Donosimy uprzejmie, że Kowalski podpisał z nami umowę

Wybrany przez suwerena parlament wyłonił rząd, który przygotował projekt ustawy. Ściślej nie tyle rząd, ile Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt ustawy nosi tytuł „projekt ustawy o zmianie ustawy o opłatach abonamentowych”.

W skrzynce pocztowej co i rusz można znaleźć reklamówkę dostawcy usług, który w zamian za miesięczny abonament oferuje mnóstwo rozrywki. Za niewygórowaną kwotę chętny będzie mógł jednocześnie oglądać kilkadziesiąt kanałów telewizyjnych, które tak go rozerwą, że na nic innego już nie będzie miał ochoty. I tu zaczynają się schody. Przyjrzyjmy się pierwszej z brzegu ofercie największej sieci kablowej. Przez trzy miesiące trzeba będzie płacić jedyne 69 zł. Potem 99 zł. Dla jednego niewiele, dla drugiego sporo. Ale nie w tym rzecz. Do tej ceny trzeba doliczyć kwotę 22 zł 70 gr, czyli abonament radiowo-telewizyjny.

Problem polega na tym, że dziś niewielu ten haracz — jak to zgrabnie określił Donald Tusk — płaci. Ich cała impreza kosztowałaby owe 99 zł i ani grosza więcej. Z myślą o nich rząd, a ściślej mini ster od dziedzictwa i kultury, przygotował wspomnianą ustawę. Jeśli ustawodawca się uwinie, a to nie jest niemożliwe zważywszy na dotychczasowe osiągi, za trzy miesięczne do zapłaty będzie nie 99 zł, lecz co najmniej 121,70 zł. I to tylko pod warunkiem, że zwiążemy się umową na dwa lata. W przeciwnym wypadku 131,70 zł w najtańszej opcji. Dlaczego? Ponieważ nie będzie się dało wyłgać od płacenia — masz umowę z kablówką, to znaczy, że masz odbiornik telewizyjny. A jak masz odbiornik, to masz obowiązek płacić. Ponieważ art. 2 pkt 2 ustawy z dnia 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych stanowi, iż

Domniemywa się, że osoba, która posiada odbiornik radiofoniczny lub telewizyjny w stanie umożliwiającym natychmiastowy odbiór programu, używa tego odbiornika.

W projekcie ustawy z kolei proponuje się dodatkowy punkt 2a w brzmieniu:

Domniemywa się, że osoba będąca stroną umowy o dostarczanie telewizji płatnej posiada odbiornik telewizyjny w stanie umożliwiającym natychmiastowy odbiór programu.

Według obowiązującej obecnie ustawy rejestracją odbiorników telewizyjnych zajmują się placówki pocztowe. Projekt rozszerza ten obowiązek na sieci kablowe:

Art. 5a. 1. Operator wyznaczony w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe (Dz. U. z 2016 r. poz. 1113, 1250, 1823 i 1948) realizuje zadanie publiczne polegające na rejestracji odbiornika radiofonicznego lub telewizyjnego, w tym nadaje indywidualny numer identyfikacyjny osoby posiadającej odbiornik radiofoniczny lub telewizyjny, na podstawie zgłoszenia, w terminie 30 dni od dnia jego złożenia operatorowi.

Nałożenie na operatorów kablówek zadania publicznego polegającego na kablowaniu klientów wiąże się z kosztami. Koszty zaś poniosą odbiorcy. Którzy dodatkowo zostaną zmuszeni do płacenia abonamentu, którego płacić nie chcą i operatorowi nic do tego. Na dodatek umowa nie przewiduje informowania osób i instytucji postronnych o fakcie jej zawarcia. A to oznacza, że operatorzy nie tylko mogą nie pozyskać nowych klientów za jedyne 69 zł przez pierwsze trzy miesiące i 99 przez pozostałe 21, ale stracić dotychczasowych. Zwłaszcza, że oferta naziemnej telewizji cyfrowej, choć nie tak atrakcyjna, to jednak wykracza daleko poza dostępne w czasach minionych dwa kanały telewizji publicznej, które wtedy musiały wystarczyć. Dopóki więc sklepy nie zostaną zmuszone do zgłaszania danych każdego klienta kupującego telewizor, dopóty wiele osób nadal będzie oglądać nie płacąc nic.

Abonament radiowo-telewizyjny trzeba płacić. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Ale nie może to być haracz, umowa jednostronna. Jeśli władza zmusza do płacenia, to ze swej strony powinna zaoferować towar najwyższej jakości. A z tym jest od jakiegoś czasu duży kłopot, nie mówiąc o reklamach, których w telewizji publicznej jest dziś więcej niż w komercyjnych.

Rynek to system naczyń połączonych. Nieumiejętne majstrowanie przy nim przeważnie daje efekty dalekie od oczekiwanych. Pierwszą ofiarą masowej rezygnacji z usług kablówek będzie budżet, do którego wpłynie mniej pieniędzy z podatków. Wiele osób może w ogóle zrezygnować z telewizora, a gdy spadnie popyt na telewizory stracą zarówno producenci jaki i handlowcy. W ogólnym rozrachunku próba zmuszenia rodaków do płacenia za telewizję, której nie poważają skończyć się może tym, że abonament będzie płacić mniej osób niż dziś. Zwłaszcza, że — jak podaje portal wirtualnemedia.pl Ze sprawozdania dla rady nadzorczej i Rady Mediów Narodowych wynika, że miniony rok Telewizja Polska zamknęła stratą 180 mln zł. Sytuacja finansowa wymusza na władzach TVP zaciągnięcie kredytu w wysokości 800 mln zł na sześć lat.

A to nie koniec, bowiem W listopadzie 2016 roku zaczął się w TVP program dobrowolnych odejść pracowników spowodowany przerostem zatrudnienia w firmie. Program zakończył się 3 grudnia. Jednak Z dokumentów […] wynika [że] zwolniło się w ramach tego programu niemal 250 osób, lecz mimo tego na koniec roku zatrudnienie było o blisko 50 osób wyższe niż przed rozpoczęciem programu.

Zmuszanie Polaków do finansowania ciepłych posadek dla protegowanych władzy może telewizji publicznej wyjść bokiem…

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. W czasach gdy Jan Pietrzak jeszcze mówił do rzeczy, czyli przed jego startem na urząd prezydenta, mówił skecz, w którym użył słów (w dowolnym przypomnieniu):

    Każdy mężczyzna to gwałciciel, bo aparaturę nosi w spodniach.

    Skecz opisywał kłopoty mężczyzny, u którego znaleziono niedziałający aparat do pędzenia bimbru. Dotyczyło to zdarzenia z czasów PRL. PIS poszukuje wszelkiej maści „zbrodniarzy” lewackich, a tak wielu pomysłodawców według PRL-owskich wzorców ma u siebie w szeregach.

    Przytoczony zapis nawiązuje do jeszcze starszego okresu naszych dziejów. Do zaborów. Gdy na etatach policji zatrudniani byli kapusie, których zadaniem było donoszenie na tych, którym władza się nie podoba. To taka podpowiedź dla Ziobry-Błaszczaka. Dla swoich zwolenników, których nie obsadzono na stanowiskach (najczęściej powyżej ich umiejętności) można dać im pracę kapo, kapusia, krysy, donosiciela, zwanych elegancko informatorami. Na etacie, z ubezpieczeniem zdrowotnym i emerytalnym! A wszystko w służbie państwu.

    Jak widzę ustawę? Jako wielką nieudolność rządzących. Pomysł goni pomysł. A co jeden to głupszy, to bardziej poroniony.

    By rządzącym ułatwić życie, a pomysłodawcy podpowiedzieć jakie pytanie ma być w referendum d.s. konstytucji, podpowiadam: Czy jesteś za tym by dla chwały Polski i porządku prawnego, każdy obywatel, każde przedsiębiorstwo obowiązkowo było kapusiem?

    To piszę ja, od kilku lat nie włączająca telewizora i nie zachwycająca się losem bohaterów telenowel. Ale domownicy lubią sport. Akurat nadawany w Polsacie. I tyle tego oglądania jest.

    TV publiczna ma jedno wyjście. Ogłosić upadłość i sprzedać chętnym firmę. Płacący abonament powinni mieć z tego tytułu jakąś gratyfikację.

    1. My telewizora pozbyliśmy się pod koniec lat 90-tych. Po tym, jak pewna sieć telewizji kablowej z Ameryki kazała nam dopłacić do promocji. Można rzec strzeliliśmy focha. Ale nie krzywdujemy sobie. Wręcz przeciwnie, przedtem zazdrościłem Pink Floydom tego, że mają aż trzynaście kanałów gówna w telewizji (Got thirteen channels of shit on the T.V. to choose from) podczas gdy myśmy mieli dwa, a zrozumiałem Pink Floydów, gdy miałem kilkadziesiąt kanałów gówna w telewizji. Można się bez niego doskonale obejść. A ponieważ nie lubię sportu jest mi dużo łatwiej.

      1. Byłam jeszcze nastolatką, gdy mamy brat cioteczny przysłał nam fotkę ze sztuczną choinką. Jaka ona wydawała się piękna. Jak bogato ustrojona. Do czasu. Bo gdy sami nieopatrznie kupiliśmy takie choinkowe szkaradztwo… od dawna wolimy naturalne. Ale w tym roku będzie tylko kilka symbolicznych gałązek.

        Ameryka jest cudowna …… z daleka ;-)