Druga droga

Niedawno z ust prominentnego przedstawiciela koalicji usłyszeliśmy, że Polaków nikt nie pytał czy chcą dopłacać 65 zł do każdej tony węgla. Nikt ich też nie pytał czy chcą dołożyć 100 milionów do zadłużonej kopalni wydobywającej węgiel w cenie złota. Teraz rząd po tej niemrawej kampanii propagandowej przystąpił do „restrukturyzacji, która będzie kosztować ponad 2 miliardy złotych. Czyli znowu nikogo nie pytając rząd chce, by każdy Polak dopłacił do górników kolejne 65 zł.

Premier Kopacz tłumaczyła: Kiedy w listopadzie [zeszłego roku] dowiedzieliśmy się, że zabraknie pieniędzy na wypłaty dla górników tuż przed świętami, że zabraknie na wypłacenia dla nich tak ważnej barbórki, kiedy dowiedzieliśmy się na koniec listopada, że strata kopalni w Kompanii Węglowej a tych kopalni jest 14 sięga 400 mln zł a dopłata do każdej wydobytej tony węgla to 65 zł, to wiedzieliśmy, że czas rozmowy o polskim górnictwie miną, że przyszedł czas na działania. Niestety, Puls Biznesu, z którego ten cytat pochodzi, nie wyjaśnił jaką minę p. premier miała na myśli. Być może chodziło o to, że jeśli dziennikarze nie znają języka, w którym informują swoich czytelników, to wszystko co się powie może być miną i może zwrócić się przeciw mówiącemu.

Po ośmiu bez mała latach rządzenia, najpierw jako minister, potem jako marszałek, wreszcie jak premier p. premier dostrzegła, że są dwie drogi. I że dotychczas podążaliśmy pierwszą, ale dziś podążymy drugą. Były tylko dwie drogi, pierwsza droga to ta, która dotychczas była stosowana, czyli systematyczne doprowadzenie dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa do polskiego górnictwa i trwanie albo też droga zdecydowanie trudniejsza wymagająca kompleksowego rozwiązania, wymagająca determinacji. Wybrałam tę drugą.

Łezka się w oku kręci i człowieka tak koło serca coś ściska jak słyszy, że rząd nie pójdzie na łatwiznę, ani na skróty, nie będzie płynął z prądem, tylko zrobi coś, co powinien zrobić już dawno. Bo Polaków nie tylko nikt nie pytał, czy chcą dopłacać do każdej tony węgla 65 zł, ale także czy chcą, by systematyczne doprowadzano dodatkowe pieniądze z budżetu państwa do polskiego górnictwa i konserwowano permanentny stan zapaści. Oczywiście za obecny stan rzeczy nie odpowiada wyłącznie ten rząd. Gdy w roku 2006, gdy w Polsce panowało prawo oraz sprawiedliwość, górnicy także dostali 100 milionów. Bo zagrozili strajkiem. To zawsze działa.

Jak widać przepis na władzę od dawna jest ten sam — jak ktoś ma dużą siłę przebicia i potrafi głośno krzyczeć, to trzeba mu dawać gdy tylko zażąda. Na tym polega i do tego sprowadza się rola rządu. A Polacy? A Polacy powinni w końcu zapytać jak to jest, że im bardziej dotowane są spółki, którymi zarządza skarb państwa, tym większe straty przynoszą? Pora wyręczyć niemrawych dziennikarzy, którzy łamanym językiem ściubią informacje i głośno zapytać jaki procent z miliardowych dotacji spoczął bezpiecznie w kieszeniach zasłużonych towarzyszy prezesów i członków zarządów zasiadających w radach i zarządach z ramienia i po linii? Czy prezesi mianowani po uważaniu z partyjnego klucza mają za zadanie dbać o interes spółki, czy interes partii?

Los prezesa PGE, który miał czelność optować za tym pierwszym chyba nie pozostawia żadnych wątpliwości jakie są w państwowych spółkach priorytety. Z kolei z punktu widzenia Polaków dopłacających do węgla i zarządów każdy dzień strajku to wymierne oszczędności. Niestety pozorne, ponieważ trzeba będzie z kolei pokryć koszty opóźnień zablokowanych pociągów i remonty zdemolowanych ulic…

Dodaj komentarz