Front jedności

Wczoraj, 15 listopada, Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności. Wyraził w niej między innymi zaniepokojenie „reformą” sądownictwa, która „może strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce”. W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił „ksenofobiczny i faszystowski” Marsz Niepodległości.

W ramach akcji „nic nie jest takie jakie jest” będącej pokłosiem zapewnienia, że „żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe a czarne jest czarne”, szefostwo Platformy Obywatelskiej uznało rezolucję za sankcje i ustami złotoustego Tomasza Siemoniaka oznajmiło, że Będziemy rozmawiali o konsekwencjach wobec europosłów PO, którzy zagłosowali w środę „Za” sankcjami dla Polski na posiedzeniu zarządu, pewnie w przyszłym tygodniu.

Warto przypomnieć kilka faktów. Po pierwsze parlament Europejski to nie jest narzucona Polsce siłą władza. Zasiadają w nim także Polacy. Ich obowiązkiem jest dbanie o interes całej Unii, a nie tylko jednego, wybranego kraju. Po drugie polski rząd to nie Polska. Owszem, pewien władca przekonywał, że „królestwo to ja”, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Po trzecie jeszcze niedawno portal Niezależna donosił, że

Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE złożyła wniosek z inicjatywy PiS. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego domaga się w nim debaty nad rezolucją na temat przebiegu wyborów samorządowych w Polsce.

Dlaczego jeśli PiS „donosi” do Parlamentu Europejskiego i domaga się rezolucji, to jest to zasadne i usprawiedliwione, a popieranie rezolucji, tej czy innej, już nie? Dlaczego opozycja tańczy jak jej PiS zagra?

Ze strony totalnej opozycji płynie jasny przekaz — cokolwiek PiS zrobi pod żadnym pozorem nie wolno mu przeszkadzać, a wszelkie próby zastopowania szaleństwa będą traktowane jako zdrada i spotkają się z konsekwencjami.

 

PS.
Plecy Legutki uciekającego z sali obrad są symbolem męstwa i niezłomności. Dobra zmiana w pigułce — wstajemy z kolan i w nogi.

Dodaj komentarz


komentarzy: 4

  1. Czytając o niezbyt mądrej wypowiedzi Siemoniaka, o straszeniu pociągnięciem do odpowiedzialności, zadaję sobie pytanie, czy zostając posłem, europosłem, zostaje się zakładnikiem, zostaje się bytem zniewolonym jakiegoś dupka? Ostatnie słowo nie jest piękne, ale i tak delikatne by określić głupotę polityków.

    Charles-Maurice Talleyrand: „Nie czynię sobie bynajmniej wyrzutów, że służyłem wszystkim reżymom począwszy od Dyrektoriatu aż do chwili, kiedy piszę te słowa, gdyż postanowiłem służyć Francji, a nie jej reżymom.”

    A komu służą polscy politycy? W gadaninie przewija się słowo POLSKA aż w nadmiarze, ale w działalności, w jej służeniu często jest pustka. Bo oni najczęściej służą swojemu partyjnemu „przywódcy” albo ogólniej interesom partii, rozumianym jako danie możliwości wysokiego zarobkowania grupie nominowanych przez partyjnego bossa. Utrata zaufania bossa, to utrata możliwości wysokich dochodów za nic, więc się starają, bełkoczą głupoty, a czasem i nikczemności. W polskiej polityce zaistniała nowa forma weta.

    Ryszard Legutko, znany z tego, ze jako profesor nie jest znany. Znalazł się w Europarlamencie by występować w imieniu wszystkich Polaków. Załóżmy, że został wyznaczony by brać udział w omawianiu umowy między dwoma państwami. Gdyby rozmowy nie przebiegały po myśli Legutki, to on jak sfrustrowana osoba strzela focha i wychodzi z sali. Prostactwo, brak manier (a na tym szczeblu są niezbędne), stawianie Polski w gorszej sytuacji dla innego jej reprezentanta. Legutko uciekł, zwiał jak szczur z tonącego statku. Reszta niech tonie. On okazał się wierny bossowi. Tylko ze to nie boss płaci mu z własnej kieszeni, a Rzeczpospolita. Uciekł, bo nie miał nic do powiedzenia? Tak to wygląda. Na odchodnym powinien wzorem innego dziwoląga w polityce, krzyknąć: a widelce to…..

    Talleyrand: „Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda.”

    Przed jaka prawdą nieudacznik Legutko zmiatał jak zając? Przed jakimi? Ze strachu przed utratą apanaży niezasłużonych? Może już najwyższy czas?

    Król Francji Ludwik IV miał powiedzieć „państwo to JA”. Tak samo powiedział Antoni Macierewicz poproszony o podpisanie książki T.Piątka o sobie.

    „Nie sądzę, żeby to było warte i żebym miał ochotę składać dedykację, dlatego że to nie jest książka. To jest atak na polską politykę i polskie państwo”. Z dalekiej prowincji rozumiem to tak: Macierewicz mówi, że POLSKA TO JA!!!!! I nie tylko mówi.

    1. Można domniemywać, że gdy władza rzuci nas w objęcia Putina polska opozycja oraz Schetyna nawet nie pisną. No bo nie godzi się „zdradzać”. Warto obserwować losy ordynacji wyborczej. Bo jeśli zwiększy także szanse PO, to go Schetyna poprze obiema rękami.

      - Mości panowie!… Wielu spomiędzy was… zdziwi… albo zgoła przestraszy ten toast… ale… kto mi ufa i wierzy… kto prawdziwie chce dobra ojczyzny… kto wiernym mojego domu przyjacielem… ten go wzniesie ochotnie… i powtórzy za mną: Vivat Carolus Gustavus rex… od dziś dnia łaskawie nam panujący!

        1. Schetyna ma takie parcie na stołek, że nie przepuści żadnej okazji, żeby zaproponować siebie na stanowisko premiera. Niestety prezes nie może się na to zgodzić, bo Platforma bez Schetyny stałaby się realnym zagrożeniem. Władza PiS-u wspiera się bowiem na trzech filarach – Kaczyńskim, Petru, Schetynie. Pozbawiona jednego z nich szybko runie.