Dotowany dobrobyt na kredyt

Pieniądze. Coś, o posiadaniu czego — i to w dużych ilościach — każdy marzy. Czy za pieniądze można mieć wszystko? Oczywiście nie. Najlepiej to ilustruje przykład władzy, która uważa, że nie musi tworzyć nowych miejsc pracy, bo wystarczy, że stworzy nowe zasiłki, ulgi, zwolnienia i rozda trochę pieniędzy.

Jeszcze nie tak dawno temu mieliśmy stocznie. W stoczniach były pochylnie, a po pochylniach staczał się polski przemysł stoczniowy, bo nie było wizji, za to były dotacje. Gdy pieniądze skończyły się, skończyły się także stocznie. Gdyby jednak te pieniądze przeznaczono na badania i rozwój, dziś stocznie zarabiały na siebie miliony z korzyścią dla budżetu państwa. Ale to nie wszystko. Bo zarabialiby zatrudnieni w tych stoczniach ludzie. I podwykonawcy. Na czym polegała wina władzy? Na tym, że nie mając żadnej wizji ulegała żądaniom związkowców, kupując sobie poparcie w wyborach.

Zmrużmy na chwile oczęta i wyobraźmy sobie, że wybraliśmy polityków, którzy nie obiecywali, że dadzą, lecz że poprowadzą. No więc zamknijmy oczy i patrzmy. Co widzimy? 46.000 pracowników stoczni uwija się przy budowie statków. Z pomocą stumetrowego dźwigu portowego przez wiele miesięcy składają jedne z największych na świecie puzzli: kontenerowiec nowej klasy Triple E. To pływający cud techniki, zbudowany z 50.000 ton stali (zysk dla hut!)…

Otwieramy na chwilę oczy żeby zajrzeć do Wikipedii. Patrzymy, patrzymy i nic nie widzimy. Najwidoczniej nie chcąc denerwować władzy polska Wikipedia nie zawiera hasła Triple E. Jest w angielskiej, francuskiej, szwedzkiej, niemieckiej, holenderskiej, hiszpańskiej, nawet słoweńskiej, ale w polskiej nie ma. Zamykamy oczy i patrzymy dalej.

Statek klasy Triple E ma 400 metrów długości, 60 metrów szerokości, 22 piętra wysokości oraz miejsce na 18.270 kontenerów (TEU). Gdyby ktoś chciał ten ładunek przewieźć koleją, to do stojącej na stacji lokomotywy musiałby podpiąć wagony o łącznej długości ponad 110 kilometrów. Takie pływające cacuszko kosztuje, bagatela, 700 milionów złotych za sztukę.

Składa się z 24 modułów. Za pomocą ogromnego dźwigu portowego przenosi się je do suchego doku, gdzie są łączone. W przekroju przypominają literę U. To pozwala na ułożenie kontenerów w 24 rzędach obok siebie i sprawia, że mimo zwiększonego ciężaru zanurzenie jednostki nie wzrasta zbytnio. Gigant zbudowany jest z giętkiej, lecz wyjątkowo wytrzymałej specjalistycznej stali, aby falowanie nie zagroziło konstrukcji. Stalowe płyty o grubości do 10 centymetrów wytrzymają siły dochodzące do 390 niutonów na milimetr kwadratowy. Dzięki temu kadłub może wygiąć się aż o metr, gdy stoi w porcie, i do dwóch metrów na morzu. Zaś ogromna długość (dla przypomnienie — bez mała pół kilometra) sprawia, że nie wpada w każdą dolinę fali. Oczywiście masa i długość mają także i wady — do wyhamowania potrzebuje aż ośmiu kilometrów!

Co ciekawe statki tej klasy kursują między Azją a Europą. Do Ameryki nie zawijają. Dlaczego? Pod względem braku wizji supermocarstwo jako żywo przypomina inne, leżące w środku Europy, nad Wisłą — nie ma portu, który byłby w stanie przyjąć jednostkę tej wielkości. Gdańsk takie statki obsługuje, ale podejrzewać należy, że nie dzięki, lecz mimo starań polskich władz. Bo gdyby to od nich zależało dostosowywanie portu przebiegałoby równie sprawnie jak budowa gazoportu czy korwety Gawron.

Warto na koniec odnotować, że statki klasy Triple E posiadają dwa silniki wielkości małego domu każdy. Ich łączna moc wynosi 86.000 koni mechanicznych. Tankowanie „do pełna” kosztuje, bagatela, dziesięć milionów dolarów. Jak taka ilość paliwa przekłada się na emisję dwutlenku węgla? Otóż statek klasy Triple E emituje tylko 3 (trzy) gramy CO2 transportując kilogram towaru na odległość kilometra. Dla porównania transport kolejowy to emisja na poziomie 18 g (sześć razy więcej),  samochodowy generuje 47 g, a lotniczy aż 560 g.

To nie jest science fiction. Takie statki buduje nieznana w Polsce ani polskiej Wikipedii koreańska stocznia Daewoo Shipbuilding & Marine Engineering mieszcząca się na wyspie Kodze-do w Korei Południowej. Warto odnotować, że stocznia powstała w 2000 roku, mniej więcej wtedy, gdy polski rząd z pomocą związków zawodowych postanowił dorżnąć polski przemysł stoczniowy. W związku z tym najwyższy czas przestać podniecać się myślą co po wyborach partia nam da, lecz domagać się wizji i działań dających i zatrudnienie i zyski, słowem perspektywę i gwarancję rozwoju oraz stabilizacji. GUS podaje, że 2014 r. w gospodarstwach domowych o wydatkach poniżej granicy ubóstwa skrajnego (tzn. poniżej minimum egzystencji) żyło ok. 2,8 mln osób natomiast w gospodarstwach domowych poniżej granicy ubóstwa relatywnego (tzn. w takich, w których wydatki wynosiły mniej niż 50% średnich wydatków ogółu gospodarstw domowych) – ok. 6,2 mln osób. Liczbę osób żyjących poniżej ustawowej granicy ubóstwa, czyli poniżej progu interwencji socjalnej szacuje się na ok. 4,6 mln.

Jałmużna ten problem rozwiąże? Czy może to my powinniśmy wreszcie przejrzeć na oczy i uzmysłowić sobie, że opieranie przyszłości na jałmużnie skończy się katastrofą? Polska ma ponad bilion (1.000.000.000) € długu! I dotacjami dobija przemysł zamiast rozwijać!

 

P.S.
Radio Tok zapoczątkowało cykl audycji pod wspólnym tytułem „Usłysz swego posła”. Niestety, audycja stoi na przerażająco i żenująco niskim poziomie. Prowadzący nie wymagają od zaproszonych gości niczego, poza mieleniem ozorem, więc ci plotą komunały bez treści i znaczenia. Jak mamy wybrać sensownych ludzi, skoro nikt ich nawet nie próbuje zapytać o konkrety i żądać merytorycznych odpowiedzi?

 
 

Informacje o gigantycznych kontenerowcach na podstawie ostatniego (październikowego) numeru Świata Wiedzy.

Dodaj komentarz


komentarzy: 4

  1. Stocznia na 46 tys. zatrudnionych (ciekawe jak tym zarządzać) produkująca 400 metrowe statki. Mania wielkości, pachnie wczesnym Gierkiem. Zdecydowanie wolę nasze 1000 stoczni produkujące kilkanaście tysięcy jachtów. Wystarczy tylko zmniejszyć  im obciążenia fiskalne i wymogi biurokratyczne a urosną trzykrotnie. Jeżeli z niektórych powstaną wielkie firmy, to super, ale musi to być decyzja ich właścicieli i wynik działania rynku, a nie decyzja polityka , który ma wizję. Bo bardzo piękne są te Triple , ale mnie bardziej ciekawi ile można na jednym zarobić, zwłaszcza w okresie dekoniunktury  i w jakim czasie zwróci się inwestycja.

    Bilion złotych długu ? Wolne żarty. Chyba, że nie liczymy długu jakie ma państwo wobec obecnych i przyszłych emerytów.

    1. Dlaczego tylko tym zmniejszać obciążenia fiskalne?

      Czemu ma służyć ten przywilej? Kolejny przywilej w państwie z ogromną masą uprzywilejowanych.„Największym wrogiem prawa jest przywilej.” 1893 rok M.v.Ebner-Eschenbach

      1. Słuszna uwaga, też jestem wrogiem przywilejów. Ale nie chodziło mi rzecz jasna o jakieś  ulgi akurat dla stoczni jachtowych (oczywisty nonsens) , ale o zmniejszenie obciążeń podatkowych i biurokratycznych dla wszystkich , co ma służyć rozwojowi kraju i bogaceniu się mieszkańców.

        1. ZGODA!!! Wtedy byłaby jeszcze jedna konieczność – uporządkować wydatki, bez utrzymywania kleru, uporządkować wydatki w MON – skończyć ze „sprzedawaniem mienia” i przekazać je gminom. Majątki kościołów przekazać na własność gminom, a obiekty sakralne wypożyczać. Podatki powinny być płacone od powierzchni pałaców biskupich (jak wszędzie, w Italii także). Opodatkować działalności gospodarcze prowadzone przez kler. Wprowadzić opodatkowanie się wiernych albo kwotowe, albo procentowe od wynagrodzeń. Znieść wszelkie immunitety, oprócz immunitetu poselskiego od wypowiedzi politycznych (jednak tylko tych zgodnych z Konstytucją). Zlikwidować Senat, zmniejszyć ilość posłów do 100-150.

          Tyle w pierwszym roku mojego rządzenia albo dla mających inne poglądy szarogęszenia się. Pozdrawiam.