Drążymy

Wielki polityk, mąż stanu i wizjoner nigdy nie podejmował rozsądnych decyzji pochopnie. Gdy kryzysu już nie dawało się zagłaskać ani przeczekać pojawiał się publicznie by oznajmić, że we środę, za tydzień, za miesiąc, w przyszłym tygodniu podejmie stosowne kroki. Lecz, co należy podkreślić z całą mocą, tak działał w obliczu nabrzmiewających problemów. Tam gdzie problemów nie było tworzył je bez zastanowienia i niejako z marszu. Wystarczy wspomnieć sprawę hazardu, którą rozwiązał z wtorku na środę. I to tak skutecznie, że dzieci muszą występować o zgodę na zorganizowanie w przedszkolu loterii fantowej, a hot-spoty działają bez ograniczeń przez całą dobę na co drugiej ulicy. Albo ACTA, które najpierw podpisał, a dopiero potem przemyślał. O ustawie refundacyjnej, którą forsował wraz z kupionym za pieniądze podatników tow. Arłukowiczem, nawet nie warto wspominać. Bo jej efekty, zwłaszcza dla młodych, mają walor edukacyjny — po 25 latach od transformacji znowu w sklepie, na razie jest to apteka, słyszymy sakramentalne „nie ma”. Na szczęście handlu innymi wyrobami medycznymi nasz wódz nie reformował, więc suplementów diety jest zatrzęsienie. Albo dopalacze, które zlikwidował od niechcenia we wtorek. Mafia do dziś obchodzi ten dzień hucznie jako dzień dzień k. czynienia promocji na substancje chemiczne.

Naświetliwszy podłoże historyczne i miejsce akcji wróćmy do czasów współczesnych. Oto pani Ewa Kopacz została namaszczona przez wielkiego przywódcę na stanowisko premiera. Studiował był on swego czasu historię, więc doskonale wiedział, że skoro krajem może rządzić kucharka po tygodniowym przeszkoleniu, to może i lekarka. A skoro może, to rządzi. W zeszłym tygodniu zdymisjonowała ministrów, którzy w trosce o państwo podali się do dymisji i oświadczyła, że nazwiska nowych poda w następnym tygodniu. Jeśli mąż stanu mógł we środę zapowiadać co zrobi w poniedziałek, to żona stanu tym bardziej. Gdyby p. Kopacz jednego dnia ogłosiła dymisje i od razu powołała nowych ministrów, można by powiedzieć, że jest sprawnym menadżerem i panuje nad sytuacją. Wybrała inne, najgorsze z możliwych rozwiązanie, po czym pojechała obcałowywać przełożonego po rękach.

Najbardziej znaną postacią spośród nominatów jest były minister sprawiedliwości Marek Biernacki. Razem z wiceministrem Królikowskim próbowali przerobić Biblię na obowiązujące wszystkich prawo. Teraz, jako koordynator do spraw służb specjalnych, będzie mógł sprawniej ścigać i rozliczać bluźnierców. Najbardziej jednak spektakularne jest niewątpliwie obsadzenie stanowiska ministra zdrowia kardiochirurgiem, współpracownikiem słynnego prof. Religi. Ponieważ Religa był ministrem, to jego współpracownik też musi być, choćby i tydzień. Ale nie zwolnił się z dotychczasowego miejsca pracy. W każdy piątek — jak deklaruje — będzie lekarzem. Całe swoje doświadczenie i pracę poświęcę dla tego, do czego mnie powołano i dlaczego tu jestem. Natomiast w piątek będę lekarzem w Zabrzu, tak jak byłem zawsze, po to, żeby ten mój kochany szpital działał. On beze mnie również działa dobrze, ale żeby mógł mieć energię na cały następny tydzień. W ministerstwie zapowie „radźcie sobie sami, bo ja wyjeżdżam”. A jak obowiązki go zatrzymają, to pacjentowi udzieli porady telefonicznie — „Zatrzymują mnie tu obowiązki ministra, musi się pan więc zoperować sam. Skalpele są w lewej szufladzie biurka, a igła i nici u salowej”.

Dochody profesora Mariana Zembali przekraczają milion złotych rocznie, więc raczej nie objął stanowiska ministra dla pieniędzy. Jeśli już, to z próżności. Problem bowiem polega na tym, że jeśli ktoś jest na przykład wybitnym sportowcem, to nie znaczy, że należy mu powierzyć projektowanie stadionów. Ktoś, kto kieruje zespołem dokonującym przeszczepów niekoniecznie nadaje się do kierowania resortem. Co innego zarządzanie na poziomie kliniki, choćby i rozbudowanej, a co innego zarządzanie na poziomie państwa. Zapaść służby zdrowia jest faktem, system bowiem wypycha z rynku fachowców. W wielu placówkach dramatycznie brakuje lekarzy, a dzięki światłej polityce wielkiego wizjonera i jego wiernego towarzysza Arułkowicza wkrótce równie dramatycznie zacznie brakować pielęgniarek.

Nowy minister oczywiście nie zreformuje kulejącej służby zdrowia, bo to niemożliwe w obecnej sytuacji, więc będzie wykonywał mnóstwo ruchów pozornych, które niczego nie poprawią, problemów nie rozwiążą, ale dobrze będą sprzedawać się medialnie. Jeszcze nie zaczął urzędowania, a już zaproponował sposób na wpompowanie dodatkowej kasy do niewydolnego systemu. Pomysł jest banalnie prosty — ponieważ wszyscy płacą OC, więc należy część tych pieniędzy skierować do kieszeni NFZ, który je sprawnie przetrawi i wypluje w postaci dodatkowej usługi. Wzorem innych krajów europejskich pewien procent tej kwoty [ubezpieczenia] – czy pięć, czy osiem (…), powinien pójść na to, żeby wzmocnić medycynę ratunkową. Po to, żeby ten procent uratowanych chorych, którzy często leżą trzy miesiące, sześć tygodni, ale żyją i wracają do rodzin, był wyższy.

Taki pomysł ma pan profesor. A przecież sądząc z wyglądu powinien pamiętać, że ten system, który obowiązuje obecnie w służbie zdrowia, a dawniej obowiązywał w hodowli trzody chlewnej i bydła rogatego, czyli system kontraktacji, nie działał nawet wtedy, gdy był wspierany miliardami dolarów z Zachodu. Tak więc na razie słowa nowego ministra pachną, jeśli to można określić tym mianem, populizmem na kilometr. Zresztą sam p. prof. przyznaje, że nie tyle będzie robił, zmieniał, reformował, ile omawiał, czyli gadał. Przy czym ledwo co został ministrem, a już o sobie mówi w liczbie mnogiej. Problemem, który będziemy omawiać, będą kobiety ciężarne i dzieci — w wymiarze, co ważnego jest do zrobienia i należy zrobić (…) Będziemy mówić o dzieciach, kobiecie rodzącej, kobiecie w ciąży, i skończymy na obciążeniach u dzieci, łącznie z otyłością. Wszystkiego się nie da, ale kropla drąży skałę. To będzie moja filozofia tych czterech miesięcy – kropla drąży skałę.

Jak widać pan profesor wpisuje się doskonale w program rządu Ewy Kopacz, która od początku urzędowania wspiera drążących skały milionowymi dotacjami. Największy malkontent nie może zarzucić rządowi, że wypadł sroce z pod ogona. Nie płynie też z prądem. Nieważne, że inni budują, rozwijają, wznoszą się na wyższy poziom. Niech sobie i wyznaczają ambitne cele i dążą do nich. My jak ta kropla będziemy drążyć, na kolanach będziemy, bo tak łatwiej, a jak już wydrążymy, to świat zadziwimy. No i upadek nam nie grozi. Na tym polega przewaga kreta nad orłem.

Pogrążona w drążeniu władza, zgięta w wiernopoddańczym ukłonie, nie dostrzega realnych problemów względnie rozkłada ręce w geście bezradności. Zapytany o konkret, czyli o pakiet onkologiczny nowy kardiochirurg zdrowia powiedział, że nie będzie wypowiadał się na temat pakietu, „bo to za wcześnie”. Od początku jednak uważał, że są rozwiązania, które należy zachować, ale też takie, które należy wstrzymać i nadać im nową formę. Tłumacząc to na język zrozumiały — p. profesor nie ma pojęcia jak ten problem ugryźć. Co nie dziwi, bo z wielu przyczyn rządy w Polsce służą wyłącznie zaspokajaniu aspiracji liderów partyjnych i — czasem — lekarzy ze szpitali na peryferiach.

Aby rozważania zakończyć jakimś optymistycznym akcentem parę obrazków dowodzących niezbicie, że Polska to kraj dumnych i hardych ludzi. No i suwerenny! Żadne tam kondominium…

Kopacz i jej zwierzchnik

Wiecie, ja jestem kobietą. Gdy stoi przede mną człowiek ubrany jak ja w suknię w kontrastującym z moją kolorze…

Komorowski i jego zwierzchnik

Mogłeś wybrać wolność, ale wolałeś Dudę…

Tusk w pozycji męża stanu

Nie będę klękał przed księdzem. Jak boga kocham…

Jarosław Kaczyński podczas walki z kondominium

Jedyna szansa na suwerenność to właściwa pozycja Polski na arenie…

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. W moim niewielkim mieście jest dwóch posłów. Obaj są lekarzami. Jeden z pracy lekarza zrezygnował. Drugi, u którego bywam przyjmowana w ramach NFZ, pracuje na etacie i posłuje. Miałam z nim dawno temu zwarcie słowne, gdy zapytał mnie o program PIS. Usłyszał ostre: nie po to tu przyszłam i nie będę rozmawiać o innych sprawach niż moja dolegliwość. A PIS… nie podoba mi się. Gdybyś widział wzrok…. pielęgniarki. ;-) A ja śmiałam, no śmiałam tak do posła, z którym sam Rydzyk się sfotografował, a poseł w Radyju….

    Poseł-lekarz pracuje jeden dzień w tygodniu. W poniedziałek. A kolejki coraz dłuższe. Wiadomo, że lubię się czepiać.

    Jak popracuje pan minister zdrowia? Lekarzem jest podobno wspaniałym. Ministrem za to może być do… niczego. Poza tym nie widziałam sensownej potrzeby zmian ministrów. Choć kilku z tych panów nigdy nie mianowałabym na to stanowisko. Ale ja jestem czepialska. I co ja tam wiem. W Rzymie nigdy nie byłam, nawet w karczmie Rzym!!! ;-)