300

Jarosław Kaczyński i jego rząd nie miał dobrej prasy w Unii. Unia zaś, według tego wybitnego męża stanu i polityka, miała obowiązek dawać kasę bez szemrania i nie wtrącać się ani nie dociekać na co pieniądze są wydawane. Obcięcie funduszy było postrzegane jako ingerencja w wewnętrzne sprawy suwerennego kraju i równało się niemal wypowiedzeniu wojny.

Ekipa Jarosława Kaczyńskiego (wybitnego męża stanu i polityka) nie wiedzieć czemu została przez wyborców odstawiona na boczny tor. Władzę objęła druga, pragmatyczna, postępowa, proreformatorska. Szybko okazało się, że to para – parapragmatyczna, parapostępowa, areformatorska. Że deklaracje, program to gra pozorów, próba wyeksponowania różnic, których de facto nie ma. Szef rządu od początku dwoił się i troił by wykazać, że nie tylko dorównuje poprzednikom, ale wręcz ich przewyższa. To, co PO twardo i odważnie krytykowała będąc w opozycji – przepychanie w ekspresowym tempie nieprzemyślanych, nieskonsultowanych z nikim, źle napisanych ustaw, kolesiostwo, stanowiska dla swoich* – od początku było normą. Jednocześnie pozbywano się ludzi wykształconych, charyzmatycznych, fachowców. Na przykład – żeby daleko nie szukać – profesora prawa zastąpił magister z niezbyt klarowną przeszłością. Kto stoi na czele resortu teraz nie trzeba przypominać.

Pięć lat rządów pozbawiło złudzeń. Okazało się, że rząd Kaczyńskiego wcale nie był najgorszym rządem polskim od czasów mieszka pustego. Teraz najwidoczniej pan premier Donald Tusk, wielki mąż stanu, polityk i wizjoner, choć bez wizji, postanowił swoje doświadczenia krajowe przenieść na grunt zagraniczny. Nie miał zresztą innego wyjścia, wezwany przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego (j.w.) aby „jasno i głośno” zapowiedział, że jeżeli Polska nie otrzyma w budżecie UE na lata 2014-2020 zapowiadanych 300 mld zł, to rząd zawetuje unijny budżet. Posłusznie ustami wiceprzewodniczącego PE Jacka Protasiewicza zapewnił, że Nie wykluczamy weta w sprawie budżetu europejskiego na lata 2014-2020. Jest taki scenariusz. Gdyby środki przyznane Polsce miały być mniejsze, niż obiecane przez PO 300 mld zł, doczekamy się twardej reakcji premieraPolska dostanie obiecane 300 mld z Unii – dzięki ekipie Tuska. Gdyby nie ta ekipa, bylibyśmy w tarapatach.

Tak! To sama Platforma Obywatelska niczym Zagłoba Szwedom obiecała Polakom Niderlandy – cudze miliardy o które teraz będzie „walczyć”! »Nie tylko wywalczymy kolejny siedmioletni budżet Unii Europejskiej, ale wywalczymy w nim dla Polski jeszcze więcej niż w tym budżecie. To jest rzecz kluczowa, to rzecz która zdecyduje o cywilizacyjnych szansach rozwoju do końca dekady – zapewnia Radosław Sikorski. – Nie ma drużyny, nie ma ekipy, nie ma partii politycznej w Polsce lepiej do tego zadania przygotowanej – dodaje Jacek Protasiewicz. Podczas prezentacji nowego spotu wyborczego minister Sikorski podkreślił, że Polska jest mistrzem Europy w wydawaniu pieniędzy unijnych…« (Całość tutaj; warto zapoznać się z nią zanim zniknie niczym program wyborczy partii)

- Nie pozwólcie, aby w Europie zatriumfowała hipokryzja. Głęboko w to wierzę. Naszą odpowiedzią jest więcej Europy, a nigdy więcej hipokryzji – apelował niedawno premier w Bukareszcie nawiązując do trwających właśnie negocjacji w sprawie budżetu UE na lata 2014-2020. Nareszcie Europa poznała polską definicję hipokryzji – więcej Europy, to więcej kasy dla Polski. Reszta niech sobie nawet ogłasza bankructwo. Czy ta histeryczna „walka” o 300 miliardów nie oznacza jednak przypadkiem, że – parafrazując słowa wiceprzewodniczącego PE Jacka Protasiewicza – Gdyby nie ta ekipa, nie bylibyśmy w tarapatach?


* Dwaj byli opolscy posłowie PO – Łukasz Tusk i Adam Krupa – którzy przed rokiem stracili mandaty, mają już posady w Agencji Nieruchomości Rolnych. Szef Platformy w regionie mówił rok temu: „Obaj eksposłowie w razie potrzeby mogą liczyć na wsparcie partii”.

Dodaj komentarz