Klęska

PiS wygrał. Niepełnosprawni nie osiągnąwszy celu zwijają obóz i rozchodzą się do domów. Czarę goryczy przelało odcięcie od telewizora. Zostaliśmy odcięci od wszystkich mediów, od pokoju dziennikarskiego z dostępem do telewizora — wyjaśniła jedna z osób. Protest nie zostanie zakończony, lecz zawieszony. Jaki sens ma wieszanie protestu nie wiadomo.

Zawieszony właśnie protest odniósł olbrzymi, choć niezamierzony sukces na zupełnie innym polu. Z całą jaskrawością i bezwzględnością ujawnił i obnażył przerażającą znieczulicę, niewyobrażalną małostkowość i interesowność zarówno elit jak i ich akolitów. Protestowało zaledwie kilka osób, ale klęskę poniosło kilka milionów.

Doskonałą egzemplifikacją jest stanowisko… niepełnosprawnych, którzy zdumiewająco sprawnie popierają władzę. Wspieranie władzy zwalnia od oskarżeń o zdradę, wywlekanie krajowych spraw na forum międzynarodowe, donoszenie. Bez żadnych obaw i zahamowań wystosowali pismo do Europejskiego Forum Niepełnosprawności. Piszą w nim, że

Przewodniczący Forum nie wsłuchują się w głos całej naszej grupy społecznej, a jedynie osób protestujących i zdają się podtrzymywać nieuczciwą narrację włodarzy Unii Europejskiej krytykujących Polskę i jej rząd.

Gdy przewodniczący wsłuchają się w głos, to zrozumieją, że

Podstawowym elementem systemu wsparcia dla osób z niepełnosprawnością jest zakaz aborcji ze względu na niepełnosprawność dziecka bądź samo podejrzenie niepełnosprawności.

Prorządowi niepełnosprawni najwidoczniej postanowili wspomóc czynniki partyjno-rządowe w kampanii wyborczej i nieoficjalnie zainaugurowali program „Niepełnosprawni+”. Gdy każda rodzina będzie miała co najmniej jedną osobę niepełnosprawną na utrzymaniu, można będzie odtrąbić kolejny sukces.

Nie tak znowu dawno pani ex-premier witana była kwiatami za odniesienie gigantycznego zwycięstwa podczas głosowania, które Polska wygrała mimo, iż otrzymała zaledwie jeden jedyny głos poparcia — swój. Lepiej spuścić zasłonę milczenia na określenia, jakich używała opozycja wyśmiewając to „zwycięstwo”. Co nie znaczy, że sama powstrzymuje się od przekroczenia granicy śmieszności. Oto przewodniczący Polskiego Stronnictwa Ludowego oznajmił, że protestujący z Sejmu wychodzą jako zwycięzcy — na pewno z tarczą, a nie na tarczy. PiS znany jest z zaklinania rzeczywistości. Zmieni cokolwiek zaklinanie jej w drugą stronę?

Należy powiedzieć wprost, bez owijania w bawełnę — przewodniczący PSL-u i ci, którzy przekonują, że klęska to zwycięstwo kłamią. Protestujący z Sejmu wychodzą jako przegrani. A do przegranej przyczynili się wszyscy, z politykami opozycyjnymi na czele. Bowiem na nich spoczywa obowiązek bronienia za wszelką cenę i wszelkimi możliwymi sposobami wartości demokratycznych i przestrzegania prawa. Ile razy działacze PSL-u byli u niepełnosprawnych? Ilu chłopów, rolników, mieszkańców wsi wsparło protest? Niedawno rolnicy protestowali w Warszawie, bo im też dzieje się wielka krzywda. Znaleźli czas na solidarność? Poświęcili protestującym jedno słowo, wznieśli choć jeden okrzyk poparcia? A prowadzący w Warszawie wbrew prawu i obyczajom kampanię wyborczą nominat Grzegorza Schetyny? Co zaproponował? Zachęcał na wiecach by skrzywdzonych przez boga wesprzeć? Nawet Wałęsa zapomniał co to znaczy ‚solidarność’.

Nie da się wygrać z ludźmi nie przestrzegającymi ani reguł, ani prawa, nie prowadzącymi dialogu, ustępującymi tylko przed siłą. Nie da się wygrać także dlatego, że jedyną ambicją działaczy opozycyjnych jest ustawienie siebie i swojej rodziny. Trudno bowiem uwierzyć, że nie rozumieją co się wokół nich dzieje. Nie ulega już najmniejszej wątpliwości, że jeśli nie powściągną swojego wybujałych ego, nie zrobią czegoś z wodą sodową, która im w głowach pluszcze, nie połączą sił, to skończą na śmietniku historii. Trzeba być skończonym idiotą by wierzyć, że da się bez połączenia sił wygrać wybory w kraju, w którym władza przejęła wszelkie możliwe instytucje kontrolne i porządkowe. Tak jak władza rozprawiła się właśnie z niepełnosprawnymi, tak po kolei rozprawi się z każdym z osobna.

PiS spaja prezes. Opozycji nic nie spaja. Towarzysze przywództwo w swych partiach powierzyli ludziom miałkim, bez charyzmy, którzy wzbudzają głównie niechęć, a często obrzydzenie. Nie tylko nie potrafią stawić czoła wyzwaniom, ale nawet wykorzystać błędów i potknięć rządzących. Nieudolni liderzy wygrawszy wybory doprowadzą do osądzenia winnych, naprawią to, co PiS psuje? Wolne żarty!

Dodaj komentarz


komentarze 34

  1. Mało teraz mam czasu, ale odezwę się.

    > „Gwoździem do trumny był pomysł Dorna finansowania partii z budżetu.”

    Przypomniała mi się nasza wymiana zdań jeszcze na blogu TOK-a, gdzie zwróciłem uwagę na to, że bez takiego rozwiązania scena polityczna podążałaby w kierunku zabetonowania w kręgu dwóch, może trzech ugrupowań najpopularniejszych, co w praktyce pozbawiałoby szans chociażby zaistnienia nowych polityków, nowych ugrupowań i nowych pomysłów. Wtedy nawet się ze mną zgodziłeś, gdzie zatem leży ten gwóźdź i ta trumna?

    Czyżby znowu pamięć zaszwankowała i zapomniało się po co to wprowadzono i dlaczego? Jest poza dyskusją, że pieniądze z budżetu ograniczają korupcję i klientelizm w polityce. Mając zagwarantowane pewne środki partie nie muszą szukać ich gdzie indziej i mogą gonić potencjalnych i podejrzanych „sponsorów” gdzie pieprz rośnie. Dlatego w dobrze zorganizowanych krajach jest powszechnie obowiązującym standartem, zalecanym również przez organizacje międzynarodowe. Takie na przykład, jak OBWE czy Transparency International.

    Właśnie. Chodzi o współfinansowanie, a nie o finansowanie. Dyskusja nie dotyczy kwestii całkowitego finansowania partii politycznych z budżetu. To, co napisałeś, to po prostu nieprawda. Subwencje i dotacje z budżetu nie oznaczają zakazu przekazywania składek członkowskich ani darowizn. Wysokość tych ostatnich jest ograniczona po to własnie, by ograniczyć możliwości wpływów różnych grup interesów.

    Oczywiście każde rozwiązanie ma też i swoje wady. W moim przekonaniu w Polsce największą taką wadą jest ograniczony dostęp do informacji o pozyskanych i wydatkowanych środkach oraz niewystarczająca kontrola finansowania. Dzieje się tak mimo, że jawność finansowania partii politycznych zapisana jest w Konstytucji (art. 11). Czy jednak z faktu, że system ten jest czasem ośmieszany – na przykład przez wydatki na ochronę prezesa, albo na cygara czy eleganckie ubrania – ma wynikać, że od razu nadaje się do likwidacji? Może lepiej byłoby zastanowić nad błędami w nim i je w racjonalny sposób wyeliminować, zamiast od razu wylewać to dziecko z kąpielą?

    Można również zastanowić się nad zmianami w nim. Szczególnie takimi, które wiązałyby finansowanie partii z budżetu z zaangażowaniem obywatela – wyborcy. Może rozwiązanie wzorowane na 1 % nie byłoby najlepsze, bo nie każdy w Polsce płaci podatki, ale kiedyś spotkałem się z ciekawym pomysłem wprowadzenie specjalnego voucheru, dzięki któremu wyborca mógłby wskazać partię, która – jego zdaniem  – powinna dostać finansowanie podczas głosowania w trakcie wyborów. Inny pomysł, który można by u nas zastosować, obowiązuje w Niemczech. Tam do każdego 1 euro pozyskanej darowizny budżet państwa dopłaca 0,38 euro. W taki sposób wysokość dotacji uzależniona jest od wysokości pozyskanych darowizn od wyborców. Różnych podobnych pomysłów jest więcej, ważne jest wszakże to, że wiążą one partie polityczne ze społeczeństwem. W takim kierunku powinniśmy i my dążyć. Wtedy – myślę – i sami ludzie inaczej by na całą tą kwestię patrzyli.

    Podobnie jest z ordynacją wyborczą:

    > „Zamiast ograniczać liczbę kadencji należałoby zmienić system liczenia głosów, żeby partia, która nie uzyskała 40% głosów nie otrzymywała ponad 50% mandatów.”

    To jest znowu powrót do dyskusji, które miały miejsce w pierwszej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Kiedy nie było nawet progu wyborczego do sejmu dostało się – o ile pamięć mnie nie myli – osiemnaście ugrupowań. Kiedy wprowadzono próg wciąż było ich dziesięć. Co prawda wtedy SLD i PSL zdobyły tak ogromną przewagę, że bez problemów mogły rządzić to później, przy sześciu ugrupowaniach, zawiązanie rządzącej koalicji okazało się bardzo trudne.

    Kluczowym w tych rozważaniach był rok 2001. Wtedy to przed wyborami, pod wpływem sondaży, zmieniono ordynację w taki sposób, jak sobie tego życzysz. Efekt był taki, że zwycięskie SLD, mimo olbrzymiej przewagi nad pozostałymi partiami nie mogło rządzić samodzielnie. Sześć lat później z podobną ścianą zderzyła się PO, choć wtedy jej przewaga nad PiS-em nie była tak druzgodząca. Po tych doświadczeniach zmieniono ordynację na premiującą zwycięskie ugrupowanie, by łatwiej było mu utworzyć rząd i by nie pozostawało ono zakładnikiem słabszego partnera. Wszyscy pamiętamy, jak wiele zyskało PSL na koalicjach z SLD i PO mimo, że poparcie dla tej partii było 9:41.

    Mówimy tu zatem o pewnym procesie kształtowania się naszej demokracji, naszej sceny politycznej i naszego systemu władzy. Nie mam pretensji o to, że PiS ze swoimi przystawkami rządzi samodzielnie. Uważam, że tak jest nawet lepiej, bo ma na swoich barkach pełną odpowiedzialność za państwo i nie może się tłumaczyć, że czegoś nie zrobił, bo mu koalicjant nie pozwalał. Wiadomo, kto odpowiada za wszystko, co się dzieje w kraju i z krajem.

    Jednej rzeczy jednak nikt – chyba – nie przewidział. Mianowicie, że władzę przejmie ugrupowanie de facto antypaństwowe, dla którego wszelkie wypracowane przez lata formy i zasady funkcjonowania państwa będą tylko nic nie znaczącymi papierowymi świstkami. Dlatego to trzeba za każdym razem przypominać, że każde złamanie prawa przez obecną władzę musi być odnotowane i w przyszłości rozliczone. Tego trzeba się domagać.

    1. „Uważam, że tak jest nawet lepiej, bo ma na swoich barkach pełną odpowiedzialność za państwo i nie może się tłumaczyć, że czegoś nie zrobił, bo mu koalicjant nie pozwalał. Wiadomo, kto odpowiada za wszystko, co się dzieje w kraju i z krajem.”

      Piszesz o odpowiedzialności. Czy któraś z partii, może któryś z ministrów odpowiedział inaczej niż ewentualnym utraceniem głosów wyborców? Jak dotychczas nie było odpowiedzialności za rządzenie. Można szaleć, kary nie ma.

      A co do domagania się ukarania za łamanie wielu przepisów, to może skończyć się tak jak w przypadku Ziobry i Kaczyńskiego i stawiania ich przed Trybunał Stanu. I ciągle nie rozumiem dlaczego nie przed sąd. TS obowiązkowo jest tylko dla prezydenta.

      https://prawo.money.pl/kodeks/karny/czesc-szczegolna/rozdzial-xvii-przestepstwa-przeciwko-rzeczypospolitej-polskiej

      Zgadzam się z @oby.watelem w sprawie finansowania. Partie „bez łaski”, bez starań i wysłuchiwania wyborców dostają aż nadto. Przypomina to opłacanie lekarzy tzw. domowych. Taka sama zasada.

      1. Zanim odpowiem naszemu gospodarzowi – bo jednak się wtedy ze mną zgodził, dobrze to pamiętam, wyraził się „możesz mieć rację” – to kilka zdań do Ciebie:

        > „Czy któraś z partii, może któryś z ministrów odpowiedział inaczej niż ewentualnym utraceniem głosów wyborców? Jak dotychczas nie było odpowiedzialności za rządzenie.”

        To tu, a nie u mnie, występuje wewnętrzna sprzeczność, bowiem właśnie odrzucenie przez wyborców, przewrócenie stołu z z układem rządzącym, też jest karą.

        > „A co do domagania się ukarania za łamanie wielu przepisów, to może skończyć się tak jak w przypadku Ziobry i Kaczyńskiego i stawiania ich przed Trybunał Stanu. I ciągle nie rozumiem dlaczego nie przed sąd. TS obowiązkowo jest tylko dla prezydenta.”

        Właśnie tylko pod sąd. Jeśli dotąd nikt z polityków przed sąd nie trafił, to może nie było po prostu dowodów na to, że ktoś popełnił przestępstwo? Ale to nie jest prawda, bo politycy jednak stawali przed sądem i byli nawet skazywani. Przykłady z głowy: Tomasz Lipiec, Grzegorz Wieczerzak, Władysław Jamroży – nie wszyscy zostali skazani, ale popełnienie przestępstwa trzeba udowodnić. Obojętnie, czy chodzi o kradzież w sklepie czy malwersacje, a to drugie z pewnością nie jest łatwe do udowodnienia.

        Odnośnie Trybunału Stanu to twór ten w ogóle bym rozwiązał. To jest parodia. Jedyną grożącą tam karą jest zakaz pełnienia funkcji publicznych. Jedyna sprawa, jaka miała przed nim miejsce, Emila Wąsacza, zaczęła się w roku 2002 i po dziesięciu latach została umorzona. Nie da się takiej instytucji traktować poważnie.

        > „Zgadzam się z @oby.watelem w sprawie finansowania. Partie „bez łaski”, bez starań i wysłuchiwania wyborców dostają aż nadto.”

        Nie chodzi o to ile partie dostaną. Chodzi o różne grupy interesów, które nikomu nie wręczają pieniędzy „za darmo”. Chodzi o zaciąganie zobowiązań, które później trzeba by „spłacić” kosztem interesu publicznego. To nie ma nic wspólnego z opłacaniem lekarzy domowych, a więcej wspólnego z opłacaniem mafii za „ochronę”.

        1. Wymienieni i skazani za przestępstwa kryminalne, a nie za „łamanie praw,  niedozwolone zarobkowanie, zatrudnianie ludzi bez odpowiednich kwalifikacji, zatrudnianie bez przestrzegania ustalonych norm prawnych”.

          Tu działa zasady: my wam krzywdy nie robimy i czekamy na to samo w przypadku gdy wy będziecie u władzy.

          Nie ma „lewych interesów”? A SKOKI? A ostatnia afera? A Amber Gold? A to o czym się szepcze, a nie wychodzi na jaw?
          Czy opłacanie się Rydzykowi, biskupom nie ma znamion „opłacania się mafii”?

          1. > „Wymienieni i skazani za przestępstwa kryminalne, a nie za „łamanie praw,  niedozwolone zarobkowanie, zatrudnianie ludzi bez odpowiednich kwalifikacji, zatrudnianie bez przestrzegania ustalonych norm prawnych”

            Prosiłbym o podanie konkretnych artykułów Kodeksu Karnego mówiących o łamaniu praw, niedozwolonym zarobkowaniu, zatrudnianiu ludzi bez kwalifikacji i tak dalej. Dopóki takich nie ma możemy mówić tylko o obyczaju. Niemoralnym i niegodnym, ale na to jest tylko kartka wyborcza.

            Nie wiem, co to są „lewe interesy”. Pod kątem prawnym taki termin nie znaczy nic. SKOK-i czy AMBER GOLD to skutki takiego systemu gospodarczego, jaki przyjęliśmy. Nazywa się to ogólnie „wolny rynek”. Funkcjonowanie w takich warunkach wymaga więcej uwagi i odpowiedzialności, by nie dawać się oszukać.

            Z kościołem to jest zupełnie inny temat. Co tu mówić o politykach opłacających się Rydzykowi, skoro tak wielu ludzi samych, bez żadnej presji, z własnej i nieprzymuszonej woli oddało mu swoje pieniądze? Swoje oszczędności, albo świadectwa PPP, które wydawały się nic nie warte, a tu proszę…

            Nie ma się co łudzić. Politycy są zwierciadłem i emanacją społeczeństwa. Dlaczego niby mieliby być inni? Zatem jeżeli kombinują, oszukują i dbają tylko o swój interes to jest tak dlatego, że wybierają ich ludzie, którzy sami kombinują, oszukują i dbają tylko o swój interes. Nie ma tu żadnego przypadku.

            1. Między ludźmi dysponującymi swoimi pieniędzmi i opłacającymi zamawiane msze, opłaty za komunie, pogrzeby, a politykami, którzy opłacają Rydzyka z funduszy państwa jest chyba „drobna” różnica.

              Jeśli uważasz, że odprowadzanie środków ze SKOKÓW do Luksemburga, a potem ogłaszanie ich upadłości jest prawidłowe, zgodne z przepisami, to o czym dyskutować. Ustanowienie nowych praw (co z tego, że niezgodnych z konstytucją) też rozgrzesza twórców prawa. Bo działają prawnie z prawami, które stworzyli.

              Przepisy o zatrudnianiu urzędników na stanowiska państwowe jasno określają reguły jak ma to być robione. Ale PIS ich nie przestrzega. Ma to w nosie. i jest ok?

              Cóż, to cieszmy się, że przepis reguluje handel ziemią w ten sposób, że to proboszcz decyduje, kto może, a kto nie kupić ziemię. Cuuuuuuudownie wprost. Tylko co z tej licytacji?

              1. https://www.yahoo.com/news/m/23a1d0bc-f30f-3e5f-940e-ec128aa0ce78/televangelist-wants-his.html

                W tym przypadku ludzie też dysponują swoimi pieniędzmi. Uważasz, że to uczciwe? Oszustwo to oszustwo.

                Jeżeli uważasz, że w działalności SKOK-ów, czy przy zatrudnianiu „swoich” na stanowiskach złamano prawo, bądź to podejrzewasz, zgłoś to do prokuratury. Może to nic nie da, może dostaniesz informację o umorzeniu, ale to i tak będzie więcej niż skarżenie się na forum, jaki zły jest ten świat.

                Oczywiście można inaczej. Można wszystkiego pozakazywać, zostawić jeden bank, jedną sieć handlową, jedną telewizję… Zaraz, to już chyba było? Było lepiej?

                Nie było.

        2. Zanim odpowiem naszemu gospodarzowi – bo jednak się wtedy ze mną zgodził, dobrze to pamiętam, wyraził się „możesz mieć rację”

          I właśnie dlatego blogi na Toku musiały zostać całkowicie zlikwidowane, po to, by nikt nie sięgał do przeszłości, nie śledził przebrzmiałych dyskusji. „Możesz mieć rację” musiało dotyczyć czegoś innego. Dowiodłem tego linkując wpis z kwietnia 2012 roku (pierwszy wpis jaki tam zamieściłem nosi datę 21 stycznia). Nie mogłem uważając inaczej w tej materii przyznać Ci racji. Niestety, nie dało się zarchiwizować dyskusji, a szkoda.

          To tu, a nie u mnie, występuje wewnętrzna sprzeczność, bowiem właśnie odrzucenie przez wyborców, przewrócenie stołu z z układem rządzącym, też jest karą.

          To u Ciebie występuje nie tyle sprzeczność ile przeoczenie faktu, że wyborcy nie mają nic do gadania. To nie wybory, lecz plebiscyt polegający na wskazaniu najładniejszego kandydata spośród wybranych i umieszczonych na liście przez lidera partyjnego. Dlatego posła sprzeniewierzającego się zasadom nie da sie rozliczyc, bo jeśli zostanie umieszczony na liście, to wejdzie do parlamentu. Chyba, że narazi się właścicielowi partii, to albo nie dostanie się na listę, albo zostanie umieszczony na zbyt odległym miejscu. Poseł Zbigniew Gryglas został posłem zdobywszy 1011 głosów, czyli poparło go 0,003% uprawnionych.

          Jeśli dotąd nikt z polityków przed sąd nie trafił, to może nie było po prostu dowodów na to, że ktoś popełnił przestępstwo?

          Żartujesz, prawda? Żeby ktoś pod sąd trafił najpierw trzeba zebrać dowody, a potem wnieść oskarżenie. Znasz przypadek, że prokuratura lub służby zajęły się delikwentem same z siebie? Wąsacza gnębiono na polityczne zamówienie, pod publiczkę, a gdy zorientowano się, że już nikt nie pamięta kim był Wąsacz i co robił odpuszczono. Ale w ten sposób skutecznie zwichnięto mu karierę.

          Nie chodzi o to ile partie dostaną. Chodzi o różne grupy interesów, które nikomu nie wręczają pieniędzy „za darmo”. Chodzi o zaciąganie zobowiązań, które później trzeba by „spłacić” kosztem interesu publicznego. To nie ma nic wspólnego z opłacaniem lekarzy domowych, a więcej wspólnego z opłacaniem mafii za „ochronę”.

          Żartujesz, prawda? Przecież partie partie oprócz zasilania budżetowego mogą być także finansowane z innych źródeł. Dokładnie tak jak było przed wprowadzeniem podpięcia pod budżet. Innymi słowy do zwykłego finansowania dodano miliony z budżetu. Będę wdzięczny jeśli wskażesz w którym miejscu i w jaki sposób kroplówka budżetowa uniemożliwia wręczanie pieniędzy, zaciąganie zobowiązań. Ustawa z dnia 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych:

          Art. 24
          1. Majątek partii politycznej powstaje ze składek członkowskich, darowizn, spadków, zapisów, z dochodów z majątku oraz z określonych ustawami dotacji i subwencji.
          2. Majątek partii politycznej może być przeznaczony tylko na cele statutowe lub charytatywne.

          Co prawda

          3. Partia polityczna nie może prowadzić działalności gospodarczej.

          Ale

          Art. 27
          Prowadzenie przez partię polityczną działalności własnej polegającej na sprzedaży tekstu statutu lub programu partii, a także przedmiotów symbolizujących partię i wydawnictw popularyzujących cele i działalność partii politycznej oraz na wykonywaniu odpłatnie drobnych usług na rzecz osób trzecich z wykorzystaniem posiadanego sprzętu biurowego nie stanowi działalności gospodarczej w rozumieniu odrębnych przepisów.

          Podziwu godna jest skuteczność propagandy, zgodnie z którą finansowanie partii z budżetu ukróci(ło) korupcję. Oczywiście nie ukróci(ło), ale kto to bada?

          1. > „„Możesz mieć rację” musiało dotyczyć czegoś innego.”

            Żeby zakończyć ten wątek – potwierdzam, że byłeś (i jesteś) przeciwnikiem finansowania partii politycznych z budżetu. W tamtej dyskusji zwróciłem tylko uwagę na to, że dzięki tym pieniądzom mogą przetrwać i funkcjonować małe ugrupowania, do których żaden „sponsor” nie przyjdzie. Ugrupowania, które mogą mieć nowe i niekonwencjonalne spojrzenie na rzeczywistość, nowe pomysły i które mogą za jakiś czas odświeżyć scenę polityczną. Muszą jednak jakoś trwać. Bez tych środków po prostu by przepadły. W tym miejscu napisałeś, że mogę mieć rację.

            > „To u Ciebie występuje nie tyle sprzeczność ile przeoczenie faktu, że wyborcy nie mają nic do gadania. To nie wybory, lecz plebiscyt polegający na wskazaniu najładniejszego kandydata spośród wybranych i umieszczonych na liście przez lidera partyjnego. Dlatego posła sprzeniewierzającego się zasadom nie da sie rozliczyc, bo jeśli zostanie umieszczony na liście, to wejdzie do parlamentu. Chyba, że narazi się właścicielowi partii, to albo nie dostanie się na listę, albo zostanie umieszczony na zbyt odległym miejscu. Poseł Zbigniew Gryglas został posłem zdobywszy 1011 głosów, czyli poparło go 0,003% uprawnionych.”

            Bardzo się mylisz. Stoję twardo na ziemi. Tu się z Tobą w znacznym stopniu zgadzam, choć nie napisałbym, że wyborca nie ma nic do gadania. Trzeba by dodać, że i kandydat nie ma nic do gadania. To nie całkiem tak. Mimo preferowania na najwyższych pozycjach list wyborczych różnych „lokomotyw” i „ładnych twarzy” można się przebić. Dobrym tego przykładem jest Michał Szczerba, który w 2005 roku został posłem na sejm z warszawskiej listy PO. Udało mu się to, choć nikt mu nie dawał żadnych szans. Dostał 26 miejsce na liście, mandatów do zdobycia było 11. W odróżnieniu od innych on jednak postanowił zawalczyć. Kandydował na Woli, po której kursuje linia 26. Jeździł nią codziennie, zaczepiał ludzi, rozmawiał z nimi i rozdawał ulotki. Udało mu się. Dostał 2372 głosy. Niby niewiele, ale dużo więcej od stojących wyżej w partyjnej hierarchii. Więcej od niego na Woli dostał wtedy tylko Tusk.

            > „Żeby ktoś pod sąd trafił najpierw trzeba zebrać dowody, a potem wnieść oskarżenie. Znasz przypadek, że prokuratura lub służby zajęły się delikwentem same z siebie?”

            Na podorędziu nie mam, nie wyjmę z kapelusza. Jednak dobrze byłoby gdybyś dokładnie sprawdził wykaz przestępstw, jakie prokuratura ma obowiązek ścigać z urzędu. Wcale nie ma tego wiele. Niestety, prokuratura, by działać, musi dostać najpierw jakieś zawiadomienie.

            > „Przecież partie partie oprócz zasilania budżetowego mogą być także finansowane z innych źródeł. Dokładnie tak jak było przed wprowadzeniem podpięcia pod budżet. Innymi słowy do zwykłego finansowania dodano miliony z budżetu.”

            Nieprawda. Przede wszystkim wraz z wprowadzeniem współfinansowania z budżetu zniesiono możliwość przyjmowania wpłat od osób niemieszkających w Polsce. Zakazano także przyjmowania wpłat od osób prawnych, przedtem nie było to jasno określone. No i ograniczono wysokość wpłat do 15-krotności minimalnego wynagrodzenia rocznie od jednego darczyńcy, zatem…

            > „Będę wdzięczny jeśli wskażesz w którym miejscu i w jaki sposób kroplówka budżetowa uniemożliwia wręczanie pieniędzy, zaciąganie zobowiązań.”

            … nie są to teraz jakieś ogromne pieniądze, na tyle znaczące, za które można by kogoś „kupić”.

            > „Podziwu godna jest skuteczność propagandy, zgodnie z którą finansowanie partii z budżetu ukróci(ło) korupcję. Oczywiście nie ukróci(ło), ale kto to bada?”

            Możesz przejrzeć raporty Transparency International. Jesteśmy notowani gdzieś około 30 miejsca w świecie. Nie wiem, na ile będą one dla Ciebie wiarygodne, ale mniejsza z tym.

            Do myślenia powinno Ci dać co innego. Otóż wśród wszystkich krajów członkowskich UE współfinansowania z budżetu nie ma tylko Malcie. Wśród naszych najbliższych sąsiadów nie ma go tylko na Białorusi, Ukrainie i Mołdawii (jest nawet w Rosji), chyba nie do takich standartów powinniśmy dążyć…

            Interesującym przykładem może być też Łotwa. Mały kraj, który jednak postąpił z Twoim życzeniem. Odszedł od dofinansowania partii z budżetu i teraz do niego wraca. Powód jest taki, że stworzone na nowo zasady przyjmowania dotacji od biznesu i darczyńców indywidualnych okazały się niewystarczające. Partie szybko nauczyły się je omijać, w związku z czym pozostawały one tylko na papierze. Nie chciałbym, byśmy mieli powtórzyć tę drogę. Problemów i bez tego mamy wbród.

            1. Bardzo się mylisz. Stoję twardo na ziemi. Tu się z Tobą w znacznym stopniu zgadzam, choć nie napisałbym, że wyborca nie ma nic do gadania.

              Zgadzasz się mimo, że bardzo się mylę? Miło mi. Owszem, masz racje, że wyborca, jak mu się zechce, to może zagłosować na nominata z dalszego miejsca na liście. I oczywiście historia odnotowała takie przypadki. Nie prowadzę statystyki więc nie powiem czy do ich policzenia wystarczyłaby jedna ręka, czy trzeba by wszystkich użyć.

              Chciałbym poznać odpowiedź na nurtującą mnie kwestię. Otóż tata na liście umieścił siebie, mamę, ciotkę, wujka, córkę, zięcia, synową, syna oraz stryja. Na czym polega wybór jeśli można wskazać trzy osoby, przy czym tata z uwagi na pozycję wchodzi niejako z automatu?

              Jednak dobrze byłoby gdybyś dokładnie sprawdził wykaz przestępstw, jakie prokuratura ma obowiązek ścigać z urzędu. Wcale nie ma tego wiele. Niestety, prokuratura, by działać, musi dostać najpierw jakieś zawiadomienie.

              Trafiony zatopiony. Sformułowanie „same z siebie” wytrąca mi broń z ręki. Tyle, ze zawiadomień też (chyba) nie było. A nawet jak były, to prędzej czy później ukręcano sprawom łeb. Mowa tylko o tych, o których donosiły media.

              Przede wszystkim wraz z wprowadzeniem współfinansowania z budżetu zniesiono możliwość przyjmowania wpłat od osób niemieszkających w Polsce. Zakazano także przyjmowania wpłat od osób prawnych, przedtem nie było to jasno określone. No i ograniczono wysokość wpłat do 15-krotności minimalnego wynagrodzenia rocznie od jednego darczyńcy, zatem…

              Zaiste, ale z zastrzeżeniem

              Art. 25
              1. Partii politycznej mogą być przekazywane środki finansowe jedynie przez obywateli polskich mających stałe miejsce zamieszkania na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, z zastrzeżeniem przepisów art. 24 ust. 4 i 7, art. 28 ust. 1 oraz przepisów ustaw dotyczących wyborów do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyborów do Parlamentu Europejskiego w zakresie dotacji podmiotowej.

              Zakazu przyjmowania datków od osób prawnych w ustawie nie znalazłem, ale nie jestem prawnikiem, może jest ukryty pod jakimś eufemizmem.

              Możesz przejrzeć raporty Transparency International. Jesteśmy notowani gdzieś około 30 miejsca w świecie. Nie wiem, na ile będą one dla Ciebie wiarygodne, ale mniejsza z tym.

              Miejsce za Butanem (gdzie to u licha jest?) czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi dowodzi, że finansowanie partii z budżetu ma sens?Jeśli jednak podobnie wyglądała nasza rozmowa wtedy tam, to faktycznie, mogłem napisać, że „być może masz rację”. Bo byłem i jestem przeciwnikiem finansowania partii z budżetu. Ale niewykluczone, że wystarczy dokonać jakichś zmian, inaczej określić zasady przyznawania, by uzyskać obydwa cele — odblokowanie sceny politycznej i redukcję korupcji. Fundacja Batorego pisze:

              Zdaniem ekspertów Fundacji im. Stefana Batorego finansowanie z budżetu państwa partii politycznych jest dobrym rozwiązaniem. Gwarantuje to większą niezależność partii od różnych grup interesów, chroni przed systemem, w którym partie popierane przez osoby mniej zamożne są w trudniejszej sytuacji finansowej. Jednak konieczne są pewne zmiany.

              Mam za małą wiedzę, by obstawać przy swoim.

              Transparency International

    2. Przypomniała mi się nasza wymiana zdań jeszcze na blogu TOK-a, gdzie zwróciłem uwagę na to, że bez takiego rozwiązania scena polityczna podążałaby w kierunku zabetonowania w kręgu dwóch, może trzech ugrupowań najpopularniejszych, co w praktyce pozbawiałoby szans chociażby zaistnienia nowych polityków, nowych ugrupowań i nowych pomysłów. Wtedy nawet się ze mną zgodziłeś, gdzie zatem leży ten gwóźdź i ta trumna?

      Nie mogłem się wtedy zgodzić, ponieważ od początku uważałem finansowanie partii z budżetu za zły pomysł i zawsze byłem mu przeciwny. Dawałem temu niejednokrotnie wyraz we wpisach od samego początku mojej obecności na Tok (chociażby w 2012 r.: Kali nie być krowa, czyli histeria jednoprocentowa, w 2013 r.: Zatrudnię dyletanta, partacza, ignoranta za 9892 zł 30 gr miesięcznie + 2473 zł 08 gr diety i gwarancję nietykalności, czy w 2015 r.: Partia pomoże swoim i powalczy z układem, bo jak nie, to urodzi się patologia). To znaczy, że musiałeś pomylić mnie z kimś innym. Zwłaszcza, że sam sobie przeczysz. Jeszcze raz:

      zwróciłem uwagę na to, że bez takiego rozwiązania scena polityczna podążałaby w kierunku zabetonowania w kręgu dwóch, może trzech ugrupowań najpopularniejszych

      a chwilę później:

      Kiedy nie było nawet progu wyborczego do sejmu dostało się – o ile pamięć mnie nie myli – osiemnaście ugrupowań. Kiedy wprowadzono próg wciąż było ich dziesięć. Co prawda wtedy SLD i PSL zdobyły tak ogromną przewagę, że bez problemów mogły rządzić to później, przy sześciu ugrupowaniach, zawiązanie rządzącej koalicji okazało się bardzo trudne.

      Czyli bez finansowania partii z budżetu scena polityczna zostałaby zabetonowana, ale nie została, bo bez finansowania partii z budżetu do sejmu dostało się —  o ile Cię pamięć nie myli – osiemnaście ugrupowań. Skoro teraz liczą się praktycznie tylko dwie wielkie partie to znaczy, że to właśnie finansowanie budżetowe betonuje scenę polityczną. Poza tym parlament, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce w którym się dyskutuje i wdraża najlepsze rozwiązania. To nie rządzącym ma się komfortowo rządzić, to rządzeni maja być rządzeni sprawnie i z korzyścią. Bo tam, gdzie władzy jest łatwo kończy się demokracja, a zaczyna autokracja.

      Finansowanie budżetowe postawiło wszystko na głowie. Ludzie wstępują do partii nie dlatego, że wyznają jakiś system wartości, podzielają określone poglądy, popierają program, chcą działać dla dobra kraju i społeczeństw, ale wyłącznie dla osobistych korzyści. Im większe zwycięstwo tym większe korzyści finansowe. To jedna strona medalu. Ale jest także i druga — takie ustawienie finansowania sprawia, że liderzy nie muszą się liczyć z wyborcami i mogą kierować się interesem własnym, zaś partia to narzędzie do osiągnięcia celu. Dlatego PO nawet programu nie ma, bo po co, skoro wyborcy i tak będą musieli wybierać spośród ludzi, których wskaże kierownictwo (czyli dokładnie tak, jak w PRL-u)? A jak ich nie wybierzecie, to nadal będzie rządziło PiS! Czy tego chcecie?

      Kluczowym w tych rozważaniach był rok 2001. Wtedy to przed wyborami, pod wpływem sondaży, zmieniono ordynację w taki sposób, jak sobie tego życzysz. Efekt był taki, że zwycięskie SLD, mimo olbrzymiej przewagi nad pozostałymi partiami nie mogło rządzić samodzielnie. Sześć lat później z podobną ścianą zderzyła się PO, choć wtedy jej przewaga nad PiS-em nie była tak druzgodząca.

      Nie rozumiem tego rozumowania. Owszem zwycięstwo SLD było druzgoczące, ale nie przekroczyło 50%, więc SLD samodzielnie rządzić nie mogło. Tutaj są szczegóły, więc nie będę się powtarzał. Nie ma mowy o żadnym procesie kształtowania się naszej demokracji, naszej sceny politycznej i naszego systemu władzy. Jedynym procesem była taktyka salami — przykrawanie prawa pod interesy ściśle określonych grup i osób. To co politycy wysmażyli to nie wybory i demokracja, to farsa i kpina. Piszesz:

      Nie mam pretensji o to, że PiS ze swoimi przystawkami rządzi samodzielnie. Uważam, że tak jest nawet lepiej, bo ma na swoich barkach pełną odpowiedzialność za państwo i nie może się tłumaczyć, że czegoś nie zrobił, bo mu koalicjant nie pozwalał. Wiadomo, kto odpowiada za wszystko, co się dzieje w kraju i z krajem.

      A ja mam pretensje. Nie, nie do PiS-u, bo PiS skorzystał tylko na tym, co ktoś przyszykował dla siebie, ale nie miał szczęścia. Mam pretensję do klasy politycznej, która nie była w stanie wyzwolić się z tkwiącego w niej homo soviethicusa. Pragnę najdelikatniej jak potrafię zwrócić uwagę, że bandyci też biorą na siebie całą odpowiedzialność za napad na bank czy inny wyczyn. To ich usprawiedliwia?

      1. Druga próba, oby tym razem udana.

        > „Nie mogłem się wtedy zgodzić…”

        Cóż, lata lecą, ale to pamiętam bardzo dobrze i z nikim Ciebie nie pomyliłem. Na blogach TOK nie bywałem często i nie produkowałem się zbytnio, toteż trudno byłoby mi pomylić jednego z najaktywniejszych autorów. Użyłeś wtedy słów „możesz mieć rację” – dla mnie jest to wyraźne przyznanie racji, przynajmniej w znaczącym stopniu.

        I w niczym sobie nie zaprzeczyłem:
        Jeszcze raz:

        zwróciłem uwagę na to, że bez takiego rozwiązania scena polityczna podążałaby w kierunku zabetonowania w kręgu dwóch, może trzech ugrupowań najpopularniejszych

        a chwilę później:

        Kiedy nie było nawet progu wyborczego do sejmu dostało się – o ile pamięć mnie nie myli – osiemnaście ugrupowań. Kiedy wprowadzono próg wciąż było ich dziesięć. Co prawda wtedy SLD i PSL zdobyły tak ogromną przewagę, że bez problemów mogły rządzić to później, przy sześciu ugrupowaniach, zawiązanie rządzącej koalicji okazało się bardzo trudne.

        Dokonałeś nadinterpretacji. Drugi cytat dotyczy progu wyborczego, którego nie było w zamierzchłych czasach początku lat 90-tych. Tylko pierwszy cytat dotyczy finansowania i czasów współczesnych.

        > „Czyli bez finansowania partii z budżetu scena polityczna zostałaby zabetonowana, ale nie została, bo bez finansowania partii z budżetu do sejmu dostało się —  o ile Cię pamięć nie myli – osiemnaście ugrupowań. Skoro teraz liczą się praktycznie tylko dwie wielkie partie to znaczy, że to właśnie finansowanie budżetowe betonuje scenę polityczną.”

        To jest łapanie za słówka. Tego typu „argument” można łatwo odwrócić. Poza szczególnymi wyborami z roku 1991 i z roku 2001 we wszystkich pozostałych zawsze były jakieś dwie „największe” partie. Zatem chodzi raczej o coś innego. Natomiast gdzie bez takiego wsparcia byłby dziś Zandberg? Czy SLD byłoby w stanie się odrodzić? To są pytania retoryczne i nie musisz na nie odpowiadać.

        > „… parlament, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce w którym się dyskutuje i wdraża najlepsze rozwiązania.”

        Zaskoczyłeś mnie. Dotąd myślałem, że parlament to miejsce stanowienia rozwiązań, a nie ich wdrażania. Będę musiał to jeszcze raz przemyśleć…

        > „To nie rządzącym ma się komfortowo rządzić, to rządzeni maja być rządzeni sprawnie i z korzyścią. Bo tam, gdzie władzy jest łatwo kończy się demokracja, a zaczyna autokracja.”

        Nie. Autokracja zaczyna się wtedy, kiedy rządzący stawiają się ponad prawem. To nie ma nic wspólnego z łatwością utworzenia rządu i sprawnym rządzeniem.

        > „Ludzie wstępują do partii nie dlatego, że wyznają jakiś system wartości, podzielają określone poglądy, popierają program, chcą działać dla dobra kraju i społeczeństw, ale wyłącznie dla osobistych korzyści. Im większe zwycięstwo tym większe korzyści finansowe. To jedna strona medalu. Ale jest także i druga — takie ustawienie finansowania sprawia, że liderzy nie muszą się liczyć z wyborcami i mogą kierować się interesem własnym, zaś partia to narzędzie do osiągnięcia celu. Dlatego PO nawet programu nie ma, bo po co, skoro wyborcy i tak będą musieli wybierać spośród ludzi, których wskaże kierownictwo (czyli dokładnie tak, jak w PRL-u)? A jak ich nie wybierzecie, to nadal będzie rządziło PiS! Czy tego chcecie?”

        Nie wiem, skąd Twoja wiedza na temat motywów wstępowania ludzi do takiej czy innej partii. Sam nie należę do żadnej, toteż niczego tu powiedzieć nie mogę. Natomiast Twój wywód kładzie jeden fakt: kiedy w 1997 r. obecna ustawa wchodziła w życie wymieniona w tym miejscu PO niczego na niej skorzystała. Po wyborach z roku 2001 nie dostała z budżetu ani złotówki, bowiem nie była zarejestrowaną partią polityczną. Była stowarzyszeniem.

        Z jednym w tym cytacie wszakże się zgadzam. Z kwestią oderwania polityków od wyborców. Można temu w jakimś stopniu zaradzić, pomysły takich rozwiązań przedstawiłem. Zarazem najwięcej zależy tu jednak od samego społeczeństwa. Ja bym nawet bardziej mówił o oderwaniu się ludzi od swoich reprezentantów, niż na odwrót. Niedawno rozmawiałem z kolegą ze Stanów. Opowiadał mi, jak tam ludzie – wyborcy – dobijają się do tych reprezentantów, na których głosowali. Potrafią całymi dniami czekać w kolejce do nich, by przedstawić im swój problem lub ocenić „pracę”. I owi reprezentanci muszą znaleźć dla nich czas, bo inaczej byliby skończeni. To jest zupełnie inny świat. Wystarczy popatrzeć na biura poselskie w Polsce, do których pies z kulawą nogą nie zagląda.

        > „Owszem zwycięstwo SLD było druzgoczące, ale nie przekroczyło 50%, więc SLD samodzielnie rządzić nie mogło.”

        SLD rządzić nie mogło samodzielnie, bo przed wyborami i pod wpływem sondaży ustępująca władza zmieniła ordynację. Według poprzednio obowiązującej rządziłoby samodzielnie, bez problemu. PiS może i skorzystał na tym, co ktoś przygotowywał dla siebie – możesz mieć rację – to jednak niczego zmienia. Zdaje się, że wypominałeś PO, że nie rozwiązała senatu i nie zmniejszyła liczby posłów w sejmie, choć miała to w programie. PO tłumaczyła, że nie mogła tego zrobić, bo nie miała w tej kwestii poparcia koalicjanta, PSL. PiS tak tłumaczyć się już nie może.

        > „… bandyci też biorą na siebie całą odpowiedzialność za napad na bank czy inny wyczyn.”

        Jesteś pewien? Ja to widzę, że zawsze starają się przerzucić odpowiedzialność na innych: to nie ja strzelałem, patrzyłem w inną stronę, ja tylko zabezpieczałem odwrót…

        Pewien facet po kłótni z żoną wyszedł wściekły z domu. Wpadł do samochodu, uruchomił silnik, wrzucił jedynkę, ruszył gwałtownie z miejsca i bach! Uderzył w samochód parkujący przed nim. Jeszcze bardziej wściekły wrzucił wsteczny, ruszył ostro i znowu bach! Uderzył w auto stojące za nim. Wypadł z samochodu, trzasnął drzwiami i podbiegł na górę. Wpadł do mieszkania, szuka wzrokiem żony… Aaa! Tutaj jesteś! Chodź do okna! Popatrz! Popatrz! Widzisz, co narobiłaś?!

        1. Cóż, lata lecą, ale to pamiętam bardzo dobrze i z nikim Ciebie nie pomyliłem. Na blogach TOK nie bywałem często i nie produkowałem się zbytnio, toteż trudno byłoby mi pomylić jednego z najaktywniejszych autorów. Użyłeś wtedy słów „możesz mieć rację” – dla mnie jest to wyraźne przyznanie racji, przynajmniej w znaczącym stopniu.

          Nie ma sensu kruszyć kopii o coś, czego się dowieść nie da. Być może w jakimś aspekcie miałeś rację. Ale ani Ty, ani ja nie pamiętamy w jakim.

          Dokonałeś nadinterpretacji.

          Ależ skąd! Zestawiłem Twoje własne słowa. Nie uważasz, że jeśli w czasach gdy nie było finansowania partii z budżetu listy roiły się od ugrupowań, a wyborcy mieli w czym przebierać, a po wprowadzeniu finansowania partii z budżetu wybór skurczył się do kilku zaledwie ugrupowań, to znaczy, że finansowanie betonuje scenę polityczną blokując nowym formacjom drogę do sejmu? Jakie szanse ma partia finansująca się ze składek w starciu z dysponującą wielomilionową subwencją starą wyjadaczką? Wyobraź sobie dwumilionową PZPR i 50-tysięczną PO. PZPR ze składkami i PO z dotacją wynoszącą 15,5 miliona zł. Tak więc to nie jest łapanie za słówka. To jest zwrócenie uwagi na to, że sam sobie przeczysz. A to oznacza, że poniekąd przyznajesz mi rację — tego rozwiązania nie da się obronić racjonalnymi argumentami.

          Tego typu „argument” można łatwo odwrócić. Poza szczególnymi wyborami z roku 1991 i z roku 2001 we wszystkich pozostałych zawsze były jakieś dwie „największe” partie.

          Niestety, tego argumentu nie da się odwrócić, ponieważ poza wyjątkowymi wyborami w 1991 roku w latach dwutysięcznych już wprowadzono finansowanie partii z budżetu. Wtedy powstał i PiS i PO i wtedy, a nie w latach 90-tych, rozpoczęło się betonowani i pozorne polaryzowanie sceny politycznej. Niestety, towarzysze niczego nie rozumieli z otaczającej rzeczywistości, dlatego wrócili do ordynacji, dzięki której wylądowali na śmietniku historii.

          Natomiast gdzie bez takiego wsparcia byłby dziś Zandberg? Czy SLD byłoby w stanie się odrodzić? To są pytania retoryczne i nie musisz na nie odpowiadać.

          To nie są pytania retoryczne. To są pytania bardzo zasadne. Nie wiem gdzie byłby Zandberg dziś. Ale wiem, że zgarnia 3 miliony za nic. Co do odradzania się SLD, to wiesz doskonale, że tonący brzytwy się chwyta. Nie uważasz, że akurat w tym przypadku brzytwa jest nie tylko skorodowana, ale i powalana fekaliami? SLD brylując w telewizji narodowej ma wielką szansę. Może nawet Ogórek wystawią?

          Zaskoczyłeś mnie. Dotąd myślałem, że parlament to miejsce stanowienia rozwiązań, a nie ich wdrażania. Będę musiał to jeszcze raz przemyśleć…

          Owszem, zaskoczyłem Cię, bowiem słusznie myślałeś. Trochę się zagalopowałem. Właśnie to miałem na myśli — stanowienie rozwiązań, wybieranie najlepszych. W drodze dialogu, kompromisu, pragmatyki i — co najważniejsze — w oparciu o naukę, wiedzę, głos ekspertów.

          Nie. Autokracja zaczyna się wtedy, kiedy rządzący stawiają się ponad prawem. To nie ma nic wspólnego z łatwością utworzenia rządu i sprawnym rządzeniem.

          Owszem, ma. Ponieważ łatwość rządzenie, brak potrzeby liczenia się z kimkolwiek, pytania o zdanie, dogadywanie prowadzi do autokracji wszędzie tam, gdzie niezależne instytucje kontrolne są słabe.

          Nie wiem, skąd Twoja wiedza na temat motywów wstępowania ludzi do takiej czy innej partii. Sam nie należę do żadnej, toteż niczego tu powiedzieć nie mogę. Natomiast Twój wywód kładzie jeden fakt: kiedy w 1997 r. obecna ustawa wchodziła w życie wymieniona w tym miejscu PO niczego na niej skorzystała. Po wyborach z roku 2001 nie dostała z budżetu ani złotówki, bowiem nie była zarejestrowaną partią polityczną. Była stowarzyszeniem.

          Moja wiedza pochodzi z mediów oraz analizy sytuacji. Jeśli jeden poseł doskonale sprawdza się w PO, po czym jeszcze lepiej w PiS-ie lub odwrotnie to o czym to świadczy? Warto prześledzić chociażby karierę posła Jakiego. Natomiast kompletnie nie rozumiem dalszego ciągu wywodu. Owszem, Platforma nie skorzystała z finansowania partii z budżetu, bo nie była partią. Ale po wyborach dość szybko naprawiła to niedopatrzenie. I od tego czasu korzysta.

          Piszesz o Stanach zjednoczonych zapominając lub nie chcąc pamiętać, że tam wyborca głosuje, a wygrywa ten, kto dostał największą liczbę głosów. Gdy zrazi do siebie wyborców — polegnie. Tu wchodzi kandydat, którego partia przekroczyła próg wyborczy, a on znajduje się stosunkowo wysoko na liście. Nie ma znaczenia jak wyborca głosuje, bo i tak nie wybiera tego, kogo chce, tylko tego, kogo lider partyjny chce widzieć w sejmie. W tej sytuacji poseł zostanie wyeliminowany nie wtedy, gdy zrazi do siebie wyborców, ale wtedy, gdy zrazi do siebie lidera. Posłom może zostać ktoś, kto dostał niewiele ponad 1000 głosów, a nie zostac ten, kto dostał 100.000.

          SLD rządzić nie mogło samodzielnie, bo przed wyborami i pod wpływem sondaży ustępująca władza zmieniła ordynację. Według poprzednio obowiązującej rządziłoby samodzielnie, bez problemu. PiS może i skorzystał na tym, co ktoś przygotowywał dla siebie – możesz mieć rację – to jednak niczego zmienia. Zdaje się, że wypominałeś PO, że nie rozwiązała senatu i nie zmniejszyła liczby posłów w sejmie, choć miała to w programie. PO tłumaczyła, że nie mogła tego zrobić, bo nie miała w tej kwestii poparcia koalicjanta, PSL. PiS tak tłumaczyć się już nie może.

          Przecież dokładnie to napisałem. SLD oszołomione sukcesem wróciło do ordynacji sprzed zmiany. To pozwoliło zarówno PO jak i PiS-owi zgarnąć więcej mandatów, a SLD mniej, niż gdyby zostawiono ordynację bez zmian. Natomiast likwidacja Senatu wymaga zmiany Konstytucji, więc PiS także zlikwidować tego ciała nie może, nawet gdyby chciało wysłać ponad 50 swoich członków na zieloną trawkę.

          Jesteś pewien? Ja to widzę, że zawsze starają się przerzucić odpowiedzialność na innych

          Politycy tłumaczą się inaczej? Winę biorą na siebie? Którzy tak mają?

          1. > „Nie uważasz, że jeśli w czasach gdy nie było finansowania partii z budżetu listy roiły się od ugrupowań, a wyborcy mieli w czym przebierać, a po wprowadzeniu finansowania partii z budżetu wybór skurczył się do kilku zaledwie ugrupowań, to znaczy, że finansowanie betonuje scenę polityczną blokując nowym formacjom drogę do sejmu?”

            Pominąwszy pewne naturalne procesy unifikacyjne, przez które liczba ugrupowań musiała się zmniejszyć – nie uważam. Uważam, że tych kilka ugrupowań jeszcze funkcjonuje przede wszystkim dzięki współfinansowaniu z budżetu. Bez tego już od dawna nie byłoby żadnych Kukizów czy Zandbergów.

            > „Jakie szanse ma partia finansująca się ze składek w starciu z dysponującą wielomilionową subwencją starą wyjadaczką?”

            Takie same, jak w starciu z dysponującą wielomilionowymi kwotami pochodzącymi od darczyńców. Współfinansowanie z budżetu zwiększa jej szanse, bo 1. Sama ma więcej pieniędzy, 2. Stara wyjadaczka ma mniej pieniędzy.

            > „… poniekąd przyznajesz mi rację — tego rozwiązania nie da się obronić racjonalnymi argumentami.”

            Kiedy przyznaję Ci rację lub się z Tobą zgadzam, piszę to wprost. Jeśli chodzi o współfinansowanie partii z budżetu – nie masz racji.  Chcesz racjonalny argument? „Cash for Honour” – skandal, który dziesięć lat temu wstrząsnął Wielką Brytanią, gdzie w zamian za dotacje sprzedawano dożywotne tytuły lordowskie.

            > „Niestety, tego argumentu nie da się odwrócić, ponieważ poza wyjątkowymi wyborami w 1991 roku w latach dwutysięcznych już wprowadzono finansowanie partii z budżetu. Wtedy powstał i PiS i PO i wtedy, a nie w latach 90-tych, rozpoczęło się betonowani i pozorne polaryzowanie sceny politycznej. Niestety, towarzysze niczego nie rozumieli z otaczającej rzeczywistości, dlatego wrócili do ordynacji, dzięki której wylądowali na śmietniku historii.”

            Chyba się gubię. Jacy towarzysze? Z PSL? W dalszym ciągu twierdzę, że chodzi o coś innego. Szukasz związku nie tam, gdzie trzeba.

            > „Nie wiem gdzie byłby Zandberg dziś. Ale wiem, że zgarnia 3 miliony za nic. Co do odradzania się SLD, to wiesz doskonale, że tonący brzytwy się chwyta.”

            Zobaczymy, czy rzeczywiście tonący.

            > „Owszem, Platforma nie skorzystała z finansowania partii z budżetu, bo nie była partią. Ale po wyborach dość szybko naprawiła to niedopatrzenie. I od tego czasu korzysta.”

            Szybko? Pięć lat jej to zajęło, to szybko? I czyż to nie PO sama sobie ścięła te pieniądze o połowę?

            > „Piszesz o Stanach zjednoczonych zapominając lub nie chcąc pamiętać, że tam wyborca głosuje, a wygrywa ten, kto dostał największą liczbę głosów.”

            Oj, to nie takie proste. Trump jest prezydentem, ale nie dzięki temu, że dostał największą liczbę głosów.

            😉

             

  2. Może też nie na temat, ale…

    Z fb:”
    Kaczystan

    24 maja o 13:04 ·

    Porcelanowy manekin, czyli premier Morawiecki, wyznał narodowi, że zawsze marzył, by zostać strażakiem i lać wodę. To drugie mu się spełniło w stu procentach. Do klubu wodniaków należy zresztą cały rząd z przyległościami – pisowską rzęsą wodną znaczy. Milion elektrycznych samochodów, milion mieszkań dla rodzin z niskimi dochodami, miliardy na inwestycje, obniżka podatków, największe lotnisko w Europie i taka reforma służby zdrowia, że lekarze będą stać w kolejce do każdego pacjenta. Ten tajfun obietnic łeb mi urywa od ponad dwóch lat. Jako mieszkańca wsi najbardziej mnie jednak interesuje nowy pomysł premiera. Pochwalił się nim kilka dni temu w Garwolinie. To Rolnik+, który „ma na celu rozwój działalności gospodarczej na wsi”. Tego plusa właśnie, tej zachęty rządu mi brakowało, bo od ponad 40 lat w ogóle się nie rozwijam. Teraz będę musiał.

    A co ze skromnego, wspomnianego wyżej pisowskiego pakieciku obietnic zostało już zrobione? Na razie nic, ale spokojnie, nie od razu Kraków zbudowano. Przecież udało się rozwalić oświatę, zrujnować sądownictwo, zakazać handlu ziemią, wyciąć kawał lasów i puszcz, zlikwidować szpitalne oddziały geriatryczne oraz refundację leków dla wcześniaków. Co jeszcze? O, jest w czym wybierać. Za 94 mln zł z budżetu usprawniono odwierty ks. Rydzyka, a dzięki zbliżeniu się do „prawdy smoleńskiej” postawiono pomnik schodów na stołecznym placu zagarniętym przez wojewodę mazowieckiego. Neonaziści krokiem marszowym spacerują ulicami miast – policja ich nie zatrzymuje, bo co tu dużo gadać, mundur z mundurem zawsze się jakoś porozumie. Poza tym funkcjonariusze, oprócz hełmów, mają ważniejsze sprawy na głowie. Ich dolnośląscy związkowcy cisną prokuraturę, by ustaliła i ukarała winnych przecieku prawdy o śmierci Igora Stachowiaka. A przecież to była tajemnica wrocławskiego komisariatu. Warszawska prokuratura dzielnie siłuje się teraz z rodzicami zakatowanego mężczyzny oraz z dziennikarzem TVN, który ujawnił nagranie z paralizatora, wzywając ich na przesłuchania. Ktoś w sprawie Stachowiaka musi zostać ukarany i dziennikarz świetnie się do tego nadaje.

    Za wszystko, o czym tu piszę, powinniśmy być wdzięczni „przede wszystkim jednemu panu, Jarosławowi Kaczyńskiemu” – wyciskał z tubki wazelinę premier Morawiecki do telewizyjnych kamer. A ja dodam przerażony, że gdyby nie ten jeden pan, to Andrzej Duda nie byłby prezydentem. Trudno sobie nawet wyobrazić, że moglibyśmy mieć głowę państwa, która nie umie jeździć na nartach. Cyklistę po prostu, jak ci ze Słupska.

    Główny lokator Pałacu Namiestnikowskiego umieścił sobie na fasadzie „okolicznościową iluminację”: 5 maja – Europejski Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych. Zakrawa to na szyderstwo albo na świetne samopoczucie. Gdy piszę te słowa, mija 20. dzień protestu rodziców i ich niepełnosprawnych dzieci w sejmowym korytarzu. Chodzi o 500 zł, które rodziny mogłyby wydać tak, jak chcą, a nie tak, jak każą urzędnicy. Ileż trzeba mieć w sobie moralnego kalectwa, by odmawiać najsłabszym pomocy. Może to być rehabilitacja, ale też pójście raz w miesiącu do kawiarni, by zobaczyć świat w oryginale, a nie w telewizorze. Jednego dnia minister Rafalska kłamie: wszystkie postulaty protestujących zostały spełnione. Dobę później rząd zawiadamia – również ustami pani Rafalskiej – że nie jest w stanie spełnić postulatów rodziców „w takiej formie, jak tego oczekują”. Skoro nie jest w stanie, to niech się pan premier i cała jego Rada Ministrów poda do dymisji.”

  3. idzie czas rewolucji,…  niestety

    jak pisze Smok „dobrze już było”

    Kuroń kiedyś mówił ” nie palcie komitetów budujcie własne”… wtedy jeszcze było do kogo to mówić,….  dziś jest motłoch…gdy „garnek” będzie pusty,… motłoch nie będzie nic budował .

    obawiam się całkiem poważni, że czas pokojowych przemian już w Polsce się kończy , jeszcze są ludzie rozsądni , jeszcze chcą rozmawiać ale jest ich coraz mniej a coraz więcej jest realnej złości i odkrytych pisowskich kłamstw.

    to bardzo żle wróży Polsce, wystarczy ekonomiczny dołek i pisowska układanka zostanie rozdeptana roszczeniowym tłumem byłych wyborców pisu…

    a rozsądku w tym tłumie sie nie spodziewam…przy okazji zniknie Polska to taki bonus od losy dla np Rosji .

    ktoś powie ze wojna domowa w Polsce jest nie możliwa?że XXI wiek… Bośniacy tez tak myśleli…nie tak damo temu….

     

    smutny to czas gdy z cała jaskrawością widać że nasze pożal sie boże wszelkie polityczne „elity” nie dorastają do sytuacji są ślepi lub durni a może jedno i drugie.

    to tak naprawdę przerażające jak nie umiejętność spojrzenia dalej niż czubek własnego nosa ogranicza horyzont myślowe tym ludziom, ro jakaś choroba , defekt umysłowy sam nie wiem, a może  zwyczajna miałkość i głupota   …   widzę np.. posła Piotrowicza  jego wypowedzi poglądy jego drogę życiowa i pytam sam siebie jak to jest możliwe że ten człowiek jest posłem w wolnej Polsce, wiem wybory , wiem nie było dekomunzcji i wiem że nie będzie depiscji ale szczerze sie obawiam nie będzie tez Polski , bo kto rozsądny chciałby takiego państwa ..

     

    wiem wiem to mniej wiecej dylematy jakie były udziałem tych rozsądnych niemców gdy w latach 30 rządził Hitler tylko on miał bum gospodarczy a my za chwile będziemy mieć kryzys ekonomiczny i to duży , bardzo sie obawiam że społeczeństwu nie starczy cierpliwości .

    1. Pewien obywatel wpadł do szamba. Stoi po szyję zanurzony i zastanawia się co robić. Wreszcie postanowił, że nic nie będzie robił, bo jak się zacznie ruszać próbując wydostać się to smród będzie większy.

  4. A co dzieje się, gdy pytania zadaje nie wyznaczony „dziennikarz”, a obywatelka? https://wiadomosci.wp.pl/zadala-marszalkowi-kuchcinskiemu-klopotliwe-pytanie-pozniej-spisal-ja-policjant-6256270024284289a

    Czy policjantowi polecenie wydał Kuchciński? A może jego przełożony, nadskakiwacz?

    p.s. Czy nie jest już najwyższy czas by „wybrańcem narodu” można być tylko dwie kadencje? Jeśli nie, to hołota polityczna będzie…. będzie…. dla własnej wygody rządzić i rządzić.

        1. Najpierw cytat:

          Można się mylić, można wysnuwać złe wnioski, ale nie wolno udawać mądrego, gdy się nim nie jest.

          Potem najdelikatniejsze zwrócenie uwagi, że nie dyskutujemy o tym, co podejrzewasz, że ja uważam, tylko o ograniczeniu posłowania do dwóch kadencji. Nie uważam, że zmian nie trzeba wprowadzać. Ale trzeba je wprowadzać z głową, po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji. Jeśli właścicielem partii jest jej lider, to nie ma znaczenia ile będzie kadencji i czy on będzie w sejmie czy nie. W sejmie oprócz starych wyjadaczy jest też sporo nowicjuszy, a mimo to sejm z kadencji na kadencję jest gorszy. Poseł Łukasz Rzepecki ma 23 lata. Słyszałaś o nim?

          To wyborcy decydują kto zdobędzie mandat, a kto nie. Zamiast ograniczać liczbę kadencji należałoby zmienić system liczenia głosów, żeby partia, która nie uzyskała 40% głosów nie otrzymywała ponad 50% mandatów. To jest chyba zasadniejsza zmiana niż zmiana dla zmiany, która żadnego problemu nie rozwiąże, bo właściciel czyli lider umieści na listach nie mądrych, lecz wiernych i posłusznych. Vide PiS, PO, Kukiz.

          1. „To wyborcy decydują kto zdobędzie mandat, a kto nie.” …  tak….  Szefowie partyjni nie mają nic do gadania….. religianci z największym, a raczej jednym z największych (……) też nic nie mogą. A lud jest świadomy, mądry, nieukierunkowany, myślący, wrażliwy.

            Myśleć można długoooooooo.Dyskutować jeszcze dłuuuuuuuużej. Czyżby „debaty” w sejmie nic nie pokazywały?

            Zmiana systemu liczenia głosów nie wyklucza innych zmian.A zmian powinno być sporo. Tylko czy można oczekiwać iż to PIS je przeprowadzi?

            A co do „prztyczka”, że napisałam nie temat, to…

            SJP: ” dywagacja
            mówienie lub pisanie nie na temat, bezładnie, rozwlekle”.
            Czyli jak w sugestii z hasła bloga Nie odstąpiłam chyba od wyznaczonej normy?
            .Słowo pochodzi z łaciny. Divagatio znaczy BŁĄDZENIE

            1. To wyborcy decydują kto zdobędzie mandat, a kto nie.” …  tak….  Szefowie partyjni nie mają nic do gadania….. religianci z największym, a raczej jednym z największych (……) też nic nie mogą. A lud jest świadomy, mądry, nieukierunkowany, myślący, wrażliwy.

              W demokracji decyduje większość. Tyle, że nam skrojono demokrację do potrzeb wybieranych a nie wybierających. Gwoździem do trumny był pomysł Dorna finansowania partii z budżetu. Ordynacja jest tak skonstruowana, że nie ma wyborów, lecz plebiscyt na ulubieńców lidera. Wyborcy jak za komuny decydują tylko który towarzysz z umieszczonych na liście wydaje się im najpiękniejszy. Można mówić o demokracji jeśli wyborcy znają tylko emblemat partyjny wybieranego i jego nazwisko? Co zmieni w tej sytuacji dwukadencyjność? Wielokrotnie pisałem o tym, że należy zmienić ordynację. Ale nie przyszło mi do głowy by tych, którzy uważają inaczej oskarżać o ochronę sitwy, układu i największych (….)

              Myśleć można długoooooooo.Dyskutować jeszcze dłuuuuuuuużej. Czyżby „debaty” w sejmie nic nie pokazywały?

              Pośpiech wskazany jest wyłącznie przy łapaniu pcheł i podczas walki narodowo-wyzwoleńczej. PiS nie myśli wcale, uchwala to co każą bez szemrania, a prezydent podpisuje w kilka sekund po uchwaleniu. To jest wzór godny naśladowania? Należy robić co tylko komu do łba strzeli byle szybko? A kto uważa inaczej jest obrońcą patologii?

              Zmiana systemu liczenia głosów nie wyklucza innych zmian.A zmian powinno być sporo. Tylko czy można oczekiwać iż to PIS je przeprowadzi?

              Oczywiście, że jedna zmiana nie wyklucza innych. Ale każda zmiana musi być przemyślana, żeby nie była zmianą na gorsze lub zmianą dla zmiany nie zmieniającą de facto niczego.

              A co do „prztyczka”, że napisałam nie temat, to…

              Jakiego prztyczka? W którym miejscu pada zarzut, że piszesz nie na temat? Zamieszczony cytat można tak odczytać? Dotyczył pisania nie na temat?

              A tak na marginesie pamiętasz kto przywoływał znaczenie słowa dywagacje? Między innymi ulubieniec wszystkich nabu. I inni, gdy im brakło argumentów. Na zmianę — słownikowa definicja dywagacji względnie rysunek Mleczki. Ale tak, po stokroć tak! Tu pisze się to co się myśli i — niekoniecznie — myśli co się pisze. Tu się nie wstydzi tego, że się pisze nie na temat, bo tu się dywaguje! Rozwlekłe pisanie nie na temat jest obowiązkowe! Jedynie o co proszę to o czytanie ze zrozumieniem i potrzymywanie się od przytyków personalnych.

              Napisałaś: „Jeśli uważasz, że… to…” Przecież napisałem co uważam, więc po co dywagować o tym, co się wydaje, a co z rzeczywistością związku nie ma?

              Wczora z wieczora rozmawiałem ze znajomym. Wspomniałem, że Agora zlikwidowała blogi na Tok. I nastąpił wybuch. Przez dziesięć minut musiałem słuchać o @!*@ Szechterze (Michniku), tym #@!& zdrajcy agencie Wałęsie, &$#$ żydach, &%@@! esbekach i pokrewnych. Gdy udało mi się jakoś na chwilę ten kurwotok przerwać nieopacznie sprowokowałem następny gdy na zapewnienie, że „PiS przynajmniej coś robi” zapytałem „Co?” Po kilku próbach dowiedziałem się, że… uzbroił armię. Na to z głupia frant zapytałem gdzie są śmigłowce. Będą — usłyszałem. Gdy wspomniałem o zapewnieniu wiceministra MON, że zamiast nowych śmigłowców miliardy pójdą na remont radzieckich Mi17, Mi8, W3 to rzucił kilkoma kurwami i rozłączył się. Jestem za rozmową, dialogiem. Ale jak rozmawiać z kimś, kto neguje rzeczywistość? Żyje w wyimaginowanym świecie, alternatywnej rzeczywistości? Co da ograniczenie kadencyjności, skoro on przy urnie nie będzie kierował się rozsądkiem i kwalifikacjami kandydatów, tylko przynależnością partyjną? Warto spojrzeć na wyniki polityków wykopanych z jednej partii i przygarniętych przez inną, jak choćby Sikorski popierany przez oba elektoraty, Kluzik-Rostkowska, Arłukowicz i wielu innych. Wyborcy głosuja na partie, nie na ludzi!

              1. Czy w wizji (?), poglądzie, że jakieś zmiany będzie można przeprowadzić dopiero po wymianie kadry jest nieprawidłowość? Poza tym poseł będący w drugiej turze nie musi już być tak posłuszny szefowi partyjnemu. Może więc realizować projekty, które nie są popierane partyjnie.

                Z rozmowy z posłem (wiele kadencji w sejmie) wyniosłam wrażenie, że Schetyna jest i raczej zostanie. Przedstawiłam wiele powodów, że nie powinien być na czele partii. Ale przecież poseł nie zdradzi planów jakie mają, co jest zrozumiałe. O dwu kadencyjności nie było już czasu rozmawiać. Wiem na przyszłość, że trzeba przyjść z napisanymi na jednej stronie sugestiami, mocno wypunktowanymi. Trudno w takiej sprawie o argumentowanie. Ale warto iść na spotkanie. Nie tylko ze „swoim posłem”

                Co do zwolennika PIS, to podobni są także po stronie PO. I jedni i drudzy nie tolerują „letnich” zwolenników. Na zdrowy egoizm, mający  na względzie interes wyborców, trudno liczyć.

                A spadkowicze z PIS do PO? Przegrana niczego peowców nie nauczyła, ale jak widać wielu wyborcom wystarczy miejsce na liście i odpowiednia kolejność.Bo o programach, ale nie gadkach – szmatkach, wyborcy raczej nie rozmawiają.

                Zastanawiam się czy po wojnie też byli tacy wierzący w PZPR. I tak gotowi siłą wcielać zarządzenia w życie? Przypuszczam, że tak. A wszystko przez nieodpowiednią edukację w szkołach.
                p.s. Nie irytuj się tym „prztyczkiem” :-))

                1. Od końca. Nie irytuje mnie prztyczek jako taki. Irytuje mnie nieuzasadniony, nie mający pokrycia w rzeczywistości, bezpodstawny prztyczek.

                  Poza tym poseł będący w drugiej turze nie musi już być tak posłuszny szefowi partyjnemu. Może więc realizować projekty, które nie są popierane partyjnie.

                  Skąd ta pewność? Jeśli poseł w drugiej kadencji nie będzie posłuszny, to zostanie od razu wymieniony w pierwszej, bo szef nie będzie ryzykował niesubordynacji. Na drugą kadencję załapią się więc najwierniejsi z wiernych.

                  Nie rozumiem po co brniesz w ten absurd skoro problem leży gdzie indziej? Zamiast stawiać bariery, mnożyć ograniczenia, ubezwłasnowalniać wyborców, którzy nie mogą wybrać na posła człowieka, którego chcą wybrać, lepiej wdrożyć rozwiązania, które zagwarantują rzeczywisty wybór. Alfabetyczny układ list na przykład wyeliminuje niesławne „jedynki”. Zmiana sposobu przeliczania głosów z kolei pozwoli uniknąć sytuacji, gdy partia zdobywająca niecałe 40% poparcia zgarnia ponad 50% mandatów.

                    1. Ależ ja nie twierdzę, że nie masz racji. Twierdzę, że należy zacząć od takich zmian, które coś zmienią, a o kadencyjności można pomyśleć później.

                2. Zastanawiam się dlaczego ktoś powtarza za politykiem jak za panią matką, choć nauka już dawno sprawę zbadała i wiadomo, że polityk plecie bzdury? Gdzieś tam można znaleźć wywiad z śp. Lechem Kaczyńskim, który kreował się na niezłomnego, kryształowego szeryfa, który nie musi niczego badać, sprawdzać, prowadzić śledztwa, bo wie wszystko, a najważniejsze, że wie jak ma być, kto jest winny i kogo należy zamknąć w więzieniu na długie lata.

                  W tej sprawie zastanawia mnie co innego — dlaczego niezawisły sąd na podstawie dętych i wybiórczych dowodów skazał człowieka na długoletnie więzienie? I dlaczego sądy bardzo niechętnie przyznają rację pokrzywdzonym przez sądy?

                    1. Dzięki za zwrócenie uwagi. Bardzo cenię sobie prof.Mikołejko.

                    2. „Polska Pogardy” – jakże celne słowa prof.Mikołejko i jakże prawdziwe i trafne.