Bezrobocie spadaj!

Statystyka to, jak chce Słownik języka polskiego, nauka zajmująca się analizowaniem i liczbowym opisem zjawisk masowych. Pozwala zaobserwować tendencje, zwane czasami trendami, zjawiska, w porę dostrzec zagrożenia. Chociażby globalne ocieplenie, o którym zaczęto mówić już wtedy, gdy nikt w swoim otoczeniu nie zaobserwował niczego niepokojącego. Obserwacje czynione na terenie jednego państwa czy nawet kontynentu nie są bowiem na tyle miarodajne, reprezentacyjne, by można je było odnosić do całej planety. Najlepszą ilustracją są tutaj badania uczonych, którzy w oparciu o zachowanie jednego czynnika wieszczą gwałtowne ochłodzenie klimatu. Tyle, że nawet oni uważają że za ochłodzenie lokalne odpowiada ocieplenie globalne. Bo nie ochłodzi się na całym świecie, lecz tylko w Europie.

Statystyka ma to do siebie, że wyniki zależą od tego, co zostanie wzięte pod uwagę jako dane wejściowe. Powszechnie przytaczanym dowodem na to, że jest niewiarygodna i nic nie warta jest liczba nóg spacerujących razem istot. Statystycznie rzecz ujmując wypada po około trzy nogi i jedną rękę na osobozwierzę. A przecież to nie statystyka jest kłamliwa i głupia, lecz nierozsądne jest przyjmowanie za podstawę obliczeń nonsensownych danych. Do analizy nadają się wyłącznie dane porównywalne z jednej strony i masowe z drugiej. Jeśli Andrzej zarabia 5.392 zł, a Ania ma 172 cm wzrostu, to wysokość zarobków zależna jest od wzrostu czy płci?

Władza ludowa uwielbiała statystykę, bo dzięki niej była w stanie wykazać wszystko, co chciała. Władysław Gomułka w każdym przemówieniu przytaczał liczby, które podawał z sakramentalnym „koma” w środku dowodzące, że rozwój jest burzliwy, a postęp znaczący. „Nasze kury — dowodził towarzysz (w parodii przemówienia) — idąc za przykładem bohaterskich kur radzieckich, zniosły o trzy koma sześć jaja więcej niż w analogicznym ókresie roku ubiegłego”. Tutaj, skoro już o tym mowa, warto przypomnieć rozwiązanie, które niedługo może dla polskiej gospodarki okazać się jedynym ratunkiem. Otóż „Polscy ekonomiści zastanawiali się jak zwiększyć wartość naszej złotówki i po przeszło 30-letniej pracy doszli do wniosku, że należy w złotówce wywiercić dwa otwory i sprzedawać jako guziki po złoty pięćdziesiąt za sztukę”.

Władza ludowa wykorzystywała statystykę w celach propagandowych. Gdy wzrosły ceny podstawowych artykułów żywnościowych przekonywano, że ceny… spadły. Bo do wyliczeń wzięto ceny maszyn i urządzeń, które faktycznie potaniały, jak na przykład lokomotywy spalinowe. Dziś władza chełpi się wzrostem gospodarczym i spadkiem bezrobocia. Z danych GUS-u faktycznie wieje optymizmem. Spójrzmy jednak na podane dane nieco uważniej, bo diabeł zawsze tkwi w szczegółach. W opracowaniu „Bezrobocie rejestrowane. I kwartał 2017 r.” na stronie 14 widnieje taka oto tabelka:

Bezrobotni nowo zarejestrowani i wyrejestrowani
Wyszczególnienie 2016 2017
kwartały
I II III IV I
w tysiącach
Bezrobotni nowo zarejestrowani
·····Ogółem
600,0 482,7 530,5 556,6 520,5
z liczby ogółem:
·····zarejestrowani po raz pierwszy
95,7 86,6 110,2 85,6 84,9
·····zarejestrowani po raz kolejny 504,2 396,1 420,3 471,0 435,6
Bezrobotni wyrejestrowani
·····Ogółem
562,9 690,7 598,8 545,6 531,5
w tym:
·····Podjęli pracę
286,7 332,6 295,9 293,3 256,0
z tego:
·····subsydiowaną
44,0 78,5 60,0 57,4 45,7
·····niesubsydiowaną 242,7 254,1 235,9 236,0 210,3

Zwróćmy uwagę na dane dotyczące bezrobotnych wyrejestrowanych. Widać, że tylko połowa lub mniej z nich podjęła pracę (w I kwartale 2017 r. wyrejestrowano 531,5 tys. osób, a zatrudnienie znalazło 256 tys., co stanowi nieco ponad 48%). Czyli bezrobocie spada, ale nie dlatego, że wszyscy bezrobotni znaleźli zatrudnienie, ale dlatego, że znikają ze statystyki. Potwierdzają to dane o ofertach pracy — w I kwartale 2017 r. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 430,1 tys. ofert. 100.000 mniej niż wyrejestrowano bezrobotnych.

Nawiasem mówiąc jeśli do zasiłku dla bezrobotnych nie ma prawa grubo ponad 80% bezrobotnych, a jedyną korzyścią z regularnego meldowania się w Urzędzie Pracy jest składka zdrowotna, to kwestia czy warto ponownie rejestrować się pozostaje otwarta. Poza tym po utracie statusu bezrobotnego można zarejestrować się ponownie dopiero po trzech miesiącach, a w przypadku recydywy dopiero po pół roku względnie dziewięciu miesiącach. Zaś stracić status bezrobotnego po reformach wdrożonych przez PO jest bardzo łatwo.

Nie wiadomo jak na bezrobocie wpływa program „Bierz pięćset+ i zajmuj się bachorami”, bo takich danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej GUS-owi nie dostarcza. Nadal jednak liczba zarejestrowanych kobiet poszukujących pracy jest większa niż mężczyzn (w I kwartale 2017 r. odpowiednio 526,1 tys. i 698,1 tys.). Tym niemniej podejście do programu 500+ prezentowane przez Ministerstwo musi budzić zdumienie. Świadczenie na drugie i kolejne dziecko nie zależy od dochodu, ale na pierwsze zależy i według rządu musi zależeć jeszcze bardziej. Dlatego należy „uszczelnić system”, żeby jak najmniej kobiet z jednym dzieckiem je pobierało. Rząd zdaje się mówić „Nie możesz związać końca z końcem z jednym dzieckiem? Sprokuruj sobie drugie, poczujesz ulgę.” Gdzieś w tym wszystkim gubi się człowieczeństwo dziecka sprowadzanego do roli przedmiotu, który się ma i za posiadanie którego należy się określona gratyfikacja.

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. Czy Ty przypadkiem nie ujawniasz tajemnic państwowych? ;-)
    Czy rząd aby nie powie, że przez osiem lat była nędza, a oni „zrobili wielki krok naprzód”? – jeśli ocieramy się o tow. Wiesława?
    Dla mnie odpowiednim miernikiem byłby wzrost usług zdrowotnych, wzrost operacji przeprowadzonych na cierpiących obywatelach. Chociaż operacje też trudne do porównania. Dla lekarza usuniecie woreczka robaczkowego to zabieg, a zabieg na sercu to operacja.