Déjà vu

W 1981 roku, w grudniu, na terenie całego kraju wprowadzono stan wojenny. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność, w skrócie NSZZ Solidarność, został zdelegalizowany. W jego miejsce powołano posłuszne władzy, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, w skrócie OPZZ. Z uwagi na to, że wtedy wszystkie zakłady pracy były państwowe, więc OPZZ nie miało łatwego zadania. Aby pokazać niezależność i siłę OPZZ wysuwało wygórowane postulaty płacowe lub socjalne, po czym w trakcie „negocjacji” szło na ustępstwa i godziło się na wszystkie propozycje władzy. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby przyłączyć się do proponowanych lub organizowanych przez zdelegalizowaną Solidarność protestów.

Po zmianie ustroju Solidarność, ponownie zalegalizowana, zaczęła rozdawać karty. Jej przewodniczący został prezydentem, a związek uzyskał wpływ na władzę. Później nastąpił kolejny zwrot i Solidarność przekształciła się w przybudówkę władzy na wzór OPZZ. To pozwala zrozumieć dlaczego związkowcy z Solidarności nie czekając na kolegów z innych związków najpierw z wielkim zapałem sami rozpoczęli strajk, potem „zaostrzyli formę protestu” rozpoczynając głodówkę, po czym nie osiągnąwszy niczego najpierw zakończyli zaostrzoną formę protestu, a chwilę potem sam protest.

W miniony piątek przedstawiciele władzy przedstawili nauczycielom propozycje według wszystkich związków „nie do przyjęcia”, które w niedzielę okazały się jak najbardziej do przyjęcia przez Solidarność, więc je przyjęła podpisując porozumienie. Według przewodniczącej Rady Dialogu Społecznego, która brała udział w negocjacjach, nie wiadomo co Solidarność podpisała. I właśnie dlatego nie można porównywać czasów obecnych do minionych — OPZZ nie podpisywało tajnych porozumień z rządem, który wspierało. W tej sytuacji uczniowie powinni pytać swoich nauczycieli należących do Solidarności co oznacza ‚solidarność’ i na czym polega. Zwłaszcza, że kierownictwo związku ogłosiło program „zero solidarności” apelując do swoich związkowców, by pod żadnym pozorem nie dołączali do swoich strajkujących koleżanek i kolegów.

Niestety, medal ma dwie strony, a sprawa drugie dno. W czasach Solidarności obowiązywała solidarność. Dlatego za tych, którzy strajkować nie mogli lub mieli za małą siłę przebicia strajkowali inni — górnicy, hutnicy, kolejarze. Dziś wszyscy sprokurowali sobie okrągłe grabie i grabią pod siebie na okrągło nie oglądając się na innych. Z drugiej strony gdy władza dewastowała oświatę marnie wynagradzani nauczyciele nie mieli nic przeciwko temu. Odświeżmy sobie pamięć.

W październiku 2015 roku PiS zapowiedziało „reformę” oświaty — likwidację gimnazjów i podniesienie płac zapewniając, że likwidacja kilkudziesięciu tysięcy placówek (ściślej ponad 6.000) nie pozbawi pracy nikogo. Nauczyciele uwierzyli w te zapewnienia, a zastrzeżenia mieli jedynie do tempa zmian. Nie byliśmy zwolennikami gimnazjów — przypominała Anna Barucha, prezes oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego w Opolu. – Ale nie można teraz wszystkiego wywracać do góry nogami z dnia na dzień. Władza przystąpiła do pracy i ponad rok później, w grudniu 2016 roku zmiany zostały uchwalone, a na początku stycznia 2017 roku podpisana przez prezydenta. I zapadła cisza. miesiąc później, w lutym środowisko otrząsnęło się z letargu i zawrzasnęło, że nie zgadza się, nie chce i nie pozwoli na żadne zmiany. I rozpoczęło zbiórkę podpisów pod żądaniem przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum w sprawie edukacji. Akcja spaliła na panewce więc zapadła cisza. Do wakacji. Gdy nadeszły i okazało się, że wielu nauczycieli straci pracę Broniarz stracił cierpliwość. 4 września przed Ministerstwem Edukacji Narodowej odbędzie się strajk nauczycieli i rodzicówzapowiedział. Nadszedł wrzesień i… nic. Trzeba było aż półtora roku, by nauczyciele zorientowali się, że zarabiają tragicznie mało.

Tacy łebscy, solidarni i odpowiedzialni ludzie uczą nasze dzieci. Nie ma dla nich znaczenia czego uczą i jak, liczy się wyłącznie wysokość uposażenia. Dlatego zrezygnowali z podwyżki kwotowej premiującej młodych, rozpoczynających pracę, na rzecz procentowej, korzystnej dla starych wyjadaczy. Co stanie się gdy strajk się uda? Nic! Mury szkół nadal będą opuszczali nie mający ani wiedzy, ani umiejętności młodzi ludzie. Różnica zaś będzie polegała na tym, że podatnicy zapłacą za to więcej.

 

PS.
PO po wyborach samorządowych odtrąbiło zwycięstwo. Niestety, wygrana PO nie oznacza wygranej obywateli. Oto prezydent Gniezna Tomasz Budasz postanowił udowodnić mieszkańcom, że są głupcami wierząc, że jest jakaś różnica między pojmowaniem demokracji przez PiS i PO. Skoro prezydent z PiS-u na pewno zakazał by Marszu Równości, to on nie mógł być gorszy i też zakazał. Oczywiście zrobił to wyłącznie dla mieszkańców, którzy go wybrali. Robię to w obawie o zdrowie i życie mieszkańców — wyjaśnił. Nikt w tej sytuacji nie zaprzeczy, że drużyna Schetyny pod wieloma względami przewyższa drużynę Kaczyńskiego.

Skoro mówimy o nauczycielach i ich zarobkach, to warto sobie przypomnieć pewne wyliczenia, które pomogą zrozumieć dlaczego programy PiS-u nie rozwiązują żadnego problemu lecz problemy tworzą.

Dodaj komentarz


komentarzy: 1

  1. Związki zawodowe miały być samofinansujące się!!!! Po zmianie ustroju szybko wrócili do metod z PRL i przyjęli pieniądze od rządzących!!! I tak przekupieni trwają na ich łańcuchu do dziś. bez śladu honoru, bez ambicji, ale za to żyją na bogato.
    Samofinansujące czyli żyjące ze składek. Dziś Solidarność to symbol hańby