Hipokryzja, obłuda, propaganda

Pewien wybitny człowiek, twórca religii chrześcijańskiej, któremu oddawana jest boska cześć, powiedział był swego czasu: Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. Dziś obłudnika zastąpił hipokryta, a hipokryzja stała się zjawiskiem powszechnym, wręcz normą.

Gdybyż politycy brylujący w mediach dzielili się z swoimi przemyśleniami, przekonaniami czy choćby wiedzą. Ale nie. Oni po to chodzą do mediów by mniej lub bardziej składnie przedstawić co kierownictwo partii sądzi na określony temat. Dlatego jedyne co mówią od siebie i szczerze to (nie licząc inwektyw) „ja panu nie przerywałem” oraz „jak pan doskonale wi”. Tomasz Latos, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia przekonuje, że dotąd o lekarzy nikt nie dbał tak dobrze jak chcą mini ster Radziwiłł. My chcemy podnieść wynagrodzenie rezydentów. Przez 6 lat rządów PO nie były one podnoszone. Pan Radziwiłł zaproponował w sumie około 1,5 tys. podwyżek dla wszystkich. Są tacy, którzy wykonują specjalności deficytowe, dla tych osób ma być jeszcze w tym roku dodatkowe 1 200 zł. Dla odróżnienia były mini ster zdrowia uważa, że Minister Radziwiłł zaklina rzeczywistość. Według ministra, kolejek do lekarzy nie ma, wszyscy są zachwyceni siecią szpitali, a wobec ministra uprawiana jest wroga propaganda. Ale tow. Bartosz nie zawsze tak uważał. Pięć lat temu przekonywał: Protest lekarzy to kolejna eskalacja żądań, zmierzająca do całkowitego zniesienia odpowiedzialności .

Telewizja jednego widza emituje kilka programów, w których nie występują politycy, jak to jest powszechnie przyjęte, lecz dziennikarze, goście uzbrojeni w tytuły naukowe oraz panie, czyli kobiety zwane gościniami, słowem ludzie nie związani z polityką, w tym politolodzy. Gdy prowadzący pozostaje w cieniu, zadaje pytania i pozwala mówić zaproszonemu gościowi program jest pasjonujący. Gorzej gdy gość ma niewiele do powiedzenia. Wtedy albo rozmowa jest nudna jak flaki z olejem, albo role odwracają się i gospodarz zaczyna gadać za dwóch, a rola gościa sprowadza się do potakiwania.

Pewnego razu gospodyni programu „Nie ma żartów” zaprosiła redaktora naczelnego pewnego portalu, który nachalną propagandę uprawia już na poziomie tytułów. Oboje zgodnie zaczęli utyskiwać na… propagandę. W obliczu lamentów nie pozostaje nic innego jak ponowić apel sprzed wieków: Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. Bo to wstyd, gdy użala się człowiek, który toleruje na przykład tekst opatrzony tytułem: »Depresja polityczna. Nie sposób pogodzić się z taką tragedią, ale samobójca pod Pałacem Kultury wyraził odczucia wielu obywateli«. Nawet czytać nie trzeba, bo wszystko jasne. Albo »W pogoni za opłacalnością zgubiono gdzieś leczenie pacjenta. Państwo abdykowało«. Można wejść by przekonać się, że mimo satyrycznego tytułu nie państwo leczy pacjentów, lecz wciąż lekarze. Tym niemniej nie wiedzieć dlaczego i wbrew tytułowi to nie państwo abdykowało, jeno my:

Mamy za mało lekarzy, a marnujemy ich umiejętności, mamy za dużo szpitali, ale na przebudowę systemu potrzeba pieniędzy, mamy tempo starzenia się społeczeństwa najszybsze w Europie, a potrzeby zdrowotne rosną razem z wiekiem. Bez dodatkowych nakładów z tym problemem się nie uporamy. Polski system ochrony zdrowia jest skrajnie niedofinansowany.

Zaiste, jak podatnicy zrobią ściepę narodową, to lekarze jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozmnożą się i nie tylko powstrzymają starzenie się społeczeństwa, ale i potrzeby zdrowotne zaspokoją w trójnasób. Choć przyznać należy, że portal nie idzie na łatwiznę i nie przyznaje, że czarne jest czarne. Wręcz przeciwnie — rzeczywistość określa mianem mitu przekonując na przykład, że monopolistyczny twór, który po uważaniu kontraktuje usługi u jednych, innych z sobie wiadomych powodów pomijając, wycenę procedur medycznych określając na podstawie obserwacji sufitu, nie jest reliktem minionej epoki. Stąd wystarczy sypnąć groszem, żeby Polska przekształciła się w tryskającą zdrowiem krainę ludzi leczonych na najwyższym światowym poziomie, wyleczonych i zdrowych:

Od lat funkcjonuje u nas mit na temat ochrony zdrowia: to dziurawe wiadro, do którego nie należy dolewać, zanim się go nie uszczelni. Z lubością powtarzają to kolejni politycy w kolejnych kadencjach. A już szczególnie ministrowie finansów. Dziś, za sprawą protestu rezydentów znowu głośno się mówi o finansach systemu zdrowia i znowu politycy przypominają, że przecież pieniędzy przybywa.

Bezkompromisowe rozprawianie się z mitami portal rozpoczął od programu 500+, który — co oczywiste — przyczyni się do wzrostu liczby lekarzy i nie zrujnuje finansów publicznych. Podobnie postąpił z mitem, zgodnie z którym oparcie systemu emerytalnego o filar kapitałowy zapewni emerytom zabezpieczenie na starość, skoro wiadomo, że tylko piramida finansowa gwarantuje wypasione emerytury. Zwłaszcza dla kobiet….

W tym miejscu zatrzymajmy się na moment by zrobić dygresję. Otóż według portalu kobiety nie są zbyt rozgarnięte. Zamiast pracować jeszcze kilka lat i wypracować wyższe świadczenie wolały przejść na na emeryturę już teraz i dostać niższe. Dlatego ustawodawca źle zrobił obniżając wiek emerytalny zamiast zmusić głupie baby, które nie rozumieją co dla nich dobre, do dłuższej pracy.

Generalnie mitem jest wszystko, co nie pasuje do z góry przyjętej tezy względnie zlecenia. A ponieważ teraz własność prywatna i przedsiębiorczość, zwłaszcza w służbie zdrowia, nie mają dobrej prasy, wiec i portal przekonuje, że prywatne jest złe:

Obywatele rozwiniętych krajów (należących do OECD) mogą korzystać zarówno z publicznej jak i prywatnej opieki zdrowotnej. Ta druga ma swoje oczywiste mankamenty. Nie wszystkie zabiegi są dostępne (na prywatną operację kardiologiczną stać by było tylko milionerów). Część klasy średniej, która na co dzień korzysta z prywatnego leczenia, może też łatwo zapomnieć, że na starość – lub w przypadku poważnej choroby – i tak będzie się leczyć w publicznym systemie. To złudzenie prowadzi do spadku poczucia odpowiedzialności za stan publicznej opieki zdrowotnej.

Rzeczywistość jednak bywa bardziej skomplikowana, czego portal sprawdzający fakty i prowadzący dziennikarskie śledztwa nie chce dostrzec:

Finansowanie poprzez sztywny, niezależny od satysfakcji pacjentów system podatkowy powoduje, że w wypadku niedoborów finansowych jedyną możliwością poprawienia sytuacji jest cięcie kosztów, a nie polepszenie jakości usług w celu zwiększenia zysków pochodzących od zadowolonych klientów.

Nastawione na zysk jednostki dostarczające usługi medyczne nie mają tych problemów, aczkolwiek zarzuca się im, że powodują rozwarstwienie społeczne oraz wykluczenie – bogatsi fundują sobie wyższej jakości leczenie niż biedni, których nierzadko nie stać na leczenie w ogóle. Warto jednak zauważyć, że w systemie państwowej opieki zdrowotnej bogaci i tak leczą się zwykle prywatnie. Problem niskiej jakości państwowych usług medycznych dotyczy więc głównie biednych, a publicznym dostarczycielom tych usług brakuje bezpośredniej motywacji, by sytuację poprawić.

System państwowej opieki medycznej wyklucza z rynku wiele prywatnych przedsięwzięć. Jest to tzw. efekt wypierania, który polega na tym, że opodatkowywani obywatele często nie są skłonni płacić w prywatnej przychodni za usługę, której niższej jakości ekwiwalent mogą uzyskać bezpłatnie. Eliminuje to z rynku wielu potencjalnych dostawców świadczeń medycznych.

Inną formę włączania się państwa w opiekę zdrowotną stanowi system refundacji usług i leków. Jak wskazują teoretycy szkoły wyboru publicznego, prowadzi to do sytuacji, w której zapewniane są nie te usługi, które pacjenci uważają za najpotrzebniejsze, a te, których dostawcy najskuteczniej lobbują o umieszczenie na liście refundacyjnej.

Jeśli chodzi o żądania lekarzy-rezydentów:

Na ochronę zdrowia wydajemy łącznie ponad 108 mld zł rocznie (do tego należy dodać szarą strefę). Z tego ok. 65 mld zł to budżet NFZ i ok. 7 mld zł bezpośrednio z budżetu państwa. Daje nam to ok. 6,8% PKB. Udział wydatków na ochronę zdrowia w PKB Polski należy do najniższych wśród państw monitorowanych przez OECD. Przykładowo w Portugalii i Niemczech wydatki te stanowią ponad 10% PKB tych państw. Mniejsze wydatki od polskich OECD odnotowuje tylko w Meksyku i Estonii.

Na koniec naTemat:

Całkowita prywatyzacja służby zdrowia doprowadziłaby do obniżenia kosztów usług świadczonych przez prywatne placówki a jakość jak zwykle w przypadku prywatnych inwestycji byłaby bez porównania większa. Przecież to w ich interesie jest aby klient był zadowolony. Państwo jednak tak jak w przypadku lekarstw na receptę twierdzi, że wie lepiej co dla obywateli jest dobre. Prowadzi to do rozrostu biurokracji, której ofiary obserwujemy codziennie.

Podobno prof. Bralczyk wystąpił do Rady języka polskiego o zmianę definicji słów ‚propaganda’ i ‚manipulacja’ tak, by pasowały do dziennikarstwa uprawianego przez portal śledczy.

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Obecny poziom dziennikarstwa polega na tym, że KAŻDY dziennikarz wie wszystko na KAŻDY temat.
    Od iluś tam lat mam problemy zdrowotne i jako osoba zmuszona do korzystania z usług służby zdrowia powiem, ze ani Radziwiłł, ani paplający posłowie, ani Arłukowicz nie mają pojęcia o problemach z jakimi muszą sobie radzić i dyrektorzy szpitali i lekarze, a przede wszystkim chorzy.
    Pamiętam krzykliwego (albo łagodniej pełnego emocji w wypowiedziach) Arłukowicza przed otrzymaniem fotela ministerialnego. Za jego rządów kolejki się wydłużyły !!!
    Bo problem należy rozpoznać od źródła, a nie od własnych pomysłów nietrafionych.
    PO robi wielki błąd wystawiając go jako walczącego o…… bo nieumiejętny był jako minister.

    Radziwiłł to postać groteskowa. I byłoby śmiesznie, gdyby dla chorych nie było tragicznie.
    Na skutek różnych, nic nie dających innowacji, ograniczania lekarzy (bo to się nie opłaci) w pomocy chorym – ludziom cierpiącym, co powoduje swoistą znieczulicę na cierpienie.

    Gdy chory mówi lekarzowi, że wyznaczony termin jest zbyt długi, bo ból sprawia, ze nie może funkcjonować, to „lekarz” odpowiada: nic nie poradzę, tu wszyscy sami chorzy.
    Jeśli tak zachowuje się ordynator, to czego oczekiwać od szeregowego lekarza, który na dodatek jest ograniczany w możliwości własnego rozwoju? Bo starszym lekarzom to się nie opłaca.
    Taki wykształcony to ewentualna konkurencja, gdy otworzy prywatna praktykę.Trzeba więc mu życie i dostęp do rozszerzenia wiedzy jak najbardziej utrudnić.

    Czy nie ma dobrych lekarzy? Dobry w rozumieniu posiadanej wiedzy, dobry w rozumieniu odpowiedniego traktowania chorego, dobry w rozumieniu odpowiedniego leczenia, mimo tak wielkich utrudnień?
    TACY LEKARZE SĄ !!!!!
    Nie odnoszę wrażenia by pytano ich o zdanie jak widzieliby pracę w szpitalach, w przychodniach.
    Jest jeszcze praca pielęgniarek (a młodych pielęgniarek na oddziałach szpitalnych NIE MA!!!!!!)
    Jest jeszcze praca obsługi karetek, praca wielu innych ludzi, którzy pomagają w leczeniu, którzy pomagają w ratowaniu zdrowia lub życia.

    Zwrócę jeszcze uwagę na jedną sprawę. Brak w szkołach kształcenia (po kilka godzin na rok), informowania o potrzebie szczepień, informowania o niebezpieczeństwie zakażeń przy okazjonalnych stosunkach, informowania o niebezpieczeństwach jakie niesie szarlataneria udająca leczenie.
    Dodam, że publicznie NIKT NIE SPRZECIWIŁ SIĘ „leczeniu” przez szamana Bashoborę.
    Nie sprzeciwił się Episkopat, ani lekarze, ani politycy.
    Bo chorzy, którym dostęp do leczenia jest utrudniony, którzy zbyt późno leczeni, szukają wszędzie pomocy.
    Tylko dlaczego muszą jej szukać poza system służby zdrowia?


    1. Mniej szkodzi impet jawny, niźli złość ukryta.
      Ukąsił idącego brytan hypokryta.
      Rzekł nabożniś: psa obić, nie bardzo się godzi,
      Zemścijmy się inaczej, lepiej to zaszkodzi.
      Jakoż widząc, że ludzie za nim nadchodzili,
      Krzyknął na psa, że wściekły, w punkcie go zabili.”

      I.Krasicki

    2. Ten system wypiera dobrych, solidnych lekarzy i premiuje miernoty. Niech młodzi nie opowiadają, że to nie jest protest polityczny, że im zależy na polepszeniu doli pacjentów. Bujda na resorach. To jest protest polityczny, czego potwierdzeniem jest termin – początek przygotowanej na chybcika, po łebkach „reformy”, obecność opozycji i nierealne żądania. Bo trudno uwierzyć, że młodzi lekarze po ciężkich studiach są tak głupi, że nie rozumieją, że system jest wadliwy i dosypywanie kasy niczego ani nie poprawi, ani nie zmieni. Przecież nawet swoich poborów nie łączą z umiejętnościami, liczbą wyleczonych pacjentów, lecz wyłącznie ze średnią krajową.

      Jeśli chodzi o Radziwiłła to nie jest ani większą ani mniejszą miernotą niż Kopacz, Arłukowicz czy cała plejada lekarzy-ministrów z tow. Łapińskim na czele. Nikt o zdrowych zmysłach nie powierzyłby kierowania firmą produkującą buty szewcowi tylko dlatego, że zna się na robieniu butów. A służbą zdrowia zawsze kieruje lekarz. On będzie dbał o kogokolwiek spoza swojego środowiska? A niby dlaczego miałby to robić?

      Skąd pochodzą pieniądze płacone rezydentom? Z budżetu. A ten nie jest w gestii ministra zdrowia. Poza tym jeśli lekarze rezydenci zarabiają skandalicznie mało, to czemu nie dopłacają do ich pensji szpitale ich zatrudniające? Przecież pracują w nich jako pełnoprawni lekarze, odbywają dyżury jako pełnoprawni lekarze, często nawet bez asysty starszych kolegów. Dlaczego mają za to płacić podatnicy? To jest uczciwe?