Bez komentarza…

20 lutego 2017 roku major Robert Pankowski, były zastępca szefa Wydziału Wewnętrznego Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej opuszcza pałacyk przy ulicy Klonowej w Warszawie. Przed chwilą zameldował ministrowi obrony Antoniemu Macierewiczowi o nieprawidłowościach wewnątrz swojej formacji. Opowiedział o wyłudzaniu dodatków wojennych, mobbingu kobiet, wykorzystywaniu stanowisk do osiągania korzyści majątkowych, nielegalnych podsłuchach i działaniach operacyjnych wobec niewygodnych dla formacji osób. Minister zapewnia, że się tym zajmie i żeby nie zgłaszał sam tego do prokuratury. Mjr Pankowski wychodzi zadowolony.


Całość tu: Major Żandarmerii Wojskowej: ta formacja nie stoi na straży prawa, lecz chroni przestępców w mundurach.

Dodaj komentarz


komentarzy: 6

  1. Można tylko westchnąć i wspomnieć, że drugą czarną dziurą w której znikają miliardy bez żadnej kontroli jest służba zdrowia. Z tym, że wydatki na zbrojenia to ledwie 2% PKB, a na służbę zdrowia — według wyliczeń zainteresowanych — zaledwie 4,5% PKB, a powinno być co najmniej 6%.

    1. Wojsko wyprzedaje swoje mienie wojskowe. Już ponad 10 lat. Z tego „handlu” utrzymuje się setki oficerów, a mienie ciągle nie jest sprzedane. Ciekawe, prawda? W Kołobrzegu miasto kupiło od wojska koszary, które przerobiono na mieszkania i komunalne i do sprzedaży. Kilka lat temu wydano tak ponad 3 mln zł. Poza tym place ćwiczeń sprzedano deweloperom. Nie zdziwiłabym się gdyby i tu się pożywili. W tym wszystkim ciekawa jest postawa Macierewicza. Widać, że z krętaczy, oszustów, lubił robić „swoich” ludzi. A Macierewicz na fotce, to taka kalka Dzierżyńskiego. On chyba jest psychopatą, co nie musi oznaczać bezpośredniego zagrożenia dla ludzi. Ale na stanowisku może być niebezpieczny.

      1. Wybacz, ale jeśli ktoś robi interesy, to nie po to by na tym stracić. Problem zaś polega na tym, że do jednego wora wrzuca się wszystkich, łącznie z uczciwymi. Oszust tyle korzyści odniesie na ile mu oszukiwany pozwoli. I nie jest problem, że oszukał. Problemem jest to, że ktoś na oszustwo przymknął oczy, choć pieniądze bierze za to, żeby nie przymykać. Niestety, często jest tak, że urzędnik, funkcjonariusz publiczny wykorzystuje swoje stanowisko by coś taniej od instytucji państwowej kupić lub sprzedać. Takie postępowanie, nadużywanie stanowiska powinno być bezwzględnie ścigane, ujawniane i karane. A nie jest. Można zgadywać dlaczego.

          1. Też podejrzewam, że to może być powód. W Tok-u padła teza, że ogłupienie społeczeństwa ma tę sama przyczynę, co FAS, syndrom alkoholowy u dziecka pijącej matki. Potomkowie opojów — piła i szlachta i chłopstwo, mają defekt mózgu. A gdy potomkowie chłopów i parobków wkroczyli na salony nie dzięki swoim talentom, ale protekcji ruskich bagnetów, to mamy tom, co mamy.

            Nie przypadkiem żaden najeźdźca czy okupant nie eliminuje chłopów, klasy robotniczej, ale zawsze elity, inteligencję. Zdumiewać musi powtarzana jak mantra opowieść o Polaku, który umiłował wolność, który za wolność odda życie. Jaki Polak? Chłop, któremu wolność zwrócił car? Przecież o wolność walczyła prawie wyłącznie szlachta, chłop wolny nigdy nie był i do tej pory wolności nie rozumie.

            1. Czy to się łączy? Z Polską tak, z najgłupszym z możliwych wydawaniem pieniędzy też. Nie sztuka zarobić, ale sztuką jest mądrze wydawać.

              Nie ma pieniędzy na podwyżki dla lekarzy, ale są na etaty szpitalnych księży. Ustalenie, ile zarabiają pracownicy szpitala w sutannach, graniczy jednak z cudem. „SE” dowiedział się, że szpital dziecięcy w Krakowie wydaje rocznie na ten cel 108 tys. zł. Placówka zatrudnia na etacie nie tylko księdza, ale także asystentkę pastoralną. Szpital w Makowie Mazowieckim dał pracę miejscowemu proboszczowi. Jak mówią nasi informatorzy, został on zatrudniony na pensji ordynatorskiej, czyli 6500-7500 zł. Jedną z nielicznych placówek, która nie kryje, ile płaci kapelanom, jest szpital w Grudziądzu. – Standardem w innych szpitalach jest średnia krajowa, ale ja swoim księżom płacę mniej, bo na więcej mnie nie stać. Jeden ma ok. 2 tys. zł na rękę, drugi – tysiąc złotych – ujawnia dyrektor Marek Nowak.

              Pensje księży są poza kontrolą NFZ. Fundusz nie wie, ilu kapelanów zatrudniają szpitale oraz ile wydają na opiekę duszpasterską. Według szacunków „SE” rocznie może to być nawet 60 mln zł. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że placówki realizują ustawowy obowiązek. (Super Express)

              NFZ wie „szacunkowo”. Po to tak określa by prawdy nie powiedzieć, bo byłaby szokująca.