Dziś i kiedyś

Ludzie zawsze wybierali spokojne życie, pracę, wypoczynek w miarę możliwości. Gdy będzie zagrożenie wolności, to wybiorą niewolę, ale bezpieczne życie dla siebie i rodziny.

Czy idący do Powstania Warszawskiego wyobrażali sobie taką skalę zniszczeń? Czy też by poszli gdyby mieli tę wiedzę? Trudno to rozstrzygnąć. Byli powstańcy nie przyjmowali żadnych argumentów krytycznych do samego powstania. Było dobre, mimo że zginęło dwieście tysięcy ludzi i umarło miasto.

Czy politycy z PIS nie mają pojęcia o tym, że zostało złamane prawo? Przecież to niemożliwe, że nie ma tam myślących i wątpiących.

Czytam książkę o wojnie w Elblągu: „Elbing 1945  – t1 i t.2″ autor Tomasz Stężała. Pozwolę sobie dać dwa cytaty.

Elbląg od zawsze był miastem, gdzie słyszało się różne języki, chociaż wszyscy mieszkańcy mówili lepiej lub gorzej po niemiecku. Byli tu Polacy zasiedzieli od stuleci, Mennonici mówiący po flamandzku, Żydzi, Anglicy, Szwedzi, Rosjanie. Wielkie zakłady Schichaua przyciągały jak magnes najlepszych inżynierów i techników, którzy zakładali tu rodziny i zostawali. Wszyscy ci ludzie czuli się po prostu mieszkańcami miasta, a sprawy narodowościowe czy religijne  nie stanowiły dla nich jakiegoś problemu. Dopiero po dojściu Hitlera do władzy (…) coś zaczęło się psuć.

Tutaj ludzie wiedli spokojniejszy żywot nie interesując się wielką polityką i początkowo niechętnie wstępując do partii hitlerowskiej (…) po 1935, kiedy Hitler przyjechał do miasta, zaczęto na siłę wprowadzać wielkie zmiany. Zmieniono nazwy ulic, wszędzie pojawiły się narodowo-socjalistyczne chorągwie i słupy ogłoszeniowe z krzykliwą propagandą.

Te cytaty dlatego, że widzę pewne analogie. Ludziom w Elblągu zależało na pracy, zdrowiu, wychowaniu i wyszkoleniu dzieci. Czy już w innej rzeczywistości 71 lat później mieszkańcom Elbląga zależy na czymś innym? Czy też wciągną się w zawirowania wielkiej polityki? I jakie będzie wtedy ich życie?

Jakie będzie życie innych miast i ich mieszkańców? Czy historia może się powtórzyć?

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. I to tłumaczy stoicki spokój rolników, którzy nareszcie, tak jak za komuny i za feudała, o niczym nie decydują. I są szczęśliwi, bo decyzja łączy się z odpowiedzialnością, a tej oni nie lubią, oj nie lubią. Stąd żadnych blokad, demonstracji, marszów gwiaździstych z kosami na sztorc. Tak samo jest w małych miasteczkach. Tam już też wyprzedzająco wiesza się właściwe portrety na ścianach urządów, czapkuje księdzu i nowej władzy. Do Solidarności należało prawie 10 milionów ludzi. Ale jak przyszło co do czego pozostała garstka.

    1. Znajomy rodziców, pochodzący ze wsi, ukończył po wojnie studia, został dyrektorem (nie wiem czy zapisał się), w gabinecie powiesił portret pierwszego sekretarza i tam zawsze zapraszał gości a to partyjnych, a to z województwa. Nigdy nie miał kłopotów, rewizji, przesłuchań. Zmarł przed stanem wojennym, a mieszkanie (150m+) zostało wykupione za grosze.

      Dzierżący każdą władzę mają jej tyle, ile jej się  tej władzy da.