Ateistyczne święta

Wczoraj otarliśmy się o dylemat czy ateista obchodzi święta. Skoro nie wierzy, to co go obchodzą? Problem jest jednak pozorny i wielce naciągany. Po pierwsze każdy ateista ma w rodzinie co najmniej kilku teistów. A ci obchodzą święta. I to jak! Jak świat światem nie zdarzyło się jeszcze by teista z czegoś zrezygnował. Najdrobniejszą sugestię odbiera jako zamach na siebie, swoją rodzinę, wiarę, uważa się za prześladowanego i represjonowanego. Gdy idzie w procesji czy pielgrzymce to trzeba to uszanować i zejść mu z drogi Gdy inni, choćby osoby o odmiennej orientacji seksualnej chcą paradować, to utrudnia im jak może. A jeśli nie może, bo mimo starań prawo jeszcze na takie bezeceństwa zezwala, to kamieniami, w ostateczności chociaż wyzwiskami obrzuci.

Ponieważ rodzina ateistów składa się głównie z teistów, wiec ateista siłą rzeczy, będąc w mniejszości, musi podporządkować się. I to w zasadzie stanowi odpowiedź na nurtującą nas kwestię. Oczywiście nie wyczerpuje problemu, ponieważ skoro jest po pierwsze, to powinno także być po drugie. Po drugie ateiści świętują, bo nie mają wyboru. Zarówno niedziele, jak i święta są w kalendarzu zaznaczone na czerwono i są dniami wolnymi. Poza tym jest tradycja, wyniesione z domu zwyczaje, upodobania.

Nawiasem mówiąc warto wspomnieć, że

w Polsce jest taka tradycja, stara jak jasna cholera,
że stawia się puste nakrycie i nikomu się nie otwiera.

Oczywiście gdy ateista przebywa we własnym gronie, to z tradycji wybiera tylko to, co uważa za stosowne.

Dodaj komentarz


komentarzy: 17

  1. „w Polsce jest taka tradycja, stara jak jasna cholera,
    że stawia się puste nakrycie i nikomu się nie otwiera.”

    Czapki z głów przed prawdą!!! Stawianie pustego talerza ma związek z powstaniami. Gdy mężczyzna był zesłany na Sybir, to stawiano na stole pusty talerz jako symbol łączących rodzinę i zesłańca więzi. Teraz zesłańców nie ma, raczej są uciekinierzy z Polski.Stojące pod domem auta z obcą rejestracją przekazują, że mała część rodzin została odwiedzona.

    Święta z dzieciństwa to sama radość. Potem na własnym, to trud przygotowywania by tradycję podtrzymać. I z naszej strony to wszystko. Choinki w tym roku nie było i już nigdy nie będzie, bo w dbałości o męża nie uważam za słuszne by się przemęczał. W jadle została zachowana tradycja. Z czterech rodzajów ryb zrobiłam siedem potraw, bo my i jeden z synów mięsa nie jadamy. Starczyło na śniadania i kolacje na dni następne. A na pierwszy obiad była pieczona kaczka. Mordęga z nią spora, bo aby wyszła mięciutka, trzeba co 20-30 minut podlewać ją płynem, który się z niej wytapia. Pierwsze polewanie to kilka łyżek zimnej wody i kawalątka masła. Potem jak wyżej. Na drugi obiad była pierś z gęsi. Kaczka z gęsiną wygrywa. Kaczor nie wygrywa z nikim. To było odstępstwo od bezmięsnych potraw, ale jedzących skusiłam smakiem.

    A tak naprawdę to wynajęłabym pokój w którymś w hoteli-sanatoriów i tam jadła co podadzą. Ale…. ale czekające dwie wizyty prywatne u lekarzy marzenia ograniczają. Bo nie wiadomo, co trzeba będzie jeszcze zbadać. I jak tu  powiedzieć, że dobra zmiana jest dobra?

  2. Nie mam pojęcia jak to jest u innych, ale dla mnie Święta są trudnym okresem. Są i już. Całe moje życie były, więc się przyzwyczaiłem i nie mają nic wspólnego ze świętami w znaczeniu kościółkowym.To tradycja z dzieciństwa i wspomnienia.Od lat nie miewam nawet choinki.

    1. Odkąd się na nas rodzina wyznająca wartości chrześcijańskie, czyli bardziej wartościowa, wypięła święta są przyjemne, radosne i bez napinki. Karpia je ten, kto chce (ja lubię, żona nie), wieczerza była w wigilię wigilii, dzięki czemu mieliśmy trzy dni świąt, obiadów nie gotowaliśmy, szynki którą nam dobrzy chrześcijanie sprzedali nie chciał nawet pies jeść, ciasto poszło pierwszego dnia…

      1. Wigilię i Święta urządza się jako zwyczaj i naprawdę nie wiem czy często jest wynikiem prawdziwej wiary w cokolwiek. Wartości chrześcijańskie? Jestem wiekowy a nadal tego pojęcia nie rozumiem. Z tymi chrześcijanami, nawet dobrymi, to ja bym nie przesadzał: skąd wiesz że nie sprzedał Ci tego zakamuflowany ateista, żyd lub muzułmanin, żeby daleko nie szukać? Ja mam z tym dobrze, bo chociaż nie jestem wyznawcą żadnej religii, to i ateistą nie jestem: religie interesują mnie wyłącznie jako zjawisko historyczne. Moja plany na okres”po” sprowadzają się do wyobraźni o porzuceniu przez moją jaźń zużytego zewłoka, futerału czy też opakowania tymczasowego, zwanego ciałem. Nikt „stamtąd” nie wrócił od 2000 lat, a i tamto nie jest jasne, więc moje pomysły na ten temat nie są gorsze od innych.
        Karpia nie jadam, chociaż w galarecie to czasem tak, właśnie w Wigilię. Ale nie w każdą. Z dań wigilijnych to jak mam śledzia i kartofla w mundurku(liczba pojedyncza, bo ile można żreć), to jestem szczęśliwy. Jeszcze do tego sałatka z majonezem, a gdy sobie podjem, to mandarynki(gdy smak śledzia zniknie), kawałek ciasta…Tak, w Wigilię czasem sobie pozwalam na obżarstwo. Przytyłem w ciągu świąt dwa kilo, ale może waga stoi w innym miejscu krzywej podłogi…jak to w jaskini smoka.
        Szynki nawet pies i przydomowy, zaprzyjaźniony kot nie chcą- także i ja nie jadam. Jak może pamiętasz, jakiś czas temu umieściłem tu skan etykiety zakupionej w sklepie szynki: od dawna twierdzę że kartel  IG FARBEN wygrał Wojnę i teraz w Oświęcimiu produkuje karmę dla ludzi.
        Podsumowując: im jestem starszy, tym bliżej widzę granicę światła i ciemności. Z czego się cieszyć?

         

        1. ps. W tym roku jedna z części IgFarben, czyli BAYER kupił sobie możliwość produkcji GMO, przejmując MONSANTO. Spodziewam się ataku na Komisję Europejską w sprawie uznania GMO za jedyny dopuszczalny w Europie materiał siewny.

          1. Od niepamiętnych czasów jemy jedzenie modyfikowane genetycznie. Ci, którzy uważają, że wszystko zostało stworzone od razu w postaci, jaką znają wierzą, że GMO im zaszkodzi, a nie zaszkodzi im sól wypadowa dodawana do żywności, konserwanty, spulchniacze, antyutleniacze i tony chemii na wszystkich etapach produkcji, antybiotyki, sterydy i bóg wie co jeszcze. Zdrowiej na pole wylać 100 ton pestycydów niż wysiać rośliny odporne i nie wylewać pestycydów. Na szczęście ci, którzy tak gardłują przeciw GMO wspierają przemysł chemiczny, więc przyszłość chemii rysuje się w różowych barwach.

            Dziwne, że obrońcom przemysłu chemicznego nie przychodzi do głowy, że chemia na polach to zatruta gleba, woda. Że ekologiczna żywność będzie piekielnie droga i nie kazdego będzie na nią stać. Nie mówiąc już o tym, że będzie jej za mało, by wystarczyło dla rozmnażających się jak króliki ludzi.

            1. Jeszcze w PRL w mojej firmie złożono zapotrzebowanie na zdrowe warzywa. Wysiewane na polach nawożonych naturalnym obornikiem. Już wtedy na rolników mówiono producenci. Producentów było sporo, ale na ofertę zgłosił się tylko jeden. Taki co to wszystko wie najlepiej i wie jak każdego oszukać. Po pierwszym roku Akademia Medyczna odrzuciła wszystkie warzywa, które wzięła do badań. Tak samo było po drugim roku upraw. Zrezygnowali. A cwaniak wywrzaskiwał: oszuści!!!. Aż natknął się na mnie. Spokojnie, grzecznie powiedziałam co trzeba by zamilkł. To był chłop często podkreślający jak on mocno wierzy. Naród ma swoje tradycje, obrzydliwe, a często z błogosławieństwem kleru, przykrywane tradycjami stołu w czasie świąt. I nie zanosi się by było lepiej, bo kler ciągle podtrzymuje to, co złe lub niewiele warte.

            2. @Oby.wqatel

              Może niewyraźnie to napisałem, ale może też nie wiesz że nie wiesz:
              nie chodzi o to że od GMO wyrośnie Ci trzeci ogon i czułki, ale o to że zostaniemy zdani ma łaskę i niełaskę producentów nasion. Może nie zdajesz sobie sprawy, gdy już raz zaczniemy stosować GMO, nie da się już NIE KUPOWAĆ ziarna siewnego. ROLNIK JUŻ ZAWSZE BĘDZIE MUSIAŁ KUPIĆ, OCZYWIŚCIE GDY PRODUCENT ZECHCE SPRZEDAĆ.

              W ten sposób można wykończyć dowolny region świata niszcząc go głodem.
              Powtarzam, może Ci umknęło że rośliny GMO, oprócz innych ” zalet”, mają zniszczony gen powtarzalności, więc jeśli rolnik zbierze plon, to swojego ziarna już nie zasieje, bo zgnije a nie wyrośnie.

                1. Jeśli będzie jakiś wybór, to może miałbyś rację, ale wyboru nie będzie. I wystarczy proste embargo dla dowolnego kraju i JUŻ NIE WYROŚNIE, bo nie kupisz.

                  Nie ma to jak hurraoptymizm.

                  Ja tam zamiast wielkich zbiorów czegoś, czego działania tak naprawdę nie znam, wolę ostrożność.

                   

        2. W zasadzie, czyli zasadniczo można uznać, że jak ktoś coś robi źle, postępuje niegodnie, sprzeniewierza się zasadom, to podszywa się. No bo katolik nie może, po prostu nie może być zły. Jak milicjant i członek PZPR jest szlachetny, wspaniałomyślny, tolerancyjny i uczciwy do bólu. A nawet jak przypadkiem jakimś cudem jest, to wyspowiada się i już jest dobry.

      2. Też lubię karpia. Najchętniej w galarecie lub zupie rybnej. Smakowitości. Sprzedawane karpie w Kołobrzegu wyglądały inaczej niż w latach poprzednich. Chodzi o łuski, ale i o smak mięsa. Część pochodziła ze Słowacji, część spod Słupska. Problem w tym, że metka niekoniecznie prawdę ci powie. :-) Zawsze kupowałam królewskiego, a w tym roku bezłuskiego. Smak mięsa to duża różnica.http://www.orybach.pl/8981.htm