Gołębie serce

Każdy medal ma dwie strony, każdy kij ma dwa końce. Podobnie i sprawiedliwość ma dwa oblicza. Z jednej strony jest człowiek o gołębim sercu, wrażliwy na krzywdę ludzką. Z drugiej strony są podległe mu instytucje, dla których krzywda nie zawsze krzywda znaczy, a niegodziwość niegodziwość.

W lipcu 2016 roku w Karpaczu 23-letni kierowca samochodu stracił panowanie nad kierownicą i wjechał w grupę ludzi. Jechał za szybko. Zaraz potem człowiek o gołębim sercu oznajmił, że Są osoby, które regularnie, w sposób drastyczny naruszają zasady w ruchu drogowym, powodując śmierć i zniszczenia na polskich drogach. Chcemy ograniczyć ich nieodpowiedzialność i chcemy ratować w ten sposób ludzkie, niewinne życie.

W styczniu 2017 roku poruszające się zwartą kolumną osoby w sposób drastyczny naruszając zasady w ruchu drogowym wpadły na samochody stojące na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Ograniczenie nieodpowiedzialności i chęć ratowania niewinnego życia (o zdrowiu nie może być mowy) sprowadziło się w tym wypadku do skazania sygnalizacji świetlnej na karę wieloletniego świecenia.

Trzej mężczyźni przez kilka dni przetrzymywali i gwałcili w mieszkaniu jednego z nich 26-latnią kobietę. Po kilku dniach udało jej się uciec, trafiła (bez skierowania!) do szpitala, gdzie mimo kilku operacji, zmarła na skutek odniesionych obrażeń. Zaraz potem człowiek o gołębim sercu oznajmił, że Nie ma i nie będzie z mojej strony zgody i zrozumienia dla braku empatii po stronie prokuratorów i organów ścigania dla ofiar tak okrutnych przestępstw, wszystkich okrutnych przestępstw. Takich przestępstw, których sprawcy działają ze szczególnym okrucieństwem, gdzie osoba pokrzywdzona jest bezradna i jest poddana okrutnym cierpieniom. Czy można z tego wnosić, że dla nie tak okrutnych przestępstw, wszystkich pozostałych przestępstw będzie zgoda i zrozumienie? To by tłumaczyło policyjną ochronę prawicowych demonstracji i ekscesów.

W czerwcu 2016 roku człowiek o gołębim sercu przekonywał, że należy gwałtownie zaostrzyć latry za gwałt. Dzisiaj za morderstwo w związku ze zgwałceniem, w tym zgwałceniem dziecka grozi kara od 12 do 25 lat lub kara dożywocia. Jeśli moja propozycja będzie przyjęta, będzie to od 25 do 30 lat albo dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością wyłączenia warunkowego przedterminowego zwolnienia.

W październiku 2016 roku 12-letnia dziewczynka poprosiła przypadkowego przechodnia, by pokazał jej jak dojść do przystanku metra. Mężczyzna zamiast na przystanek zaprowadził ją do swojego mieszkania w jednej z podwarszawskich miejscowości. W nocy sąsiedzi usłyszeli wołanie dziecka o pomoc. Wyważyli drzwi. Zwyrodnialec został zatrzymany. Był podejrzany o gwałt, ponieważ biegli stwierdzili, że do stosunku doszło. Postępowanie w Prokuraturze Rejonowej toczyło się kilka miesięcy. Mężczyzna na ten czas dostał jedynie… dozór policyjny. W końcu, po wielomiesięcznym, żmudnym śledztwie prokurator nie dopatrzył się niczego niezgodnego z prawem ani w gwałcie w ogóle, ani w obcowaniu z 12-letnim dzieckiem w szczególności, ani w obu tych czynach naraz. A skoro się nie dopatrzył, to postępowanie umorzył. Choć w uzasadnieniu przyznał uczciwie, że do stosunku, czyli gwałtu doszło: „Opinia biegłego z zakresu genetyki potwierdziła, że materiał genetyczny zabezpieczony na miejscu zdarzenia należał do podejrzanego i małoletniej pokrzywdzonej, zatem opinia potwierdza jedynie fakt, że między Pawłem R. a Kariną doszło do stosunku płciowego.”

Przytoczone przykłady, a jest ich znacznie więcej, stanowią potwierdzenie tezy, że samo posiadanie gołębiego serca i regularne obnoszenie się z empatią to za mało. Trzeba jeszcze umieć nakłonić do posłuchu podległe sobie instytucje i wzbudzić empatię u podległych sobie funkcjonariuszy. Bo co z tego, że kara zostanie zaostrzona i wyniesie choćby od 100 do 200 lat bezwzględnego więzienia, jeśli prokurator umorzy śledztwo i sprawa nawet do sądu nie trafi? Z drugiej strony czy ktoś jeszcze nabiera się na prężenie muskułów i przykrywanie nieporadności coraz to bardziej absurdalnymi pomysłami?

Za terroryzm, handel narkotykami i wiele innych przestępstw grożą srogie kary. W niektórych krajach nawet kara śmierci. Mimo to zawsze znajduje się ktoś, kto zdecyduje się złamać zasady. Paradoksalnie bowiem tym przestępstwa są brutalniejsze im wyższe kary grożą za ich popełnienie. Wynika to z prostej kalkulacji. Jeśli dziś za gwałt można pójść siedzieć na 12-25 lat, a zgodnie z pomysłem człowieka o gołębim sercu 25-30 lat, a za morderstwo na 8 do 25 lat, to sprawca najpierw zgwałci, a potem zdetonuje bombę atomową, żeby zatrzeć ślady. Jeśli prokurator nie umorzy śledztwa, a sąd nie będzie zbyt surowy, to spędzi za kratkami mniej, niż gdyby tylko zgwałcił. Przypadek 26-letniej kobiety potwierdza tę smutną prawdę. Gdyby nie udało jej się uciec, sprawcy mogliby pozostać bezkarni. Albo zostać oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci.

Jeśli wzmianka o bombie atomowej wydaje się komuś niedorzeczna i nie na miejscu, to powinien wiedzieć, że podczas gdy za morderstwo grozi kara od 8 do 25 lat, za gwałt ma grozić 30, to za gwałtowne zdetonowanie bomby atomowej można trafić za kratki na maksimum 12 lat! I to tylko wtedy, gdy się ją zdetonuje umyślnie!

Art. 163

§ 1. Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać:
4) gwałtownego wyzwolenia energii jądrowej lub wyzwolenia promieniowania jonizującego, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Bezmyślne zaostrzanie kar nie rozwiązuje żadnego problemu, a już na pewno nie ochroni ofiar. Sprawia za to, że przestępcy stają się coraz bardziej brutalni. Przemoc rodzi przemoc. Z tą różnicą, że jeśli ofiara często nie ma żadnych szans w zderzeniu ze zwyrodnialcem, to zwyrodnialec może liczyć na niebywałą pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości. Często jedyne, co mu grozi, to umorzenie postępowania i zwołanie przez człowieka o gołębim sercu konferencji prasowej, na której zapowie kolejne zaostrzenie kar. Bo choć Prokuratura musi być twarda i bezwzględna wobec katów, a wielkoduszna, wyrozumiała i empatyczna wobec ofiar, to często, zdecydowanie zbyt często bywa odwrotnie.

Nikt, wliczając w to totalną opozycję i Komisję Wenecką, nie mógł z ministra sprawiedliwości okrutniej zakpić, niż podległa mu prokuratura umarzając sprawę gwałtu na dwunastolatce. I kolega minister gwałtownie wjeżdżając w stojące na światłach samochody.

 

PS.
Gdyby ktoś, w co nie wątpię, odczuwał niedosyt, to polecam wpis „100 lat… więzienia” sprzed trzech lat i „100 lat więzienia” sprzed roku.

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Wiele gwałtów na nieletnich popełnionych przez mężczyzn, którzy są obdarowani statusem powszechnego zaufania, nie znalazło kary ani zadośćuczynienia. Czy dziennikarz sprawdził kim jest gwałciciel? Może dlatego prokurator jest taki „czuły” albo miał nakazane z góry. Czy raczej wystarczy by tylko po łebkach opisać sprawę i czekać na zapłatę.

    A minister gdyby był odpowiednią osobą, nie bawiłby się w ręczne sterowanie praworządnością i przechwalanie się swoją czułością w mediach. Dobry minister szukałby rozwiązań, które ukróciłyby samowolę prokuratorów. Dobry minister spytałby o zdanie „totalną” opozycję, eks prokuratorów, którzy o tej pracy mają pojęcie i stworzyłby sensowne zasady. Za „darowanie win” gwałcicielowi dziecka, prokurator ponieść powinien konsekwencje. Ale nie poniesie, jeśli głośno przechwala się swoją religijnością, siłą wiary.

    „O nierządne królewstwo i zginienia bliskie!
    Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość
    Ma miejsca….”
    Jan Kochanowski

    1. Moja droga nie wymagaj od prokuratorów, żeby narażali się na połajanki, szykany czy utratę pracy. Jeśli rozpoczną śledztwo i postawią zarzuty, a okaże się, że nie powinni, to będą mieli kłopoty. A tak umorzyli i czekają. Przyjdzie z góry rozkaz wznowić, to wznowią. Nie przyjdzie, to będą mieli spokój. Przecież właśnie o to chodziło, po to uzależniono prokuraturę i sądy od ministra.