Koleiny

W studio zaproszeni goście (i gościnie). Pada pytanie. Nie ma znaczenia jakie, bo odpowiedź jest zawsze taka sama. Z jednej strony „To jest kolejny przykład nieodpowiedzialności rządu…” względnie „Po raz kolejny mamy do czynienia z jaskrawym brakiem kompetencji…” Z drugiej strony „To jest kolejny przykład hucpy w wykonaniu totalnej opozycji” ewentualnie „Po raz kolejny mamy do czynienia z histerią totalnej opozycji”. Wszystkie odpowiedzi strony rządowej są identyczne. Wszystkie odpowiedzi strony opozycyjnej są identyczne. A to nie wszystko, bo obie strony łączy jeszcze brak refleksji, brak wizji, zrozumienia problemu i próby rozwiązania go. Przekaz jest prosty i identyczny po obu stronach — oni są źli, a my są dobrzy.

W czerwcu dwa tysiące siedemnastego roku stacja telewizyjna TVN upubliczniła materiał, z którego wynika, że służby sanitarne w Polsce nie działają, a służby specjalne też nie. Z materiału dowiadujemy się, że nieświeże jajka, z przerobioną datą przydatności do spożycia, trafiają do sklepów, a zbuki lub z wylęgarni, w których zarodek obumarł, zamiast trafić do utylizacji trafiają do producentów żywności i służą do wyrobu lodów, ciast, makaronu, majonezu itp. Korzyść jest obopólna — jest tanio, a jajeczka się nie marnują. Jedynie my co jakiś czas łapiemy się za brzuchy gdy z niewiadomych przyczyn trapi nas „katar żołądka” po spożyciu pysznego ciasteczka, kluseczki z miseczki czy sałatki z majonezikiem.

Co na to liczni ministrowie i jeszcze liczniejsze służby? Nic. Czekają cierpliwie aż obce służby sanitarne wykryją w importowanej z polski żywności niedozwolone dodatki jajeczne i wprowadzą embargo na sprowadzaną z Polski żywność. Co na to totalna, czy może raczej niezdarna opozycja? Nic. Czeka cierpliwie aż obce służby wykryją w importowanej z polski żywności toksyczne komponenty i wprowadzą embargo na sprowadzaną z Polski żywność. Wtedy wydobędzie (ta opozycja) z siebie głos i nawet nie pytana oznajmi, że „To jest kolejny przykład nieodpowiedzialności rządu” względzie z właściwą sobie przenikliwością stwierdzi, że „Po raz kolejny mamy do czynienia z brakiem właściwego nadzoru ze strony instytucji państwowych”. Oczywiście nie można wykluczyć, że jakiś nadgorliwy dziennikarz śledczy zapyta naiwnie „Skoro od czerwca o tym wiadomo, to czemu nic w tej sprawie nie zrobiliście?” Odpowiedź będzie wyczerpująca. „Ta sprawa to kolejny przykład na to, że…” Po dziesięciu minutach paplania cierpliwy słuchacz dowie się, że nic nie zrobili bo czekali „na reakcję rządu, ministra, sanepidu, CBA, ABW, policji, prokuratury i Sanepidu”. Ale cierpliwość się im właśnie wyczerpała i w piątek złożą doniesienie do prokuratury. Dlaczego w piątek? Bo dziś jest sobota i istnieje duże prawdopodobieństwo, że do piątku nikt już o sprawie nie będzie pamiętał. Gdyby dziennikarz był niebywale śledczy i dociekał „Nie boicie się, że prokuratura umorzy sprawę?” to usłyszy, że „będzie to kolejny dowód na upartyjnienie prokuratury bla, bla, ple, ple”. By dochować wierności rzetelności wspomnieć należy, że polityk partii rządzącej powie to samo, tylko nieco inaczej. Oznajmi mianowicie, że „Platforma przez osiem lat też nie zajęła się tą sprawą. A to, że właśnie o tym rozmawiamy, to kolejny dowód na to, że my w przeciwieństwie do nich dbamy o zwykłych ludzi, służby pracują, więc apelował bym o większą odpowiedzialność. Poczekajmy na wyniki pracy śledczych…” Amen.

Czytelnicy byli by zawiedzeni, gdybym w tej sytuacji nie wspomniał o pewnym portalu sprawdzającym fakty i prowadzącym dziennikarskie śledztwa. Otóż portal ów sprawdził fakty i to naprowadziło go na trop afery. Afera polega na tym, że »„Wiadomości” nie odróżniają internetowej sondy od sondażu, a szwedzkich nacjonalistów od Szwedów«. Co to ma wspólnego ze zgniłymi jajkami? No, każdy przyzna, że to też są niezłe jaja. Z tą różnicą, że jeść trzeba, a oglądać niekoniecznie. Niemniej jednak gdy się nad tym nieco głębiej zastanowić, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że jeśli ktoś ogląda „Wiadomości”, to nie po to, by na portalu śledczym szukać potwierdzenia, że został oszukany, zmanipulowany i zrobiony w trąbę. Z kolei ten, kto nie ogląda telewizji publicznej, nie ogląda jej właśnie dlatego, że jest nierzetelna i niewiarygodna. Dla kogo więc są przeznaczone tego rodzaju demaskatorskie teksty? Bez zagłębiania się w treść, odpowiedzi udzieli rzut oka na formę. Kilka wielkości czcionek, wyróżnione fragmenty afirmujące postawione w tytule tezy dowodzą, że nie dla idiotów. Potwierdza to także tak zwany fałszometr, który — wzorując się na księdzu Tischnerze — wyróżnia trzy rodzaje prawdy (w nawiasie tischnerowski odpowiednik): prawda (świynto prowda), półprawda i częściowa prawda (tys prowda) i fałsz (gówno prowda). Przy czym dowód na fałszywość bywa niekiedy wielce karkołomny. Prokuratura twierdzi na przykład, że Przeniesienie obrad z sali plenarnej do Sali Kolumnowej było zgodne z prawem i konieczne do zapewnienia sprawnej pracy Sejmu. Portal twierdzi inaczej. Dlaczego według niego przeniesienie obrad było niezgodne z prawem? Wyjaśnienie jest proste, choć zaskakujące: Marszałek mógł zarządzić przerwę lub dogadać się z opozycją. Analogicznie, choć portal dowodzi czegoś wręcz przeciwnego, rzecz ma się z kontrmanifestacjami. Są niezgodne z prawem, ponieważ kontrmanifestanci mogli nie przychodzić lub dogadać się z manifestantami.

Gdyby opozycja demokratyczna w czasach minionych przemawiała językiem „Trybuny Ludu”, do dziś władzę sprawowałaby Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a my hucznie obchodzilibyśmy jej kolejne zjazdy. Jeśli dziś mediów opozycyjnych od prorządowych nie odróżnia nic, ani język, ani wygląd, to trudno oprzeć się wrażeniu, że to de facto ci sami ludzie, tylko chwilowo w niełasce względnie rzuceni na odcinek zabezpieczenia pluralizmu. Kariery działaczy PiS-u w PO i PO w PiS-ie potwierdzają to przekonanie. A rzut oka na poniższy obrazek tylko w nim utwierdzi. Czy jedno spojrzenie wystarczy, bo odróżnić „nasz” portal od „ich”?

Portale

Język to podstawa. Jeśli jednych od drugich nie da się odróżnić, to skąd wiadomo kto ma rację, za kim należy iść? I co to zmieni?

 

PS.
Jedynie Portal Opinii pierwszego radia informacyjnego (zapłać żeby posłuchać) wyróżnia się spośród innych ze względu na niespotykany nigdzie indziej poziom profesjonalizmu.

Portale

 

Uzupełnienie:
Piotr Pacewicz na portalu oko.pres przyznaje, że ani jego portal, ani cała opozycja nie dociera z przekazem do wyborców PiS-u. Tylko co 14. wyborca PiS zauważył, że w lipcowych protestach chodziło o wolne sądy. Pomijając wiarygodność badań (halo! pana/pani numer dostałem od prezesa) wyniki świadczą o totalnej klęsce opozycji z jednej strony i inicjatyw typu oko.press z drugiej. Dowodzą bowiem niezbicie, że licytowanie się na prymitywizm przekazu mija się z celem, bo zawsze będzie odbierany jako nieszczery, wtórny i sztuczny, jako podlizywanie się i strojenie w cudze piórka. Elitom po prostu nie wypada posługiwać się takim językiem, a skoro się posługują, to znaczy, że to żadne elity, a PiS ma rację.


Na obrazku kolejno: dorzeczy.pl, gazeta.pl, niezalezna.pl i oko.press.

Dodaj komentarz