Błogosławieni skubani, bo pozostałym włos z głowy spaść nie może

Stało się już nową tradycją coroczne reformowanie systemu emerytalnego. Przypomnijmy sobie jak to było. Pierwsza wielka reforma emerytalna miała miejsce w roku 1999. Potem ją już tylko poprawiano. Na przykład tow. Miller Leszek wydłubał z powszechnego w zamierzeniu systemu najpierw mundurowych, a potem górników. Ale, jak pamiętamy, gigantycznej marży pobieranej przez OFE wynoszącej aż 10% nie tknął. Bo serce to on może i ma po lewej stronie, ale nie wtedy, gdy ma władzę. Z tego też względu nie tknął także Komisji Majątkowej. „Nachapcie się w imię boże” serdecznie pobłogosławił przedsięwzięcie i zajął się dewastowaniem reformy służby zdrowia.

Potem władzę przejęli prawi oraz sprawiedliwi. Nie zdążyli niczego zbytnio schrzanić ponieważ skupili się głównie na rozliczeniach, odzyskiwaniu urzędów i instytucji państwowych i cementowaniu koalicji z — jak to ujawnił ich prezes — esbekami z Samoobrony. W związku z tym zresztą PO chciała, co wyartykułował jej przewodniczący Donald Tusk, powołania sejmowej komisji, która „ujawni dokumenty i ustali fakty” dotyczące ewentualnego wpływu komunistycznej SB i obcych służb specjalnych na powstanie Samoobrony.

No i wreszcie nastał okres mlekiem i miodem płynący. Władzę objęła Platforma Obywatelska. Przez niemal trzy lata nic się nie działo, a państwo umiarkowanie się zadłużało. Aż tu raptem rozpoczęto pierwszą, a historycznie rzecz ujmując drugą wielką reformę emerytalną. Polegała ona na tym, że nie dokonując żadnych innych zmian część strumienia pieniędzy płynącego dotychczas do OFE skierowano do państwowej studni bez dna, przez złośliwych określanej mianem Zakładu Utylizacji Staruszków. Budżetowi pomogło to jak umarłemu kadzidło, bo deficyt wzrósł zamiast zmaleć.

Rok później podniesiono wiek emerytalny do 67 lat. Dlaczego? To proste. Wyjaśnił to w krótkich żołnierskich słowach eks wicepremier i eks minister finansów Jacek Rostowski: Żeby emerytura była godziwa, no to niestety, mówmy o przykrych rzeczach, ale jest to konieczne: Przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa. Ale to nie cała prawda. Ponieważ cała jest brutalna. Prawda jest brutalna i z brutalną szczerością chcę ją przedstawić w krótkich słowach — przedstawiał brutalną prawdę z brutalną szczerością bru… kochany premier. — Jeśli nie wprowadzimy reformy emerytalnej, za kilkadziesiąt lat w Polsce może zabraknąć rąk do pracy! To jednak jest pikuś przy tym co z tego wynika, bo Jeśli chcielibyśmy podtrzymać obecny wiek emerytalny, to aby móc wypłacać emerytury, musielibyśmy np. trwale podnieść VAT na wszystkie produkty o 8 punktów procentowych!

Tak, drodzy Rodacy i osoby po zmianie płaci! Skoro może, to musimy! Jak tak, to tak — podnieśli wiek emerytalny i przystąpili do czwartej reformy emerytalnej, która właśnie trwa. Jak tylko znajdą sposób na takie upłynnienie akcji zgromadzonych w OFE by nie doprowadzić do krachu na giełdzie, to przystąpią do piątej reformy emerytalnej.

I to by było tyle jeśli chodzi o historię, której będą uczyć dzieci z przygotowanego przez rząd podręcznika. Nie będzie w nim jednak tego, o czym pokrótce poniżej. Otóż jest jeden wskaźnik, który rośnie rachitycznie, powoli, wolniej niż wiek emerytalny, stopa zwrotu, oprocentowanie lokat. Tak! Jest taki wskaźnik i — co ciekawe — korzystają z niego tylko bogatsi, choć dzięki temu, że wolno rośnie coraz więcej osób może się „załapać”. Ale nie ci, którzy zarabiają mniej więcej średnią krajową. Otóż składki na ZUS płaci się tylko do określonej kwoty zarobków. W tym roku taką granicą jest 112.380 zł rocznie (Mon. Pol. z 2013 r. poz. 1028). To oznacza, że składka rośnie liniowo do płacy wynoszącej nieco poniżej 10.000 zł (dokładnie 9365 zł) miesięcznie. Jeśli ktoś zarabia więcej, to nie dorzuca już do studni bez dna, przez złośliwych określanej mianem Zakładu Utylizacji Staruszków, ani grosza więcej.

To ilustruje, że wielka troska z jaką rząd pochyla się nad ludźmi biednymi dotyczy tak naprawdę ludzi bogatych, którzy oszczędzając na przykład w OFE PZU będą pobierali nie kilkaset, ale kilka tysięcy złotych emerytury. Podwyżki wszelkich możliwych opłat zależnych od rządu sięgają kilku, kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu procent. Ale kwota wolna od składki rośnie o ułamek procenta. W zeszłym roku ta granica wynosiła 111.390 zł (Mon. Pol. z 2012 r. poz. 1018). Wzrosła więc o 990 zł, czyli niecałe 0,9%. Jak widać w kryzysie tylko ubodzy mają obowiązek solidarnie wspomagać państwo i system emerytalny, bogaci są z tego obowiązku zwolnieni. I to w sytuacji, gdy w ZUS-ie brakuje ponad dwóch bilionów złotych, a budżet dopłaca coraz więcej.

Co ciekawe w tej sprawie wszyscy od prawa (i sprawiedliwości) do lewa (i Leszka Millera) milczą jak zmumifikowane zwłoki faraona. Taka specyficzna zmowa milczenia lub koalicja ponad podziałami (KPP). Każdy przecież kiedyś może pełnić dobrze płatną funkcję...

 

PS.
W pogoni za kasą Gazeta tak się zapędziła, że żąda pieniędzy za… exposé premiera Donalda Tuska. Jedyna informacja, która jest jeszcze w pełni darmowa, to cennik opłat. Ale niedługo można spodziewać się komunikatu: „Zostań naszym prenumeratorem i czytaj, ile tylko chcesz. Jeśli chcesz wiedzieć ile cię to będzie kosztować zapłać 10 zł i przeglądaj cennik bez ograniczeń przez całe 12 godzin!”

Dodaj komentarz