższego rzędu oczekiwania wobec szefostwa NCS w kontekście tak ważnego wydarzenia sportowego. Sprawiedliwości stało się więc zadość – kozłem ofiarnym został obwołany i ze stanowiska odwołany prezes Narodowego Centrum Sportu nie za uchybienia, ale ze względu na nie spełnienie oczekiwań wyższego rzędu.

Jak instytucja kozła ofiarnego sprawdza się w praktyce prześledźmy na przykładzie katastrofy tragicznej w skutkach. 3 marca 2012 pod Szczekocinami koło Zawiercia zderzyły się dwa pociągi. Zginęło szesnaście osób. Zamiast skupić się na zbadaniu dlaczego do tragedii doszło i co zrobić, by podobne zdarzenia już się nie zdarzały skupiono się na znalezieniu kozła ofiarnego. Ofiarom zderzenia postawiono pomnik, ponieważ tragedie zawsze należy upamiętniać, zaś winny okazał się dyżurny ruchu. Ponieważ kozła ofiarnego znaleziono, sprawę odfajkowano i uznano za załatwioną. W tej sytuacji nie dziwi, że zaledwie kilka miesięcy później na szlaku Buk – Palędzie w województwie wielkopolskim na jednym torze znalazły się dwa pociągi Przewozów Regionalnych jadące w przeciwnych kierunkach. Na szczęście w porę zdążyły wyhamować i nie doszło do kolizji. Zaś kilka dni przed dworcem w Katowicach doszło do kolejnego kolejowego incydentu. W ostatniej chwili zatrzymano dwa pociągi, które mogły się zderzyć.

Kozioł ofiarny pozwala zrzucić z siebie odpowiedzialność i – w mniemaniu zainteresowanego oraz gawiedzi – zachować twarz. Ale nie tylko. Uporczywe, dwuipółletnie poszukiwanie kozła ofiarnego odpowiedzialnego za katastrofę smoleńską dowodzi, że owo zwierzę może pełnić także inną rolę. Kto odniesie korzyści z obarczenia winą pilotów i zamknięcia sprawy? Nikt. Dlatego trzeba szukać kozłów ofiarnych choćby na Księżycu czy w Mgławicy Andromedy. Bo nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go. Dlatego też z góry wiadomo, że komisja, która nie potwierdzi tezy zamachu jest komisją zmanipulowaną, działającą na zlecenie Putina i Tuska.

Kult kozła ofiarnego ma bardzo starą tradycję. Tradycję kultywowaną z pietyzmem w kraju nad Wisłą. Pismo powiada bowiem, że by pozbyć się problemów, grzechów, oczyścić, rozgrzeszyć wystarczy przyprowadzić żywego kozła, położyć mu obie ręce na głowie, wyznać nad nim wszystkie winy, wszystkie przestępstwa dotyczące wszelkich grzechów, włożyć je na głowę kozła i kazać człowiekowi do tego przeznaczonemu wypędzić go na pustynię. W ten sposób kozioł zabierze z sobą wszystkie winy do ziemi bezpłodnej (wg Kpł. 16:20 i n.) A my w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku będziemy mogli zająć się tym, co lubimy najbardziej, czyli psuciem tego, co jeszcze jakoś działa i tworzeniem problemów, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć.

A człowiek do tego przeznaczony to w zależności od okoliczności sędzia, prokurator, policjant, minister, dyrektor, prezes, premier…

Dodaj komentarz