Bezcielesny stwór

Prolog

Gdy w roku 2034 polscy naukowcy opracowali teoretyczne podstawy napędu podprzestrzennego pozwalającego pokonywać olbrzymie odległości praktycznie w mgnieniu oka, kosmos stanął przed ludzkością otworem. Poczyniono też olbrzymie postępy w inżynierii genetycznej, dzięki czemu udało się wydłużyć życie człowieka niemal dziesięciokrotnie. Zaniechano jednak szerszego stosowania tej metody ponieważ duchowni wszystkich wyznań orzekli, że jest sprzeczna z naturą, a stosowanie jej to morderstwo, holokaust i zbrodnia. Od tej pory kurację genetyczną wydłużającą życie stosowano tylko wobec absolwentów seminariów duchownych i niektórych polityków.

Po rozpowszechnieniu się napędu podprzestrzennego potwierdziło się to, co uczeni podejrzewali od dawna. Okazało się mianowicie, że Wszechświat jest nieskończony, a liczba planet nadających się do zasiedlenia ogromna. W kolonizowaniu nowych planet brali także udział także Polacy. W roku 2078 opracowano Narodowy Program Podboju Kosmosu, a Ministerstwo Podróży Międzygwiezdnych podpisało kontrakt ze Stanami Zjednoczonymi na dostawę dziewięciu w pełni wyposażonych statków kosmicznych — siedmiu zwiadowczych i dwóch towarowych.

Eksploracja i kolonizacja kosmosu postępowała bez zakłóceń dopóty, dopóki nie natknięto się na obcą cywilizację zwaną Cytrusjanie z uwagi na skórę, przypominającą fakturą i kolorem skórkę owocu cytrusowego. Z początku stosunki układały się pomyślnie, a obie rasy koegzystowały pokojowo nie wchodząc sobie w drogę. Ustanowiono ambasadorów, rozpoczęto kontakty handlowe i naukowe. Jednak w 2093 roku Polacy odkryli planetę krążącą wokół niewidocznej z Ziemi gwiazdy leżącej w gwiazdozbiorze Pompa. Ochrzczono ją mianem Raj z uwagi na przepiękną, dziewiczą przyrodę, zapierające dech w piersiach widoki oraz nieagresywne, przyjazne zwierzęta. Natychmiast przystąpiono do karczowania lasów i wznoszenia sanktuarium. Wtedy ostro zareagowali Cytrusjanie. Poinformowali, że zarówno planeta jak i cały układ planetarny wraz z gwiazdą jest ścisłym rezerwatem przyrody, a wycinanie drzew jest przestępstwem. Wszelkie prace należy natychmiast przerwać, a jedyną dopuszczalną formą ingerencji są kamery umożliwiające transmisję obrazu dzikiej przyrody i nieinwazyjne instrumentarium badawcze.

W odpowiedzi wystosowano do Cytrusian ostrą w tonie notę, w której przekonywano, że są źle poinformowani, że powinni pofatygować się i naocznie przekonać, że nikt niczego nie wycina, a wycinka ma jedynie na celu ochronę dziewiczych obszarów. „Naszym celem jest jedynie dobro przyrody” — napisano w oświadczeniu. I dodano, że „ludzie nie niszczą obszarów naturalnych na planecie Raj. Ludzie je ratują. To Cytrusjanie doprowadzili do zaniku siedlisk i gatunków charakterystycznych dla tej planety. Teraz ratujemy te siedliska, przywracając poprzedni sposób zagospodarowania zgodny z najlepszą wiedzą naukową”. Pod ambasadą Cytrusjan pojawiły się pikiety, tłum skandował „Sok z grejpfruta to cykuta”, a politycy na wyścigi zapewniali, że „żaden Cytrusjan nie będzie nam mówił co mamy robić”. W odpowiedzi Cytrusjanie zaatakowali wypędzając ludzi z Raju. Na reakcje nie trzeba było długo czekać. W tydzień później wydalono cytrusjańskich dyplomatów i ogłoszono stan wojenny.

Dialog

Trasa krążownika St. Mohair przebiegała nieopodal gwiazdy, wokół której krążyła planeta Raj. Komandor J. Bird kończył poranną modlitwę.
— …i odpuść nam nasze winy jak i my odpuszczamy — mówił właśnie, gdy zadzwonił komunikator. Wściekły poderwał się z kolan, nacisnął przycisk i ryknął:
— Co za dureń przeszkadza mi w modlitwie? 10 dni karceru.
— Ja… — zaczął nieśmiało głos w głośniku.
— Co za ja? Nazwisko!
— Kapral Rudolph Carrot. Ja…
— 10 dni karceru! Zgłosicie się natychmiast, kapralu!
— Ale…
— 20 dni! Oduczycie się przeszkadzać mi w modlitwie!
Komandor uspokoił wzburzone nerwy, ukląkł i ponownie zatopił się w modlitwie. Gdy skończył wezwał adiutanta.
— Sprawdźcie gdzie służy kapral Rudolph Carrot.
— Tak jest! — adiutant podszedł do konsoli i wydał kilka komend. Po chwili podszedł do komendanta, wyprężył się jak struna i zameldował:
— Rudolp Carrot obsługuje skanery dalekiego zasięgu.
— Połącz mnie natychmiast!
— Służę. — Adiutant zasalutował i wcisnął przycisk. — Będzie mówił komandor — powiedział do mikrofonu.
— Tu szeregowy Gombers czekam na rozkazy! — odezwał się głośnik.
— O co chodzi Gombers? Czemu kapral zawracał mi głowę podczas modlitwy?
— Komandorze, skanery dalekiego zasięgu wykryły niezidentyfikowany obiekt. Modlimy się, żeby to nie był statek Cytrusjan.
— Bardzo dobrze. Módlcie się dalej i obserwujcie. Adiutant! Połączcie mnie z Ziemią.
Adjutant pokręcił gałką, wcisnął kilka przycisków, przełączył dwa przełączniki i zameldował:
— Ziemia na linii.
— Halo Ziemia? Mamy kłopot. — powiedział komandor. — Doniesiono mi właśnie o niezidentyfikowanym obiekcie latającym na kursie kolizyjnym. Modlimy się, żeby to nie był okręt Cytrusjan. Czekam na rozkazy!
— Módlcie się dalej i informujcie na bieżąco.

Minęło kilka chwil. Obiekt zbliżał się szybko. Okazało się, że to krążownik Cytrusjan i to klasy D, czyli duży. Komandor połączył się z Ziemią.
— Halo, Ziemia? To jednak statek Cytrusjan. Krążownik typu D. Jakie rozkazy?
— Módlcie się, żeby nie zaatakowali. Jak zaatakują odpowiedzcie ogniem.
— Rozumiem. Chwileczkę, mam informację od Gombersa. Co tam Gombers?
— Atakują. Wystrzelili rakiety.
— Ziemia? Zaatakowali. Wystrzelili rakiety.
— Módlcie się, żeby nie trafili i żeby wasze rakiety trafiły. Niech bóg bedzie z wami. Modlimy się za was.
— Rozkaz! Stanowiska ogniowe! Odpalić wszystkie trzy rakiety! I modlić się, żeby trafiły. Wykonać!

Wszystkie rakiety wystrzelone ze statku Cytrusian dosięgły celu. Wszystkie rakiety wystrzelone z krążownika St. Mohair chybiły. W ten sposób misja uległa zakończeniu. Na Ziemi ogłoszono żałobę, spuszczono flagi do połowy, odprawiono mszę żałobną i powołano specjalną komisję, której zadaniem było zbadanie dlaczego modlitwy nie zdały się na nic choć modliła się załoga statku i wszyscy mieszkańcy ziemi włącznie z papieżem. Komisja szybko ustaliła, że powodem było zarówno złe prowadzenie się komandora jak i kapelana załogi. Okazało się, że komandor miał żonę i trzy kochanki. Kapelan co prawda żony nie miał, ale zatrudniał aż sześć gospodyń. A wiadomo, że gdy gospodyń sześć tam nie można cnotliwego życia wieść.

Epilog

Czy można pogodzić podbój kosmosu z prymitywnymi wierzeniami sprzed tysiącleci? Czy można wierzyć, że niemal nieskończony wszechświat został stworzony z niczego przez kogoś, kto po prostu był i nie należy pytać skąd się wziął, bo to grzech? Z drugiej strony czy da się napisać dobrą powieść fantastyczno-naukową jeśli się jest osobą głęboko wierzącą tak, by nie popaść w śmieszność? Julian May opisała świat przyszłości w „Trylogii galaktycznej„. Ziemianie, zwani ludźmi, wznieśli się na wyższy poziom świadomości. Wraz z pięcioma innymi rasami stanowili część Imperium Galaktycznego. I choć podróżowali po całej galaktyce, porozumiewali się telepatycznie, to modlili się żarliwie, a dzieci powierzali opiece anioła stróża. Mimo, że ludzkość występowała jako całość, to reprezentował ją wyłącznie chrześcijański bóg. Przy czym autorka nie zdradza, na czyj obraz i podobieństwo stworzył dużo starsze rasy, skoro na swój stworzył człowieka. Maleńka próbka teologicznej podróży w krainę wyobraźni. Matka tłumaczy nienarodzonemu synkowi co to jest bóg (płód jest telepatą, podobnie jak matka, dlatego mogą ze sobą rozmawiać).

[…] Tak więc, o ile nie stwierdzimy, że Najwyższy Byt może być kapryśny i zrzędliwy, musimy przyjąć, że potrzebował tego. Potrzebował nas.
— Ale skąd się wzięła ta potrzeba Boga?
— Z miłości — powiedziała Teresa.
— To irracjonalne — odpowiedział płód.
— Oczywiście. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek kiedyś rozumowo wyjaśnił, dlaczego Bóg nas potrzebował. Religie spoza żydowsko-chrześcijańskiej tradycji w ogóle rzadko poruszają kwestię Boga miłosiernego. Na zdrowy rozsądek, „kochający i dobry”, nie są atrybutami Boga-Ważniaka i Stwórcy.
— Rzeczywiście.
— Ale miłość jest jedynym motywem, który wydaje się mieć jakikolwiek sens. Gdyby go odrzucić, Bóg-Stwórca byłby jedynie graczem, próbującym zabić czymś swoją kosmiczną nudę i traktującym nas jak pionki. Nie byłoby tego wielkiego zaangażowania! A więc, skoro Bóg chciał, żebyśmy czuli, że stworzył nas z miłości, musiałby nam to powiedzieć. Sami byśmy się tego nie domyślili. Musiałby zbliżyć się do nas bezpośrednio, a nie pozwolić nam trwać w zapomnieniu, tak, jak reszcie niezamieszkałego wszechświata.
— Tak sądzę…
— Mógł to zrobić na wiele sposobów. Postaw się jednak na miejscu Boga i postaraj się wymyślić najbardziej elegancki sposób zbliżenia się do myślących stworzeń. Sposób, który na pierwszy rzut oka jest trudny i niebywały, ale może przynieść najwspanialsza efekty, jakie można sobie wyobrazić.
[…]
— Wyjaśnij mi, w jaki sposób Bóg zbliżył się do nas.
— Przebiegało to w inny sposób, niż w pozostałych częściach Galaktyki. Na naszej planecie, według mojej wiary, stało się to za pośrednictwem żydów i chrześcijan. To długa historia, musisz koniecznie przeczytać ją w Biblii. Dzieło to, będące cudownym zapisem ludzkiej ewolucji moralnej, wspaniale łączy elementy historyczne z mitycznymi. Pewne fragmenty Biblii są poważne i głębokie, inne fascynujące lub poetyckie, a niektóre po prostu nudne. Czytając natomiast Świętego Pawła, mam ochotę śpiewać. Żałuję, że nie przeczytałam całej Biblii, ale możesz odszukać jej fragmenty w mojej pamięci. Poszczególne religie inaczej interpretują tę Księgę, ale my, katolicy, wierzymy, że kiedy pewne wyjątkowo inteligentne plemię ludzi dojrzało w końcu do zrozumienia pojęcia kochającego Boga, Bóg po prostu przemówił do nich.
— To plemię przyjęło wiadomość i przekazało ją dalej?
— Niektórzy jego członkowie tak zrobili. A inni pozostali przy swoich prymitywnych wierzeniach w zagniewanych bożków, którzy ciągle domagali się krwawych ofiar i innych bzdur. Bóg musiał im przypominać o sobie i karcić, kiedy tego wymagali, tak jak czyni to kochająca matka, kiedy jej dzieci są nieposłuszne. No, cóż, musisz przeczytać Biblię i przedyskutować ją z ludźmi, którzy wiedzą na jej temat więcej niż ja. […]

Itd. Dla porządku przywołajmy fragment cudownego zapisu ludzkiej ewolucji moralnej, w sam raz dla dziecka (Sdz 14:19 i 20).

Opanował go wówczas duch Pana i przyszedłszy do Aszkelonu zabił trzydziestu mężów, a ściągnąwszy z nich łup, dał szaty ozdobne tym, którzy mu rozwiązali zagadkę. Potem uniesiony strasznym gniewem wrócił do domu swego ojca. Żona zaś Samsona dostała się towarzyszowi, który był przy nim.

Bóg nie domaga się ofiar, ale (Ex 20:24).

Uczynisz Mi ołtarz z ziemi i będziesz składał na nim twoje całopalenia, twoje ofiary biesiadne z twojej trzody i z bydła na każdym miejscu, gdzie każę ci wspominać moje imię. Przyjdę do ciebie i będę ci błogosławił.


Tytuł nawiązuje do tytułu pierwszej części „Trylogii Galaktycznej” „Bezcielesny Jack”.

Dodaj komentarz


komentarzy: 7

  1. Klepanie  pacierzy   to  taka  duchowa  jakość  chrześcijaństwa. A  polski  katolicyzm  ma  tu  rolę  wiodącą.  Przypomniałeś mi wiersz napisany przez biskupa:

    „Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
    Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
    Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
    Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy,
    Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.
    Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.”

    Ignacy Krasicki

  2. > „Komisja szybko ustaliła, że powodem było zarówno złe prowadzenie się komandora jak i kapelana załogi. Okazało się, że komandor miał żonę i trzy kochanki. Kapelan co prawda żony nie miał, ale zatrudniał aż sześć gospodyń. A wiadomo, że gdy gospodyń sześć tam nie można cnotliwego życia wieść.”

    To może nie całkiem w związku ze związkiem, ale robiłem sobie dzisiaj mały przegląd mediów amerykańskich. Warto wiedzieć, co się dzieje na świecie. To jest naprawdę pouczające, bowiem od kilku, nawet kilkunastu dni jednym z najgorętszych tematów omawianych w Stanach Zjednoczonych jest kwestia relacji seksualnej, jaką miał – miał mieć – Donald Trump z jedną z aktorek występujących w filmach dla dorosłych. Może nawet nie tylko z tą jedną. Kobieta miała milczeć, za co dostała ponoć pieniądze, ale jednak nie milczy, a nawet wystąpiła w prestiżowej audycji „60 minutes” prowadzonej przez znanego dziennikarza, Andersona Coopera. Kilka linków:

    https://www.cbsnews.com/news/stormy-daniels-describes-her-alleged-affair-with-donald-trump-60-minutes-interview/

    https://www.newyorker.com/news/news-desk/donald-trump-a-playboy-model-and-a-system-for-concealing-infidelity-national-enquirer-karen-mcdougal

    https://www.theatlantic.com/politics/archive/2018/03/the-very-male-trump-administration/556568/

    Ameryka ma prawdziwego prezydenta z jajami!

    1. Słyszałem o tym ale jakoś kompletnie nie potrafię zdobyć się na oburzenie. No i co z tego, że Trump kochał się z tą czy tamtą kobietą? Bo to on jeden? Że miał wtedy już żonę? No i co z tego? Powinien mieć siedem żon, jak wielu chrześcijańskich moralistów, którzy pouczają innych jak należy żyć? Zamiast współżyć z kilkoma kobietami na raz współżyją z kilkoma kobietami po kolei. To lepiej? Bratanica wielkiego brata żyła z jednym, a dziecko miała z drugim. I co z tego? Ten był jej mężem, tamtego kochała. Nie powinna?

      1. Wiadomość aż bije po oczach na portalach. I to niekoniecznie w tej części plotkarskiej.. Dziwne że brakuje  stanowiska czarnego „….”,  który Franciszkowi sugerował by szybko przeniósł się do wieczności.Taka rzecz, a  kler milczy  i  nie  potępia.  Widać tym razem nie,  bo to  by się  im mogło  nie opłacać.

      2. Abstrahując – głównie chodzi mi o to, czym żyją teraz amerykańskie media. Debata telewizyjna dotycząca tego wątku, prowadzona w dodatku przez tej klasy dziennikarza, jakim jest Cooper, naprawdę robi wrażenie. Co więcej – kwestią tą zajmują periodyki, które trudno posądzić o tabloidyzację. Temat analizuje się głęboko na wielu płaszczyznach i zajmują się tym nietuzinkowi ludzie. Autorem tekstu pod drugim linkiem jest Ronan Farrow, syn Mia’i Farrow. Człowiek, który prowadzi kampanie dotyczące nadużyć seksualnych popełnianych przez wiele różnych osób, w tym także wobec własnego ojca, Woody’ego Allena. Z kolei „The Atlantic” to nie jest pismo, które można określić jako „lewackie” – cokolwiek by przez to rozumieć. Profilowo jest centroprawicowe i sprzyjające Partii Republikańskiej.

        Nie wiem, na ile jest to rzecz reprezentatywna, ale być może w stosunku do kobiet i ich praw coś się w Stanach Zjednoczonych zasadniczo zmieniło, skoro kwestia ta staje się ponadpartyjna i wszyscy mówią o tym jednym głosem.

        1. Wydaje mi się, że „życie amerykańskich mediów” jest nieco na wyrost. Gdyby tę niewiastę zmusił, czy w inny sposób wykorzystał. Ale co nagannego jest w akcie dobrowolnym? Szukając tej dzielnej niewiasty znalazłem film, na którym, jak głosi podpis, Donald Trump fucks the people who voted for him HARD with no lube at all. Nic podniecającego. Za to Super Express jest w szoku: Szokujący opis seksu z prezydentem USA! Stormy Daniels: „Biłam Trumpa po tyłku gazetą”! Wynika z tego, że to Raczej Trump był osobą maltretowaną. Mimo to nadal nie rozumiem co z tego, że z nią miał romans, po co ona o tym opowiada, choć nie obchodzi mnie za ile.

           

    2. Mieć  jaja to  taka „nowoczesność”  w mowie. Wolę ubaw,  widowisko,  śmieszność, farsa, numer, itd. To  nie jest  przytyk. Tak  po prostu wolę.

      A pisanie o  niczym  i na tym  niczym  zarabianie,to  jakość  współczesnego  dziennikarstwa i często  polityki. Tylko czy plotkowanie, obmawianie, sugerowanie to jest coś dobrego?

      Bywa że czepiam się Ameryki, ale idzie stamtąd tak wiele złych wzorców kulturowych (wieczyste seriale bez sensu, bez treści o poziomie zerowym), że  jeszcze  jedna  opisywana głupota nie  powinna budzić  żadnego  zainteresowania. O tempora! o mores! – O czasy! o obyczaje!  Powiedział Cyceron tuż przed nową erą.Czyli „mieć  jaja” to zwykła kolej rzeczy. :-)